„Trzynaste miasto” Rozdział V

Miasto, którego ulicami spacerowała, wydawało jej się bardzo osobliwe. W sumie nawet lubiła w nim przebywać, mimo tego, iż niewiele o nim wiedziała. Nagle stanęła obok czegoś, czego w tym mieście nie powinna się spodziewać. Była co prawda zbudowana w pięknym stylu tegoż miasta, jednak mimo wszystko, Kyōko zszokowało to, co zobaczyła, a wiedziała, że powinna się tego przecież spodziewać. Przy drodze, elegancko, stała sobie karczma o wdzięcznej nazwie: „Karczma pod Różową Świnką”. Po szoku przyszło rozbawienie. Kyōko zaczęła cicho chichotać, ze względu na zabawny charakter, niby zwyczajnej nazwy, jednak jakoś nie pasującą do tutejszego klimatu. Jako, że nigdy nie pojawiała się w takich miejscach, kiedy była w pierwszym mieście, z wiadomych powodów (wszelkie istoty nagle tracą dobry humor i wpatrują się w nią ze strachem), więc Kyōko, korzystając z okazji, iż nie znajduje się już tam gdzie zawsze, tylko w zupełnie innym mieście, weszła po cichu do środka. Atmosfera była wesoła, wszyscy goście jedli i pili. Kyōko usiadła sobie przy małym stoliku z boku, na razie nie mając ochoty na żaden posiłek. Jedynie chciała poobserwować istoty, przebywające w tej karczmie, bez obawy, że wszyscy bedą na nią patrzeć ze strachem i dezaprobatą. W końcu podeszła do niej kelnerka, pytając, co chce do jedzenia lub picia. Kyōko zauważyła, że któryś z gości pije jakiś brązowawy, bąbelkowy napój.

— Co to jest za napój? — zapytała ciekawie.

— Cola — odparła kelnerka. — Przyjezdna?

Kyōko kiwnęła głową.

— No, cóż, nie zaszkodzi spróbować — powiedziała. — Poproszę jedną szklankę tego napoju.

— Oczywiście, zaraz przyniosę — zakomunikowała kelnerka i odeszła od stolika. Kyōko rozejrzała się dokładniej. Niektórzy siedzieli blisko siebie, natomiast inni, po kątach. Zauważyła jednego człowieka, który był najbardziej odsunięty od całej reszty. Wydawało się, że wszyscy celowo go unikają i chcą się trzymać od niego jak najdalej. Ten człowiek zachowywał się bardzo hałaśliwie. Śmiał się głośno sam do siebie i wypijał piwo litrami. Miał na sobie granatową pelerynę oficerską z naszytą małą złotą sylwetką smoka, owiniętego wokół liczby 13 – symbol trzynastego miasta, a za pasem miał zatknięte jitte. Krzyczał coś po pijaku, a biedne kelnerki tylko przynosiły mu nowe piwo. W międzyczasie Kyōko dostała swoją szklankę coli, stwierdziła, że jest to całkiem smaczny napój i wypiła wszystko na raz. Jak potem kelnerka wróciła po szklankę, Kyōko spytała się, ile ma zapłacić, po czym skrupulatnie odliczyła piętnaście beli, wciskając jedną monetę kobiecie w rękę.

— GDZIE MOJE PIWO?! — rozległ się pijacki krzyk oficera.

— On tu tak przychodzi codziennie — usłyszała szept pewnego człowieka, ktory rozmawiał z elfem nieopodal. — Oficer, to nikt mu się nie przeciwstawi. Nawet po pijaku jest zdolny wyrządzić szkody.

— Współczuję właścicielowi — powiedział elf. — Ten cały oficer psuje renomę tej karczmy. A także utrudnia życie kelnerkom.

Kobieta, która przynosiła Kyōko colę, właśnie była zmuszona zanieść owemu oficerowi kolejny kufel. Ten nawet nie podziękował, wypił wszystko na jeden łyk i zaczepiał kelnerki, przechodzące akurat koło niego. Odnosił się do nich wręcz chamsko, a to zbyt mało powiedziane. Dodatkowo, tekstów tych nie warto przytaczać. Mogłoby to wywołać zbyt wielki szok u czytelnika, wręcz nawet zgorszenie i innego rodzaju negatywne emocje.

* * *

A zdarzyło się, że akurat szef korpusu oficerów wybrał się na spacer. Zdziwiło go, że nie widział człowieka, któremu kazał patrolować tereny w okolicach ratusza i ulicy głównej, która wychodziła centralnie od niego. Usłyszał, że w karczmie „pod Różową Świnką” się coś dzieje, gdyż dochodziły z niej nienaturalnie głośne odgłosy wrzawy. Postanowił sprawdzić, co spowodowało takie zamieszanie i ukarać sprawców, jako iż jest to jawne burzenie porządku publicznego.

* * *

Kyōko wstała ze swojego miejsca i powoli szła, niesiona gniewem w stronę owego oficera, siedzącego przy swoim stole, z kuflem piwa w ręku. W całej karczmie zrobiło się cicho.

— Ty też chcesz się zabawić, siostrzyczko? — zawołał pijany oficer.

— Przeproś natychmiast tamte kobiety i mnie, a potem się stąd wynoś, i nie wracaj — powiedziała Kyōko, cała się trzęsąc z gniewu.

— HĘ!? — ryknął oficer, podnosząc się z miejsca i wyciągając jitte zza pasa, mierząc nim w Kyōko. — A kim TY jesteś, żeby MNIE to mówić?! JA jestem tu OFICEREM! A ty tylko zwykłym elfem!

— Półelfem, żeby być dokładnym — odparła Kyōko. — I co z tego? Ty za to przynosisz ujmę korpusowi oficerskiemu i psujesz dobrą opinię tej karczmy.

Oficer zamachnął się jitte. Kyōko zrobiła zręczny unik i rozwinęła skrzydła.

— DEMON! — wykrzyknął oficer, atakując Kyōko raz po raz. W końcu użył magii. Przywołał wielką kulę wody. Półelfka spokojnie wytworzyła tarczę wokół siebie i innych w karczmie, stojących teraz za nią i z uwagą obserwujacych widowisko. Woda rozprysnęła się dookoła, nie robiąc nikomu krzywdy. Po chwili całe dłonie Reiny były w niebieskim ogniu, który wytworzyła. Uformowała go na kształt lanc i rzuciła nimi w przeciwnika. Trafiła. Oficer zajął się ogniem.

— Dokop mu, Skrzydlata! — wrzasnął jeden z gości.

— Pokaż mu jego miejsce! — wykrzyknęła któraś z kelnerek.

* * *

Szef korpusu oficerów spokojnie wszedł do karczmy, sądząc, że natrafi na bandę bijących się pijaków, jednak to, co zobaczył wywołało u niego niezły szok. Jeden z jego oficerów palił się niebieskim ogniem, a niedaleko stała sprawczyni całego zajścia. Miała ręce pokryte owymi płomieniami, jednak nie robiły jej krzywdy. Z pleców wyrastały jej wielkie skrzydła, jak u smoka, a jej oczy były całe czarne, z wyjątkiem złotych tęczówek. Promieniała gniewem, a istoty, znajdujące się w karczmie dopingowały ją zza wytworzonej przez nią półprzezroczystej tarczy.

— Co tu się, u licha dzieje? — zapytał najbliższego mu człowieka. Ten streścił mu całą sytuację od początku. I teraz również szef korpusu oficerów z uwagą przyglądał się całemu zajściu.

* * *

— Przeproś, wyjdź i nie wracaj — powtórzyła Kyōko głosem drżącym z gniewu. — I zaraportuj swojemu szefowi, o tym co robiłeś, zamiast patrolować okolicę.

— W życiu! — wrzasnął człowiek, wciąż paląc się niebieskimi płomieniami. — Zabije mnie!

— Więc wolisz zginąć tutaj? — odparła półelfka spokojnym głosem. — Głupi człowiek. Poprosiłam cię, żebyś przeprosił i wyszedł. Czy jest tak trudno to zrobić? Poza tym, to że zostałeś oficerem chyba coś znaczy. Nie sądzę, żebyś od razu został zabity przez swojego szefa, choćby nie wiem jak bardzo był wściekły. Ostatnio jest niedobór oficerów w trzynastym mieście.

— Zgaś proszę mojego podwładnego — rozległ się głos z widowni. Palący się oficer zamarł w jeszcze większym strachu.

* * *

I właśnie wtedy szef korpusu oficerskiego postanowił zainterweniować, jednak kiedy widział sylwetkę ognistej postaci, ogarniał go strach, tak, nawet jego. pozostało tylko grzecznie poprosić. Poza tym był coś jej winien. Powstrzymała jego podwładnego od dalszego zakłócania porządku, oraz próbowała przemówić mu do rozumu, którego powiedzmy szczerze – nie miał. Szefowi korpusu oficerskiego było żal jego głupoty. I właśnie dlatego włożył swoją dumę do kieszeni, wyszedł przed tłum, pokłonił się i poprosił ją, by zgasiła jego podwładnego. Istota, półelfka, jak się dowiedział, spojrzała się w jego stronę.

— Pan jest…? — spytała.

— Szef korpusu oficerskiego, Sarukawa Koichi — przedstawił się. — Nie obawiają się, nie minie go kara — dopowiedział, wskazując na swojego podwładnego.

– A, jasne — odparła istota, gasząc natychmiast płomienie. Złożyła swoje skrzydła, które wtopiły się w plecy i teraz półelfka przyglądała mu się uważnie.

