„Trzynaste miasto” Rozdział I

Mała półelfka biegała sobie po piasku. W pobliżu nie było miast, jedynie morze widać było na horyzoncie. W końcu znudzona dziewczynka usiadła na wysokim klifie i wpatrywała się w przestrzeń. Nagle usłyszała obce, dziwne dźwięki. Nie wydawały się dochodzić z bliska, więc pozostała bez ruchu, jednak wzmogła swoją czujność.

— Co robisz sama w takim miejscu, dziewczynko? — usłyszała pytanie. — Gdzie twoi rodzice?

— Nie ma — odparła półelfka, odwracając się do przybysza. Był sam. Miał brązowe, rozczochrane włosy i oczy koloru morza. Ubrany był dziwacznie, jak stwierdziła mała. Wyglądał jednak na uprzejmego człowieka, więc wciąż jednak czujna dziewczynka postanowiła kontynuować z nim rozmowę.

— Jak to? — zdziwił się przybysz. — Dlaczego więc znalazłaś się w tak odludnym miejscu?

— Mieszkam tu — powiedziała mała. — Jesteś pierwszą żywą istotą, jaką spotkałam, nie licząc dzikich zwierząt w lesie nieopodal, no ale coś trzeba jeść.

— Sama dajesz im radę? — spytał kompletnie zdumiony człowiek.

— Nie są jakoś specjalnie silne, wręcz powiedziałabym, że słabe. — odparła. — A teraz moja kolej na zadawanie pytań. Kim jesteś? — zapytała półelfka, po raz pierwszy otwierając oczy podczas tej rozmowy. Wcześniej trzymała je mocno zwężone, tak, żeby jednocześnie widzieć rzeczy dookoła i żeby rozmówca nie mógł w nie spojrzeć, natomiast samego przybysza mocno zdumił ich wygląd. Były to złote oczy o czarnych białkach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział, jednak starał się nie okazywać swego zdumienia.

— Na imię mi Shinji. Jestem Naczelnym Magiem pierwszego miasta, nieopodal którego się znajdujemy, jednak stąd go nie widać. Jak widzisz, jestem człowiekiem. Mogę cię zapytać o twoje imię?

— Nie mam — odparła mała półelfka. — Czym są te rzeczy, o których mówisz?

— Trudno wyjaśnić. Zabrać cię do pierwszego miasta, żebyś mogła zobaczyć wszystko na własne oczy? Jak ci się spodoba, możesz na stałe zamieszkać u mnie — powiedział Shinji z uśmiechem. Półelfka odgarnęła swoje śnieżnobiałe włosy za uszy.

— I tak nie mam co robić, więc może być — powiedziała mała. — Ruszajmy.

— Mogę nadać ci imię? — zapytał mag. — Nie godzi się, żeby panienka nie posiadała własnego.

— To ot tak można je dostać? — zdziwiła się półelfka.

— Oczywiście! — odparł Shinji, śmiejąc się. — Co powiesz na „Kyōko”? Myślę, że do ciebie bardzo pasuje.

— Kyōko… — powtórzyła mała. — Może być. — Była wyraźnie zadowolona, jednak usilnie starała się tego nie okazać. Mag chwycił ją za ramię i w parę chwil znaleźli się pośrodku miasta. Półelfce oczy błyszczały z zafascynowania, jednak spojrzenia rzucane na nią nie należały do przyjaznych. Mimo tego, zdecydowała się zostać w pierwszym mieście i zamieszkać u Naczelnego Maga.

Kilkanaście lat później

Kyōko uciekała przez miasto roześmiana i goniona przez dwa lata starszego od niej syna Naczelnego, oraz jej przybranego brata, Shōtę. Wychowywali się razem od dziecka, w końcu mieszkali przecież pod jednym dachem i przywykli do wzajemnej obecności, a nawet potrafili się ze sobą dogadać, kiedy była taka potrzeba. Teraz jednak chyba jej nie było, bo Shōta biegł za Kyōko, wściekły, jak nie wiem co. Półelfka trzymała w ręku różową kopertę. Ludzie patrzyli na uciekającą półelfkę z dezaprobatą. „Demon”, tak ją nazywali. Czy to było z powodu jej wyglądu, czy może zachowania, tego dziewczyna nie wiedziała. No i jeszcze dochodzą do tego te skrzydła, ktore wyrosły jej, kiedy miała siedem lat… W ciągu tego czasu nauczyła się je ukrywać. Po prostu kiedy je składała, wtapiały się w plecy. Ale wróćmy do sceny pogoni, która w tej chwili ma miejsce w centrum pierwszego miasta.

— Oddaj to, Kyō-chan! — krzyczał Shōta, biegnąc za półelfką i dysząc ze zmęczenia.

— Nie ma mowy! Musisz napisać nowy! Nie godzi się, by mój starszy braciszek wysłał komukolwiek coś takiego!

A żeby się dowiedzieć jak do tego doszło, wystarczy przenieść się w czasie o godzinę do tyłu. Shōta siedział w swoim pokoju w apartamencie Naczelnego i coś zapamiętale skrobał na kartce, znajdującej się na pulpicie biurka. Nagle, jak zresztą zawsze, Kyōko wbiła bezpardonowo do pokoju przybranego brata. Stanęła nad biurkiem i zaczęła się przypatrywać bazgrołom Shōty. Po chwili parsknęła śmiechem.

— Co cię tak bawi? — zapytał oburzony brat.

Kyōko otarła łzy śmiechu z kącików oczu.

— To do Mariny? — bardziej stwierdziła, niż zapytała. Shōta kiwnął głową. — Taki żałosny list miłosny to se możesz wsadzić wiesz gdzie — odparła Kyōko z pogardą. — Musisz w to włożyć uczucia!

Teraz to Shōta śmiał się jak szalony.

— TY mi tego nie będziesz mówiła! Dam go takiego, jaki jest! Nie masz żadnego doświadczenia w tych sprawach, więc nie mam zamiaru cię słuchać!

Kyōko rzeczywiście guzik obchodziły takie rzeczy, ale za to wprost uwielbiała wtrącać się w nieswoje sprawy. Zwłaszcza te brata. Przyglądała mu się, jak od długiego czasu przyglądał się pewnej elfce mieszkającej niedaleko. Od swoich tajnych źródeł (wystarczyłoby przecież przyznać się bez bicia, że po prostu szpiegowała) dowiedziała się, że ma ona na imię Marina, co natychmiast przekazała bratu. No i żeby to wszystko miało szczęśliwe zakończenie, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

— To weź go, jeśli zdołasz! — zawołała, porywając list z jego biurka i wyskakując przez okno. Ten popędził za nią. W ten oto sposób znaleźliśmy się z powrotem na ulicach pierwszego miasta, gdzie wściekły Shōta gonił Kyōko. Ta nie dawała za wygraną. Podczas gonitwy potrącili mnóstwo ludzi i rzeczy, przez co w pierwszym mieście zrobił się kompletny rozgardiasz. Koniec końców, wkurzeni już maksymalnie mieszkańcy sprowadzili równie wściekłego Shinjiego, który miał zaprowadzić porządek. Niestety nieszczęsny list Shōty wpadł do rzeki, gdzie pochłonęła go woda, a oboje rodzeństwa leżało na ziemi skrępowani przez magiczne więzy.

— Który to już raz, Shōta, Kyōko? Ile razy mam się powtarzać?! — darł się wkurzony Naczelnik. Oboje dobrze wiedzieli, że potem mu to przejdzie i zaprosi ich do swojego gabinetu na herbatkę i ciasteczka, ale teraz byli skazani na wysłuchiwanie jego zrzędzenia. Oczywiście potem zawlókł ich do domu, cały czas związanych zaklęciem. Kiedy w końcu dotarli, zwolnił więzy i zaczął przygotowywać dla wszytkich herbatę oraz wyjmować ciastka z szafki jak to miał w zwyczaju. Zasiedli wreszcie do stołu.

– Staruchu, co ty znowu dolałeś do tej herbaty? – zapytał Shōta.

–Niiiiiii…c! – wybełkotał Naczelny, wstając i chwiejąc się na nogach. Kyōko wyrwała mu filiżankę z rąk, żeby następnie powąchać jej zawartość i odsunąć ją po chwili ze wstrętem.

– Tym razem zero procent herbaty w herbacie… To już rekord – westchnęła. – Czy on sądzi, że my się nabierzemy, tylko dlatego, że wlewa wysokoprocentowe sake do filiżanki, zamiast do odpowiedniego naczynia?

– Wstawaj, pijaku! – krzyknął Shōta do ojca, pomagając mu się podnieść z dywanu, na który się wywalił.

– Wcale… nie jestem… hik! Pijany! – wrzasnął Shinji. Ten zarówno na trzeźwo i po pijaku gorliwie zapewniał, że nie pije, ale rodzeństwo wiedziało swoje. Chyba rzeczywiście próbował wszystkich oszukać, łącznie z samym sobą, że przecież to tylko herbata. Czasami rzeczywiście nią była, jednak zawsze zawierała choćby minimalną domieszkę sake. Można było mieć nadzieję, że nie pija owych dziwnych mieszanin na oficjalnych spotkaniach, ale zawsze jest szansa, że do tej głupiej herbaty znów coś doleje. Jak to zresztą on.

– Mieszkańcy pierwszego miasta nieźle by się chyba załamali, gdyby dowiedzieli się, że ich Naczelny jest takim pijakiem… – Kyōko westchnęła. Oczywiście, nie raz brali się za próby wykorzeniania tego paskudnego nawyku z Shinjiego.

– Tera chyba będzie trzeba ustawić już warty i eskorty… – odparł równie załamany Shōta. – Ludność może przecież i ma nawet prawo żądać o zdjęcie go z funkcji Naczelnego. – Pokazał palcem na już kompletnie pijanego ojca. – Kurde, a ja też mam swoje sprawy!

– Marina? – spytała ciekawie Kyōko, choć znała przecież odpowiedź. – Zrezygnuj z listu i pójdź jej to powiedzieć prosto w twarz.

– I ty mi to mówisz… – powiedział. – Może masz rację – odparł po chwili namysłu. Były takie momenty, kiedy Shōta mógł się ze wszystkiego zwierzyć swojej przybranej młodszej siostrze. I to właśnie jedna z takich chwil. Wspólnie zawlekli Shinjiego do jego sypialni, a potem Shōta wypadł z domu z ogromną prędkością, wiadomo w jakim kierunku. Kyōko wleciała na dach domu, jednak nie użyła swoich skrzydeł, tylko ćwiczyła lewitację – umiejętność, jaką nie każdy w tym świecie posiadał, a i tych szczęściarzy było cholernie mało. Ona mogła się jednak pochwalić należnością do nich. Usadowiła się wygodnie i patrzyła. Widziała z daleka, jak Shōta biegnie do domu elfki, żeby zatrzymać się na progu, twarzą w twarz z nią samą. Kyōko wyobraziła sobie, jak jej brat w tej chwili robi się cały czerwony, a zauważyła również, że by ukryć uczucia wypisane na twarzy, kłaniał się elfce wielokrotnie. W końcu cofnął się o krok i coś powiedział. Marina wyglądała na dość zaskoczoną. Odpowiedziała coś, a Shōta kiwnął głową w nieznacznym geście. Kyōko podejrzewała, że coś mogło bratu pójść nie tak, wnioskując z jego zachowania. Zmartwiła się, ale póki co nie zamierzała się w to zagłebiać. W końcu wieczór to najlepsza pora do wyciągania informacji, więc wtedy weźmie się za to, co trzeba, a teraz stwierdziła, że uda się na spacer po mieście. Na ulicach zrobiło się dziwne poruszenie, większe, niż te, które zwykle wywoływane były przez Kyōko i jej przybranego brata. Oczywiście jej „instynkt ninji”, jak go sama nazwała, dał o sobie znać, więc mowy nie było o nie pytaniu wszystkich ludzi spotkanych po drodze. Ci niezbyt chętnie jej odpowiadali, jednak w końcu dopięła swego. Wystarczyło się przysłuchiwać rozmową wszytkich dookoła. Dowiedziała się, że do miasta przybyła słynna para magów, Wróżbita z trzeciego miasta, oraz Czarnoksiężnik z drugiego. Krążyły plotki, że to drugie to kobieta i oboje mają ze sobą nieco bardziej zżyłe relacje, niż mogłoby na to wskazywać, jednak nikt z obecnych w tym miejscu ich jeszcze nigdy w życiu nie widział na oczy. Kyōko, nie wiedząc czemu, już od razu stwierdziła, że ich nie lubi i nie ma zamiaru się z nimi spotykać, więc udała się na dalszą przechadzkę po mieście, nie zważając na pełne dezaprobaty spojrzenia większości ludzi.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz