Ścieżka Krwi – Prolog

Ojciec Anastazji zawsze powtarzał jej że jest całkowicie normalnym dzieckiem. Co prawda mała , jasnowłosa dziewczynka nie wiedziała jeszcze że dla jej ojca są to jedne z najbardziej bolesnych słów jakie kiedykolwiek wypowiadał. Nie przykuwała do tego uwagi i cieszyła się możliwością zabawy z innymi dziećmi na podwórku. jako małe dziecko nie obchodziło jej nic innego prócz gry w berka lub chowanego. Dla niej , nie było nic dziwnego w tym że jej starszy brat bez przerwy siedzi nad księgami pod okiem ojca. prawie w ogóle go nie widywała , bo on prawie w ogóle nie wyściubiał nosa z pracowni ojca. czasami nawet , oboje wyjeżdżali gdzieś poza miasto na parę tygodni. Matka mówiła wtedy Anastazji że brat i ojciec wyjechali do pracy. Sama też nie poświęcała córce zbyt wiele uwagi. wiecznie trzymała w dłoni jakąś książkę z dziwnymi znaczkami. Na szczęście dziewczynce towarzyszyło wiele służek. Bądź co bądź , wygody życia dworskiego. mieszkała w dość dużej rezydencji w dość małym mieście Rion lecz kompanów do zabawy zawsze miała pod dostatkiem. weźmy na przykład Tima. Tim był synem najzwyklejszego w świecie młynarza , Malcolma. Ojciec Tima , mimo że szczerbaty i zawsze zmęczony poświęcał małej koleżance syna więcej uwagi niż jej własny ojciec. Właśnie dlatego Anastazja wymykała się służącym ojca tak często jak tylko było to możliwe aby spędzić trochę czasu u Tima. Zresztą wszyscy w miasteczku znali i lubili Anastazję. dziewczynka zawsze mogła liczyć na darmowe jabłko u starej mateczki Grelod lub przypatrzeć się pracy kowala. Znała ludzi z miasteczka lepiej niż swoją własną rodzinę. Taki stan rzeczy miał utrzymać się jeszcze przez kilka następnych lat , lecz nie mógł utrzymać się na zawsze.

*

Po upływie kilku zim Anastazja zmieniła się prawie nie do poznania. Zielone oczy należały w miasteczku do rzadkości więc dziewczyna miała się czym szczycić. Na dodatek mieszkańcy z powodu koloru jej włosów nazywali ją prześmiewczo „złotym dzieckiem” lecz to jedynie cieszyło Anastazję. Mimo tego iż miała już piętnaście lat i uważała się za osobę dorosłą , nadal szukała okazji aby zrobić coś głupiego. Było to teraz trudne ponieważ większość jej rówieśniczek powychodziła za mąż i nie miała na nic czasu. Został tylko Tim , syn młynarza Malcolma z którym od czasu do czasu wybierała się nad rzekę. Jednak potwór znany nudą dopadł w końcu dziewczynę która przez cały Boży dzień włóczyła się po rezydencji w poszukiwaniu jakiegoś zajęcia. Szczęście chciało że Anastazja jako dziecko bogatego rodu , nauczona została sztuki pisania i czytania co pozwoliło jej teraz na uruchomienie swojej dociekliwej natury. jako dziecko goniła kury , teraz wzięła się za księgi. Pierwsza , druga , trzecia. Nic ciekawego , sama historia. Nagle do głowy wpadł jej nowy pomysł. Jedna z ksiąg jej matki na pewno będzie interesująca. Zakradła się więc do sypialni rodziców i podwędziła księgę w niebieskiej oprawce. miała szczęście że oprócz służek nie było w domu nikogo innego. Nawet matka nie pozwalała jej czytać tych „specjalnych” ksiąg. Anastazja pobiegła wraz ze swą zdobyczą do pokoju i rzuciwszy się na łóżko , otworzyła księgę na pierwszej stronie. Z początku nic nie rozumiała. jakieś nieczytelne szlaczki , dziwne symbole wpisane w krąg , notatki pisane w niezrozumiałym języku. Dopiero teraz się zorientowała , gdy przypomniała sobie śmiesznego staruszka który odwiedził miasteczko jakieś dwa lata temu. przez głowę przeleciały jej wspomnienia zabawnego jegomościa w szpiczastym kapeluszu , starych szatach i z gęstą siwą brodą. Pokazywał dzieciom różne magiczne sztuczki a dorośli nie szczędzili mu monet. dopiero teraz Anastazja odnalazła we wspomnieniach odpowiedź. Zabawny staruszek rysował na śniegu zupełnie te same symbole które znajdują się w księdze. dzięki nim sprawiał że ulepione bałwany na chwilę ożywały. Ale przecież nigdy nie widziała by ktoś z jej rodziny ożywił jakiegoś bałwana. Skoro matka ma taką książkę to co ojciec musi trzymać u siebie. Dziewczyna nie mogła wytrzymać z ciekawości. zbiegła schodami na dół i zatrzymała się pod drzwiami pracowni. głęboki wdech. dłoń powoli ciągnie za klamkę. drzwi stoją otworem. Anastazja weszła do ciemnego , dusznego pomieszczenia ostrożnie rozglądając się na boki. nagle zamarła. serce zaczęło walić jak oszalałe. Gdy oczy przyzwyczaiły się do ciemności dostrzegła osobę siedzącą przy biurku. nie mogła wykrztusić z siebie nawet słowa. Okazało się że jej brat jest w domu , tylko jak zwykle zamelinował się w pracowni. Nawet na nią nie spojrzał.

– Ojciec zabronił ci tu przychodzić – usłyszała jego cichy głos – więc co tu robisz?

– Ja… – dziewczyna przez długi czas nie mogła wymyślić niczego sensownego i dopiero gdy brat pstryknął palcami a w pracowni zapaliły się wszystkie świece rozświetlając pomieszczenie przypomniało jej się po co tu przyszła – mam księgę matki! już wszystko wiem!

– Co? – na twarzy ciemnowłosego chłopaka malowało się zdziwienie – niby co wiesz?

– Aerin , wy wszyscy… Ożywiacie bałwany!

Aerin starał się nadal patrzeć na siostrę poważnym spojrzeniem lecz w końcu nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.

– Chodź tu moja głupsza , młodsza siostro – machnął ręką a drzwi zamknęły się za plecami Anastazji – skoro pragniesz wiedzy to ja ci ją dam.

Dziewczyna stała trochę oszołomiona. nigdy wcześniej jej brat się do niej nie uśmiechnął. otrząsnęła się jednak i podała mu księgę. Aerin otworzył ją na pierwszej stronie i znów się zaśmiał.

-nie umiesz tego czytać , co nie? – Anastazja pokręciła głową – to podstawy tworzenia golemów Anastazjo. maszyn do zabijania. bałwany ożywiał nieudacznik który łazi od wioski do wioski i zna tylko jedno zaklęcie. Nie będę kłamał. jesteśmy rodziną magów od pokoleń ale ty urodziłaś się bez żadnych zdolności. Staraliśmy się trzymać ciebie z dala od tego wszystkiego lecz widzę że i tak sama się wepchałaś.

– możesz mnie tego wszystkiego nauczyć? – dziewczyna chodziła od półki do półki i oglądała księgi.

– nie słuchasz co do ciebie mówię? nie masz żadnych zdolności , jesteś…

– i tak chce się uczyć! – Anastazja spoglądała teraz na brata poważnym wzrokiem – chce dowiedzieć się o wszystkim co ukrywaliście.

– jesteś uparta co? – Aerin wstał i uśmiechnął się do siostry – nauczę się. Ale jeśli ojciec się dowie…

Aerin i Anastazja byli najwidoczniej szczęśliwi. kto by pomyślał że po latach odnajdą wspólny język w piwnicy przerobionej na bibliotekę.

*

Minęły kolejne cztery lata. W trakcie tego czasu w miasteczku Rion niewiele się zmieniło. Tim przejął młyn ojca , Mateczka Grelod odeszła z powodu choroby a do garnizonu nadesłano tuzin gwardzistów. O ile w mieście nie zmieniło się zbyt wiele to w głowie Anastazji bardzo. dziewczyna miała już dziewiętnaście lat i w oczach wszystkich była całkowicie dorosła. mimo tego że była bardzo piękną kobietą , była jeszcze panną. Ojcu najwidoczniej nie zależało na wydaniu ją za mąż a w samym Rionie nie było żadnego mężczyzny który dorównywał by jej stanem. Anastazji było to tylko na rękę. przez te cztery lata cały czas uczyła się o magii i choć nie posiadała żadnych zdolności to wiedzą przewyższała już niejednego maga. jedyną niedogodnością było to że musiała dostosować swój wygląd do swojej pozycji. zmuszała się więc do noszenia niewygodnych sukni oraz butów i często zazdrościła Aerinowi że siedząc całe dnie w pracowni może się ubrać jak obdartus. wiedziała już wszystko na temat kontroli żywiołów , tworzenia golemów , skupiania energii oraz kreowania przestrzeni. jedyne co pozostało jej do ukończenia szkolenia to przywoływanie. gdy tylko ojciec wyjechał na następną wyprawę , popędziła do pracowni. nie przejmowała się już matką i służkami. przez te lata nabrała charakterku i potrafiła wywalczyć sobie respekt. Tylko biedny Aerin z tęsknotą wspominał czasy gdy w pracowni panowała cisza. znów usłyszał trzask drzwi i znów do pomieszczenia jak burza wleciała Anastazja.

-Witaj mój starszy , mądry bracie!

– Tak , tak… – powitał ją entuzjastycznie – znajdź sobie jakąś książkę.

Anastazja rozejrzała się po bibliotece a następnie z grymasem na twarzy zwróciła się do brata.

– już wszystkie znam na pamięć.

– doprawdy? więc powiedz mi czego się nauczyłaś.

Anastazja znów spojrzała na brata poważnym wzrokiem a on odpowiedział tym samym.

– Magia jest nauką. tak samo jak kowal uczy się tworzyć przedmiot , tak samo mag uczy się kontrolować energię która w nim płynie. Energia zawsze posiada swoje źródło. Bez niego mag jest bezużyteczny. Dla maga wiedza to świętość. Mag nie jest w stanie wykonać czynności jeśli nie wie na czym ta czynność ma się opierać. Każda czynność wymaga określonej , ukierunkowanej ilości energii.

– Wymieniłaś cztery zasady magii… sprytnie. jaki płynie z nich wniosek?

– Mag – Anastazja wskazała palcem na brata – nie jest cudotwórcą. potrafi za pomocą umysłu kontrolować energię i jej kierunek oraz nadać jej określoną formę. nie potrafi tworzyć z niczego.

– Świetnie siostro. podaj mi jeszcze dwa ograniczenia magów.

– Śmiertelne ciało które jest nieodporne na zbyt dużą ilość energii.

– Idealnie! powiedz jeszcze jakie mamy źródła energii a nauczę się przyzywania.

– Źródło natury w którego skład wchodzą , na przykład wulkany. Źródło życia. najbardziej potępiane , wykorzystujące jako energię życie istot oraz Źródło które jest jak do tej pory zbadane w najmniejszym stopniu. Energia gwiazd.

– No , no. jesteś jak chodząca biblioteka. nie będę cię dalej męczył. przejdźmy do teorii przyzywania.

*

W jakiś miesiąc później Anastazja posiadała całą wiedzę jaką mogła dostać. Nawet jej brat który był starszy od niej o jakieś pięć wiosen nie mógł się nadziwić że dziewczyna chłonie wiedzę jak gąbka. Zresztą nie mógł już przed nią nic ukrywać. Wiedziała czym zajmuje się ojciec i on. wiedziała że wykorzystują magię do walki z przeciwnikami gildii magów. mimo wszystko Aerin powtarzał sobie że nie jest taki jak ojciec. on nie jest mordercą. zabijał wyłącznie potwory podczas gdy ojciec… wolał o tym nie myśleć. Po raz pierwszy od dłuższego czasu ojciec był w domu na dłużej niż dwa tygodnie. siedział na tarasie i pykał z fajki. Aerin usiadł obok i przyglądał się jak siostra pielęgnuje kwiaty w ogrodzie. spojrzał w końcu na starego ojca. siwy mędrzec wypuścił dym z ust i odłożył fajkę na balustradę.

– Odnalazłem sposób synu.

– O czym ojciec mówi? znów jakieś badania?

– Kiedyś już o tym rozmawialiśmy Aerinie – Siwy oparł się o barierkę zaraz obok chłopaka i ściszył głos – znalazłem sposób na to jak zmienić gąsienicę w motyla.

– Znalazłeś serum?!

– Ciiii! ciszej bo usłyszy. – ojciec kątem oka zauważył że Anastazja patrzy się w ich stronę – właściwie to stworzyłem. już wiem jak wyleczyć robaki z ich słabości. jak przekształcić złom w złoto. wiem jak zamienić człowieka w maga.

Aerin przez chwilę milczał nie mogąc uwierzyć w słowa ojca. przemyślał to. musi być jakiś haczyk. Ten stary dziad musi coś kombinować.

– To już pewne? robiłeś testy? mogę załatwić goblina…

Ojciec uciszył syna gestem i uśmiechnął się pewny siebie.

– Robiłem już testy na ludziach.

– Co?! – Aerin wycedził przez zęby – to do ciebie podobne.

– Bez poświęcenia nie ma odkryć synu.

– Bez poświę…. chcesz powiedzieć że wszyscy ci ludzie umarli podczas testów?!

– Synu słuchaj… Teraz mam na głowie Gildie. jeszcze dzisiaj muszę dokonać przełomu…

– I niby kto będzie twoją następną ofiarą starcze?!

Ojciec odwrócił wzrok i patrzył się teraz gdzie indziej. jego ręka lekko drżała z powodu wieku.

– No kto? hę?!

Starzec dalej patrzył się w to samo miejsce. na ogród , na kwiaty , na Anastazję.

– Nie , nie , nie i jeszcze raz nie!

– Jest najlepszą opcją.

– Opcją? To twoja córka!

– Wiem że ją uczyłeś synu. Dzięki temu ma większe szanse niż ktokolwiek inny.

Aerin już się nie odzywał. zaciskał tylko pięści i klął pod nosem po czym odszedł najdalej jak się dało. Ojciec znowu usiadł i zapalił fajkę. Anastazja mimo że słuchała tego co mówią , nie zrozumiała ani jednego słowa. Z doświadczenia wywnioskowała że ktoś rzucił jakieś zaklęcie.

*

Było już ciemno i wszyscy mieszkańcy miasteczka pogrążeni byli we śnie. Tim , syn Malcolma głośno chrapał w swoim młynie. Strażnicy znużeni już nocną wartą od czasu do czasu przymykali oczy i żaden z nich nie zauważył cienia przekradającego się pomiędzy nimi. Gdy postać ominęła już wszystkie straże i dotarła pod młyn objęła kierunek na rezydencję. Rezydencja maga przeznaczonego do eliminacji. Wyszeptał mężczyzna w czarnym płaszczu i śpiesznym krokiem udał się w zamierzonym kierunku. Ciszę nocy przerwał teraz syk wyciąganego Ostrza.

  *

Gdzie to jest? Gdzie to do cholery jest? To pytanie stary mędrzec powtarzał sobie przez cały wieczór gdy szukał ampułki z serum w swojej pracowni. Szukał wszędzie. Pomiędzy pułkami , notatkami a nawet pomiędzy cholernymi wierszami. Teraz wiedział dlaczego Aerin zwiał. Drań zabrał ampułkę aby eksperyment nie mógł się odbyć. Niech go szlag , kiedyś się znajdzie a wtedy… I w tym momencie rozmyślania maga zakończył silny wybuch na zewnątrz. przez chwilę stał zaskoczony ale nic dalej się nie działo więc uśmiechnął się i stwierdził że gildia wysłała jakiegoś kretyna aby wykonał brudną robotę.

– Ojcze! ojcze! -Anastazja zbiegająca po schodach w koszuli nocnej była jeszcze ledwo przytomna i co chwila pocierała oczy – Ogień w ogrodzie! wybuch!

Siwy mędrzec podszedł do tarasowego okna i podziwiał jak płomienie tańczą i pożerają coraz więcej roślin. W międzyczasie z góry zbiegła matka i teraz we trójkę przyglądali się płomieniom. Ojciec wytężył wzrok. W ostatniej chwili cofnął się o krok od szyby. rozbrzmiał dźwięk tłuczonego szkła. ostrze krótkiego , zakrzywionego , pokrytego symbolami miecza już miało wbić się w czaszkę ojca gdyby nie matka i jej zdolność przenoszenia się z miejsca na miejsce. Ojciec nagle zniknął sprzed miecza i razem z matką pojawili się w kącie pokoju. uśmiechnięty starzec uniósł rękę i wystrzelił potężną kulą ognia w stronę napastnika. potężną lecz za wolną. Wróg nienaturalnie szybko przemknął pod pociskiem. Gdy przebiegał obok Anastazji , zdołała zobaczyć jego czarną maskę i niebieskie oczy które się za nią kryły. Pocisk eksplodował w ogrodzie zalewając go jeszcze większą falą ognia. Napastnik doskoczył do pary w kącie lecz matka znów zdążyła się przenieść. Miecz z łatwością rozciął drewnianą ścianę. Wróg nie czekał długo. Wyczuł w którym miejscu pojawią się rodzice. Lewą ręką sięgnął pod płaszcz a następnie rzucił nożem za siebie. pojawili się. Matka z wydała z siebie krzyk gdy nóż zatopił się w jej ramieniu. Puściła ojca a zabójca tylko na to czekał. Siwy mędrzec szybko uderzył pięścią w podłogę. nagła eksplozja posłała Anastazję na ścianę i wypełniła cały dom dymem. Gdy dziewczyna doszła do siebie i przestało jej piszczeć w uszach , jedynymi odgłosami jakie słyszała były eksplozje i cięcia. Dom szybko wypełnił ogień. Powoli wstała na nogi. Dostrzegła wiszącą nad kominkiem zabytkową szablę. Po chwili owa broń już była w jej rękach. Matka omijała płomienie i wkrótce zaszła wroga od tyłu. Był teraz w wąskim korytarzu. Z jednej strony ojciec. Z drugiej matka. Było już po nim a mimo to był pewny siebie.

– Co za szczęście że jako mistrz płomieni mogłem cie trzymać na dystans łajdaku.

Zdyszany ojciec nie dostał żadnej odpowiedzi więc uniósł tylko rękę i stworzył kolejną potężną kulę ognia. Zabójca spojrzał za siebie. Matka , mimo iż z nożem w ramieniu , celowała w niego potężnym pociskiem energii. nieprzyjemnie brzęczał a matka miała trudności z jego utrzymaniem.

– Zobaczymy jak szybki jesteś. założę się że nie dasz rady uniknąć pocisku pędzącego tak szybko jak dźwięk.

Anastazja odsunęła się od matki trzymając szablę niepewnie w rękach. Pocisk zniknął z jej rąk po czym wszyscy posłyszeli huk magicznego wystrzału. Dziewczyna nic więcej nie zdążyła zobaczyć. Tuż obok niej nastąpiła silna eksplozja. Obudziła się chwilę po tym. Wszędzie dym. Ogień. Dym powoli unosi się ku sufitowi. W głowie dzwoni jak diabli. Spogląda na matkę lecz nie widzi jej. Nie ma jej. Błąd. Jej matka jest wszędzie. Na niej , na ścianach , na podłodze i na suficie. Krzyk. Nie słyszy teraz nawet własnego krzyku , jednak krzyczy. On wychodzi z korytarza. Człowiek w czarnej masce i czarnym płaszczu. Nie zastanawia się. Atakuje go tym co ma pod ręką. Chwycił jej rękę tak ja by była dla niego zabawką. nagły ból i Anastazja znów pada na ziemię. Koszula nocna jest teraz brudna cała od krwi. Dziewczyna znów pada na ziemię , tym razem z raną w brzuchu.

*

Zabójcy już nie ma. Szybko się ulotnił po tym jak urządził rodziców. Kula ognia ojca przerobiła matkę w dodatkową warstwę farby. Zresztą on nie miał wcale lepiej. Pocisk matki rozwalił jego czaszkę na kawałki. Sukinsyn zdołał uniknąć obu naraz i jeszcze na tym dobrze wyjść. Wiedział że mogą walczyć tylko na dystans i użył tego przeciwko nim. Ale jakim cudem był taki szybki?! to pytanie krążyło po głowie Anastazji pełznącej przez korytarz prosto do pracowni. mimo że budynek zaczął się rozpadać a ona traciła krew , nie poddała się. Mag nie jest cudotwórcą. odezwał się głos w jej głowie. Jej własne słowa przemówiły jej teraz do rozsądku. No tak! Użył magii przestrzeni do spowolnienia czasu wokół siebie! Gdyby rodzice o tym wiedzieli…

*

Doczołgała się do pracowni. Ściany były tu z kamienia więc nie ma mowy o ogniu. Dym tu nie wlatywał. To pewnie sprawka jakiejś lekkiej bariery. Dziewczyna myślała jak nigdy dotąd. Jej złote włosy lepiące się teraz od krwi zasłaniały widok. Co robić? Co robić? Co zrobił by brat? Właśnie , Brat i jego lekcje przyzywania. Anastazja wcale nie robiła sobie żartów gdy mówiła że przeczytała każdą książkę w bibliotece. Przeczytała nawet te których jej brat nie pozwalał jej czytać. Miała w głowie symbole. Wiedziała jak narysować krąg , znała go na pamięć. Tylko ten krąg przyzwania nie wymagał magicznych umiejętności. Tylko ten krąg nie pobierał energii od ziemi czy gwiazd. To była jej ostatnia szansa. Rysowała więc. Swoją własną krwią , dociskając równocześnie ranę. Krąg po chwili był gotowy.

    – Teraz wystarczy… lekko… zapukać.

Pukała więc. Półprzytomna waliła pięścią w symbole i prosiła o ratunek.

– Pomocy… Pomocy… Pomo…

– Retet! – Zabrzmiał potężny i straszny głos emanujący w całym miasteczku – Retet Ih Nig Gohit Nih!

Krąg i wszystkie symbole które w nim były eksplodowały nagle czerwonym światłem. Ziemia poczęła się trząść. Przebudzeni po wybuchach mieszczanie zebrali się aby obserwować słup czerwonego światła które emanowało od płonącej rezydencji. Byli przerażeni , lecz wciąż stali jak wryci. Wtem rezydencja Eksplodowała czerwoną energią. Pierwszym który uległ anihilacji , był Tim. Syn Malcolma.

Koniec Prologu.