DRUŻYNA Epizod 1: Krucze Uroczysko

W miejscu gdzie przyszedł na świat, i gdzie się wychowywał, powtarzano słowa: „Orc Blut Vremez, Uns Ax Vremez”[1]Ludzie tłumaczyli je różnie, zwykle wzniośle przedstawiając to zdanie jako krasnoludzką deklarację wojenną,  skierowaną do mrocznego, orczego gatunku. Słowa, które znał kiedyś bardzo dobrze, a które później czas zatarł w jego umyśle, dzisiaj, w tej właśnie chwili, kołatały w jego głowie, pulsowały razem z krwią w żyłach.,

„Czas Orczej krwi, czas naszych toporów” – zdławił przekleństwo, chrapliwie mruknął i splunął krwią.

– Dużo jej – przebiegło mu w myślach.

I przeklął ponownie. Tym razem głośno i wyraźnie.  Płuco musiało być uszkodzone. Żebra były zapewne zmiażdżone. Noga w strzępach, ale przez lata nabrał twardości, teraz zapewne byłby w stanie chodzić i walczyć nawet na okrwawionych kikutach.

W ciągu godziny wszystko trafił szlag. Spętani, jeśli istnieli, zapewne rechotali teraz, w swojej Otchłani, ubawieni losem bandy awanturników.

– Drużyna?  – pomimo bólu uśmiechnął się gorzko – wolne żarty. Gdzie teraz jest dumny rycerz? Z połamanymi kończynami mógł odczołgać się ledwie kilka metrów, zanim go dopadli. Pół – Shaeidańskiemu[2] bękartowi musiały skończyć się strzały. I wtedy, dostali też tego cwaniaka. Potężny Władca Ziemi? Zniknął jak tylko zaczęło się robić nieprzyjemnie. Od początku był podejrzany. Ale szczytem wszystkiego było zatrudnienie drugiego czarodzieja. Tfu. Ucznia czarodziejskiego fachu, zaledwie.

Wtedy ich usłyszał. Z kilku stron wspinali się na zrujnowana wieżę. Bulgotliwie wymieniali między sobą uwagi i pokrzykiwali na siebie w Czarnej Mowie.

– To już – szepnął,  zaciskając dłonie na stylisku obosiecznego topora – Czas posmakować waszej krwi.

Ziggo Bragg z Żelaznej Bramy,  doświadczony krasnoludzki wojownik, wykopał zdrową nogą drewniane drzwi, by zaraz po tym, klnąc i wyjąc z bólu rzucić się do przodu. Ciął z góry, rozpłatując czaszkę pierwszego z Czarnych Orków[3]. Wtedy, rzucili się na niego z każdej strony.

Czytaj dalej DRUŻYNA Epizod 1: Krucze Uroczysko

Zarhel

Powiadają że więzienia nie są takie straszne jak opowiada pospólstwo. Mnie też to mówiono przed trzema miesiącami pospólstwo wcale tak wiele nie wyolbrzymia. Ale nie ważne. Właśnie wyszedłem i zamierzam wrócić na szlak. Ale napotkałem parę problemów, mianowicie zabrano mi cały ekwipunek. Ani raczą zwrócić a za pieniądze które mi dali nie kupie nic. Wprawdzie to „nic” ogranicza się do mieszkania w kamienicy i prowiantu na 2 miesiące ale za te marne trzy korony nie dostane rzeczy potrzebnych jak na przykład konia i miecz przede wszystkim miecz. Co do konia to za niedługo powinna wrócić moja klacz ze swojej tułaczki. Ona zawsze wraca kiedy zostanie spłoszona, wprawdzie czasami po pół roku ale cóż robić.
Najbardziej szkoda mi mojego miecza, kutego przez krasnoludy tatrzańskie a oprawiany na górze Rysy przez mistrzów rzemiosła. Klinga zwała się Zarhel czyli kieł księżyca. Trafił do mnie całkowicie przypadkowo. Podczas wielkiej ulewy w dzień po przesileniu Ekwinocjum tułałem się po Puszczy Pszczyńskiej zmierzałem do grodu Cieszyńsko. Nagle zauważyłem jaskinie akurat na schronienie przed nawałnicą. W środku znalazłem grobowiec a w nim właśnie leżał Zarhel. Skąd znam jego historie? To proste. Na grobowcu i kilku skalnych płytach była ona napisana.
Zarhel został wykuty w Tatrach przez tamtejsze krasnoludy. Przez mistrza Kuzisława dla swojego władcy zwanego Toporem (krasnoludy nigdy nie używali prawdziwych imion swoich władców). Topór stracił miecz w walce z wojewodą jednego z plemion Ślężan. Wojewoda owy zwal się Perumił, on z kolei stracił miecz w walce ze swoim bratem. Miecz przechodził właśnie w ten sposób z rąk do rąk aż w końcu wrócił do Kuzisława i został z nim pochowany. Więc gdzie jest jego ciało? Pewnie znikło wraz z resztą krasnoludów i innych nieludzi. To z kolei jest śmieszna historia.
Przed ponad 100 laty ludzie wypowiedzieli wojnę „parszywym” nieludziom. Nieludzie z kolei zgodnie z przepowiednią wieszczki Sławomiry znikli. Nie, nie odeszli ale po prostu znikli, nagle z dnia na dzień znikła cała ich kultura, ciała, budynki nawet dusze rozwiały się w pył a pamięć o nich zaginęła w przeciągu kolejnych 20 lat. Nie wiem jakim cudem ocalał ten grobowiec ale ocalał. No może poza jednym wyjątkiem ciała Kuzisława. Skąd ja to pamiętam? Ja mój drogi czytelniku mam przeszło 130 lat. Nie wiem z jakiego powodu tak długo żyje ale żyje. Raz zapytałem o to jedną „Wiedzącą” odpowiedział dość ciekawą historią:
„Dawno przed laty mój drogi przybyszu zanim ludzie zostali stworzeni na tych ziemiach nie było nic prócz zwierząt i natury. Pewnego razu przybyli nieludzie i poczeli ujarzmiać puszcze i drążyć góry. Wtedy to Białobóg , bo było to przed narodzinami Peruna i jego braci, zesłał jeszcze jeden gatunek. Zwali się oni Nawijczykami. Byli oni zaczątkiem ludzi ale wyróżniali się długim życiem i wielką mądrością Nawijczycy dla pomocy stworzyli ludzi słabszych i głupszych od siebie. Kiedy to oni odeszli zostawili ludziom szczątki swojej wiedzy i przykazanie bronienia wszystkiego. Ale głupi ludzie zaprzepaścili dar i poczeli wyniszczać ziemię jaszcze bardziej od nieludzi.”. Nic więcej mi nie powiedziała, odeszła.
Ale wracając do Zarhela. Miecz ten ma czarny brzeszczot jak nocne niebo a jelec srebrny jak księżyc w pełni. Przeciąć szło nim wszystko a i wszystkich wzbudzał w zachwyt, chociaż to drugie mniej ponieważ rzadko bywam wśród ludzi. Jestem wiecznym wędrowcem.
Oprócz klingi w grobowcu znajdowała się pochwa dla niego. Wykonana była ze smoczej skóry a zdobiona srebrem dziwożon. Liczne roślinne akcenty wskazywały na wykonanie w Puszczy Pszczyńskiej przez tamtejsze dziwożony. Najbardziej dziwił mnie w niej materiał. Smoki wymarły jeszcze przed moimi narodzinami więc skąd dryjady wzięły skórę? Nie wiem, ale ponoć pozostało kilka niedobitków tej starej rasy gadów. Słyszałem kiedyś że ponoć jeden znajduje się na terenach Małopolan.
Co do imienia miecza to nie zostało ono nadane tylko tej klindze. Zarhel było imieniem pierwszego Kruka . Zarhel był osobą prawą i mądrą. Nigdy nie faworyzował konkretnych osób i zawsze przeprowadzał wszystkich do Nawii . Krasnoludy najbardziej ze wszystkich ras znały go i poważały, ponieważ jego następcy nienawidzili ich rasy i większość krasnoludów nigdy nie ujrzała świata zmarłych.
To chyba wszystko co można było powiedzieć o klindze jak i o jej patronie. Pora iść coś zarobić jednak jak? Potrzebuje miecza i reszty ekwipunku, znaczy z resztą nie będzie problemu bo na to trzy korony wystarczą ale ceny mieczy zaczynają się od pięciu i idą w górę. A najtańszy nie wytrzyma na szlaku. Ale nic zobaczę jeszcze czy zwrócą mi Zarhel`a.
Strzał, zimno i pustka. To są rzeczy które poczułem pod posterunkiem. Nagle jestem w tej postaci, w postaci ptaka o czarnych piórach i wielkiej sile jestem krukiem. Na moją śmierć nikt nie zwrócił uwagi jakbym nie istniał. Me ciało rozsypało się w proch a ja siedzę kilka metrów od tego w tej ptasiej postaci. Słyszę jak przechodnie mówią o mnie tymi słowy: „Ciekawe czy jeszcze kiedyś Verenar przyjdzie do naszej wioski?”. Tak Verenar to moje imię a właściwie to miano. Nie pamiętam mego imienia a Verenar nadałem sobie sam, oznacza to nieznany bądź też bezimienny. Zaczynam się zapadać w ciemność lecz zdążyłem odpowiedzieć owym przechodnią ale tylko jedno słowo wydarło się z mego dzioba, słowo w nie istniejącym jeszcze języku „Nevermore!” .
To koniec moich memoriałów. Mam nadzieje że ktoś kiedyś usłyszy tę opowieść mimo iż nie została spisana. Ale jestem pewien że pewna wieszczka na pewno ją zna i z chęcią opowie tak jak mi kiedyś o moim pochodzeniu.
Czytaj dalej Zarhel