Sah

Znów nad miastem Etgar padał deszcz. Było to duże miasto położone w górach na szlaku handlowym północ-południe i jak w każdym takim mieście można było spotkać wielu najemników, którzy albo działali samodzielnie albo należeli do jakiejś organizacji, mających ochraniać kupców przed bandytami i jak trzeba było załatwić wiele innych rzeczy.

Do siedziby największej gildii zwanej gildią klingi wszedł pewien wysoki nieznajomy w przemokniętym płaszczu. Odźwierny nawet nie zainteresował się, kim był ów nieznajomy, po prostu kolejny najemnik szukający czegoś.

-Zrzeszony?

-Nie- odpowiedział nieznajomy bardzo burkliwie jednak odźwierny kontynuował swym monotonnym głosem rozmowę.

-W jakim celu?

-Chciałby się zaciągnąć.

-Po schodach w dół, prosto do końca i w lewo.

Nieznajomy ruszył błyskawicznie, a odźwierny dalej trwał na służbie.

W małym pomieszczeniu jedynym źródłem światła był mały otwór okienny. Na środku znajdowało się biurko, za którym siedział mały, stary goblin.

-Witam

-Chciałbym dołączyć do waszej gildii.

-A, jakie są powody takiej chęci.

-Takie jak wszystkich, dobrze zarobić.

-Jak cię zwą?- Goblin zamoczył pióro w atramencie i wlepił wzrok w przybysza.

-Sah

-Jakieś wcześniejsze kłopoty z prawem w Etgar, lub na terenie księstwa Senijskiego?

-Nie

-Własny ekwipunek?

-Tak

-Predyspozycje?

-Yyyy…

-Wolicie walczyć w pojedynkę, w grupie, z humanoidami, potworami, atakować, bronić, czy macie coś przeciwko eskortowaniu kogoś?

-Lepiej walczę w pojedynkę, a przeciwnik nie robi mi różnicy.

-Więc witam cię Sah w gildii klingi, pozostaje tylko kilka formalności, proszę zdjąć kaptur.

To, co ujrzał goblin było najdelikatniej mówiąc obrzydliwe. Twarz nieznajomego była pokryta bliznami, a właściwie była jedną wielką blizną, brak jednego skrzydełka nosa, poszarpane wargi, ślady pazurów, niezwykle biała cera, a także okulary zrobione z dziwnego kamienia oraz obręcz na skroni. Dopełnieniem upiornego oblicza były białe włosy zawiązane w warkocz.

-A… te dwa kryształy to na stałe?

-Nie

-Więc proszę je zdjąć i powiedzieć o pańskim doświadczeniu jako najemnika.

Stalowo szare oczy spojrzały na goblina, który musiał już widzieć bardzo wiele bo niewiele robił sobie z wyglądu Saha.

-Wolałbym o tym nie mówić i pokazać swoje umiejętności w walce.

– A więc dobrze proszę tu podpisać się lub zaznaczyć krzyżykiem.

Ku zdziwieniu, goblina Sah wziął pióro do ręki i podpisał się, co było dość niezwykłe, ponieważ przeciętny najemnik miał kłopoty z liczeniem wynagrodzenia, a co dopiero z pisaniem.

-Proszę udać się z tym dokumentem do komnaty na lewo od wyjścia.

Sah nie przejmował się tym, co myślą inni ludzie, był burkliwy oraz negatywnie nastawiony, do otoczenia. Wyszedł, więc bez pożegnania.

To nie była komnata, lecz sala. Znajdowało się w niej wiele sprzętu do treningu, od drewnianych replik broni przez manekiny do tarcz.

-Witam nowego adepta zapewne masz jakiś świstek dla mnie połóż go na tamtym stole.

Sah bez słowa uczynił tak jak mu kazano.

-Coś mało rozmowny jesteś no, ale cóż, ja nazywam się Afar, zdejmij ten płaszcz weź broń, jaką chcesz i pokaż, co potrafisz.

Albinos przyjrzał się wreszcie człowiekowi, który aż tyle mówił, był to barczysty podstarzały, ale w doskonałej formie człowiek w samych spodniach i z drewnianym mieczem w dłoni. Podszedł do stojaka i wybrał wielki drewniany miecz. O dziwo był dobrze wyważony, i bardzo zbliżony do oryginału.

-A, więc zaczynaj nowy

Sah ruszył bez wahania podniósł miecz, lecz wiedział, że nic z tego po reakcji starszego człowieka, dlatego błyskawicznie zamierzył się by ciąć od boku. Trafił, lecz Afar długo nie pozostawał dłużny i wyprowadził serię szybkich pchnięć, cięć próbując znaleźć słabszy punkt w przeciwniku. Po dłuższym pojedynku Afar na chwilę opuścił miecz, co pozwoliło Sahowi wyprowadzić potężne kopnięcie.

– Dość, widzę, że dużo potrafisz, więc dostaniesz odpowiednie zlecenie jak na twoje umiejętności.

Starszy człowiek podszedł do stołu gdzie została zostawiona kartka dopisał coś szybko i oddał kartkę Sahowi.

-Teraz do komnaty naprzeciwko wejścia, bywaj.

-Bywaj.

-A, więc jednak umiesz mówić. Ironiczny uśmieszek pojawił się na twarzy starszego człowieka, ale Sah już był na schodach i po kolejnej chwili był już w pomieszczeniu, w którym miał być. A było ono dość proste i praktyczne. Drewniany stół dwa krzesła i wielkie okno, które dawało światło, a mimo to na ścianach znajdowały się uchwyty na pochodnie a na stole, znajdował się świecznik stos papierów pióro i atrament.

– Witam, chyba pierwszy raz cię widzę, jestem Kard.

Sah nic nie odpowiedział tylko podał kartkę.

-A, więc nowy, hmmm… nazywasz się Sah tak? – Odpowiedział tylko kiwnięciem głową, – kiedy możesz zacząć?

– Od zaraz tylko odbiorę ekwipunek z karczmy..

– No to cóż, pójdziesz do karczmy z Habem jeśli nie masz nic przeciwko i wykonacie wyrok śmierci na pewnym orku w mieście, ale uważaj jest bardzo niebezpieczny, dlatego dano nam to zlecenie. No dalej idź i wróć z głową orka.

Sah znów w milczeniu wyszedł, na ławce przed drzwiami stał człowiek odziany w togę, patrzył na nieznajomego nowego członka z odrazą.

– Ty jesteś Hab?

-Tak, o co chodzi?

-Pójdziemy razem do karczmy po mój ekwipunek później po głowę orka.

– Świetnie, ciekawe ile wytrzymasz z tym orkiem no, ale cóż ja jestem czarodziejem, więc może uda mi się uratować nas obu. A tak pyzatym to jak się nazywasz?

-Sah i nie gadaj tyle tylko ruszaj się.

Przeciskanie się po zatłoczonych ulicach należało do przyjemnych i łatwych, więc po około dwóch godzinach znaleźli się pod karczmą. Sah tylko, gdy wszedł jakiś młody człowiek wbiegł po chodach i za chwilę przyszedł z wielkim plecakiem na plecach, i z dwuręcznym mieczem w ręce. Sah wziął od młodzieńca miecz.

-Hab to mój tragarz Fahes, Fahes to czarodziej Hab, a teraz po głowę orka, prowadź Hab.

Czarodziej nic nie odpowiedział tylko wyszedł z karczmy a za nim jego towarzysze.

Zbliżał się wieczór i na ulicach panował coraz mniejszy ruch, Doszli do domu orka w niecałą godzinę.

-Dobra plan jest taki wy dwaj wpadacie do domu i próbujecie przetrwać a ja rzucam na orka zaklęcie i go rozwalam dobrze?

Albinos tylko zdjął płaszcz i podał go młodzieńcowi miecz wraz z pochwą przerzucił przez ramię. Był w skórzanym kaftanie, na który była założona kolczuga. U bioder miał topór i buzdygan.

-Zapewne w cholewie buta masz jeszcze sztylet, który jest niczym przeciwko moim zaklęciom- zaśmiał się z niego czarodziej

Sah niewiele robiąc sobie z czarodzieja odpiął buzdygan i uderzył w zamek. Drzwi otworzyły się ze skrzypieniem. Albinos tylko upuścił buzdygan i wyjął miecz. Nagle przez nie wypadł ork z ogromnym toporem. Machał nim jak cepem, a Sah w pewnym momencie się zaśmiał i ruszył do ofensywy. Trzasnął orka z pięści w twarz, kilka zębów zostało na ziemi. Oczy orka nabiegły jeszcze bardziej krwią, a z ust zaczęła płynąć piana. Ciosy toporem były zapewne bardzo szybkie oraz silne, ale mało celne. Sah chwycił swój miecz jednorącz, co było nie lada wyczynem, odpiął topór przy pasie, odbił cios zadany z góry, i zaczął rąbać orka. Swoim mieczem dwuręcznym odciął mu ramię, a toporem w drugiej nadgarstek, ork chciał jeszcze ugryźć go w twarz, ale Sah samym czubkiem miecza rozciął jego jamę brzuszną, a toporem rozciął szyję. Gdy jeszcze ork się zataczał rzucił topór na bok i ciął potężnie dzierżonym dwuręczne mieczem i przeciął orka w pół z góry na dół, jednak zanim jego dwie połowy upadły wykonał cięcie z obrotu powodując pozbawienia resztek ciała orka nóg.

Hab. stał przy najbliższej ścianie zwracając obiad, a Fahes w milczeniu podał swojemu panu upuszczony oręż, a zaraz po tym zajął się plądrowaniem domu. Sah odrąbał dwie połówki głowy i podał ją Habowi mówiąc:

-Masz i trzymaj to przynajmniej twoje niezwykle potężne zaklęcia niech do czegoś się przydadzą, a przynajmniej to jest na pewno ten ork?

Hab. wziął głowę i stał osłupiały i kiwnął tylko głową.

-Fahes kończ plądrować bierz jeszcze tylko topór orka i wracamy po nagrodę.

Sah już znał drogę, a zakrwawione ubranie oraz czarodziej z głową orka sprawiały, że jakoś lżej szło się przez miasto.

***

Kard był pod nie małym wrażeniem wyczynu nowego rekruta. Dał mu pokój, co było niebywałą nagrodą, ponieważ tylko starsi najemnicy, którzy przysłużyli się gildii dostawali cokolwiek poza określoną sumą pieniędzy. Chciał dać mu tydzień odpoczynku, ale Sah nie chciał odpoczywać. Stanęło na jednym dniu, w którym Albinos sprzedał łup z orka i od razu wrócił do przełożonego.

***

– Dobra już wróciłeś? No dobrze będziesz pomocą, w pozbawieniu życia pewnych bandytów.

Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie jakaś tam magia i wręcz niezwykłe zorganizowanie bandytów. Będziesz przydzielony do jednego z oddziałów rozpoznawczych, wraz ze znajomym ci czarodziejem Habem, który czeka na ciebie przed drzwiami. A i jeszcze jedno twój sługa tragarz czy jak mu tam nie będzie potrzebny, dostaniesz konia a on utrudniałby zlokalizowanie bandytów, więc niech lepiej zostanie. Żegnaj i obyś wrócił cały.

Sah bez szemrania wyszedł, tym razem czarodziej od razu wstał, a w jego oczach widoczny był strach.

-Przez ciebie zostałem mięsem armatnim głupcze!

-Według mnie możesz być, kim chcesz tylko nie nazywaj mnie głupcem, bo źle się dla ciebie to skończy

-Przepraszam, ale właśnie zostaliśmy przydzieleni do grupy, która ma jedno zadanie, zobaczyć bandytów i uciec, a że w tym jest jakaś magia to mnie również do tego przydzielili. Przez ciebie zginiemy!

-Nie gadaj tyle tylko poczekaj tu chwilę, pójdę do swojego pokoju po niezbędne rzeczy i wrócę.

Hab. pokornie czekał.

Sah wrócił jak zawsze odziany w płaszcz tak, aby nie było nic widać tylko dziura w płaszczu na jego miecz mogła cokolwiek zdradzić, bo twarz była ukryta w kapturze. Może tak było lepiej.

-Ruszajmy.

-Nie zapomnę ci tego.

-Jeśli wrócimy martwi nic mi nie zrobisz

Hab. ruszył w stronę wyjścia a Sah nie miał wyboru musiał za nim podążać.

***

Grupa, do której był przydzielony wyglądała rzeczywiście tak jakby miała uciekać. Trochę zaniepokoiło, Saha to, ponieważ on i Hab. dostali w przeciwieństwie do reszty grupy konie, które z pewnością nie były szybkie. Bandytów górskich lasach nie musieli długo szukać, ponieważ wpadli w pułapkę. Ci, którzy próbowali uciec zostali zastrzeleni na miejscu.

Otoczyła ich grupa, która odłożyła ługi a w ich miejsce wzięli włócznię. Pięciu jeźdźców na dziewięciu bandytów, małe szanse, ale zawsze pomyślał Sah i błyskawicznie zeskoczył z konia, wyciągnął miecz i spojrzał na towarzyszy, żaden nawet się nie ruszył, lecz było już za późno ruszył na najbliższego bandytę, który już biegł w jego stronę. Było to dziecinnie łatwe tylko odtrącił lewą dłonią włócznię, a prawą ciął przez szyję. Lecz pozostała ósemka nie przypatrywała się biernie i ruszyła szybko w jego kierunku. Następnych dwóch, którzy podbiegli zabił tak jak pierwszego tylko, że drugi został przecięty wpół. Otoczyli go w czterech pozostali dwaj podnieśli łuki, nie miałby szans gdyby nie magiczny błysk wywołany przez czarodzieja. Sah doskonale wykorzystał chwilę, mimo że był równie oślepiony jak bandyci ciął na oślep w miejscach gdzie stali ostatnio bandyci. Gdy trafił trzeciego odzyskał wzrok, sześć trupów i towarzysze na koniach wpatrujących się głupim wzrokiem w zaistniałą sytuację, tylko czarodziej zwiewał gdzie pieprz rośnie. Sah nagle poczuł ciepło na lewym ramieniu. Krew nie wrogów, lecz jego. Rzucił się z krzykiem na bandytę, który nieumiejętnie pchnął go włócznią, nawet nie próbował się bronić, a ostatnie, co powiedział to było „mamo”, lecz nikt tego nie słyszał. W szale albinos rozczłonkował bandytę na kawałki, ale dwóch pozostałych już napinało łuki. Wtedy na szczęście jego towarzysze odzyskali zdolność myślenia i ich zarąbali. Swoją drogą machali bronią jak cepami i nie widać było różnicy między ich zdolnościami, a zdolnościami zabitych.

– CO wy sobie myślicie żeby stać tak sobie jak na pikniku!

Jeden wystąpił przed szereg, był mały chuderlawy, ze zdecydowanie za dużym jak na niego mieczem.

-Cel był prosty zobaczyć bandytów, zapamiętać gdzie i uciec a nie ich wybić, co do nogi.

-Ostatniego należało zostawić roztrzaskać mu łuk i wymusić odpowiedź gdzie jest kryjówka a nie bezmyślnie zabijać, sam powinienem was zabić.

Popatrzyli po sobie i kiwali głowami. Sah wiedział, co to znaczy ścisnął mocniej miecz i czekał aż ruszą. Ich umiejętności były tak żałosne, iż dwóch spadło z koni, resztę powybijał jak muchy. Ciął przez szyję i brzuch tak, że kto go minął jechał dalej, tyle tylko, że bez głowy lub przecięty wpół.

Nie znał okolicy musiał sam wracać do miasta, co zajęło mu 4 dni.

Gdy wrócił do siedziby gildii klingi w Etgar, Kard nie dowierzał własnym oczom.

-Jak to możliwe, że żyjesz przecież było sześciu na jednego, bo reszta nic nie robiła, jak to się stało?

Sah opowiedział mu jak wjechali w zasadzkę, a pewni siebie bandyci zamiast zostać w bezpiecznej odległości z łukami, wzięli włócznię i podeszli, jak mu pomogła ucieczka czarodzieja, oraz o lojalności swych towarzyszy i ich głupocie.

-Widzę, że nie byle, kto z ciebie wróć, kiedy wydobrzejesz, bo co prawda rana płytka, ale zawsze przeszkadza. A tak poza tym to skąd pochodzisz?

-Pochodzę z północy, z ludu o prostych zasadach. Przyświecał im jeden cel, aby zabijać, bo zabijając stajesz się lepszy w zabijaniu i znów zabijasz, a przerywając ten cykl zazwyczaj umierało się. Więcej nie mogę zdradzić, więc żegnaj.

-Dobrze idź już idź.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

One thought on “Sah”

  1. Przed tobą dużo pracy.

    1) ORTOGRAFIA I INTERPUNKCJA- za „ługi” czy brak przecinków odrzucą ci opowiadanie już po pierwszym zdaniu. Wstawiaj teksty do Worda i sprawdzaj pisownię!

    2) Styl! Unikaj kwiatków typu: „i jak trzeba było załatwić wiele innych rzeczy.” tudzież „kolejny najemnik szukający czegoś”

    2) Jeśli chcesz pisać heroic fantasy, to zacznij od bardzo porządnego opanowania wiadomości o broni i szermierce.

    3) Lektura obowiązkowa- „Wiedźmin”. Całość.

    4) Szkoda, ze nie opisałes dokładniej kim jest bohater o tak niesamowitych (iście wiedźmińskich) umiejetnościach bojowych. Skąd pochodzi, dlaczego został najemnikiem, w co wierzy i czego pragnie?

    Za to musze cie pochwalić za pomysł z bohaterem karzącym kompanów za brak profesjonalizmu. Inna rzecz, że mistrz gildii z całą pewnością nie pochwalił by takiego postepowania, w najlepszym razie wypędził bohatera precz z miasta.

Dodaj komentarz