Wiedźmy Cz. I

Elena była czarodziejką. Albo raczej sympatyczką magi. Interesowały ją czary. Zainteresowanie to miała od dzieciństwa. Od dziewiątych urodzin. Wtedy rodzice pozwolili jej dłużej nie spać, a ona wytrzymała, aż do północy. Północ ta magiczna godzina. Elena wyjrzała przez wychodzące na ogród okno swojego pokoju i zobaczyła coś niezwykłego. Cały ogród, wszystkie kwiaty, trawa ziemia… pokryty był srebrem. Miliardy maleńkich, błyszczących kryształków osiadły na wszystkim. Elena wpatrywała się jak urzeczona, ale kiedy mrugnęła wszystko zniknęło.

Od tamtej pory Elena zaczytywała się we wszystko co miało związek z magią od literatury fantasy po literaturę faktu, po te drugą sięgnęła w wieku czternastu lat. Jej rodziców to nie obchodziło, byli zbyt zajęci kłótniami, rozwodem, nowymi partnerami. Elena miała swój pokój tylko dla siebie, a jej ojciec i macocha tam nie wchodzili. Mogła więc zapełnić go książkami o czakrze, duchach i innych formach magii. Czytaj dalej Wiedźmy Cz. I

„Trzynaste miasto” Rozdział VI

Teraz znowu znajdowała się w centrum trzynastego miasta. Istoty, które mijała przyglądały się jej badawczo z podziwem, zdumieniem, czasem z zazdrością. Nic dziwnego, w końcu jako jedyna kobieta została przyjęta do korpusu oficerów.

— Panienko! — usłyszała. Odwróciła się. Zatrzymał ją pewien elf, wyglądający całkiem młodo, ale w jego oczach widać było, że przeżył już wiele lat. — Jesteście z korpusu, prawda? — zapytał elf. Kyōko kiwnęła w odpowiedzi głową. — To na pewno wiecie już, któremu z Naczelnych Lordów przypadła opieka nad naszym miastem. Możecie mi powiedzieć?

— Wiem — odparła Kyōko. To nie była żadna z tajnych informacji, więc chyba mogła cywilowi powiedzieć, kto będzie nimi przez jakiś czas rządził. — Lord Aizawa Shinji.

Przez chwilę wydawało jej się, jakby elf zrobił wielkie oczy i przestraszoną minę.

— Jesteście stuprocentowo pewni? — zapytał. Kyōko kiwnęła głową.

— Czy coś się stało? — spytała.

— A więc jednak… — westchnął cicho elf.

— Jednak? — zdziwiła się Kyōko. — To nie było go tu rok temu?

— Nie — odparł elf. — Jesteście tu nowe, prawda? To nie wiecie.

— Owszem — odparła Kyōko. — Chciałabym jednak wiedzieć jak najwięcej, więc byłby w stanie pan mi o tym trochę opowiedzieć?

— Dla mnie może to być trochę trudne, ale powiem — odparł elf. — Nie można zaniedbywać edukacji młodych w tych czasach, a najlepsze jest się dowiedzieć tego od osób, które widziały wszystko na własne oczy.

— To miło z pana strony — powiedziała Kyōko. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział VI

„Trzynaste miasto” Rozdział V

Miasto, którego ulicami spacerowała, wydawało jej się bardzo osobliwe. W sumie nawet lubiła w nim przebywać, mimo tego, iż niewiele o nim wiedziała. Nagle stanęła obok czegoś, czego w tym mieście nie powinna się spodziewać. Była co prawda zbudowana w pięknym stylu tegoż miasta, jednak mimo wszystko, Kyōko zszokowało to, co zobaczyła, a wiedziała, że powinna się tego przecież spodziewać. Przy drodze, elegancko, stała sobie karczma o wdzięcznej nazwie: „Karczma pod Różową Świnką”. Po szoku przyszło rozbawienie. Kyōko zaczęła cicho chichotać, ze względu na zabawny charakter, niby zwyczajnej nazwy, jednak jakoś nie pasującą do tutejszego klimatu. Jako, że nigdy nie pojawiała się w takich miejscach, kiedy była w pierwszym mieście, z wiadomych powodów (wszelkie istoty nagle tracą dobry humor i wpatrują się w nią ze strachem), więc Kyōko, korzystając z okazji, iż nie znajduje się już tam gdzie zawsze, tylko w zupełnie innym mieście, weszła po cichu do środka. Atmosfera była wesoła, wszyscy goście jedli i pili. Kyōko usiadła sobie przy małym stoliku z boku, na razie nie mając ochoty na żaden posiłek. Jedynie chciała poobserwować istoty, przebywające w tej karczmie, bez obawy, że wszyscy bedą na nią patrzeć ze strachem i dezaprobatą. W końcu podeszła do niej kelnerka, pytając, co chce do jedzenia lub picia. Kyōko zauważyła, że któryś z gości pije jakiś brązowawy, bąbelkowy napój. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział V

„Trzynaste miasto” Rozdział IV

Jechali stępa po ulicach Trzynastki. Kyōko z zaciekawieniem rozglądała się dookoła, w końcu zawsze przebywała tylko w pierwszym mieście i jego okolicach. Tutaj czuła się dobrze. Nikt się na nią krzywo nie spojrzał, chociaż na pewno mnóstwo ludzi zauważyło jej odmienność, ale nikt nie wydawał się tym przejmować.

„Kyōko” usłyszała nagle w myślach. Podniosła głowę i spojrzała w górę, gdzie zobaczyła, że strażnik pierwszego miasta zwrócił łeb w jej stronę i mrugnął znacząco.

„Tak?” Pomyślała w odpowiedzi, mając nadzieję, że smok ją również usłyszy.

„Poznajesz mnie?” W odpowiedzi nieznacznie kiwnęła głową. „Na imię mam Daisuke i jestem strażnikiem pierwszego miasta, ale to drugie już wiesz, prawda?” Znowu przytaknęła.

„Dlaczego ze mną rozmawiasz?” spytała smoka Kyōko. „Przecież chyba Shinji jest Wybranym, nie ja, czemu nie zwracasz się do niego?”

„Bo to z tobą chciałem porozmawiać” powiedział Daisuke. „Może jeszcze nie masz o tym pojęcia, ale z każdym krokiem zbliżasz się do punktu zwrotnego w twoim życiu. Shinji doskonale o tym wie, dlatego to właśnie ciebie zabrał ze sobą tutaj.”

„Co masz na myśli?” zdziwiła się półelfka. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział IV

„Trzynaste miasto” Rozdział III

Następnego dnia rano, Kyōko obudziła się w nadzwyczajnie dobrym humorze. Wyjrzała przez okno. Pierwszą rzeczą, na którą zwróciła uwagę, była nieustanna obecność smoków, drugą zaś, że w nocy musiało napadać dużo śniegu, gdyż całe miasto pokryte było białym puchem, a dopiero był środek jesieni. Półelfka z uśmiechem otworzyła okno. Nie odczuwała zimna, jakie musiało panować na dworze. Zawsze tak miała, jakby coś ją rozgrzewało od środka. Ponieważ miała tak wspaniały humor, postanowiła już od rana zrobić komuś kawał. Zebrała cały śnieg z balkonu i szybko uformowała z niego kulę, którą rzuciła przed siebie, nie za mocno. Musiała w kogoś trafić, bo do jej spiczastych uszu dotarły czyjeś krzyki i głośne obelgi. Zaśmiała się głośno. To był dobry początek dnia. Zeszła po schodach na sam dół, do kuchni. Nikogo jeszcze nie było, ale wciąż stało tam to nieszczęsne biurko, co oznaczało, że po wypiciu herbaty, Shinji skierował się od razu do swojej sypialni. Nie było się czemu dziwić, w końcu czekała nas dzisiaj długa podróż. Aż do trzynastego miasta, nad którym nie unosił się żaden smok, otaczający je opieką. Była to widoczna przerwa w kręgu. Kyōko w ciszy przygotowywała sobie kakao. Zawsze je piła od razu po wstaniu, kiedy miała dobry humor. Kiedy usiadła w fotelu, nie jedynym dziwnym meblu w tym miejscu, usłyszała ciche kroki, dochodzące z góry. W końcu na szczycie schodów ukazała się zgarbiona sylwetka Shōty, człapiąca powoli w dół. On również zrobił kakao w wielkim kubku i cieżko opadł na krzesło przy kuchennym stole. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział III