„Trzynaste miasto” Rozdział IV

Jechali stępa po ulicach Trzynastki. Kyōko z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, w końcu zawsze przebywała tylko w pierwszym mieście i jego okolicach. Tutaj czuła się dobrze. Nikt się na nią krzywo nie spojrzał, chociaż na pewno mnóstwo ludzi zauważyło jej odmienność, ale nikt nie wydawał się tym przejmować.

„Kyōko” usłyszała nagle w myślach. Podniosła głowę i spojrzała w górę, gdzie zobaczyła, że strażnik pierwszego miasta zwrócił łeb w jej stronę i mrugnął znacząco.

„Tak?” Pomyślała w odpowiedzi, mając nadzieję, że smok ją również usłyszy.

„Poznajesz mnie?” W odpowiedzi nieznacznie kiwnęła głową. „Na imię mam Daisuke i jestem strażnikiem pierwszego miasta, ale to drugie już wiesz, prawda?” Znowu przytaknęła.

„Dlaczego ze mną rozmawiasz?” spytała smoka Kyōko. „Przecież chyba Shinji jest Wybranym, nie ja, czemu nie zwracasz się do niego?”

„Bo to z tobą chciałem porozmawiać” powiedział Daisuke. „Może jeszcze nie masz o tym pojęcia, ale z każdym krokiem zbliżasz się do punktu zwrotnego w twoim życiu. Shinji doskonale o tym wie, dlatego to właśnie ciebie zabrał ze sobą tutaj.”

„Co masz na myśli?” zdziwiła się półelfka.

„Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie” odparł tajemniczo smok. „W końcu, jakbym ci to powiedział, to byłoby nudno, a ty nie miałabyś niespodzianki. Poza tym, gdybyś się dowiedziała zbyt wcześnie, to możliwe, że twoje życie mogłoby pójść w złym kierunku, dlatego należy zawsze czekać na odpowiednią chwilę.” Yuri milczała, więc smok kontynuował. „Teraz mogę ci powiedzieć tylko tyle: nie trać głowy na spotkaniu, zachowuj się jak u siebie w domu. Nie sądzę, żeby zostały wyciągnięte konsekwencje, bez względu na to co zrobisz. Oczywiście w granicach rozsądku. Poza tym Shinji chyba nie przyciągnął ciebie tu, żebyś po prostu stała, jedynie milcząc.”

Kyōko chciała go zapytać, co ma na myśli, ale smok już milczał. Skierowała wzrok przed siebie i zobaczyła, że znajdują się przed ratuszem. Był dwukrotnie większy od tego w Jedynce i o wiele piękniejszy. Zatrzymali pegazy i uwiązali je koło kilku innych, które zapewne należały do innych lordów. Weszli do budynku. Rozkład pomieszczeń był podobny do tego w pierwszym mieście, więc Kyōko w miarę orientowała się w terenie. Weszli do wielkiej sali obrad, gdzie przy wiekim okrągłym stole ustawionych było trzynaście ozdobnych krzeseł, każde w innym stylu. Jedenaście z nich już było zajętych, co oznacza, że przybyli ostatni.

— Witamy, witamy, lordzie Shinji — powiedział elf o długich jasnych włosach, który ubrany był w ubrania w kolorach ziemi z motywami roślinnymi, a na głowie miał prosty diadem w kształcie opaski. — Jak zawsze wtapiamy się w tłum, co? — Yuri, przyglądając się rozmieszczeniu foteli, wywnioskowała, że jest Naczelnym ósmego miasta. Podobno w nim mieszkają same leśne elfy.

— Miło was znów widzieć, lordzie Silvo — odparł Shinji.

— Oh, la la! — wykrzyknął elf. — A cóż tu robi taka piękna dama? — Bez wątpienia odnosiło się do Kyōko, która stała obok Shinjiego i w ciszy obserwowała wydarzenia.

— Przymknijcie się wreszcie, Silvo! — krzyknął tęgi krasnolud, zajmujący miejsce na dwunastym fotelu. — Nie sądzę, żebyśmy mieli czas debatować nad sprawą tej młodej damy. Nie jest tu pożądaną istotą, więc należy ją grzecznie wyprosić.

— Chcecie się bić, Gundam?! — wrzasnął lord Silvo podrywając się z krzesła.

— Jak sobie życzycie! — odkrzyknął krasnolud, również gwałtownie wstając. Widać było, że krasnoludy i elfy nie są w stanie żyć ze sobą w zgodzie. Przy każdej możliwej okazji kłócili się o wszystko co popadnie.

