Pustka… cz.1

Stwierdzenie, że szedł przed siebie byłoby chyba najlepszym określeniem, które przychodziło mi do głowy.
Wyglądał zupełnie normalnie, gdyby tylko móc pominąć fakt, że jego ubranie było całe poplamiona krwią, a wyraz twarzy wyrażał stuprocentowe zdezorientowanie i przerażenie. Widać było, że nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego gdzie jest i co tu w ogóle robi. Po paru minutach błąkania się i nieudolnym szukaniu czegokolwiek co mogłoby wydać mu się znajome, podszedł do słupa, oparł się o niego plecami i opadł na ziemi. Latarnia świecąca żółtym światłem była ostatnią już latarnią, która jeszcze się paliła i oświetlała ona tylko niewielki kawałek chodnika. Wszędzie dookoła panował półmrok i trudno było dojrzeć czegokolwiek. Chłopak wyglądał mi na jakieś siedemnaście lat, a przynajmniej takie wywoływał wrażenie, ale możliwe, że to światło po prostu go odmładzało. Opuścił głowę i sięgnął do kieszeni spodni, z której wyjął coś niesamowicie przykuwającego mój wzrok. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że to jakiś zwykły czerwony kamień, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że to jednak nie to, Musiało to być coś innego, cos cenniejszego. Nie wiem czemu, ale z sekundy na sekundę ten człowiek wydawał mi się coraz mniej przyjazny i bezbronny, a ja oglądając go zza drzewa stojącego pare metrów od niego przestawałam czuć się bezpiecznie pomimo tego, że przez ramię przewieszoną miałam katanę, a w ręce nóż. Chciałam się wycofać, zawrócić i zapomnieć, ale kiedy zrobiłam krok w tył coś trzasnęło. Dźwięk odbił się echem po pustej ulicy. Chłopak szybko stanął na równe nogi, a kamień w mgnieniu oka schował powrotem do kieszeni. Zaczął rozglądać się próbując wypatrzeć tego co wywołało ten dźwięk. Stałam jak wryta przez pare sekund. Wydawało mi się przez chwilę, że patrzy on prosto na mnie. Adrenalina skoczyła mi do tego stopnia, że nie potrafiłam racjonalnie myśleć. Instynkt kazał mi uciekać, ale nie mogłam się ruszyć. Po chwili zrobiłam kolejny krok w tył. W tym momencie chłopak naprawdę mnie spostrzegł. Ruszył w moją stronę dość szybkim krokiem, a ja jednak posłuchałam instynktu, odwróciłam się i zaczęłam uciekać. Las był ogromny, a drzewa stare, grube i połamane. Omijałam je tak szybko jak jeszcze nigdy, a za sobą słyszałam coraz to głośniejszy szelest liści. Nigdy jeszcze nie spotkałam kogoś szybszego ode mnie. Do teraz. Doganiał mnie. Nie musiałam się nawet odwracać, aby to wiedzieć. Nagle coś przeleciało mi koło głowy i ugodziło to coś za mną, bo człowiek to na pewno nie był. Wiedziałam, że już nic mnie nie goni, ale nie potrafiłam się od razu zatrzymać. Pobiegłam jeszcze dobre kilkanaście metrów i w końcu mogłam odetchnąć. Ucieczka nie jest moją dobrą stroną. Dopiero po chwili zorientowałam się, że coś jest nie tak. Spojrzałam na swoje ramię, wbite było w nie coś w rodzaju strzykawki. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Zaczęłam kompletnie tracić siły. Poczułam jak ktoś wyrywa mi nóż i zabiera katanę. Nie byłam już w stanie nic zrobić, ani niczym ruszyć. Ogarnęła mnie przerażające ciemność. Ostatnie rzecz, którą odczułam to, to, że upadam. I już nic więcej… Czytaj dalej Pustka… cz.1