Zamieć

Szedł nocą przez zamieć. Płatki śniegu wirowały wokół w ciemnościach, przylepiały sie do rzęs. Mróz niemiłosiernie ciął po młodej twarzy.  Otulony brązowym wełnianym płaszczem przedzierał się przez zaspy, ale szło mu się dziwnie lekko. W mroku zdawało się niemal, że szedł po ich grzbietach, nie zapadając się prawie wcale. Może dlatego, że śnieg był tu już ubity, nie to, co w gęstwinie między drzewami.
 Był na skraju lasu i wychodził z jego zacisza. Po kolejnym kroku uderzył w niego lodowaty podmuch wiatru znad pól. Nie poczuł specjalnie zimna. Może to już idzie odwilż, a może przyzwyczaił się do mrozu. Dziwne, bo w lesie nie wiało, a było mu tam znacznie zimniej. A teraz na polu, nie czuł już nic- ani zimna, ani gorąca… Tylko ten wiatr tak mocno dmie i ścieżkę wciąż zasypuje.
 Jeszcze chwila i dojrzał w zamieci migające żółte światełko. Zbliżał się do skraju wsi. To znaczy, że nie zgubił w ciemności drogi, choć czarno wokół i śnieg sypie. Jeszcze parę kroków i światło przestało migotać. Zrobiło się większe, pomarańczowe. I było kwadratowe, od kształtu maleńkiego okienka, przez które się wydostawało. A potem tuż obok pojawiła się pionowa kreska, żarząca się tą samą barwą. Szczelina w niedokładnie zbitych z desek drzwiach.
 Zbliżał się do kuźni stojącej na skraju wsi. Powoli podszedł do szpary w drzwiach i zajrzał ostrożnie jednym okiem do środka. Wysoki, silny kowal krzątał się przy dogasającym palenisku. Czerwony żar nadawał drewnianemu wnętrzu iście piekielny wygląd. W krwawym blasku wszystkie te młotki, obcęgi i inne metalowe przedmioty jawiły się niczym narzędzia tortur.
 – Diabli nadali- mruczał pod nosem rosły kowal, odkładając na półkę ciężki młot i zgarniając metalowe odłamki ze stołu.- Wieje od południa, do jutra  śniegu nawali…
 Odsunął się od szczeliny w drzwiach. Znów otoczyła go gęsta ciemność nocy. Odwrócił głowę. Po prawej stronie zobaczył kilka świateł. Jest już prawie we wsi. Jeszce parę kroków i będzie w domu. Ciekawe, czy matula jeszcze czeka na niego, czy już poszła spać. Ucieszył się w duchu, że wreszcie odpocznie, chociaż teraz już nie czuł zmęczenia, a i szło mu się tak jakoś łatwo.
 Ruszył w stronę zabudowań na skraju. Z pierwszej lichej zagrody dobiegły go jęki i jakieś trzaski i hałasy. Pewnie Grzyb znowu tłucze swoją żonę. Jutro biedna kobiecina będzie chować przed ludźmi swoje sińce, a oni będą udawać, że ich nie widzą, jak zwykle. A potem będzie w domu potulnie usługiwać mężowi, aż do następnego wieczora, kiedy ten wróci pijany i znów ją spierze. Czyli niedługo.
 Z trudem już dostrzegał zarysy chat. Śnieg padał coraz gęstszy i wiatr wiał mocniej. Szedł środkiem wsi, nie zdając sobie sprawy, że nie zostawia za sobą śladów na drodze. A może to śnieg od razu je przysypywał…
 Następny ciemny kształt wyłonił się z mroku, po lewej stronie. Duży, prostokątny- kolejna chata. W środku ciemno, wszyscy juz poszli spać. A może nie śpią jeszcze, tylko leżą niespokojnie, nasłuchując wycia zimowego wiatru za oknem i martwiąc się zawieją.
 Nagle śród szumu dobiegł go jakiś słaby głosik. Ktoś śpiewał kołysankę. Ostrożnie zakradł się do następnej zagrody i zajrzał przez małe okno. Wewnątrz tylko jedna świeczka oświetlała pokój. Na krześle siedziała młynarzowa z małym dzieckiem na ręku. Stary chrapał w łóżku, nakryty cały pierzyną, a ona tuliła maleństwo, które nie chciało zasnąć.
 -Juści, śpij… spij maleńki…
 Popatrzył na nią i uśmiechnął się lekko, łagodnie. Tak u nich cicho i spokojnie. A tu, na dworze, mróz i zamieć.
 Ale to jeszcze nie jego chata. Odsunął się od ściany i wrócił na środek wsi. Droga biegła prosto. Już niedaleko. Jeszcze trochę i będzie… Gdzie? Dokąd zmierza tak sam ciemną nocą? Już sam nie wiedział, co było celem jego wędrówki. Ruszył wolno przed siebie, gdzie nogi poniosą. Przed sobą nic już nie miał, za sobą zostawiał pustkę i ciemność, wszystko znikało.
 Rozpłynął się wśród wirującego śniegu…

 Jutro na skraju lasu, przed wsią, znajdą jego zamarznięte ciało. Ciekawe, czy sprawią mu ładny pogrzeb…
 

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz