Pożar

Przeprowadzka

Był piękny ,słoneczny dzień. Lekki wiatr delikatnie pieścił zielone liście drzew ,które dopiero co zaczynały rozkwitać .W końcu nadeszła upragniona przez wszystkich wiosna ,koniec ciągłych opadów śniegu , odmrożonych palców ,wiecznego kataru no i oczywiście przeszywającego zimna ,które dawało o sobie znać za każdym razem gdy tylko wystawiło się nos za drzwi ciepłego i przytulnego mieszkania.
Dla nas był to również upragniony czas ,bo właśnie na początek tej cudownej pory roku zaplanowaliśmy z mężem ,długo przeciąganą przeprowadzkę do Stanów Zjednoczonych.Kupiliśmy tam piękną willę na Florydzie. No , a skoro już zaczęłam o mężu to może czas na kilka słów o naszej rodzinie .Oboje z Michałem pochodzimy z Polski.Poznaliśmy się w wieku 15 lat podczas drogi do szkoły.Po zakończeniu liceum , ja wyjechałam do Anglii ,aby studiować dziennikarstwo na Kings college , a Michał został w ojczyźnie i również zajął się studiami.Po zakończeniu edukacji wróciłam do kraju ,tam wzięliśmy ślub i doczekaliśmy się dwóch córek bliźniaczek-Weroniki i Bereniki.Mamy jeszcze psa rasy labrador ,wabi się Breake. No ,ale wróćmy już do naszej przeprowadzki do Stanów.
Wstaliśmy około 8 rano ,spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i pojechaliśmy na lotnisko , skąd zaraz mieliśmy wylecieć do Ameryki . Byłam bardzo podekscytowana , w końcu z moim ukochanym mężem i córkami zamieszkam w miejscu moich dziecięcych marzeń .Samolot ruszył ,no i nagle odezwał się mój skrywany strach przed lataniem .Serce waliło mi jak młot ,ręce zaczęły się pocić .Modliłam się żebyśmy tylko szczęśliwie dolecieli do celu .

Podróż ciągnęła się w nieskończoność ,aż nagle usłyszałam „Prosimy o zapięcie pasów ,przygotowujemy się do lądowania” , poczułam lekką ulgę ,jednak zaraz pojawiły się obawy dotyczące lądowania ,no bo przecież ile samolotów rozbiło się właśnie podczas lądowań , znowu poczułam gulę w gardle i mocniej bijące serce , starałam się nie myśleć o strachu ,jednak było to silniejsze ode mnie. Po kilkunastu minutach ,mogłam wreszcie odetchnąć ,szczęśliwie wylądowaliśmy na lotnisku Orlando Floryda . Tam czekała już na nas taksówka ,która zawiozła nas prosto do nowego domu.
Był taki jak na zdjęciach w ogłoszeniu ,idealny ,moja wymarzona willa .Była zbudowana z brązowych cegieł ,miała duże ,prostokątne okna z hebanowo czarnymi ramami . Dach miała spadzisty ,z czarnych dachówek.Do środka prowadziły , wielkie drzwi ,z ciemnego drewna i wręcz bajkową koładką. Dookoła domu rozciągał się wielki ,lekko zaniedbany ogród.Rosły tu wielkie drzewa oraz kilka zielonych krzewów .Z tyłu domu znajdowała się komórka na narzędzia , a kilka kroków za nią było wyjście na przepiękną plażę ze złocistym piaskiem , gdzie rozciągało się cudowne ,jasno niebieskie jezioro. Zaraz za wodą znajdował się zielony las ,drzewa szumiały jakby chciał coś powiedzieć , zadumałam się na chwilę ,jednak moje zamyślenie przerwały okrzyki radości moich dzieci ,które właśnie oglądały swoje nowe pokoje. Szybko wróciłam do willi , również zaczęłam oglądanie domu od wewnątrz . Miał wielki salon ,idealny na przyjęcia , obok znajdowała się moja wymarzona wielka kuchnia ,w której bez przeciskania się między stołem ,a szafką będę mogła gotować moje ulubione potrawy. Na piętro prowadziły ,brązowe schody ,z wielką ,ozdobną poręczą. Tam znajdował się pokoje dziewczynek ,w każdym było jedno dziecięce łóżeczko i otwierane biurko , obok biurka stała duża szafa , już wypełniona ubraniami dzieci. Z drugiej strony biurka stał regał ,gdzie znajdowały się zabawki dziewczynek oraz książki do szkoły. Obok pokoików znajdowała się łazienka ,a tuż obok niej była nasza sypialnia ,z cudownym widokiem na jezioro. Na kolejne piętro prowadziły następne schody , tym razem mniej ozdobne. Tam znajdował się strych , jednak na razie był zupełnie pusty.
Godzina była już późna , a i my byliśmy wykończeni przeprowadzką ,dlatego szybko zjedliśmy kolację i położyliśmy się spać.

 

Dwie kreski

W naszym nowym domu żyło się cudownie. Codziennie chodziliśmy na wieczorne spacery po plaży ,kąpaliśmy się w jeziorze i biegaliśmy z Breake’m po lesie . Dziewczynki były zachwycone . Poznały wiele nowych koleżanek w sąsiedztwie i w szkole . Nasz piesek również pałał radością , wreszcie miał swoje wymarzone miejsce do wybiegania , bo w Polsce ,w naszym małym mieszkaniu w bloku ,mógł o tym tylko pomarzyć.
Z powyższego opisu wynika ,że wszystko powinno być w jak najlepszym porządku ,jednak była jedna rzecz ,która lekko mnie niepokoiła ,spóźniał mi się okres , na początku myślałam ,że to stres związany z przeprowadzką ,jednak od kilkunastu dni mieszkaliśmy w nowym domu ,a nic się nie zmieniało.Czułam ,że muszę porozmawiać o tym z Michałem.

*

Był piękny wieczór ,na niebie nie było żadnej chmury ,przez okno można było podziwiać gwiazdy ,jednak wtedy w ogóle nie zwracałam na to uwagi , z niecierpliwością czekałam na Michała. Przyszedł dopiero po trzydziestu minutach i od razu zauważył ,że coś jest ze mną nie w porządku. Spytał co się dzieje ,jednak nie wiedziałam jak mu odpowiedzieć. Powiedziałam ,że nie ma czym się martwić , on lekko uspokojony położył się obok i zaczął mnie całować. Nie miałam ochoty na seks .Zrozumiał , jednak wiedziałam , że czuje ,że dzieje się coś złego. Nie jest on człowiekiem ,który skrywa uczucia ,dlatego po chwili zapytał prosto z mostu
-Co się dzieje ?
-Nic – odpowiedziałam ,nie do końca przekonana do tego co mówię , a on od razu wyczuł moje wahanie. Nie mogłam więcej tego ukrywać w końcu jest moim mężem i powinien wiedzieć wszystko. Powiedziałam mu . Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć ,jednak po krótkim milczeniu , oznajmił ,że jedzie do najbliższej apteki po test ciążowy . Mówiłam ,że to może poczekać do jutra ,jednak on w ogołe nie chciał słuchać. Wrócił dopiero po godzinie. Kupił chyba wszystkie testy ,które mieli w aptece. Zamknęłam się w łazience i z lekkim strachem zaczęłam czytać instrukcję. Zrobiłam wszystko ,dokładnie tak jak napisali na ulotce ,teraz czekało mnie 15 minut oczekiwania. Ciągnęło się w nieskończoność. Chodziłam po domu ,zaglądałam do lodówki ,jednak nie miałam apetytu. Włączyłam telewizor ,próbowałam się czymś zająć , zaczęłam nawet czytać książkę , niestety nic nie pomagało. Wreszcie zadzwonił minutnik ,który nastawiłam wcześniej . Z mocno bijącym sercem poszłam do łazienki ,Michał był zaraz obok mnie ,właśnie za to go kocham ,zawsze mnie wspiera ,nie ważne jak bardzo sam był przerażony. Na kranie leżały wszystkie testy. Na każdym dwie czerwone kreski. Strach ,przerażenie ,jednak z drugiej strony szczęście ,ze nasza rodzina jeszcze się powiększy. Popatrzałam na męża , staliśmy tak chyba kilka minut po czym padliśmy sobie w objęcia i zaczęliśmy się całować .

Rano zadzwoniłam do recepcji najbliższej przychodni i zarejestrowałam się do ginekologa ,w sumie testy czasem mogą się mylić , jednak teraz naprawdę zaczęłam chcieć tego dziecka. Lekarz potwierdził ciążę , cieszyłam się ,Michał też, mimo tego naszego chwilowego załamania. Dziewczynki też się ucieszyły ,kiedy oznajmiliśmy im to zaraz po ich powrocie ze szkoły ,nie mogły się doczekać małego dzidzusia w domu.

Nasze życie diametralnie się zmieniło. Żyliśmy na innym kontynencie , mieliśmy nowy dom , kolejne dziecko w drodze , jednak byłam pewna ,że wszystko się ułoży.

