Sendai cz.1

Rozdział 1 Początek

Był wilgotny jesienny dzień deszcz cicho stukał o brukowane uliczki Elthrandu. W taką pogodę ludzie siedzieli w domach. Wszechobecną cisze wypełnił cichy dźwięk kroków tuż przy bramie. Główną ulicą szedł odziany na czarno mężczyzna w głębokim kapturze. Pod pachą niósł coś w rodzaju czarnej skrzynki wypełnionej szmatami i kocami a w ręce trzymał podłużny pakunek . Obojętnie przeszedł pod kamiennym łukiem z napisem ,,Targ-Elthrand” i równie beznamiętnie potraktował siedzących na targu niezmordowanych pogodą kupców. Idący skierował się do gmachu zwanego świątynią poświęconą bogu kupców Belderowi. Wszedł po niewysokich schodach do pomieszczenia z ołtarzem. Tam zdjął kaptur ukazując w blasku świec młodzieńczą twarz. Nieznajomy był stosunkowo młody, miał długie blond włosy i brązowe oczy. Był elfem. W pomieszczeniu stał ołtarz i sześć biurek. Przy każdym z nich siedziała jakaś osoba i coś niezwykle szybko notowała. Jedna z osób podniosłą głowę i jej wzrok padł na nieznajomego.
-O! A pan do kogo?- spytała kobieta lodowatym choć lekko zaskoczonym tonem.
-Miałem się dziś spotkać z najwyższym kapłanem, jeśli jest zbyt zajęty to mogę przyjść jutro jednak mam za sobą naprawdę długą drogę i wolałbym spotkać się z nim tuż teraz.- powiedział ujmującym głosem uśmiechając się lekko aczkolwiek efektownie. Kobieta naraz stała się dużo milsza. Zatrzepotała umalowanymi rzęsami. Poprawiła luźny kok z żółtych włosów i odwzajemniła uśmiech.
-Ach, tak! Przypominam już sobie, najwyższy coś wspominał o…hmmm…pewnym miłym gościu który ma go dziś odwiedzić.
Wnoszę, że chodziło o pana, panie….- wygrzebała spod stosu zwoi listę, rzuciła na nią okiem i znalazła nazwisko.-… panie Roelu Sheridian?
-Tak to ja. Dziękuję pani. Czy może mi pani jeszcze tylko wskazać biuro najwyższego? – spytał i znów wyszczerzył kredowo białe zęby.
-Ależ oczywiście – zarumieniła się kobieta- ostatnie drzwi na końcu tego korytarza.
-Dziękuję ponownie. Miłego wieczoru. – mrugnął i oddalił się w stronę drzwi. Zapukał trzy razy.
-Wejdź proszę.- rozległo się zza drzwi. Roel wszedł. Za wyjątkowo wysokim biurkiem siedział mężczyzna w podeszłym wieku i wysokiej czerwonej czapce.
-A Roel! Mąż Amuandy, najpiękniejszej mrocznej elfki w Ixildurze i okolicach, witaj!- powiedział kapłan.
-Dla przyjaciół Roe. Witaj najwyższy.
-A więc… gdzie jest Amuanda?- zapytał po chwili wahania.
-Amuanda…..ona….. ona nie żyje.- odrzekł głucho elf.
-Aha….a więc…. Co cię tu sprowadza Roe? Amuanda miała przyjść do mnie jednak skoro…. już jej nie ma, wnoszę, że zapoznała cię z naszą umową.
-Nie, powiedziała, że dowiem się w swoim czasie.- powiedział elf.
-Ach tak. To zdecydowanie w jej stylu, nie ryzykuje niczego. A co to jest to podłużne co tam niesiesz, mój drogi?
Roel rozwinął skórę którą nakryty był przedmiot. Na biurku najwyższego leżał teraz kij, a właściwie kostur. Był to najpiękniejszy przedmiot jaki kapłan widział w życiu. Był wykonany z czystego kryształu, jednak w środku wyglądał jakby zamknięto w nim czarne niego pełne gwiazd. Przy końcu rozgałęział się na cztery części, oplatając magiczny klejnot w kolorze głębokiego akwamarynu. Kij był zaostrzony z obu końców, jak ostrze miecza.
-I jeszcze to.- powiedział Roe i wyciągnął z kieszeni mniejszy przedmiot również owinięty w skórę. Rozwinął. Obok kostura leżał teraz naszyjnik, ściślej mówiąc aksamitka do której przyczepiony był klejnot. Klejnot był łudząco podobny do kamienia na końcu kija. I z niego biła potężna magiczna aura.
– Kostur i naszyjnik Amuandy.- powiedział głucho kapłan.
– Tak. A to jeszcze jedna jej własność.- teraz postawił na biurku skrzynkę, zabrawszy przedtem stamtąd kostur i naszyjnik. Wziął ze skrzynki część szmat i najwyższy zobaczył.
– Ależ to dziecko! Roelu czy wiesz, że właśnie jednego z dzieci Amuandy dotyczyła nasza umowa?!- zapytał zaskoczony.
– Nie wiedziałem….- zaczął.
– Dobrze Roe. Opowiedz mi wszystko od początku. Od momentu kiedy jakiś rok temu widziałem tu ciężarną Amuandę.
– Dobrze więc opowiem w skrócie. Kiedy dowiedzieliśmy się, że Amuanda jest w ciąży wzięliśmy coś w rodzaju tajnego ślubu. Dziewięć miesięcy później Amuanda urodziła.- zrobił przerwę jakby ważąc słowa.- Urodziła bliźniaki. Chłopca i dziewczynkę. Oboje mieli jej oczy. Oczy w kolorze akwamarynu. Niecały miesiąc później znalazła, nas grupa elfów z mojego miasta. Mieli rozkaz zabić mnie i Amuandę z powodu naszego ,,nie honorowego”. My ukrywaliśmy się w wieży na południe od wejścia do Podmroku. Matka przełożona Ferella dała nam to miejsce, paru ludzi i opiekunkę do dzieci. W dniu napadu gościła na nieszczęście u nas sama Ferella. Słudzy których nam przydzieliła walczyli dzielnie jednak tamtych było za dużo. Amuanda pomagała im, a potem ostatkiem sił otworzyła dwa portale, dwa na raz przy pomocy swego niezwyciężonego kostura. Po otworzeniu portali dała mi naszyjnik, kostur i dziecko po czym wepchnęła mnie w jeden z portali. Drugie dziecko dała matce Ferelli, która weszła z nim w drugi portal. Zobaczyłem jeszcze kątem oka jak Amuandę przeszywa strzała elfa. Ja wylądowałem niedaleko Elthrandu i przypomniałem sobie, że kiedy dawała mi dziecko powiedziała abym udał się do ciebie najwyższy. I oto jestem. – zakończył opowieść elf.
-Cieszę się niezmiernie z tego powodu, jak mniemam elfy dalej was ścigają?
-Właśnie dlatego tu jestem. Aby prosić o pomoc.- powiedział Roe.
-Amuanda kiedy przyszła tu rok temu- zaczął kapłan patrząc w sufit – prosiła mnie o zabezpieczenie jednego z dzieci. Powołała się przy tym na naszą dawną przyjaźń, a ja się zgodziłem. Ona wiedziała, że to się stanie, że was złapią, była wielką czarodziejką. Jakiś czas temu dostałem od niej list, że nie długo się tu pojawisz z jednym z dzieci. I oto jesteś.- zakończył najwyższy.
-Tak jestem. Więc czy pomożesz nam o najwyższy?
-Pomogę. Mam jeszcze kilka pytań odnośnie tego śpiącego maleństwa. To chłopiec czy dziewczyna?- spytał kapłan.
-Dziewczyna.
-Imię, proszę?
-Sendianna, ale Amuanda zawsze mówiła na nią Sendai. Sendai Amuanda Sheridian z Silvermoonu.
-Dobrze. A więc twój problem został rozwiązany. Bo widzisz po ostatnim liście od Amuandy, który dostałem dwa tygodnie temu, poprosiłem zawczasu maga przebywającego tu od pół roku, aby zaopiekował się twym dzieckiem. Nazywa się Mistrz Estell i mieszka
na obrzeżach Melkorg. Stacjonuje on dziś w gospodzie do której i ty się udasz, w gospodzie ,,Pod Zgniłą Gruszką”. Masz pieniądze Roel? -spytał na koniec.
-Nie. Mam tylko kij, naszyjnik i dziecko- odpowiedział Roe niewinnym głosem.
-Więc proszę weź to.- powiedział, sięgnął do szuflady i wyciągnął sporą sakwę z monetami.
-300 koron, dalej zajmie się tobą Estell. No idź już, prosto do gospody. I niech cię Belder prowadzi.- powiedział i uśmiechnął się.
-Dziękuję. Żegnaj dobry kapłanie.
-Żegnaj Roelu. Żegnaj.

Rozdział 2 Imię maga

Po tych słowach Roe wyszedł. Przeszedł korytarz, zignorował znaczące spojrzenia kapłanki i wyszedł ze świątyni wprost na targ. Elf nie miał pojęcia gdzie może być gospoda o której wspominał Kapłan. Postanowił więc zapytać. Nieopodal zobaczył kobietę głośno kłócącą się ze sprzedawcą biżuterii, potrząsając przy tym pięknymi blond włosami.
-Panie powinno się płacić za parę, a nie za jeden kolczyk! Powariowaliście?!- krzyczała blondynka. Roe podszedł do krzyczącej.
-W czym problem, panienko?- spytał uprzejmie.
-Ten człowiek, czy raczej chciwy goblin, chce mi policzyć za te kolczyki 20 koron! A na metce pisało 10!- awanturowała się dziewczyna.
-10 koron za jednego! Pisało wyraźnie!- mówił sprzedawca starając się zachować resztki spokoju.
-Och ty chciwy dziadu!- krzyknęła jeszcze raz blondynka i zamierzyła się na niego otwartą ręką. Roel szybko złapał ją w locie.
– Spokojnie panienko ja zapłacę, a wy panie powinniście się wstydzić tak zdzierać z młodych dziewcząt. Ja na waszym miejscu za takie spojrzenia dałbym tej panience kolczyki za darmo.- elf wyjął sakiewkę zapłacił i oddalił się razem z panienką zostawiając sprzedawcę w nie wesołym humorze.
– Dziękuję panie. Nazywam się Kristen. Ja nie wiem co powiedzieć na waszą hojność. Jak mogę się wam odwdzięczyć, panie?- spytała niepewnie. Roel uśmiechnął się.
– Ja jestem Roe. Panienko Kristen, czy nie mogłaby mi pani wskazać drogę do pewnej gospody, gospody ,,Pod zgniłą gruszką”?- spytał uprzejmie.
– Ach, oczywiście. To…to jest tam. Potem w lewo i zobaczycie panie szyld gospody. Mam nadzieję, że pomogłam.- spytała z nadzieją w głosie.
-Bardzo pani dziękuje, panienko Kristen. Uważam że kamienie w tych kolczykach idealnie pasują do pani oczu. Miłego dnia.- odszedł zostawiając kobietę oglądającą swe oczy w małym lustereczku. Poszedł tak jak mówiła i już za parę minut zobaczył niezwykle zniszczony szyld gospody ,,Pod zgniłą gruszką”. Wszedł do środka. Ta gospoda nie różniła się niczym od poprzednich w których elf gościł. Pół nagie dziwki, zapijaczeni klienci , śpiewający żeglarze, trunek lejący się strumieniami po podłodze i głośna gra pijanych muzyków. Elf podszedł do szynku.
-Eee… przepraszam! Panie!- zwrócił się do szynkarza próbując przekrzyczeć szum.
-Jakiego piwa?- spytał martwo szynkarz.
-Nie, nie przyszedłem tu pić. Szukam pewnego maga…
-Jest tu tylko jeden, a on nie lubi gości.- uciął krótko.- O jak chcecie porozmawiać to właśnie tu idzie. Dobry wieczór Mistrzu Estell!- odezwał się do maga o ciemnych włosach w granatowej szacie.
-Witaj Perry. Proszę to co zwykle. Co nowego?- spytał pogodnym głosem.
-Nic poza tym, że jakiś długouchy blondas, chce z tobą gadać, mistrzuniu.- rzekł Perry podając czarodziejowi ,,To co zwykle”.
-Elf? Ze mną?- odszyfrował wypowiedź szynkarza zdziwiony mag.
-Tak, panie. Jeśli pozwolicie. Roel Sheridian, przysyła mnie do pana najwyższy kapłan.- wtrącił się elf.
– Miło mi. Jak mniemam pan jest mężem Amuandy. Opowiadała mi o panu i o tym, iż będę miał szanse was poznać. Jestem Mistrz Estell Reyncard z Melkorgu. Zaszczytem jest poznać ukochanego mej przyjaciółki.- powiedział podając mu dłoń. Elf uścisnął ją po czym przemówił.
-Nie mam więc dobrych wieści, panie. Amuanda nie żyje. Zamordowano ją zeszłej nocy.
-Och, nie wiedziałem, proszę przyjąć najszczersze kondolencje. Jak więc mogę pomóc? Kapłan wspominał coś o dziecku…
-Tak, ale nie tu jeśli łaska.- powiedział elf patrząc przy tym na nasłuchującego uważnie Perryego.
-A tak oczywiście. Proszę za mną.- wstał i udał się w stronę drewnianych schodów. Roe szedł za nim, aż do dębowych drzwi za którymi mieścił się pokój maga. Stało tam łóżko, szafka, balia, stół i dwa krzesła. Mężczyźni usiedli za stołem.
-Panie Estell pozwoli pan, że przejdę od razu do rzeczy. Z tego co wiem Amuanda zatroszczyła się o losy tylko jednego dziecka. Mieliśmy dwoje dzieci jednak nie wiem gdzie jest drugie. To- powiedział kładąc na stole skrzynkę- jest moja córka Sendianna Amuanda Sheridian i to ją zadeklarował się pan adoptować.- zakończył elf z błyskiem w oku.
-Ależ oczywiście. Zaszczytem będzie zostać mentorem dziecka Amuandy. Będzie mieszkać ze mną, moją żoną Kendrą, służbą i moimi nieznośnymi synami trzyletnim Pesto i dwa lata starszym Vellynem.- zakończył wyliczanie mag.
-Dziękuję ci mistrzu. Kiedy przeniesiesz dziecko do swego domu?- spytał rzeczowo Roe.
-Jutro. Ty panie też z nami pojedziesz…
– Ja nie mogę! Znajdą ją dzięki mnie, znajdą Sendai i zabiją!- krzyknął.
-Spokojnie.- uspokajał mag.- spokojnie. Pojedzie pan tam ze mną a potem pomyślimy.
-Dobrze- powiedział już nieco spokojniejszy elf- Dobranoc…
-A jeszcze coś!- przerwał mag- słyszał pan o wzroście przestępczości na drogach?
-Nie, nie przebywałem w tym rejonie od dłuższego czasu więc wie pan…- zakończył niepewnie.
-Oczywiście rozumiem. A tak a propos, tego wzrostu przestępczości to ze względu na to obrałem kurs drogą morską, mój drogi Roelu. Czy to ci odpowiada?- zapytał mag.
-O tak! Uwielbiam pływać. Tak jak lubiła to ona. Amuanda. Dobranoc panie Estell.- zakończył smutno.
-Mów mi po prostu Estell. Miłych snów Roelu.- po tych słowach Roe wyszedł. Zszedł na dół i podszedł ponownie do szynku. Perry dalej wycierał kufle.
-Co podać tym razem?- spytał zrezygnowanym głosem barman.
-Nic- odrzekł obojętnie Roe.- Tylko pragnąłbym wynająć pokój dla mnie i dziecka. Proszę też aby mi tam dostarczono strawę i coś do picia. Zapłacę.- odrzekł z uśmiechem elf.
Perry wyraźnie się rozpogodził.
-Ach tak oczywiście. Kastra! Kastra zajmie się panem i tym dzieckiem. Zaprowadzi was do pokoju a potem przyniesie jadło. Dobranoc panie….?
-Roel.- rzekł elf.
-A więc dobranoc panie Roelu.