— Chciałbym także, żeby panienka również ze mną poszła. Mam do panienki parę pytań. Mam nadzieję, że ma panienka czas, żeby przyjść na chwilę do mojego biura. To w sumie całkiem niedaleko — powiedział szef korpusu oficerskiego, łapiąc swojego podwładnego mocno, żeby nie mógł uciec.

— Nie ma sprawy — odpowiedziała od razu półelfka.

* * *

Gdy wreszcie znaleźli się na terenie korpusu oficerskiego, Sarukawa zaciągnął swojego podwładnego do gabinetu, a Kyōko poprosił, żeby zaczekała chwilę przed drzwiami. Po jakichś piętnastu minutach, oficer wyszedł ze spuszczoną głową, po czym pobiegł, szybko zerkając na Kyōko ze strachem. Wtedy półelfka weszła do skromnie urządzonego gabinetu. Za biurkiem siedział Sarukawa Koichi i spoglądał na Kyōko z zaciekawieniem.

— Wejdźcie, wejdźcie, panienko — powiedział. Kyōko zamknęła za sobą drzwi. Zdziwił ją sposób jego zwracania się do niej. W ten sposób zwracało się do kogoś ważnego, albo też lordowie mówili tak między sobą na oficjalnych spotkaniach. — Nie ukrywam, że mam dla panienki pewną ofertę — zaczął od razu. — Mam nadzieję, iż stanie się propozycją nie do odrzucenia.

— Słucham — odparła tylko Kyōko.

— Hmmm… No cóż… — zająknął się szef korpusu oficerskiego. — W takim razie, żeby już nie owijać w bawełnę, chciałbym, abyście użyczyli nam swojej siły, panienko i wstąpili do tajnych służb specjalnych trzynastego korpusu oficerskiego.

— ŻE CO?! —wykrzyknęła półelfka. — Kobietom nie wolno dołączać do korpusu — powiedziała już spokojnie. — Rzekomo mamy zbyt słabe moce magiczne, ale tak naprawdę nikt nigdy nie wyraził chęci sprawdzenia naszego poziomu. A teraz JA mam dołączać do korpusu?! — znów zaczęła krzyczeć. — A poza tym jestem z pierwszego miasta i muszę jeszcze dziś do niego wrócić.

— Moje najszczersze przeprosiny! — powiedział Sarukawa, kłaniając się w pas. — Wiem, iż moja prośba jest bezsensowna, jednakże potrzebujemy panienki i myślę, iż można zrobić wyjątek, wiedząc jaką wspaniałą moc posiadacie.

— To nie zmienia faktu, że nie jestem stąd i jako taka, powinnam w takim razie wstąpić do pierwszego korpusu — odparła spokojnie Kyōko.

— Wspominałem już, że to są TAJNE służby specjane korpusu, a jego członkowie pochodzą ze wszystkich miast i nie muszą być nawet tu, na miejscu. Wystarczy, że mieszkają w swoim mieście, ale należą jednocześnie do trzynastego korpusu i są w każej chwili gotowi na przeznaczoną im tajną misję. Proszę się jeszcze nad tym porządnie zastanowić. Dodatkowo miesięczna pensja wynosi dwa razy tyle, ile u zwykłego oficera, a dla panienki będzie wyjątkowo trzy razy tyle, czyli jakieś trzydzieści tysięcy beli plus wysokie stanowisko — próbował przekonać ją Sarukawa.

Kyōko zastanawiała się chwilę. Jak chce coś znaczyć na tym świecie, to teraz miała szansę i wątpiła, żeby pierwszy korpus ją przyjął, choćby miała moc porównywalną do Shinjiego, a szef trzynastego wręcz błaga ją o dołączenie, dodatkowo oferuje wysokie stanowisko, i więcej, niż dobrą zapłatę.

— Dawaj pelerynę i jitte — powiedziała. — Dołączę do tego twojego korpusu.

Sarukawa był wniebowzięty. Energicznie podniósł się z krzesła, wbiegł do pomieszczenia za gabinetem, z którego po chwili się wyłonił, trzymając w rękach granatową pelerynę z symbolem trzynastego korpusu, oraz jitte. Kiedy Kyōko wzięła je do ręki, czuła, jakby było zrobione specjalnie dla mnie. Zarzuciła sobie pelerynę na ramiona i już miała wychodzić, ale Sarukawa zawołał jeszcze za nią:

— Podacie mi swoje imię? Muszę wszystko odpowiednio zapisać.

— Kyōko — odparła.

— A nazwisko?

— Nie mam — powiedziała Kyōko. — Ale jak chcesz, to możesz wpisać Aizawa. To nazwisko człowieka, który przygarnął mnie, kiedy byłam dzieckiem.

Sarukawa wyglądał, jakby był nieco zdziwiony i domyślał się, o co chodzi, jednak wszystko odpowiednio zapisał.

— Do zobaczenia, Sarukawa — powiedziała Kyōko na odchodnym.

— Dziękuję za współpracę, Aizawa-sama — odparł Sarukawa.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz