Mały ghul, duże kłopoty

Mały ghul, duże kłopoty

Niziołki zawsze, powtórzę, ZAWSZE przynoszą kłopoty. Jeśli nie ukradną dziecku lizaka, to podkradną kurę albo wisiorek. A jak nie kradną, to i tak zaczną. Tak to już jest z niziołkami. Chociaż ja sam nic przeciwko nim nie mam, to w Tar Loch ta rasa miała, szczerze mówiąc, przerąbane. O ile gnomy tolerowano lub ignorowano, to niziołki były otwarcie szykanowane.

Tar Loch było totalnym, za przeproszeniem, zadupiem. Oprócz dwóch czy trzech handlarzy, którzy przybywali tu przejazdem, wioska nie była przyzwyczajona do przyjezdnych. Każdy podróżny, który zatrzymał się w wiosce, wzniecał prawdziwe zamieszanie. Czytaj dalej Mały ghul, duże kłopoty

Wrzosowiska Haka

Aedrin siedział w tawernie patrząc leniwie na siedziących kiedy podszedł kelner poprosił o kufel piwa.
po kilku minutach dostał piwa smakowało jak psie szczyny ale pił dalej. W karczmie zaczynało sie robic nie spokojnie ale Aedrin tylko poprawił miecz i czekał na rozwój wypadków. Mineło już troche czasu i skonczył pic piwo.
Już miał wychodzic gdy jakiś wielki Drab złapał go za kołnież kaftana i pociągnął do siebie stało się to zbyt szybko i Aedrin nie zdążył zareagowac
– Co my tu mamy? Chę
– Coś ty za jeden? Pewnie żołnieżyk co?
Nie odpowiedział.
Czterech najwyrażniej kompaów Draba wstało i podeszło
Wtem jeden z drabów odezwał się- błoto ma w paszczy to nie może mówic
i zarechotał.
-Słuchaj no daj dobrym ludziom na życie bo jak nie to sami weźmiemy. Nagle z kąta wyszedł człowiek którego nikt wcześniej nie widział i powiedział.
– Zostawcie go to mój znajomy
A co będzie jak go nie zostawimy?-Spytał drab
– To Dostaniecie mniejszy oklep-powiedział nie znajomy.
– na to drab zarechotał ale nim skończył z ppiersi wystawał mu już dułgi sztylet.Zpiersi i ust polała się krew
Aedrin bez większego namysłu wyciągnął miecz i chlasnął na odlew pirwszego kompana draba.
Ciął go przez brzuch tentylko złapał się i skonał na miejscu. pozosta łych trzech zwiało.
– Dziękuje za pomoc.
– Nie przedstawiliśmy się sobie, jestem Aedrin
– A ja Bunduk
– Drobiazk w dzisiejszych czasach lepiej nie chodzic samemu
– Jakoś nie trafiłem na dobrego kompana.
– Acha, wiesz co mam kilku kompanów może byś do nas dołączył jeden miecz więcej to jednak lepiej.
-raczej nie ja tylko w sprawie ogłoszenia.
-tego o Collingu z Bullan?
-tak.
– to tym lepiej my też o niego pytujemy.
– no to mogę się z wami ruszyc.
-poczekaj chwilę pójdę po reszte. Czytaj dalej Wrzosowiska Haka

Sendai cz.1

Rozdział 1 Początek

Był wilgotny jesienny dzień deszcz cicho stukał o brukowane uliczki Elthrandu. W taką pogodę ludzie siedzieli w domach. Wszechobecną cisze wypełnił cichy dźwięk kroków tuż przy bramie. Główną ulicą szedł odziany na czarno mężczyzna w głębokim kapturze. Pod pachą niósł coś w rodzaju czarnej skrzynki wypełnionej szmatami i kocami a w ręce trzymał podłużny pakunek . Obojętnie przeszedł pod kamiennym łukiem z napisem ,,Targ-Elthrand” i równie beznamiętnie potraktował siedzących na targu niezmordowanych pogodą kupców. Idący skierował się do gmachu zwanego świątynią poświęconą bogu kupców Belderowi. Wszedł po niewysokich schodach do pomieszczenia z ołtarzem. Tam zdjął kaptur ukazując w blasku świec młodzieńczą twarz. Nieznajomy był stosunkowo młody, miał długie blond włosy i brązowe oczy. Był elfem. W pomieszczeniu stał ołtarz i sześć biurek. Przy każdym z nich siedziała jakaś osoba i coś niezwykle szybko notowała. Jedna z osób podniosłą głowę i jej wzrok padł na nieznajomego. Czytaj dalej Sendai cz.1

Nóż

Nóż

Wieczór się zbliżał, słońce dawało czerwoną poświatę na budynki. Ludzie wracali do swoich domów z pracy, sklepy powoli zamykano, wszyscy wracali do siebie. No prawie wszyscy. Tawerna o tej porze zawsze była pełna. Drzwi cały czas się otwierały, przez co w środku było chłodno. Przy stolikach obok drzwi siedzieli chłopi, kawałek dalej wzdłuż ściany mieszczaninie, a po drugiej stronie tawerny siedzieli pijacy i rozrabiacy. Przy barze siedziało dwóch sprzedawców, którzy pracowali w kuźni Grega. Starszy to zapewne Greg, a drugi to jego syn Adam. Ich kubki były już prawie puste więc zaraz wrócą do swojego domu. Za oknem wiało zimnym, jesiennym wiatrem. Drzewa zrzucił swoje liście, a iglaki bujały się w tle mocnego wiatru. Pięć uliczek dalej od tawerny głośno śpiewali pijacy wracający do domu. Z uliczki za jednym z domów wyszedł ktoś kierując się w stronę pijaków. Rozbawieni mieszczanie nawet go nie zauważyli kiedy przeszedł obok nich i skierował się w kierunku tawerny. Trzy uliczki dalej Korneliusz zauważył Kowala i jego syna wychodzących z Tawerny. Kierowali się w jego stronę.

-Odmieniec… – powiedział grubym głosem Greg przechodząc obok Elfa.

-Słucham?- Korneliusz odwrócił się w ich kierunku wyciągając ukryty sztylet zza płaszcza.

-Zadziorny! – Zawołał Greg. – Synu, nigdy nie toleruj elfów, bo kiedyś Cię zabiją. Trzeba wytępić te plugastwo! – Kowal wyciągnął miecz z pochwy, przy pasku. Greg zrobił dwa kroki i wykonał cięcie z prawej strony. Korneliusz odskoczył do tyłu, ale po chwili był już przy Kowalu wykręcając mu rękę. Miecz spadł na ziemie. Elf wykonał obrót powalając Grega i jeszcze bardziej wykręcając mu rękę. Przyłożył sztylet do krtani Grega, Korneliusz spojrzał na syna, który był gotów bronić swego ojca, nawet za cenę swojego życia. Jedno cięcie spowoduje że Adam rzuci się na elfa. Korneliusz pochylił się nad uchem Grega.

-Słuchaj… „odmieńcze”. Jestem elfem, ale nie zabójcą. Nasłuchałeś się durnych opowieści o elfach krążących po mieście w nocy, rabując przechodniów, a co gorsza uwierzyłeś w nie. Ja, na twoim miejscu, bardziej obawiał bym się was, ludzi. To oni kradną i zabijają. My nie chcemy się mieszać, więc zostaw nas w spokoju. Jeszcze raz wyciągniesz miecz na nieludzi, to cię znajdę i zabije. Weź teraz swój miecz i wróć spokojnie do domu, powtarzając synowi że elfy chcą dla was dobrze. – Korneliusz schował swój sztylet za pasek. – A teraz odejdź. – Elf puścił rękę Kowala i wstał. Greg pospiesznie podczołgał się do miecza. Wziął go i schował. Podbiegł do syna., chwycił go za bark i prowadził przed siebie. Korneliusz słyszał jak Kowal tłumaczy, że elfy nie są jednak takie złe. Cień uśmiechu przeszedł obojętnie przez twarz elfa. Korneliusz obrócił się i ruszył w kierunku tawerny. Po chwili przekroczył próg tawerny. Spojrzał w prawo na chłopów i mieszczan, którzy właśnie śpiewali jednym głosem, bujając się na lewo i prawo, śmiejąc się i wylewając z kubków piwo trzymane w rękach. Elf obrócił głowę w lewo. Ujrzał jak rozrabiacy i pijacy wyzywają się, klną, i kłócą się kto więcej wypije. Korneliusz ruszył w kierunku gospodarza. Gdy stanął przed nim wyciągnął sakiewkę, wyciągnął z niej pięć monet i położył na ladę.

-Poproszę wolny pokój. – Powiedział uprzejmie elf.

-Wszystkie są już zajęte, niestety. – W słowach karczmarza była nutka niechęci i rozbawienia. Korneliusz wziął w garść pieniądze z lady i włożył do sakiewki. A samą sakiewkę przypiął do paska. Drzwi głośno zapiszczały. Korneliusz zignorował to i zauważył stojącą na końcu lady, obok schodów tablice ogłoszeń. Podszedł do niej. Przejrzał wszystkie ogłoszenia. Były tylko ogłoszenia o pracę. Odwrócił się i widział jak człowiek podchodzi do Karczmarza rozpinając płaszcz. Elf znów się odwrócił spoglądając znów na tablice i wytężając słuch. Wyciszył wszystkie szumy śpiewy i skupił się na rozmowę karczmarza z tym członkiem.

-Witaj Olafie.

-Witaj Aleksandrze, co Cię do nas sprowadza? Dawno tu nie bywałeś.

-Praca. Szukam pracy. A tak w ogóle to miło Cię widzieć.

-Ciebie też. Chcesz wolny pokój? Zostało mi jeszcze kilka.

-Tak, tak. Jestem bardzo zmęczony podróżą. Porozmawiamy jutro rano.

-Dobrze, do zobaczenia jutro Olafie!

Korneliusz poczuł te same uczucie. Znów to samo. Elf jeszcze raz przejrzał tablice ogłoszeń. Zauważył jedno które było zasłonięte ogłoszeniem o poszukiwanym pracownikiem w sklepie z mieczami i łukami „Tarcza”. Przepiął te ogłoszenie w inne miejsce odsłaniając zasłonięte.

„…Dwa tysiące za dostarczenie człowieka znanego jako Klaudiusz. Dwa tysiące za żywego, a trzy za martwego.” Krzywy podpis należał do zarządcy w pobliskim loszku. Elf zerwał ogłoszenie i wsadził do kieszeni płaszczu. Odwrócił się i podszedł do Gospodarza.

-”Zostało mi jeszcze kilka pokoi.” Tak powiedziałeś czy coś przekręciłem?

-Przekręciłeś. Powiedziałem że nie został mi żaden pokój. – Powiedział karczmarz opierając się o ladę. Ich twarze prawie się stykały. Elf wyciągnął swój sztylet. Położył mu rękę na karku, budując napięcie. Korneliusz uderzył twarzą gospodarza o ladę przykładając mu ostrze do ust.

-Dasz mi klucz na jedną noc, a nie zadźgam cię na śmierć jak wieprza. – Korneliusz zdjął rękę z karku gospodarza i schował sztylet do pochwy przylegającą do żeber. Gospodarz szybko obrócił się, otworzył szufladkę, wyjął z niej klucz i położył na drewnianej ladzie. Elf delikatnie chwycił dwoma palcami za brelok z drewna i spojrzał na numer.

-Dziękuję. – chwycił klucz w garść i ruszył do schodów. Wszedł po nich na górę. Przeszedł kilka kroków w lewo i stanął przed drzwiami z numerem trzynastym. Wsadził klucz do zamka, przekręcił, nacisnął klamkę i popchnął drzwi. Wszedł do małego pokoiku z łóżkiem, szafą i nocnym stolikiem. Zamknął drzwi. Przekręcił kluczyk w zamku i zostawił go tam. Zdjął płaszcz i powiesił go w szafie. Usiadł na łóżku, rozebrał buty i w końcu położył się na twardym materacu. Leżał tak kilka godzin aż w końcu zasnął.

Następnego dnia rano.

Korneliusz otworzył oczy. Ujrzał drewniany sufit. Usiadł na łóżku i wziął się za ubieranie butów. Ktoś zapukał do drzwi.

-Chwila! – Krzyknął w kierunku drzwi. Gdy ubrał buty wstał, podszedł do szafy i wyciągnął z niej swój płaszcz. Ubrał go i podszedł do drzwi. Przekręcił kluczyk i otworzył je.

-Panie… mówił pan że ten pokój to tylko na jedną noc… a teraz przyjechali dość ważni goście a wszystkie pokoje są zajęte… – Karczmarz ciągną, jąkając się. Na jego twarzy widać było zakłopotanie. Elf wciągnął klucz z zamka i podał gospodarzowi.

-Dziękuję ci Panie… – Powiedział Olaf.

-Czekaj… – Korneliusz zwrócił się do karczmarza. Wyciągnął z kieszeni pięć monet i wcisnął gospodarzowi w rękę. Elf ruszył na dół. Gdy doszedł do schodów usłyszał na dole rozmowę. Usłyszał tylko trzy słowa: łowca głów i zabić. Korneliusz wyciągnął swój sztylet. Sięgnął po drugi i usłyszał.
-Tam! Na Górze! Barć go! – Korneliusz wyciągnął drugi sztylet. Jeden z napastników zaczął wspinać się po schodach.
Na schodach będzie łatwiej. Zszedł kilka schodów w dól i czekał na przeciwnika. Gdy przeciwnik podbiegł ciął swym mieczem z góry. Korneliusz odskoczył na bok uderzając barkiem w ścianę. Następnie bandyta bez zamachu ciął z lewej strony. Atak był słaby, więc elf jednym sztyletem zatrzymał cios, a drugi wbił w pierś przeciwnika. Wyciągnął sztylet i wykonał szybkie cięcie w krtań. Napastnik przewalił się na plecy i sturlał się na dół. Korneliusz zszedł na dół. Stało tam trzech ludzi z bronią. Dwóch z mieczami, jeden z toporem. Elf zrobił dwa kroki w przód i przeturlał się przez ladę. Jeden z nich również przeskoczył ladę i pchnął mieczem. Korneliusz odsunął się w prawo, zrobił krok w przód i wbił sztylet pod żebra bandyty. Obrócił się w kierunku pozostałych, ale stał tam tylko jeden. Rzucił w niego sztyletem. Tak jak zamierzał, trafił go w serce. Obrócił głowę w poszukiwaniu ostatniego przeciwnika. Widział przez chwilę pięść. Później poczuł ból na twarzy. Napastnik uniósł topór w górę i chciał wbić go w elfa. Korneliusz Przeturlał się w bok i wstał jak najszybciej. Cięcie z lewej strony, elf zdążył odskoczyć do tyłu. Poczuł że trącił coś łokciem. Wyczuł to coś ręką. Klamka! Gdy przeciwnik zamachnął się Korneliusz otworzył drzwi i wpadł do środka. Znalazł się w malutkiej kuchence. Szybko rozejrzał się. Kucharz stał z miną pełną zdziwienia. Gdy w drzwiach pojawił się bandyta z toporem szybko pojął co powinien zrobić, uciekł przez tylne drzwi. Elf patrzał na zbliżającego się napastnika. W końcu zaatakował. Wyprowadził cięcie z lewej, Korneliusz uchylił się przed tym ciosem. Drugie cięcie było z prawej, by go uniknąć musiał usiąść na ziemi. Odepchnął się nagami od ziemi i wstał potykając się. Cofał się jak mógł. Nie za szybko, ale nie wolno. W końcu chciał zaatakować ale zorientował się że gdzieś stracił swój sztylet. Zatrzymał się na stole. Oparł się o niego jedną ręką, wyczuł że coś na nim jest. Nóż. Gdy przeciwnik wykonał cięcie z góry elf odskoczył na bok i wbił nóż pod pachę przeciwnika, wykonał jeszcze dwa pchnięcia w tors. Przeciwnik padł na ziemie. Korneliusz spojrzał na twarz przeciwnika. Gdzieś już ją widziałem. Sięgnął do kieszeni płaszczu i wyciągnął z niej list gończy. A więc zarobiłem trzy tysiące. Teraz trzeba tylko go tam zatargać.