 

Niepokój

Byłam już w trzecim miesiącu ciąży .Dziecko rozwijało się prawidłowo. Miewałam lekkie nudności ,jednak dało się to wytrzymać. Wszystko pomału zaczynało się układać .

W nocy obudził mnie krzyk Weroniki . Szybko wstałam i pobiegłam do jej pokoju .Siedziała na łóżku ,była roztrzęsiona i spocona . Gdy tylko mnie zobaczyła , od razu wstała i rzuciła mi się w ramiona. Przytuliłam ją i razem usiadłyśmy . Próbowałam ją uspokoić ,jednak ona nie mogła wydusić z siebie ani słowa ,cały czas płakała. Siedziałyśmy w objęciach . Po chwili mała lekko się wyciszyła. Zaczęła opowiadać co ją tak koszmarnie przestraszyło. Mówiła ,że gdy się obudziła obok jej łóżka stała dziewczynka .Miała długie ,kasztanowe włosy i wielkie czarne oczy. Podobno mówiła coś o pożarze i wtedy Weronika zaczęła krzyczeć ,a dziewczynka nagle zniknęła. Tłumaczyłam jej ,że to tylko zły sen , że w domu nie ma żadnych innych dziewczynek oprócz jej i siostry . Położyłam się obok niej i zasnęłyśmy w jej małym dziecięcym łóżeczku.

Rano , przy śniadaniu Weronika znowu zaczęła opowiadać o tajemniczej dziewczynce , powtarzała to co w nocy ,jednak wspomniała również o rodzicach dziewczynki ,którzy według niej spłonęli o jej rodzeństwie ,które podzieliło tragiczną śmierć rodziców . Mówiła o tragedii z tak dokładnie jakby była tam w środku i wszystko widziała. Kiedy zapytałam ją ,skąd zna takie szczegóły dotyczące domniemanego pożaru odpowiedziała ,że od dziewczynki. Nie martwiłam się jej niestworzonymi historiami ,sporo dzieci w jej wieku ma skłonności do zmyślania nierealnych rzeczy .

Mój spokój trwał do czasu ,bo kilka dni później , kiedy już kładłam się spać znowu usłyszałam krzyk ,tyle ,że tym razem należał do drugiej córki . Jak najszybciej mogłam pobiegłam do jej pokoju i przeżyłam deja vu ,siedziała na łóżku tak samo jak kilka nocy wcześniej Weronika ,również była roztrzęsiona i cała mokra.Zachowałam się tak samo jak z pierwszą córką ,jednak Berenika o wiele szybciej się uspokoiła. Najgorsza zaczęło się ,jednak kiedy zaczęła mówić,czego się przestraszyła ,bo historia ,którą opowiadała słyszałam już od Weroniki…

Kiedy Berenika zasnęła wróciłam do łóżka. Michał nie spał , powiedział ,że słyszał historię córki i ,że również jest lekko przestraszony. Zaczęliśmy szukać logicznych rozwiązań ,na to dlaczego nasze dwie córki ,budzą się w nocy z krzykiem i opowiadają nam dokładnie taką samą historię . Sprawdzaliśmy w internecie , dowiedzieliśmy się ,że bliźnięta mają niewyjaśnione zdolności telepatyczne . Nasz strach zmalał ,jednak dalej ta sprawa z pożarem i dziewczynką nie dawała nam spokoju.­

 

To nie jest wasz dom
Rano nie zjadłam śniadania z rodziną . Zaraz po wstaniu , udałam się do sąsiadów . Postanowiłam dowiedzieć się czegoś o domniemanym pożarze z opowieści córek. Rozmawiałam prawie ze wszystkimi ,jednak nikt nigdy nie słyszał o podobnym zdarzeniu . Ostatnią nadzieję pokładałam w starszej pani mieszkającej na rogu. Zapukałam do jej drzwi ,otworzyła mi ,jak zwykle w świetnym humorze. Zaprosiła mnie do środka i zaczęłyśmy rozmowę. Jako jedyna ze wszystkich mieszkańców , ta przemiła staruszka pamiętała ten dzień. Było piękne ,słoneczne lato ,na niebie nie było żadnej chmurki. Dzieci biegały po dworze ,grały w berka ,chowanego ,dorośli rozpalali grilla ,opalali się i rozmawiali . Wydawałoby się ,że to jeden tych dni ,który można nazwać idealnym . Kiedy dzieci były już zmęczone upałem ,namówiły rodziców na kąpiel w jeziorze , wszyscy świetnie się bawili , chlapali wodą ,grali w piłkę , niektóre dzieci uczyły się pływać. Po zabawie wszyscy byli już bardzo zmęczeni ,dlatego rodzice zabrali dzieci i wrócili do domów . W nocy wszystkich mieszkańców obudziły krzyki . Dom nad jeziorem stał w płomieniach.Musiał zapalić się od pozostawionego grilla . W oknach było widać mieszkańców-dwójkę dorosłych ,małą dziewczynkę i troje nastolatków ,wołali o pomoc ,jednak nikt nie mógł nic zrobić .Nie mogli skoczyć z okien ,gdyż byli za wysoko , a drogę na dół odcięły im płomienie. Zadzwoniono po straż pożarną ,jednak kiedy przyjechali było już za późno. Co prawda udało im się ugasić pożar ,jednak wszyscy domownicy zginęli w płomieniach. Dom został odbudowany i bardzo szybko sprzedany ,jednak nikt na stałe w nim nie zamieszkał ,po kilku miesiącach każda rodzina wyprowadzała się .

