Aedrin siedział w tawernie patrząc leniwie na siedziących kiedy podszedł kelner poprosił o kufel piwa.
po kilku minutach dostał piwa smakowało jak psie szczyny ale pił dalej. W karczmie zaczynało sie robic nie spokojnie ale Aedrin tylko poprawił miecz i czekał na rozwój wypadków. Mineło już troche czasu i skonczył pic piwo.
Już miał wychodzic gdy jakiś wielki Drab złapał go za kołnież kaftana i pociągnął do siebie stało się to zbyt szybko i Aedrin nie zdążył zareagowac
- Co my tu mamy? Chę
- Coś ty za jeden? Pewnie żołnieżyk co?
Nie odpowiedział.
Czterech najwyrażniej kompaów Draba wstało i podeszło
Wtem jeden z drabów odezwał się- błoto ma w paszczy to nie może mówic
i zarechotał.
-Słuchaj no daj dobrym ludziom na życie bo jak nie to sami weźmiemy. Nagle z kąta wyszedł człowiek którego nikt wcześniej nie widział i powiedział.
- Zostawcie go to mój znajomy
A co będzie jak go nie zostawimy?-Spytał drab
- To Dostaniecie mniejszy oklep-powiedział nie znajomy.
- na to drab zarechotał ale nim skończył z ppiersi wystawał mu już dułgi sztylet.Zpiersi i ust polała się krew
Aedrin bez większego namysłu wyciągnął miecz i chlasnął na odlew pirwszego kompana draba.
Ciął go przez brzuch tentylko złapał się i skonał na miejscu. pozosta łych trzech zwiało.
- Dziękuje za pomoc.
- Nie przedstawiliśmy się sobie, jestem Aedrin
- A ja Bunduk
- Drobiazk w dzisiejszych czasach lepiej nie chodzic samemu
- Jakoś nie trafiłem na dobrego kompana.
- Acha, wiesz co mam kilku kompanów może byś do nas dołączył jeden miecz więcej to jednak lepiej.
-raczej nie ja tylko w sprawie ogłoszenia.
-tego o Collingu z Bullan?
-tak.
- to tym lepiej my też o niego pytujemy.
- no to mogę się z wami ruszyc.
-poczekaj chwilę pójdę po reszte.
Po półgodzinie do karczmy wkroczyło trzech krasnoludów jeden półelf i Bunduk
- Panowie poznajcie naszego nowego nowego towarzysza podrurzy.
- Jestem Aedrin.
- A ja Oran
- A ja Aran
- Mnie wołają Klif
Powiedziały krasnoludy.
- Możesz do mnie mówic Kefl
Zasugerował półelf
Może sobie spoczniemy powiedział Bunduk
potym jak dobrze pojedli i popili Aedrin dowiedział się że tak naprawdę Colling wraca do swojej kryjówki na wrzosowiskach Haka i tam trzeba się udac.
-Podróż będzie trudna ale nagroda 4000 Ciryjskich Denarów- Powiedział Oran
Ale najpierw trzeba go zaszlachtowac.
-Dobra chłopy czas spac bo jutro wstajemy wzesnie- zakomenderował Bunduk.
Następnego dnia wyruszyli odrazu jak słońce wzeszło.
podruż przebiegała spokojnie.
. . .
Pustelnik siedział przed swoją chatą i nasłuchiwał ptaków ale zamiast ptaków usłyszał wycie wilka wiedział co to znaczy i szybko wszedł do chaty i zaryglował drzwi. Wiedział również że są małe szanse że rygiel i kłódka powstrzymają to co nadchodzi ale nadzieje warto mieć.
Wkrótce miał się przekonać że nadzieja jest matką głupich
. . .
szli traktem nic się nie działo a to wzbudzało podejrzenia w Aedrinie. szli i szli aż w końcu doszli do rzeki i zarządzili popas. A podczas popasu stworzyli plan działania. A było to tak. Nasrępny popas będziemy mieli w Verunie tam też zdobędziemy informacje gdzie przebywa Colling potem zostawimy rzeczy nie potrzebne.
Kiedy dotarli do Veruny wynajęli pokój w karczmie i omawiali szczegóły planu.
- A ja wam mówię że dokładniej się już nie da odmówić.- powiedział Bunduk
- No a co jeżeli ma ochroniarzy powiedział połelf.
- Plan jest prosty: Jedziemy na wrzosowiska znajdujemy kryjówkę Collinga i teraz tak. Ja i Kelf zachodzimy mu drogę z tyłu Oran i Aran idą od boków a Aedrin i Klif nacierają od przodu. Czy to nie proste?
- nie według mnie taktyka nacierania jest zbyt banalna.
- bo dla ciebie wszystko jest zbyt banalne.
- Lepiej by było gdyby Oran i Aran rzucili toporkami a ja bym strzelał do niego z łuku wtedy ty Klif i nasz żołnierz ruszyli byście do ataku. Czy to nie lepsze rozwiązanie?
- Nie! Nie lepsze bo kiedy ty zostajesz w tyle my trzej będziemy najbardziej narażeni.
- No cóż to nie moja wina będzie kiedy kilku z nas zginie.
- A chędożyć was w żyć i te wasze kłótnie. Mnie już uszy bolą od tego waszego babskiego jazgotu, pójdzie my na niego żyć mu spierzemy i nagrodę odbierzemy. Powiedział Aran.
. . .
Podczas rozmowy naszych bohaterów pewna osoba zbyt ciekawa zaczęła nasłuchiwać rozmowy wiedząc że za te informacje może dostać niezłą sumkę która nie będzie liczona ani w Ciryjskich Denarach ani w Argach nawet nie w Cesarskich Srebrnikach tylko w złocie. Obiecano mu za te informacje 100 sztuk złota a każdy kto choć raz widział a złoto był to skarb nie do opisania. Miał na imię Agane i był wieśniakiem z pobliskiej wioski a mógł za te pieniądze kupić sobie dom w Verunie.
Po godzinie kiedy skończył podsłuchiwać czekał na niego pracodawca (w starym domu).
- najpierw daj mi informacje. Powiedział pracodawca. jak już wcześniej zauważył miał on dziwną bliznę która po przypatrzeniu się wyglądała jak jakaś litera w mowie Elrudinai.
- Potem kasa
- Dobra dobra. Powiedział Agane już się robi; Więc chcą wyruszyć jutro popołudniu. Nie będą najmowali żadnych przewodników a kryjówkę będą chcieli odnaleźć sami, jest ich sześciu trzech krasnoludów dwóch ludzi i chyba półelf lub elf albo ktoś podobny, dobrze nie słyszałem.
- dobrze, a coś jeszcze masz mi do powiedzenia?
- Nie to już wszystko a teraz nagroda.
- oto ona podał mu skrzynkę.
Kiedy Agane otworzył skrzynkę w twarz strzelił mu dziwny czerwony proszek rozkasłał się na chwile potem poczuł ucisk w gardle i świat zawirował.
Człowiek z bliznom patrzył jak jego informator kona. Wiedział że w tej chwili krew z jego całego ciała płynie do jego mózgu aby tam ulec wybuchowi chciał popatrzeć. Lubił patrzeć na śmierć.
Po kilku minutach krew zaczynała wycieka uszu ust, nosa i oczu posoka z ust zdławiła krzyk rozpaczy.Agane już był trupem a le człowiek z bliznom popatrzył jeszcze chwile i sprzątnął zwłoki chłopaka.
. . .
Po południu wyruszyli na wrzosowisko, wszyscy krasnoludy uzbrojone po zęby w toporki do rzucania i wielkie topory bojowe półelfze swoim długim łukiem strzałami oraz długim sztyletem i Aedrin z nie odstępnym mieczem oraz bunduk z kuszą na ramieniu i krótkim mieczem.
Kryjówka jak się spodziewali nie była w cale taka ukryta znaleźli sporą chatę po pół godzinie zaskoczyło i cz to a jeszcze bardziej to że gdy podeszli drzwi się otworzyły krasnoludy weszły pierwsze. Ale kiedy cała kompania weszła drzwi się zatrzasnęły i na drużynę wypadło pięciu uzbrojonych w długie miecze mężczyzn, Trzy Krasnoludy jak na komęde rzuciły toporkami trafiając trzech atakujących a Kelf zabił jednego z łuku a bunduk z kuszy to wszystko stało się tak szybko że zszokowany Aedrin nawet nie zdążył wyciągnąć miecza.idziemy powieszał Klif wyjmując toporek z trupa i krew trysnęła z rany i chlusnęła na podłogę. Kiedy weszli na pierwsze piętro omal nie umarli ze strach.
na ich oczach człowiek z ogłoszenia zmieniał się w wilkołaka! najpierw nogi i ręce mu się wydłużyły potem szyja zaczęła się wydłużać i porastać futrem.
Twarz zaczęła się wydłużać a na jej końcu zaczął się formować czarny nos całe ciało zaczęło się pokrywać futrem aż wreszcie stanął przed nimi wilkołak z mieczem w łapie. I powiedział.
-Czemu wtargnęliście do mojego domu bez zaproszenia i zabijaliście moich ludzi? Kto wam dał do tego prawo??
I rzucił się na nich w samom porę odskoczyli.
Krasnoludy rzucały toporkami na odlew a Colling zręcznie ich unikał lub odbijał Bunduk strzelił z kuszy ale potwór tylko złapał pocisk w locie.
I ten właśnie moment wykorzystał Kelf. Wystrzelił a strzała trafiła w żebra potwora, zawył ułamał strzale i rzucił się na półelfa ten ledwo zdążył uniknąć .Padł i gdyby nie Aedrin już by nie żył, rzucił się on na niego z mieczem lecz potwór tylko trzepnął go łapą. Wszyscy usłyszeli tylko trzask kości i Aedrin przeleciał na drugi koniec pokoju.
Półelf ponownie wykorzystał moment nie uwagi i wbił oba sztylety w potwora.
Colling zawył a Bunduk strzelił do niego ze świeżo naciągniętej kuszy,
Bełt trafił w brzuch. Wilkołak zawył znowu i już chciał ostatkiem sił zmiażdżyć półelfa lecz krasnoludy rzuciły się na niego ze swoimi wielkimi toporami i poodcinały mu ręce i ostatni głowę.
Posoka trysnęła wielką fontanną z odciętych kończyn a z miejsca gdzie była głowa poleciała krew aż do sufitu.
Wielkie cielsko zwaliło się na bok i jeszcze drgało spazmatycznie.
Od razu podbiegli do Aedrina i wzięli na ręce. Wydał z siebie głuchy jęk.
Przerazili się kiedy poczuli złamania żeber.
EPILOG
Z salonu wyszedł mag trzech krasnoludów człowiek i półelf wstali natychmiast.
- Jest z nim bardzo źle wszystkie żebra oprócz jednego są połamane ale robie co w mojej mocy.
- rozumiemy ale wyliże się z tego? Spytał Oran
- Nie wiem. Ale nie żywił bym wielkich nadziei. Odparł mag.
- no cóż możemy dopłacić jeśli będzie trzeba.
- Nie o to chodzi. po prostu będzie trudno.
I wszedł z powrotem do salonu. cała kompania opadła na kanapy w poczekalni.
Po ośmiu godzinach siedzenia z salonu znowu wyszedł mag teraz jednak blady ale z uśmiechem na ustach i powiedział
- Ma on wielką wole przetrwania. I to go uratowało ale teraz na rok zostaje u mnie i będzie dochodził do siebie.
Cała kompania rzuciła się na maga dziękując i mówiąc pochwały.
KONIEC