— Lordowie — powiedział człowiek, siedzący na piątym krześle. Jego długie błękitne włosy, były związane na karku. — Możemy to przecież załatwić pokojowo. — W piątym mieście podobno mieszkają głównie krasnoludy i elfy, a los tak chciał, żeby akurat człowiek został ich Naczelnym, oraz by na jego barki spadł ciężar rozwiązywania sporów i powstrzymywania kłótni między obydwoma rasami.

— Mogę się na chwilę wtrącić? — powiedział spokojnie Shinji, wciąż stojąc w wejściu.

— NIE! — wrzasnęli jednocześnie krasnolud i elf. Po chwili jednak się opamiętali i odwrócili się wyczekująco w stronę Shinjiego.

— Proszę, mówcie, lordzie Shinji — powiedział spokojnie człowiek, siadając już na swoim krześle.

— Dziękuję, lordzie Lorlenie — odparł Shinji. — Ta panienka tutaj to moja przybrana córka i chciałbym jej pokazać, jak funkcjonuje nasza rada, jako że w przyszłości nigdy nie będzie miała takiej okazji. Będzie stała sobie cicho z boku, prawda, Kyōko?

Yuri nie wykonała żadnego gestu w odpowiedzi, jednak inni lordowie wydawali się mimo wszystko zastanawiać, co by tu począć.

— Racja — powiedział w końcu lord Lorlen. — Ta panienka nie będzie miała poza tą już żadnej okazji, żeby przebywać w tym pomieszczeniu, jako, że jest kobietą, więc nie będzie w stanie zostać Naczelną, ponieważ z jakichś powodów wybierani są tylko mężczyźni, więc dajmy jej szansę na przyjrzenie się naszej pracy.

— Nie odmówię takiej pięknej damie — odparł lord Silvo. W ślad za nim rozległy się po kolei ciche głosy aprobaty. Pozwolono jej zostać. Shinji w końcu usiadł na swoim krześle, a Kyōko podreptała za nim.

— Stań sobie koło mnie — powiedział Shinji przyciszonym głosem. — Trzynaste krzesło jest… — Nie dokończył, bo Yuri skierowała się prosto w stronę wolnego miejsca i cieżko opadła na krzesło. Nic się nie stało. Cała rada była w szoku i patrzyła się na nią w zdumieniu. — …naszpikowane cholernie mocną i skomplikowaną magią — dopowiedział zrezygnowany i równie zaskoczony jak inni.

— Co jest? — powiedziała Kyōko. — Lordowie, przecież zebraliście się tu, żeby coś ustalić, a nie wpatrywać się w jedno miejsce.

— Kiedy pierwszy raz tu byłem, to przez przypadek próbowałem na nim usiąść — dobiegł ją cichy szept elfa siedzącego pomiędzy dwoma ludźmi, których Kyōko jeszcze nie znała i był Naczelnym dziesiątego miasta. Miał na sobie biało-niebieskie ubrania, we włosach diadem, jednak bardziej ozdobny, niż lord Silvo. Przyciszonym głosem tłumaczył coś swoim sąsiadom. — I BUUUM, wyleciałem z niego, szybciej, niż usiadłem. Dodatkowo potem mnie tyłek bolał. A pamietam, że przeleciałem przez całą salę obrad i zatrzymałem się dopiero na ścianie, która była do naprawy, jako że rozwaliłam się na kawałki.

— Lordzie Ido, proszę, nie straszcie panienki — powiedział lord Silvo. On to cały czas ma coś do oznajmienia. Mówią: „mowa jest srebrem, a milczenie złotem”, ale ten elf zna chyba tylko kolor srebrny. Zresztą w takich barwach prezentuje się smok, który go wybrał.

— Może magia się już osłabiła — powiedział Naczelny dziewiątego miasta. — Nie ma się czym przejmować.

— Święta racja, lordzie Akainu — odezwał się Naczelny drugiego miasta, nimfa. Wyglądał, jakby był cały z wody. — Nie należy zajmować się bzdurnymi sprawami, tylko od razu przejść do rzeczy. Naszły mnie słuchy, że ostatnio w trzynastym mieście jest zbyt dużo wichur. Podobno na obrzeżach widziano nawet niewielką trąbę powietrzną, na szczęście w tamtym wypadku niegroźną dla miasta, ale kto wie, czy w przyszłości nie stanie się zagrożeniem.

— Lordzie Aokiji, sugerujecie, że to moja wina?! — wykrzyknął człowiek siedzący obok lorda Lorlena na szóstym krześle.

