„Trzynaste miasto” Rozdział III

Następnego dnia rano, Kyōko obudziła się w nadzwyczajnie dobrym humorze. Wyjrzała przez okno. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciła uwagę, była nieustanna obecność smoków, drugą zaś, że w nocy musiało napadać dużo śniegu, gdyż całe miasto pokryte było białym puchem, a dopiero był środek jesieni. Półelfka z uśmiechem otworzyła okno. Nie odczuwała zimna, jakie musiało panować na dworze. Zawsze tak miała, jakby coś ją rozgrzewało od środka. Ponieważ miała tak wspaniały humor, postanowiła już od rana zrobić komuś kawał. Zebrała cały śnieg z balkonu i szybko uformowała z niego kulę, którą rzuciła przed siebie, nie za mocno. Musiała w kogoś trafić, bo do jej spiczastych uszu dotarły czyjeś krzyki i głośne obelgi. Zaśmiała się głośno. To był dobry początek dnia. Zeszła po schodach na sam dół, do kuchni. Nikogo jeszcze nie było, ale wciąż stało tam to nieszczęsne biurko, co oznaczało, że po wypiciu herbaty, Shinji skierował się od razu do swojej sypialni. Nie było się czemu dziwić, w końcu czekała nas dzisiaj długa podróż. Aż do trzynastego miasta, nad którym nie unosił się żaden smok, otaczający je opieką. Była to widoczna przerwa w kręgu. Kyōko w ciszy przygotowywała sobie kakao. Zawsze je piła od razu po wstaniu, kiedy miała dobry humor. Kiedy usiadła w fotelu, nie jedynym dziwnym meblu w tym miejscu, usłyszała ciche kroki, dochodzące z góry. W końcu na szczycie schodów ukazała się zgarbiona sylwetka Shōty, człapiąca powoli w dół. On również zrobił kakao w wielkim kubku i cieżko opadł na krzesło przy kuchennym stole.

— Co jest, bracie? — zagadnęła Kyōko. Ten w odpowiedzi tylko westchnął. — Rozmawiałam wczoraj z Mariną — oznajmiła. Shōta wyprostował się na krześle i wyglądał, jakby miał jednak poświęcić większą uwagę słowom siostry i nadstawiał ucha. — Spotkałam ją wczoraj w mieście. Sama do mnie podeszła.

Shōta uśmiechnął się nieznacznie.

— To dlatego nie przyszłaś mnie przesłuchiwać — mruknął cicho, z lekkim rozbawieniem.

— To jeden z powodów — odparła Kyōko, uśmiechając się tajemniczo. — Wracając do wczoraj, Marina zaczepiła mnie na ulicy i trochę żeśmy se pogawędziły. Z jej nastroju mogę wnioskować, iż bardzo pozytywnie zareagowała na twe odwiedziny u niej. Myślę, że możesz się spodziewać odpowiedzi twierdzącej.

Shōta aż podskoczył na krześle. Po chwili jednak radość zastąpiła złość, kiedy właśnie uświadomił sobie pewną rzecz.

— Śledziłaś mnie?! — wykrzyknął.

— Zamknij paszczę, niepotrzebny wiatr robisz — powiedziała Kyōko ze śmiechem. — Ja tylko siedziałam na dachu — oznajmiła. — Akurat zbiegiem okoliczności zwróciłam głowę w stronę domu Mariny i akurat zobaczyłam, że do niej przyszedłeś, nic wielkiego.

— Nadawałabyś się do rady — stwierdził już obojętnie Shōta. — Nikt by cię nie przegadał.

W tej chwili Kyōko taktownie przemilczała, że Naczelny zabiera ją na spotkanie lordów, oraz, że następnego dnia ma dostarczyć radzie jakieś ważne pismo. Wiedziała, że zrobiłoby się bratu przykro z tego powodu, że nie został uwzględniony w najbliższych planach swojego ojca, ale kto wie, może Shōta był już w trzynastym mieście, czy na sali obrad w budynku ratusza, mógł przecież tam przebywać, kiedy był bardzo mały, zanim Kyōko pojawiła się w ich życiu. Ale ona nie była niczego pewna, więc trzymała buzię na kłódkę.