Kiedy starsza pani skończyła swoją historię ,siedziałam jak wryta ,moje serce waliło jak młot , ręce mi się trzęsły.Zrozumiałam ,że moje dzieci nie zmyślały ,one naprawdę widziały to tragicznie zmarłe dziecko. Podziękowałam sąsiadce za to ,że opowiedziała mi o tym strasznym zdarzeniu i szybko wróciłam do domu.

Gdy weszłam cała rodzina spokojnie jadła śniadanie ,dołączyłam do nich, po czym zawiozłam dziewczynki do szkoły. Zaraz po powrocie , powiedziałam Michałowi , że musimy porozmawiać. Opowiedziałam mu całą historię pożaru. Wyglądał na trochę przestraszonego ,jednak powiedział ,że nie ma się czym martwić i ,że wszystko będzie dobrze .
W nocy nie mogłam spać ,wierciłam się w łóżku ,nie potrafiłam się ułożyć . Kiedy po raz kolejny się obróciłam zobaczyłam dziewczynkę ,stała obok mojego łóżka ,wyglądała dokładnie tak jak opisywały dziewczynki . Serce podeszło mi do gardła ,nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Dziecko zaczęło opowiadać mi o pożarze , teraz wiedziałam już ,że moje dzieci nie zmyślały , mówiła jak płonęli jej rodzice ,jak płomienie zabierały jej siostry i brata , mówiła jak stała na środku i widziała jak wszyscy giną ,w końcu ogień zabrał też ją , opowiadała o strasznym bólu ,jaki czuła. Nie wiedziałam co mam zrobić ,wtedy dziewczynka zaczęła podchodzić coraz bliżej ,bałam się , wstałam z łózka i zbiegłam na dół ,a ona powolnym krokiem szła za mną ,cały czas mówiła ja traci rodziców ,jak cierpi. Stałam w kuchni i patrzałam jak to dziecko zmierza prosto na mnie. Po chwili dziewczynka zmieniła temat i w kółko zaczęła powtarzać ,że to jej dom i ,ze mamy się wynosić ,bo inaczej spotka nas to samo co jej rodzinę

-„To nie jest wasz dom ” -krzyczała ,cała się trzęsłam , wrzasnęłam na całe gardło i nagle dziewczynka zniknęła ,jakby rozpłynęła się w powietrzu. Na dół zbiegł Michał. Cała roztrzęsiona mówiłam mu o dziewczynce ,ale on tylko powtarzał ,że to na pewno był tylko sen. Nie wierzył mi.
Kiedy tylko się obudziłam od razu przypomniały mi się wydarzenia ,które miały miejsce w nocy ,wiedziałam ,że to nie był sen , nie wierzyłam w zapewnienia męża , w głowie cały czas wyobrażałam sobie płonący dom , nie mogłam pojąć ,dlaczego ta biedna rodzina musiała tak tragicznie zginąć ,a jednocześnie bałam się dziewczynki ,wiedziałam czym groziła mojej rodzinie.

Postanowiłam udać się do pobliskiego kościoła i zasięgnąć porady księdza. Opowiedziałam kapłanowi całą historię ,powiedział ,że poprzednie rodziny zamieszkujące ten dom ,również do niego przychodziły ,mówił ,że wie o sprawie z dziewczynką ,że odprawiał wiele egzorcyzmów ,które pomagał tylko chwilowo. Poradził mi żebym jak najszybciej zabrała rodzinę z tej przeklętej willi ,bo naprawdę grozi nam ogromne niebezpieczeństwo.

Teraz byłam już przestraszona nie na żarty ,po powrocie do domu ,zaczęłam pakować nasze rzeczy. Kiedy Michał wrócił z pracy był bardzo zdziwiony. Nie przerywając składania ubrań ,opowiedziałam mu o mojej wizycie w kościele i o tym co usłyszałam od księdza ,tłumaczyłam mu, że w nocy nic mi się nie śniło ,że naprawdę widziałam to dziecko i ,że musimy uciekać z tego domu ,bo skończymy tak samo jak jej rodzina. Mówił żebym się uspokoiła , że przecież nic złego się nie dzieje ,że to tylko wyobraźnia i , że w moim stanie nie powinnam się denerwować ,jednak ja byłam zbyt przerażona. Wpadłam w trans ,pakowałam wszystkie rzeczy ,nikogo nie słuchałam ,krzyczałam ,że musimy uciekać ,dziewczynki były przerażone zachowaniem własnej matki , wiedziałam , że nie powinnam tak postępować ,ale to było silniejsze ode mnie. Kiedy spakowałam już prawie wszystkie nasze rzeczy ,do domu przyszedł lekarz ,wezwany wcześniej przez mojego męża. Kazał mi się uspokoić ,w kółko powtarzał o mojej ciąży ,nie chciałam go słuchać ,byłam jak opętana .
Szary pokój
Obudziłam się w obcym łóżku ,dookoła mnie były tylko szare ściany , nie wiedziałam gdzie jestem ,przez chwilę myślałam nawet ,że umarłam. Zaczęłam wołać o pomoc . Wtedy do pomieszczenia wszedł lekarz ,który wczoraj był u nas w domu. Powiedział ,że byłam w bardzo złym stanie ,że nie chciałam się uspokoić ,dlatego musiał zabrać mnie do zakładu psychiatrycznego ,a po chwili oznajmił ,że będę musiała tu zostać na obserwację przez kilka dni. Wiedziałam ,że nie mogę zwlekać ,moja rodzina była w potwornym niebezpieczeństwie ,tłumaczyłam mu to wszystko ,jednak on nawet nie słuchał ,po prostu wyszedł.Krzyczałam ,płakałam ,ale nikt nie chciał mi pomóc . Zrozumiałam ,że na własną rękę muszę ratować bliskich , ale z tego miejsca nie było możliwości ucieczki , ściany miał wysokość około 3 metrów ,nie było żadnych okien ,a drzwi były zamykane na kłódkę od zewnątrz. Nie miałam pojęcia co robić ,zaczęłam się modlić ,błagałam ,żeby mojej rodzinie nic się nie stało. Kiedy skończyłam odmawiać różaniec ,do pokoju weszli lekarze i zabrali mnie na badania , dotarło do mnie ,że to może być jedyna szansa ucieczki . Kiedy doktorzy czytali moją kartę choroby ,wstałam z łóżka i jak najszybciej mogłam wybiegłam ze szpitala. Próbowali mnie dogonić, na szczęście nie udało im się. Biegłam do domu ,do męża ,do córek.

Kiedy już docierałam do willi zobaczyłam wysoko unoszące się szare kłęby dymu ,czułam ,że moje najgorsze przypuszczenia mogły się spełnić. Niestety miałam rację ,mój dom stał w płomieniach ,a w oknie widziałam moje córeczki i męża ,chciałam biec do nich na górę ,jednak sąsiadom udało się mnie powstrzymać .Stałam pod oknem i patrzyłam jak giną moi bliscy. Krzyczałam żeby skakali , jednak oni wiedzieli ,że to nic nie da. Kiedy przyjechała straż szybko zabrała się za gaszenie willi . Cały czas miałam nadzieję ,że uda się ich uratować ,niestety nie miałam racji ,historia się powtórzyła ,nie udało się ,cała moja rodzina spłonęła. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić , obwiniałam się za ich śmierć , nie mogłam poradzić sobie z tak wielką stratą . W jednej chwili mój świat się zawalił. Nie mogłam ,jednak zapomnieć ,że noszę kolejne dziecko, które muszę wychować bez względu na wszystko…
Iść dalej…

Minęło pięć lat od tragicznego pożaru . Teraz mieszkam z moim synem Michałem w Polsce . Nie potrafiłam zostać w Stanach ,to miejsce cały czas przypominało mi o makabrycznej śmierci mojej rodziny. Mam nadzieję że mój mąż i córeczki trafiły do nieba i teraz obserwują nas z góry , że Michał cieszy się ,że w końcu ma syna ,którego zawsze pragnął . Najbardziej żałuję ,że nasze ostatnie spotkanie było jedną ,wielką kłótnią . Jestem dobrej myśli ,trzeba iść dalej ,jednak zawsze będę pamiętać o trzech osobach ,które sprawiły ,że przez kilka lat moje życie było cudowne . ..