— Nic takiego nie miałem na myśli. Stwierdziłem tylko fakty. Nie miałem zamiaru cię w jakikolwiek sposób obrażać, lordzie Kazu. Myślę jednak, że przydałaby się nam wasza pomoc w rozwiązaniu tego problemu, jako że jesteście specjalistą w posługiwaniu się wiatrem i temu nie przeczę — odparł lord Aokiji.

— U nas zawsze wieje od pustyni — powiedział Naczelny siódmego miasta. — Nikt się tym specjalnie nie przejmuje, nawet jak wiatr przynosi ze sobą trochę piasku.

— Tutejszy problem jest nieco poważniejszy, niż wasze burze piaskowe, lordzie Elric — stwierdził Aokiji. — W trzynastym mieście może spowodować wiele zniszczeń, jeśli nie zostanie opanowany.

— Źródłem problemu są prądy powietrzne — wtrąciła Kyōko, dalej rozparta wygodnie na krześle. — Tworzą jeden wielki krąg. Nie dość, że bardzo utrudnia to podróże z miasta do miasta, to jeszcze dodatkowo jest szansa na utworzenie się ogromnego tornada, kiedy skądś napłyną nowe masy powietrza i zmiecie z powierzchni ziemi wszystkie miasta, a wtedy już koniec. Sugeruję utworzyć drogi w powietrzu, które umożliwiałyby wygodny przelot z jednego miasta do drugiego, tak, żeby z każdego miejsca można było się szybko przemieścić do innego, nie tracąc na tym czasu i sił. Dodatkowo pozwoli to zażegnać problem niebezpiecznych wichur, czy tornad, jako że prądy powietrzne byłyby całkowicie kontrolowane przez specjalne stacje. Może nawet udałoby się tak zrobić, żeby magia nie była specjalnie potrzebna do kontroli prądów, jeżeli to odpowiednio rozegramy. Natomiast będzie jej potrzebne bardzo dużo do samego stworzenia tego systemu. Lordzie Kazu, bylibyście w stanie tego dokonać?

Lord Lorlen chrząknął, żeby wybudzić wszystkich ze stanu osłupienia i leciutko szturchnął siedzącego obok niego lorda Kazu.

— Eeeee… Tak… znaczy… nie samodzielnie — odparł zmieszany lord Kazu. — Byłaby mi potrzebna czyjaś pomoc ze względu na ogrom całej roboty, niemniej jednak uważam, iż panienka Kyōko ma rację. Jeżeli utworzy się kontrolowane prądy, to nie bedą nam zagrażać niekontrolowane kataklizmy ze strony powietrza. Niestety żaden z obecnych tutaj lordów, poza mną, nie posiada umiejętności kontrolowania wiatru w jakimkolwiek stopniu.

— W takim razie proponuję moje skromne umiejętności — odparła Kyōko, wywołując świszczący podmuch wiatru, który obudził drzemiącego lorda Gundama. Ten mruknął coś o niekompetencji i nieszczelnych oknach, jednak nie zasnął ponownie, tylko usiadł prosto, wsłuchując się z uwagą w rozmowę. Lord Kazu wpatrywał się oceniająco w Kyōko.

— Nie będę się spodziewał od panienki zbyt wiele, w końcu panienka jest kobietą, ale nie ukrywam, że nawet drobna pomoc ulży mi w wykonaniu tego zadania — powiedział w końcu.

— Czyli rozumiem, że ten pomysł przechodzi? — odparła Kyōko.

— Głosujmy! — powiedział lord Lorlen. Wszystkie ręce po kolei się podniosły. Shinji nie odezwał się dotąd ani słowem. Podparł głowę jedną ręką, a drugą trzymał wysoko w górze. Na jego ustach pojawił się uśmiech. Przez całe posiedzenie rady poruszano jeszcze wiele spraw. Kyōko od czasu do czasu wtrącała swoje uwagi, w większości przyjmowane bardzo pozytywnie. Dzięki sprawnym podjęciom decyzji, całe spotkanie zakończyło się wcześniej, a Kyōko miała czas, by pospacerować sobie po mieście. Kiedy się rozstawali z Shinjim, ten wciąż uśmiechał się pod wąsem. Powiedział jej, o której godzinie ma wylecieć, żeby następnego dnia móc spokojnie zdążyć doręczyć dokument radzie pierwszego miasta. W końcu po wysłuchaniu wszystkich wskazówek, udała się na zwiedzanie Trzynastki.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz