Inicjacja

Śnieżnobiała, długa do kolan koszula z sięgającymi do łokci rękawami wręcz świeciła w ciemności. Ale nie miałem czasu się temu przyjrzeć, bo czarna, aksamitna przepaska została zawiązana na moich oczach.

W sieni Wielkiej Świątyni panował chłód, a materiał, z którego wykonano mój strój do grubych nie należał. Stałem bosy na kamiennych, czarno-białych płytach i marzłem.

Złapano mnie za rękę. Czułem, że na środkowym palcu jest pierścionek, ale na pewno nie małżeński. Musiał to być jeden z sygnetów z symbolem Rogatego Boga. Lekkie szarpniecie dało mi znak, że mam ruszyć. Ja i osoba wprowadzająca mnie do Świątyni szliśmy wolno, starając się dodać ceremonii majestatu.

Zatrzymaliśmy się, a ja wiedziałem, że muszę stać przed podwyższeniem, na którym stoi Tron Mistrza. Czytaj dalej Inicjacja

Sendai cz.1

Rozdział 1 Początek

Był wilgotny jesienny dzień deszcz cicho stukał o brukowane uliczki Elthrandu. W taką pogodę ludzie siedzieli w domach. Wszechobecną cisze wypełnił cichy dźwięk kroków tuż przy bramie. Główną ulicą szedł odziany na czarno mężczyzna w głębokim kapturze. Pod pachą niósł coś w rodzaju czarnej skrzynki wypełnionej szmatami i kocami a w ręce trzymał podłużny pakunek . Obojętnie przeszedł pod kamiennym łukiem z napisem ,,Targ-Elthrand” i równie beznamiętnie potraktował siedzących na targu niezmordowanych pogodą kupców. Idący skierował się do gmachu zwanego świątynią poświęconą bogu kupców Belderowi. Wszedł po niewysokich schodach do pomieszczenia z ołtarzem. Tam zdjął kaptur ukazując w blasku świec młodzieńczą twarz. Nieznajomy był stosunkowo młody, miał długie blond włosy i brązowe oczy. Był elfem. W pomieszczeniu stał ołtarz i sześć biurek. Przy każdym z nich siedziała jakaś osoba i coś niezwykle szybko notowała. Jedna z osób podniosłą głowę i jej wzrok padł na nieznajomego. Czytaj dalej Sendai cz.1

Kres Elfów cz. 1

Coś małego i białego mignęło mu przed oczami. Zerwał się i skoczył w tamtym kierunku. W kilka susów zgrabnie pokonał kilkanaście metrów w zaroślach. Cholerny królik – pomyślał. Odkąd ostatni raz był na tropie Gonoby minęło już wiele godzin. Znów zamiast magicznego zwierzęcia ścigał zwykłego puszystego królika. Zły na siebie przysiadł na gałęzi najbliższego drzewa. Był tak pewny swoich umiejętności, przecież w wyczuwaniu ka’in nie miał sobie równych wśród kandydatów, sam Mistrz go chwalił. Cóż najwyraźniej przecenił swoje możliwości. To, że on wyczuwa ka’in nie oznacza jeszcze, że ka’in zechce wyczuć jego. Z uśmiechem przyglądał się niczego nie rozumiejącemu królikowi, który właśnie zauważył, że jego prześladowca rozpłynął się w powietrzu. Zwierzę okazało się być na tyle lekkomyślne by wyjść na ścieżkę i stanąć na dwóch tylnych łapach nadsłuchując i rozglądając się na wszystkie strony.
Czytaj dalej Kres Elfów cz. 1