Wiedźmy Cz. I

Elena była czarodziejką. Albo raczej sympatyczką magi. Interesowały ją czary. Zainteresowanie to miała od dzieciństwa. Od dziewiątych urodzin. Wtedy rodzice pozwolili jej dłużej nie spać, a ona wytrzymała, aż do północy. Północ ta magiczna godzina. Elena wyjrzała przez wychodzące na ogród okno swojego pokoju i zobaczyła coś niezwykłego. Cały ogród, wszystkie kwiaty, trawa ziemia… pokryty był srebrem. Miliardy maleńkich, błyszczących kryształków osiadły na wszystkim. Elena wpatrywała się jak urzeczona, ale kiedy mrugnęła wszystko zniknęło.

Od tamtej pory Elena zaczytywała się we wszystko co miało związek z magią od literatury fantasy po literaturę faktu, po te drugą sięgnęła w wieku czternastu lat. Jej rodziców to nie obchodziło, byli zbyt zajęci kłótniami, rozwodem, nowymi partnerami. Elena miała swój pokój tylko dla siebie, a jej ojciec i macocha tam nie wchodzili. Mogła więc zapełnić go książkami o czakrze, duchach i innych formach magii. Czytaj dalej Wiedźmy Cz. I

Czarownice XXI wieku Cz. I

Stara i zniszczona książka leżała na podłodze strychu, w koncie pokryta kurzem i pajęczynami. Małgorzata zdmuchnęła kurz i pozbyła się pajęczyn.

Dom, który odziedziczyła po babci nie był je potrzebny i chciała go sprzedać. Ale zanim to zrobi postanowiła przejrzeć każdy zakątek, sprawdzając czy nie ma w nim czegoś cennego. Dziewczyna nie znała swojej babci, wiedziała jedynie, że nieboszczka była pokłócona z jej matką. Dom stał na odludziu, przy lesie, był mały i zapuszczony.

Wróćmy jednak do książki. Otóż okładka okazała się jasnobrązowa. Nie widniał na niej żaden tytuł, autor, czy wydawnictwo. Małgorzata otworzyła książkę i spojrzała na pierwszą stronę. Była nie zapisana i pożółkła ze starości. Następna strona była ciekawsza. Na żółtym papierze widniało pochyłe, drobne pismo. Atrament był rdzawoczerwony i jakimś cudem czas go oszczędził, tak że tekst wyglądał jakby napisano go przed chwilą. Czytaj dalej Czarownice XXI wieku Cz. I

Noce wampirów Cz. III

Moi kochani, zanim przejdziemy do naszej historii muszę się przedstawić. Nie jestem Markiem, który o tym zapomniał i podał swoje imię „na marginesie” drugiej części.

Jestem Sonia, to znaczy Zofia, ale nikt tak się do mnie nie zwraca. Od kilku lat wampirzyca.

Poznaliście mój wygląd w drugiej części. Ale jako wampir trochę się zmieniłam. Nadal jestem niska i szczupła, ale moje, nazwijmy to kobiece walory się zaokrągliły. Poruszam się też z o wiele większa gracją i jestem jeszcze bledsza. Mam teraz cerę koloru kości. Włosy są długie aż do pośladków, proste i wyglądają jakby były złotymi nićmi. Usta są krwistoczerwone, a oczy… Marek twierdzi, że ich szaroniebieski odcień jest fascynujący. Zabawne. Mówi się, że nic się w życiu nie dostanie za piękne oczy. Ja dostałam nowe życie. Jestem piękna, tak mi przynajmniej mówią. Moim ulubionym kolorem jest niebieski i to w nim jest większość moich ubrań.

Moi Kochani, skoro już wiecie o mnie to i owo przejdźmy do opowieści. Czytaj dalej Noce wampirów Cz. III

Noce wampirów Cz. II

Śnieżnobiała koszula kontrastowała z czarnymi marynarką i krawatem. Drogi garnitur leżał na mniej jak druga skóra. Drogi. Czyli jestem bogaty? Większość wampirów jest bogata. Primo, nasze ofiary mają to i owo w portfelach. Secundo, oszczędzamy na jedzeniu. Terzo, lokaty długo terminowe. Co to znaczy dziesięć lat? Ja jestem synem rzymskiego senatora! Żywiłem się krwią gladiatorów, trupów, które pozostały po bitwie i torturowanych przez Święte Oficjum heretyków.

Wracając jednak do historii. Spacerowałem. Księżyc,  mój stary przyjaciel przyglądał się ziemi całą swoją białą jak kości twarzą. Spacer nie był polowaniem. Był bezcelowy. Moje tkanki były już nasycone krwią bezdomnego dziecka. Po co więcej polować? Nie jestem pisklęciem, żeby nie wytrzymać czterech godzin bez odnowy zapasów krwi! Jestem starym, bo tak się dzielimy. Przez pierwszy wiek swojego istnienia jesteśmy pisklętami, niedojrzałymi, wiecznie głodnymi i porywczymi pisklętami. Później rzeczy są już coraz bardziej prozaiczne. Mało, który wampir jest ode mnie starszy, bo wielu z nas popełnia samobójstwo. Czytaj dalej Noce wampirów Cz. II

Rycerz ognia. Prolog.

Zza horyzontu w końcu przebiły się promienie słońca, które załamywały się na kroplach wody, skapujących leniwie z liści drzew, tworząc piękne tęczowe barwy.
Dzień praktycznie niczym nie różnił się od wszystkich innych dni w Lonkerin.
Była to mała wioska, położona w pobliżu jeziora, które było jedynym źródłem utrzymania tutejszych wieśniaków, gdyż można było tu znaleźć najlepsze ryby w całym królestwie.
Raz w tygodniu do wioski przyjeżdżał handlarz ze stolicy, wymieniając to co rybacy złowili na rzeczy niezbędne do życia.
Jednak tego dnia nastąpiło coś, co odmieniło życie wszystkich ludzi zamieszkujących tą wieś.
Drogą przez las, w okolicy Lonkerin szła młoda kobieta, mogła mieć co najwyżej 20 lat. Była ubrana w błękitną suknie, która idealnie przylegała do jej smukłego ciała, mogło by się wydawać, że suknia ta nie dawała jej żadnej swobody ruchu, niczym drogie stroje balowe wielkich dam dworu, które z nieznanych żadnemu mężczyźnie powodów, zawsze musiały ubierać się w stroje zdecydowanie na nie za małe, nie ważne że praktycznie się dusiły, nie ważne, że w taki sposób można byłoby wyciągać z więźniów informacje, których nie chcieli za żadne skarby zdradzić, te kobiety płaciły za taki strój ogromne pieniądze.
Jednak ta suknia była inna, pomimo, że była ciasna, nie krępowała ona w ogóle ruchów. Wydawała się być wręcz elastyczna. Co za tym idzie, jej cena była prawdopodobnie równowartością całego Lonkerin.
Kobieta ta w rękach trzymała niemowlę zawinięte w czerwony kocyk. Wykonany z tkaniny, którą można było raczej spotkać na pałacowych salonach, a nie w wiosce na końcu świata.
Oboje pomimo bardzo drogich strojów, byli brudni, wyglądali na przemęczony oraz wygłodzonych, a w dodatku roztaczali zapach, którego nie powstydziły by się dwutygodniowe zwłoki, leżące cały czas w czterdziestostopniowym upale.
Nagle zza ich pleców rozległ się krzyk.

Czytaj dalej Rycerz ognia. Prolog.