Mimo wszystko Shōcie się widocznie poprawił humor. Miał nadzieję. Kyōko uśmiechnęła się. Cieszyła się, że właśnie mu ją dała. Półelfka podniosła się wreszcie z fotela, odłożyła kubek po kakao i wyszła z domu. Przez chwilę zastanawiała się, po co tak naprawdę stoi na dworze, ale zaraz sobie przypomniała i skierowała się w stronę ratusza. Po drodze, oczywiście nie omijały jej złe spojrzenia przechodniów, ubranych w ciepłe płaszcze, zarówno dorosłych jak i dzieci. W końcu stanęła przed budynkiem, do którego zamierzała dojść. Bezpardonowo wbiła do środka i spacerując korytarzami, obrzucana pełnymi dezaprobaty zerknięciami, przeanalizowała całą strukturę budynku. Jak następnego dnia miała się tam pojawić, nie mogła się zgubić. W końcu wyszła na zewnątrz. Musiało minąć sporo czasu, bo zegar na ratuszu wskazywał godzinę dziesiątą. Nagle w drzwiach na ratuszu wpadła na coś żółtego. Szybko się odsunęła i zamierzała już kierować się z powrotem w stronę domu, jednak coś ją zatrzymało.

— W porze obiadowej będę wróżyć z zupy — powiedziała istota, na którą wpadła. — Na stołówce w ratuszu. W końcu urzędnicy też coś muszą jeść.

— Jesteś wróżbitą, czy jak? — odparła Kyōko, lekko się śmiejąc.

— Owszem — potwierdził. — Przybyłem z trzeciego miasta.

— Po co? — spytała bezczelnie półelfka.

— Akurat dziś miałem nadzieję zobaczyć się z lordem Naczelnym tego miasta — powiedział wróżbita. — Widziałaś go może?

— Nie — odparła tylko Kyōko i odeszła.

— Idziesz dziś na obiad w ratuszu? — zawołał za nią.

— Nie — powtórzyła i oddaliła się już spoza zasięgu wzroku i głosu owego dziwacznego osobnika. W końcu była z powrotem w domu. Shinji był już na nogach, a Shōta gdzieś zniknął.

— Musisz się jeszcze naszykować — powiedział Naczelny. — W każdym mieście panuje inna kultura. Ubrania leżą w twoim pokoju.

— Dziękuję — odparła tylko Kyōko i poszła do siebie się przebrać. Na łóżku była naszykowane dla niej w miarę obcisła czerwona sukienka do ziemi. Miała tylko lewe grube ramiączko, na którym była przyszyta sztuczna róża. Całość była ozdobiona kwiatowymi wzorami wyszytymi złotą nicią. Do tego były eleganckie czerwone pantofelki. Ubrała się szybko i zeszła na dół. Shinji widząc ją uśmiechnął się z aprobatą, po czym z części włosów z tyłu zrobił elegancki węzeł na czubku głowy Kyōko. Sam już był ubrany, a z włosami nie miał co zrobić, bo były zbyt krótkie, żeby jakkolwiek je wiązać. Potem zniósł jeszcze z góry niewielką walizkę i oboje wyszli przed dom, gdzie czekały na nich już dwa pegazy, wystarczająco wcześnie przyprowadzone przez odpowiednich ludzi. Wsiedli na grzbiety zwierząt, chociaż Kyōko miała niemały problem, ponieważ miała na sobie wąską sukienkę. W końcu jednak usadowiła się bokiem, ale tak, żeby nie spaść.

— Jeszcze tylko tęczy brakuje — stwierdziła półelfka przerywając ciszę, gdy powoli startowali.

— Po co ci ona? — spytał zdumiony Naczelny.

— No jak to po co?! — wykrzyknęła Kyōko. — Żeby był nyan pegaz! — powiedziała, zupełnie poważnie. Shinji wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć głośnym śmiechem. I słusznie. Jednak Naczelnemu nie wypada się śmiać, więc powstrzymał się. Dopiero po jakimś czasie, gdy już wznieśli się całkiem wysoko w powietrze, Shinji parsknął śmiechem, chrząknął po chwili, po czym roześmiał się ponownie. W końcu jednak się uspokoił. Lecieli nad miastami, które ustawione były w kręgu, zupełnie jak smoki. Mimo, że trzynaste miasto położone było obok pierwszego, nie można było się do niego od razu dostać ze względu na prądy powietrzne, które uniemożliwiały centralny lot prosto do miasta. Tak więc musieli lecieć nad wszystkimi miastami po kolei, co dawało najdłuższą możliwie trasę do Trzynastki. Zrobili sobie przerwę w Siódemce, gdzie wszystkie kobiety poubierane były w sari, jednak na krótko, ponieważ bardzo się spieszyli. W końcu dotarli do trzynastego miasta, gdzie każdy dom miał pagodę, a ludzie często się kłaniali i nosili obcisłe stroje, albo luźniejsze, przewiązywane specjalnym pasem. Mieli również dużo ozdób we włosach. Teraz już wylądowali na ziemi i jechali na pegazach w stronę ogromnego ratusza, gdzie odbywać się będzie spotkanie lordów.
Sukienka z Trzynastki

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz