„Trzynaste miasto” Rozdział V

Miasto, którego ulicami spacerowała, wydawało jej się bardzo osobliwe. W sumie nawet lubiła w nim przebywać, mimo tego, iż niewiele o nim wiedziała. Nagle stanęła obok czegoś, czego w tym mieście nie powinna się spodziewać. Była co prawda zbudowana w pięknym stylu tegoż miasta, jednak mimo wszystko, Kyōko zszokowało to, co zobaczyła, a wiedziała, że powinna się tego przecież spodziewać. Przy drodze, elegancko, stała sobie karczma o wdzięcznej nazwie: „Karczma pod Różową Świnką”. Po szoku przyszło rozbawienie. Kyōko zaczęła cicho chichotać, ze względu na zabawny charakter, niby zwyczajnej nazwy, jednak jakoś nie pasującą do tutejszego klimatu. Jako, że nigdy nie pojawiała się w takich miejscach, kiedy była w pierwszym mieście, z wiadomych powodów (wszelkie istoty nagle tracą dobry humor i wpatrują się w nią ze strachem), więc Kyōko, korzystając z okazji, iż nie znajduje się już tam gdzie zawsze, tylko w zupełnie innym mieście, weszła po cichu do środka. Atmosfera była wesoła, wszyscy goście jedli i pili. Kyōko usiadła sobie przy małym stoliku z boku, na razie nie mając ochoty na żaden posiłek. Jedynie chciała poobserwować istoty, przebywające w tej karczmie, bez obawy, że wszyscy bedą na nią patrzeć ze strachem i dezaprobatą. W końcu podeszła do niej kelnerka, pytając, co chce do jedzenia lub picia. Kyōko zauważyła, że któryś z gości pije jakiś brązowawy, bąbelkowy napój. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział V

„Trzynaste miasto” Rozdział IV

Jechali stępa po ulicach Trzynastki. Kyōko z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, w końcu zawsze przebywała tylko w pierwszym mieście i jego okolicach. Tutaj czuła się dobrze. Nikt się na nią krzywo nie spojrzał, chociaż na pewno mnóstwo ludzi zauważyło jej odmienność, ale nikt nie wydawał się tym przejmować.

„Kyōko” usłyszała nagle w myślach. Podniosła głowę i spojrzała w górę, gdzie zobaczyła, że strażnik pierwszego miasta zwrócił łeb w jej stronę i mrugnął znacząco.

„Tak?” Pomyślała w odpowiedzi, mając nadzieję, że smok ją również usłyszy.

„Poznajesz mnie?” W odpowiedzi nieznacznie kiwnęła głową. „Na imię mam Daisuke i jestem strażnikiem pierwszego miasta, ale to drugie już wiesz, prawda?” Znowu przytaknęła.

„Dlaczego ze mną rozmawiasz?” spytała smoka Kyōko. „Przecież chyba Shinji jest Wybranym, nie ja, czemu nie zwracasz się do niego?”

„Bo to z tobą chciałem porozmawiać” powiedział Daisuke. „Może jeszcze nie masz o tym pojęcia, ale z każdym krokiem zbliżasz się do punktu zwrotnego w twoim życiu. Shinji doskonale o tym wie, dlatego to właśnie ciebie zabrał ze sobą tutaj.”

„Co masz na myśli?” zdziwiła się półelfka. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział IV

„Trzynaste miasto” Rozdział III

Następnego dnia rano, Kyōko obudziła się w nadzwyczajnie dobrym humorze. Wyjrzała przez okno. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciła uwagę, była nieustanna obecność smoków, drugą zaś, że w nocy musiało napadać dużo śniegu, gdyż całe miasto pokryte było białym puchem, a dopiero był środek jesieni. Półelfka z uśmiechem otworzyła okno. Nie odczuwała zimna, jakie musiało panować na dworze. Zawsze tak miała, jakby coś ją rozgrzewało od środka. Ponieważ miała tak wspaniały humor, postanowiła już od rana zrobić komuś kawał. Zebrała cały śnieg z balkonu i szybko uformowała z niego kulę, którą rzuciła przed siebie, nie za mocno. Musiała w kogoś trafić, bo do jej spiczastych uszu dotarły czyjeś krzyki i głośne obelgi. Zaśmiała się głośno. To był dobry początek dnia. Zeszła po schodach na sam dół, do kuchni. Nikogo jeszcze nie było, ale wciąż stało tam to nieszczęsne biurko, co oznaczało, że po wypiciu herbaty, Shinji skierował się od razu do swojej sypialni. Nie było się czemu dziwić, w końcu czekała nas dzisiaj długa podróż. Aż do trzynastego miasta, nad którym nie unosił się żaden smok, otaczający je opieką. Była to widoczna przerwa w kręgu. Kyōko w ciszy przygotowywała sobie kakao. Zawsze je piła od razu po wstaniu, kiedy miała dobry humor. Kiedy usiadła w fotelu, nie jedynym dziwnym meblu w tym miejscu, usłyszała ciche kroki, dochodzące z góry. W końcu na szczycie schodów ukazała się zgarbiona sylwetka Shōty, człapiąca powoli w dół. On również zrobił kakao w wielkim kubku i cieżko opadł na krzesło przy kuchennym stole. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział III

„Trzynaste miasto” Rozdział II

Kyōko spacerowała sobie spokojnie pomiędzy budynkami. Nagle na kogoś wpadła. Przeprosiła szybko i chciała ruszyć dalej, ale czyjaś ręka ją zatrzymała. Odwróciła się i… zobaczyła elfkę Marinę uśmiechającą się do niej.

— Jesteś Kyōko-san, siostra Shōty-kuna, prawda? — spytała.

— Owszem — odparła Kyōko. — Rzadko kto mnie ktokolwiek zatrzymuje. Zwykle to Shōta, albo staruch. W każdym razie, czegoś ode mnie chcesz? Nie sądzę, żeby taka osoba jak ty zatrzymywała mnie bez powodu. Jak widzisz, nikt się do mnie nie zbliża. Tylko w konieczności to robią. No więc?

— Mam na imię Marina — powiedziała elfka. — Mieszkam niedaleko centrum.

— Do rzeczy — przerwała jej Kyōko.

— Shōta-kun był u mnie jakiś czas temu i powiedział mi, że się we mnie zakochał — wyjaśniła Marina, waląc prosto z mostu. Wyglądała na trochę zmieszaną.

— I mnie to mówisz? — powiedziała Kyōko. — Ale martwię się o mojego starszego braciszka, więc muszę się koniecznie dowiedzieć, co mu odpowiedziałaś. Mam nadzieję, że możesz mi powiedzieć.

— Jasne! — odparła Marina, energicznie kiwając głową. — Nie ma problemu! Może nawet z tego powodu cię szukałam. Z początku byłam bardzo zszokowana, kiedy zobaczyłam Shōtę-kuna stojącego pod moimi drzwiami, a właśnie miałam wychodzić. Powiedział, to co powiedział, a ja… — westchnęła.

— A ty? — spytała Kyōko, skręcając się z ciekawości. Musiała koniecznie wiedzieć, jaką elfka dała odpowiedź jej przybranemu bratu.

— Powiedziałam mu, żeby zaczekał na moją odpowiedź, bo chcę to przemyśleć — powiedziała w końcu Marina. — I żałuję.

— Dlaczego? — zdziwiła się Kyōko.

— Szczerze? — odparła elfka. — Tak właściwie to ja mam już osobę, w której się zakochałam — wyjaśniła. Kyōko wyglądała na odrobinę przygnębioną. Nie chciała, żeby Shōta miał nadzieję na coś, co się nie stanie.

— To czemu od razu mu nie odmówiłaś? — zapytała.

— W tym właśnie problem — powiedziała Marina siadając na ławce niedaleko. Kyōko przysiadła się do niej, czekając na dalszą cześć odpowiedzi elfki. — Osoba, w której się zakochałam ma mnóstwo przyjaciół, często biega po mieście i mieszka całkiem niedaleko mnie. Kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, gonił akurat przez targ…

— Już wszystko rozumiem — przerwała jej Kyōko. — Nie musisz już mówić nic więcej. Wiedz tylko, że możesz zawsze przyjść do nas w odwiedziny.

— Dzięki — odparła podniesiona na duchu elfka. — Przepraszam, ale już się robi ciemno, muszę wracać do domu, bo bedą się o mnie martwić.

— Oczywiście — powiedziała Kyōko. — Do zobaczenia i nie każ mu zbyt długo czekać na odpowiedź! — odkrzyknęła jeszcze na odchodnym. Oczywiste było, że osoba, o której mówi to niewątpliwie Shōta. Biedaczka, zagubiła się we własnych uczuciach. W każdym razie Kyōko miała nadzieję, że wszystko się jakoś rozwiąże. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział II

Ścieżka Krwi – Prolog

Ojciec Anastazji zawsze powtarzał jej że jest całkowicie normalnym dzieckiem. Co prawda mała , jasnowłosa dziewczynka nie wiedziała jeszcze że dla jej ojca są to jedne z najbardziej bolesnych słów jakie kiedykolwiek wypowiadał. Nie przykuwała do tego uwagi i cieszyła się możliwością zabawy z innymi dziećmi na podwórku. jako małe dziecko nie obchodziło jej nic innego prócz gry w berka lub chowanego. Dla niej , nie było nic dziwnego w tym że jej starszy brat bez przerwy siedzi nad księgami pod okiem ojca. prawie w ogóle go nie widywała , bo on prawie w ogóle nie wyściubiał nosa z pracowni ojca. czasami nawet , oboje wyjeżdżali gdzieś poza miasto na parę tygodni. Matka mówiła wtedy Anastazji że brat i ojciec wyjechali do pracy. Sama też nie poświęcała córce zbyt wiele uwagi. wiecznie trzymała w dłoni jakąś książkę z dziwnymi znaczkami. Na szczęście dziewczynce towarzyszyło wiele służek. Bądź co bądź , wygody życia dworskiego. mieszkała w dość dużej rezydencji w dość małym mieście Rion lecz kompanów do zabawy zawsze miała pod dostatkiem. weźmy na przykład Tima. Tim był synem najzwyklejszego w świecie młynarza , Malcolma. Ojciec Tima , mimo że szczerbaty i zawsze zmęczony poświęcał małej koleżance syna więcej uwagi niż jej własny ojciec. Właśnie dlatego Anastazja wymykała się służącym ojca tak często jak tylko było to możliwe aby spędzić trochę czasu u Tima. Zresztą wszyscy w miasteczku znali i lubili Anastazję. dziewczynka zawsze mogła liczyć na darmowe jabłko u starej mateczki Grelod lub przypatrzeć się pracy kowala. Znała ludzi z miasteczka lepiej niż swoją własną rodzinę. Taki stan rzeczy miał utrzymać się jeszcze przez kilka następnych lat , lecz nie mógł utrzymać się na zawsze. Czytaj dalej Ścieżka Krwi – Prolog