Pożar

Przeprowadzka

Był piękny ,słoneczny dzień. Lekki wiatr delikatnie pieścił zielone liście drzew ,które dopiero co zaczynały rozkwitać .W końcu nadeszła upragniona przez wszystkich wiosna ,koniec ciągłych opadów śniegu , odmrożonych palców ,wiecznego kataru no i oczywiście przeszywającego zimna ,które dawało o sobie znać za każdym razem gdy tylko wystawiło się nos za drzwi ciepłego i przytulnego mieszkania.
Dla nas był to również upragniony czas ,bo właśnie na początek tej cudownej pory roku zaplanowaliśmy z mężem ,długo przeciąganą przeprowadzkę do Stanów Zjednoczonych.Kupiliśmy tam piękną willę na Florydzie. No , a skoro już zaczęłam o mężu to może czas na kilka słów o naszej rodzinie .Oboje z Michałem pochodzimy z Polski.Poznaliśmy się w wieku 15 lat podczas drogi do szkoły.Po zakończeniu liceum , ja wyjechałam do Anglii ,aby studiować dziennikarstwo na Kings college , a Michał został w ojczyźnie i również zajął się studiami.Po zakończeniu edukacji wróciłam do kraju ,tam wzięliśmy ślub i doczekaliśmy się dwóch córek bliźniaczek-Weroniki i Bereniki.Mamy jeszcze psa rasy labrador ,wabi się Breake. No ,ale wróćmy już do naszej przeprowadzki do Stanów.
Wstaliśmy około 8 rano ,spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko , skąd zaraz mieliśmy wylecieć do Ameryki . Byłam bardzo podekscytowana , w końcu z moim ukochanym mężem i córkami zamieszkam w miejscu moich dziecięcych marzeń .Samolot ruszył ,no i nagle odezwał się mój skrywany strach przed lataniem .Serce waliło mi jak młot ,ręce zaczęły się pocić .Modliłam się żebyśmy tylko szczęśliwie dolecieli do celu . Czytaj dalej Pożar

Czarny Łowca

 Był ciepły lipcowy wieczór i miasteczko Eden w stanie Maryland topiło się w czerwieni zachodzącego słońca. Już od kilku dni pogoda była naprawdę piękna i nic nie wskazywało, żeby dzisiejszego wieczoru coś miało się zmienić. Ann siedziała na ławce w malowniczym parku otaczającym tutejszą szkołę i z niecierpliwością wypatrywała Tommy’iego. Siedemnastoletnia dziewczyna miała na sobie jasną sukienkę w kwieciste wzory i letnie klapki. Jej długie, blond włosy opływały nagie ramiona. Była z nich bardzo dumna. Nie ścinała ich od dzieciństwa i bardzo o nie dbała. Jeszcze przed wyjściem spędziła kilka godzin na „robieniu się na bóstwo”. Uwielbiała siedzieć przed lustrem i rozczesywać swoje piękne, blond włosy. Musiała się spodobać Tommy’iemu. Bardzo jej na tym zależało. Ten wysoki brunet o szarych oczach, starszy od niej o rok, zawrócił jej kompletnie w głowie. Umówiła się z nim już tydzień wcześniej i cały ten czas chodziła spięta, lecz równocześnie rozmarzona, wyczekując tej chwili. Chwila ta jednak nie nadchodziła. Tom spóźniał się już piętnaście minut.
Czarny Ford Mustang z 1968 roku mknął autostradą numer 13 z zawrotną prędkością. Mroczny Johnny, siedzący za kierownicą, zajęty był studiowaniem mapy stanu Maryland i rozmową przez komórkę.
– Jesteś pewna, że to pieprzone Eden leży na tej trasie? – wykrzyczał do telefonu. – Jadę już od dobrych paru godzin, a nie poczułem nawet smrodu tej zasranej dziury!
– Spokojnie Jo – Dopływający ze słuchawki kobiecy głos był miękki i przyjemny. – Jak tylko miniesz Sulisbury, zjedź w prawo, a wrota Edenu rozstąpią się przed tobą – zachichotała.
– Nie kpij Jenny. Sprawa zrobiła się naprawdę poważna. – powiedział Johnny trochę mniej rozgniewany. Tylko ona miała na niego taki wpływ. – Mam nadzieję, że tym razem dorwiemy drani. Poprzednio byłem już naprawdę blisko, ale ten pieprzony smarkacz rzucił się na mnie z pazurami. Czytaj dalej Czarny Łowca

Narkoman

Michał usiadł znów sam za starej kanapie, patrząc na swoją pamiątkę z wesela. Michał miał na sobie brązowy, zimowy płaszcz, z dużą łatą z lewej strony. Troszkę ciemniejszą niż reszta płaszcza. Spodnie również zaniedbane, sztruksowe, też brązowe. Buty czarne, trapery. Twarz miał nieciekawą, duże kości policzkowe, grube brwi, mały podbródek, oczy jakby czerwone ze złości. Siedział na kanapie ze skóry, czarnej, cały pokój mieszał się w ciemnych barwach. Na podłodze szary, wypłowiały dywan. Ściany niby niebieski, ale wydawaj się ciemno granatowe w tym momencie. Gdzie nie gdzie zacieki, sufit jedynie był biały, lecz w połączeniu zresztą, również wydawał się szary.
Widok z okna miał na ścianę następnego bloku.
-Powiesić się, czy skoczyć? Oto jest pytanie. – Powiedział po chichu Michał i sięgnął po pilot. Nachylił się do przody i wyciągnął rękę, złapał go. Popatrzał na niego, i wcisnął czerwony guzik. Rzucił niem gdzieś za siebie. – Mieszkam tylko na czwartym piętrze, słyszałem że ktoś skoczył z piątego, a co dziwne przeżył. Jest na wózku a ja nie chcę tak skończyć chcę zginąć. Chyba że strzelił bym sobie pistoletem w łeb. Ale nie mam pistoletu. Powieszenie też odpada, nie mam żadnej solidnej liny, tylko cienkie kabelki. – Dalej mruczał pod nosem. Przystanął na chwilę. Wstał i ruszył w stronę pokoju jadalnego, choć trudno go nazwać tak. Stół- brązowy, z drewna. Byłby ładny, gdyby nie był tak brudny. Kawałki wczorajszego mięsa, kawałki makaronu sprzed miesiąca. Michał stracił chęć do życia. Gdy doszedł do stołu, wyciągnął rękę by sięgnąć po wodę. Gdy ją uchwycił, odkręcił zakrętkę, przyłożył otwór butelki do ust, i przechylił. Połykał wodę, jak w tej legendzie o smoku krakowskim. Butelkę znów przechylił, teraz by była w pionie.
-Nawet narkotyki mi już nie pomagają. – Powiedział Michał, puszczając zakrętkę i napój. Plastikowa butelka spadła na ziemię, rozlewając zawartość na podłogą. Dywan szybko wsiąkał. Michał wrócił na swoją kanapę usiadł i rozmyślał jak pewnie się zabić. W powietrzu znalazł się zapach siarki, i czerwone iskry. Michałowi ciężko się oddychało. Wstał, podszedł do okna, i spojrzał w niebo. Niebo jest koloru piekła. Nasunęło mu się, jakby ktoś przez niego mówił. Nie powiedział tego, lecz pomyślał. Na niebie zobaczył wiele czarnych ptaków. lecz to nie były ptaki. Wyglądały jakby… pterodaktyle? Czarne pterodaktyle na niebie w XXI w.? Pomyślał Michał z nutką sarkazmu. Jeden z nich uderzył w szybę. Michał odskoczył do tyłu i upadł na plecy. Zza niego weszła osoba do jego mieszkania, bo tam znajdowały się drzwi wejściowe. Wstał i poczuł wielki lęk, wszystko kołysało mu się przed oczami, na lewo, i prawo, i lewo, i prawo… Zaczął się niespokojnie rozglądać wokół siebie. Okno otworzyło się z hukiem. Wiatr wiał bardzo mocno. Do mieszkania nie wszedł tylko chłód, ale zjawy pojawiły się wszędzie. Krążyły wokół Michała jak sępy, jak oszalałe, bardzo szybko. Michał postąpił krok w tył, w stronę okna. Słyszał głosy, zniekształcone, prawdopodobnie przez osobę która tam weszła. Michał coraz szybciej szedł w tył. Przywarł plecami do otwartego okna, na początku troszkę się odchylił do tyłu, ale wrócił na chwilę do prostej postawy. Wyłkał z swoich ust słowa:
– One są wszędzie, wszędzie!

***

-Kto? Tu nikogo nie ma? O czym pan mówi? – Zapytała starsza pani zza progu mieszkania. Patrzała na obłąkanego mężczyznę który przeraźliwie się rozglądał.
-Panie Michale? Co się z panem stało? – Zapytała znowu pani Marta. Mężczyzna odchylił się do tyłu w stronę przepaści.

***

Michał czuł jak zjawa ciągnie go do tyłu, wyprostował nogi z całych sił. Poddał się. Wypadł z okna. Był już blisko ziemi, i nagle następna zjawa go chwyciła, tym razem biała.
-Dziękuję ci Aniele, dziękuję – Michał zasłabł.

***

Pani Marta podbiegła do okna i spojrzała w dół. Zasłoniła usta obiema rękami. Wybiegła z mieszkania by zawołać pomoc.

***

Widok martwego Michała zapewne budził dreszcze u każdego. Nieszczęśliwy upadek spowodował że klatka piersiowa wgniotła się tak mocno, że przebiła serce, i można było ją wyczuć macając trupowi plecy. I ta twarz… cała z krwi, obłędny wyraz twarzy. Patrząc na ciało nie można było sobie wyobrazić jakie cierpienia jaki towarzyszył mu przy śmierci.
A następnego dnia na tej samej ulicy ktoś sprzedawał te same narkotyki.
Dolar