Wiedźmy Cz. I

Elena była czarodziejką. Albo raczej sympatyczką magi. Interesowały ją czary. Zainteresowanie to miała od dzieciństwa. Od dziewiątych urodzin. Wtedy rodzice pozwolili jej dłużej nie spać, a ona wytrzymała, aż do północy. Północ ta magiczna godzina. Elena wyjrzała przez wychodzące na ogród okno swojego pokoju i zobaczyła coś niezwykłego. Cały ogród, wszystkie kwiaty, trawa ziemia… pokryty był srebrem. Miliardy maleńkich, błyszczących kryształków osiadły na wszystkim. Elena wpatrywała się jak urzeczona, ale kiedy mrugnęła wszystko zniknęło.

Od tamtej pory Elena zaczytywała się we wszystko co miało związek z magią od literatury fantasy po literaturę faktu, po te drugą sięgnęła w wieku czternastu lat. Jej rodziców to nie obchodziło, byli zbyt zajęci kłótniami, rozwodem, nowymi partnerami. Elena miała swój pokój tylko dla siebie, a jej ojciec i macocha tam nie wchodzili. Mogła więc zapełnić go książkami o czakrze, duchach i innych formach magii.

Teraz po jej kawalerce walały się nie tylko książki, ale i czasopisma, audiobooki, płyt z kursami etc. Na podłodze z kolei stały trzy miedziane lichtarze, a w nich cienkie świece, biała, ciemnozielona i granatowa. Płonęły ustawione jako wierzchołki mniej więcej równoramiennego trójkąta. Elena klęczała na środku figury trzymając drewnianą miseczkę. W środku bielała sól, a na niej leżał gładki czarny kamyk, po którego Elena specjalnie jechała nad rzekę i grosik.

Daj mi to czego potrzebuje,

daj mi pieniądze

daj mi spokój,

daj mi przyjaciół,

daj mi miłość,

daj mi szczęście.

Daj mi Magie.

Elena nie była pewna czy dobrze wyrecytowała formułkę, postawiła drewniana miseczkę na podłodze, zgasiła świece. Wyjęła z naczynia kamyk i monetę, wsadziła je do kieszeni jeansów. Wstała i podeszła do stolika. Na nim leżała książka w jasnozielonej, miękkiej okładce. Z pomiędzy stron wystawała pomarańczowa zakładka, Elena otworzyła książkę we wskazywanym przez nią miejscu. Zaczęła czytać. Wszystko dobrze, pomyślała.

Zaczęła sprzątać. Świece, lichtarze, książkę i drewniana miseczkę odłożyła do szafki, w której trzymała potrzebne do praktykowania magi przedmioty. Zgodnie z nakazem zawartym w książce wysypała sól przez okno, by ta przebywszy dwa piętra trafiła na chodnik. Oczywiście uważała, by nikt tego nie zobaczył. Grosik trafił do portfela, ale kamyk został w kieszeni. Teraz miała się z nim nie rozstawać, uczyniła go swoim amuletem, talizmanem, który ma jej przynieść szczęście. Kiedy o tym myślała naszła ja ochota, by sprawdzić czy listonosz niczego nie przyniósł.

Zeszła na parter, otworzyła swoją czerwona skrzynkę na listy i wyciągnęła z niej dwie koperty i jedna paczkę. Wróciła do mieszkania. Koperty zawierały rachunki. Zapominając o paczce Elena siadła do biurka, włączyła komputer i zajęła się przelewami, czynnością, w porównaniu z magią, prozaiczną.