Procrast – początek powieści

Księżyc, często zerkałem na niego podczas nocnych aktywności, jednak nigdy nie był on tak jasny jak tamtej nocy- tak mi się przynajmniej wydawało tego dnia. Dokładnie tak moi mili, zdaje się, że noc w którą zmieniło się całe moje życie powinno dostarczać mi więcej wspomnień, mnie w pamięci utknął jednak głównie ten blask. To znaczy jeśli mówić o widokach, bo to w ten wieczór po raz kolejny kobieta powiedziała mi, że nie chce ze mną być. Głupota, oklepane ktoś powie, jednak gwoli ścisłości nie chodzi tutaj o żadną moją wielką miłość życia, nie chodzi też o złamane serce czy żal- bo i to oczywiście i naturalnie pojawiło się wraz z tą sytuacją. Chodzi tylko o to co nastąpiło po tym dniu. Kiedy po rozstaniu z nią udałem się pod jeden ze starych dębów w pobliskim lesie po czym udałem się do domu. Standardowo upiłem się z najlepszym przyjacielem, poegzystowałem jak niegdyś przez parę tygodni i wtedy zdałem sobie sprawę, że coś się zmieniło. Coś zmieniło się we mnie i w moim podejściu do życia. Być może trafniej będzie- ktoś zmienił.


Nazywam się Mig, a oto moja historia.

Rozdział pierwszy:

Dzień zaczął się jak wiele poprzednich, wstałem o 17 po czym pogrążyłem się w bezsensownych czynnościach, tradycyjnie bez zmian. Matka wyjechała już parę miesięcy temu do pracy za granicą, zostałem więc tylko ja w małym mieszkaniu na szóstym piętrze. Ciemność i samotność były moimi towarzyszami przez bardzo długi czas i nieco ciężko było mi się do nich znowu przyzwyczaić po rozstaniu z dziewczyną. Nie zrozumcie mnie źle, kochałem i nadal ją kocham- nie walczę o nią bo dała mi wyraźnie znać, że ma w głębokim poważaniu mnie- być może tylko się zgrywała, ale nie jestem z rodzaju ludzi, którzy zrobią z siebie pajaca, dla niepewnego wyniku- tzn. jestem ale po prostu potrafię się powstrzymać. Jeśli otrzymałbym sygnał to bym w tym momencie pojawił się pod jej drzwiami- gotowy wyznać miłość i całować ją, aż zabraknie tchu. Dobra, bo zrobiło się dość ckliwie a nie o tym miałem opowiadać. Był poniedziałek- dzień w którym wszyscy ludzie przeklinają los- a przeklinają go z prostego powodu- mają obowiązki. Przypominał mi o tym widżet w telefonie z moją rozpiską dni w których musiałem udać się do pracy- którą jeszcze 2 tygodnie temu posiadałem. Co mogę powiedzieć moi mili, byłem w kiepskim momencie życia- przez ostatnie 4 lata, będąc całkowicie szczery. Trochę za dużo imprez, trochę za dużo trawy- nie myślcie o mnie źle, byłem kolejnym światłym umysłem, zniszczonym przez życie i system. Na studiach, na które poszedłem ze względu na matkę i gdzieś po drodzę zgubiłem cele w życiu. Tak przynajmniej lubiłem o sobie myśleć. Otóż to moi mili, winę za mój obecny stan lubiłem zrzucać na czynniki zewnętrzne, jednak byłem również świadomy, że mój charakter miał również udział w tym, gdzie znajdowałem się w owym momencie. Gwoli ścisłości- zawsze byłem bardzo inteligętnym chłopaczkiem, bardzo lubiłem czytać- co gdzieś tam przepadło na rzecz gier komputerowych, do nauki podchodziłem z rezerwą. Gdy trzeba było coś zaliczyć w liceum robiłem to na ostatnią chwilę a dzięki dośc słabym wymaganiom w szkole i swoim sporym zdolnością zaliczałem wszystko bez problemów- otóż to- włożyć jak najmniej wysiłku, tak można scharakteryzować moje życie. Lenistwo zawsze było częścią mnie a bycie zdolnym wręcz pogarszało sytuację.
W każdym razie wracając do owego dnia, a właściwie już wieczora. Po przesiedzeniu 2h przed komputerem w końcu udałem się do kuchni coś przekąsić- tutaj również dla jeszcze bliższego wyobrażenia mnie wspomnę, że dopiero gdy zrobiłem się na prawdę głodny, bo wcześniej nie chciało mi się nic przygotowywać jako, że nie miałem materiałów na szybkie jedzenie w postac kanapki czy jogurtu. Mam wrażenie, że gdyby uczucie głodu nie istniało- umarłbym z niedożywienia. Wpadłem do kuchni, wstawiłem jajka do garnka- byłby to szczyt moich kulinarnych umiejętności, gdyby nie to, że w zeszłym miesiącu nauczyłem się robić piersi z kurczaka (raz lepiej, raz gorzej). Tą przypadłość również oczywiście obwiniłem swoją matkę, mówiąc sobie, że gdyby mnie tak nie rozpieszczała, a czasami nie gotowała osobnego obiadu dla mnie to bym taki nie był. Usiadłem przy komputerze po czym sięgnąłem po papierosa odliczając 15 minut od zagotowania się wody. Naszły mnie wyrzuty sumienia, za to że znowu nie byłem na zajęciach (a nie byłem na nich od października) więc ustaliłem szybki plan zaliczeń, oczywiście postanawiając, że nauczę się na wszystkie przedmioty. Zadanie wykonane, mogłem więc oddać się kontemplacji bezsensownych obrazków w internecie a po tym obejrzeć serial lub pograć w grę. Gdy przypomniałem sobie o jajkach, było już nieco za późno. Mimo wszystko w desperacji obrałem jajka i postarałęm się zjeść chociaż jedno- niestety po 30 minutach gotowania były niezbyt smaczne. Zrezygnowany wróciłem do komputera, aby sprawdzić czy uda mi się zamówić pizzę. Gdy wszedłem do pokoju o mało nie zemdlałem. Przed moim laptopem siedziała obca mi kobieta. Gdyby to był facet, to może bym zaczął krzyczeć, walczyć, uciekać- ale widok niewzykle pięknej rudowłosej kobiety sprawił, że przybrałem bardzo inteligętną minę i równie elokwętnie odpowiedziałem:
-co do chuja ? Kim jesteś ?!-
– Velkomnir Mig, jestem tutaj na twoje własne życzenie. Pomyśl przez chwilę, a wydaje mi się, że szybko dojdziesz do tego kim mogę być.- odpowiedziała nieznajoma. Chwilę zajeło mi domyślenie się o co chodzi. W obcej kobiecie było coś nienaturalnego, ciężko to opisać ale dziwne odczucia uderzały we mnie z każdej strony, zaś cudownie błękitne oczy zdawały się patrzeć na mnie z dziwnego rodzaju zainteresowaniem. I wtedy dotarło do mnie, najpierw ogromny strach po czym wręcz szczęście, że oto w końcu w moim życiu stało się coś na co oczekiwałem latami.
– C-czy to prawda, to naprawdę Ty? Powinienem uklęknąć czy coś ?- odpowiedziałem nadal niedowierzając-
– Widzisz Mig, czasami trzeba uważać na rzeczy, które się robi. Ale nie martw się, nie jestem tutaj, aby cię skrzywdzić. Otóż zainteresowałeś mnie, a fakt, że uwolniłeś mnie z okowów działa zdecydowanie na twoją korzyść.-
Otóż to moi mili, tydzień przed rozstaniem ze swoją ukochaną natknąłem się na jakiejś przypadkowej stronie na czar. Czar, który miał zmienić moje życie- nie żebym był magiem czy coś, wyrosłem z tego w gimnazjum i od razu wam mówię, magia nie działa- w każdym razie odczytałem, że aby przywołać sobie magicznego sojusznika i zmienić swoje życie na lepsze czy jakieś podobne pierdoły, trzeba upuścić sobie krwi do fiolki i zakopać pod co najmniej stuletnim dębem po czym wypowiedzieć jakieś pozbawione sensu sentencje w języku podobnym do islandzkiego- staronordyckim. Nie mam pojęcia dlaczego upuściłem sobie krwi do fiolki po perfumach, ale od razu po tym poczułem się jak idiota, żeby ratować sytuację i zachować konsekwencję- czytaj honor we własnych oczach- poszukałem tego dębu i zakopałem fiolkę. Powiedziałem parę zdań po czym czując się jak kompletny idiota wróciłem do domu, aby jak najprędzej zapomnieć o sytuacji. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zobaczyłem tą postać na swoim krześle.
– Eee, do-dobra, czyli co poprosi mnie Pani o 3 życzenia- odpowiedziałem nieco bardziej odważnie, o ile mówienie Pani do jakiejś nadprzyrodzonej istoty to przejaw odwagi
– Otoż to, najpierw się przedstawię, nazywam się Loki i nie będę spełniać twoich życzeń.- nie wiem kiedy, ale kobieta bardzo szybko zamieniła się w kruka, by chwilę później zamienić się w ciemnowłosego, dość chudego młodzieńca o piwnych oczach. Przestraszyłem się nie na żarty, gdy okazało się, że przede mną siedzi… Ja sam.
– Kurwa, zawsze sobie pogorszę sytuację, cokolwiek nie zrobię. Dobra, widziałem wystarczająco dużo odcinków Supernatural, żeby wiedzieć jak to się skończy. Załatw to proszę szybko- odpowiedziałem, zdziwiony swoją „odwagą”. Jednak skoro miałem umrzeć, to przynajmniej zginę z podniesionym czołem, zacytowałem sobie w głowie Bravehearta czy inny film o honorze itp.
– Nie, nie Mig. Uwolniłeś mnie, przejrzałem twoje życie i życzenia. Lubię cię, a poza tym masz potencjał. Ja zaś, nie mogę wrócić do Asgardu. Dlatego też, będę od dziś twoim przyjacielem.- odpowiedział mi, nordycki bóg kłamstw. Postarałem się szybko przywołać wszystko co wiedziałem na temat nordyckiej mitologii (tutaj muszę pochwalić się swoją wiedzą na temat innych religii, mistyki i innych pierdół, którymi normalni ludzie się nie zajmują )i przypomniałem sobie, że przecież Loki został uwięziony na skale z wężem nad nim, którego jad miał palić twarz niegrzecznego boga.
– Rozumiem, że posiadanie boga jako swojego sojusznika to spory potencjał i recepta na życie, ale czego oczekujesz w zamian. Bo jeśli chodzi o duszę, to widziałem sporo filmów z tym motywem, i obiecałem sobie, że nie sprzedam jej nawet jeśli będę miał taką okazję.- odpowiedziałem. Przytomny ze mnie człowiek, muszę przyznać sam przed sobą, a i myślę, że nikt z was by tej rozmowy lepiej nie przeprowadził.
-Słuchaj Mig, masz to co myślisz, że masz. Ludzie stworzyli bogów,i to również wy nas zabijacie oprócz paru wyjątków, jednak na wyjaśnianie jak działa świat przyjdzie pora. Będziesz dalej prowadzić swoje życie, jednak z moim udziałem w nim. Nie lubię nudy, dlatego też będziesz ciągle zajęty. Będę użyczać ci swojej mocy i wiedzy, a jest tego niemało. Dodatkowo mam zamiar przy okazji nieźle się zabawić. W zamian oczekuję nie twojej duszy a drobnej przysługi. Już dzisiaj.- odpowiedział mi spokojnie, jego a właściwie mój własny głos pulsował w mojej głowie, przeszywając mnie na prawdę dziwnym uczuciem.
– Jakiej przysługi ?- odpowiedziałem
– Obserwowałem ludzkość od niepamiętnych czasów, wielu podobnych do mnie uważa was za wspaniałe istoty, wielu innych za robactwo, jeszcze innym jesteście zupełnie obojętni, w tobie widzę jednak potencjał. Wspólnie możemy osiągnąć wszystko a przy tym bawić się w drodze na szczyt jak nigdy dotąd. Dziś potrzebuję ludzkiej krwi, ale już nie twojej.- ciężko powiedzieć, abym się zdziwił. Musiałem jednak wiedzieć o co dokładnie chodzi z tą ceną, pomimo dość niskiego stopnia wrażliwości na ludzką krzywdę, miałem również sumienie i zostanie nagle seryjnym mordercą nie bardzo mi się podobało.
– Lludzkiej krwi, jak to ?- odpowiedziałem
– Tak jak mówiłem, uwolniłeś mnie, jestem trochę osłabiony od tego bycia przykutym do skały, uwierz mi- bardzo niewygodne- nawet dla boga. Zabijesz człowieka i poświęcisz go dla mnie. A kolejnego dopiero za pół roku. Na pewno masz jakichś wrogów ?- odpowiedział
– Wszystko fajnie, nie bardzo interesuje mnie dobro innych, ale nie chciałbym żeby okazało się, że mam schizofrenie czy coś innego i jesteś wymysłem mojej wyobraźni, żeby potem skończyć w psychiatryku- powiedziałem, mając na prawdę mocną nadzieję, że nie jestem chory psychicznie.
– Dobrze Mig. Wyjdziemy więc na zewnątrz i zaczniemy naszą zabawę. Na co masz ochotę ?- powiedział używając mojego grymasu przeznaczonego dla idiotów
Westchnąłem głęboko, po czym poczułem pustkę w brzuchu:
-zjadłbym coś- odpowiedziałem.
– chodźmy więc na dzban miodu i pieczonego jelenia- powiedział
– idziemy na pizze, takich rzeczy już się zbytnio nie jada-
– wiem idioto, żartuję- dodał mój nowy towarzysz w postaci nordyckiego boga. Ja zaś nadal nie wierząc w to co widzę, przywdziałem swoją kurtkę i udałem się do najbliższej pizzerii.