Powrót Legendy (rozdział 1)

Leo spojrzał w kierunku północy swoimi szklistymi oczyma, w których pojawiły się łzy. Na jego kościstych policzkach pojawił się rumieniec. Wicher potargał jego dłuższe, płowe włosy, strącając jednocześnie z twarzy słoną kroplę.
– Już czas… – Szepnął do siebie i odwracając się ruszył na południe.
Leo był smokiem… Smok jest to istota podobna do Elfa, ale mająca zdolność przemiany w gada ze skrzydłami, który zieje ogniem. U Smoka bardzo ważnym elementem są oczy, które pokazują jego uczucia w danej chwili.
Istoty te są zazwyczaj przyjacielsko nastawione do stworzeń innego gatunku, lecz wystraszone lub zdenerwowane potrafią zabić samym tylko spojrzeniem. Gdy ich czarne, puste oczy zmieniają się na krwistoczerwone dla tego, kto w nie spojrzy nie ma już ratunku. Spali się nawet w ulewny deszcz!
Leo rozglądnął się czujnie na boki, by po chwili zamienić się w swoją prawdziwą postać ze skrzydłami, łuskami i nozdrzami, z których co chwila unosił się mały kłębek szarego dymu. Smok porwał się do lotu i zniknął w oddali…

***

Ecalot podniósł wzrok w jasne niebo nad sobą, jednocześnie mrużąc oczy i zasłaniając je dłonią przed słońcem. Mag pokręcił głową i mruknął do siebie:
– Znowu się spóźnia…
Odczekał jeszcze chwilę, by wyjąć spod długiego, podróżnego płaszcza mały i ciepły flakonik z szarą cieczą w środku. Allaha spojrzała na niego i zapytała:
– Już? Nie czekamy na niego?
Nim jednak czarodziej zdążył odpowiedzieć, na ziemi lekko i z pewną gracją wylądował Smok i położywszy skrzydła po sobie podniósł swoje puste spojrzenie na Ecalota.
– Nareszcie jesteś. Co tak długo?
– Gdybyś żegnał swoją ojczyznę też byś się spóźnił… Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek ją zobaczę… – Westchnął na koniec Leo, przybierając na powrót mistyczną postać przystojnego Elfa.
– Pff… Patrzcie SMOK się rozczulił! -Prychnęła z pogardą Allaha, udając , że ociera z łez oczy.
– Radzę ci uważać na słowa. – Powiedział ze spokojem blondyn i zwrócił się do maga:
– Czekamy jeszcze na kogoś, czy możemy przystępować do działania?
– Nie na nikogo nie czekamy. Myślę, że nadszedł czas, by wyruszyć w głąb tajemnicy!
Po tych słowach Ecalot wypił łyk szarego napoju z flakonika i podał go Allahie…

***

W czasach, gdy nie było na świecie nikogo poza magami, a Elfy nie miały swojej pięknej i czarującej postaci, w głębinach przepaści Dallach w Górach Kannach tworzyło się coś niezwykłego o wielkiej mocy, by zniszczyć cały świat. Na malutki kamyszek spadła niszczycielska i ostatnia kropla krwi Władcy Ciemności – Oldacha. Ciemna jak Jego serce, ostatnia i śmiercionośna kropla dała kamykowi niebezpieczną moc. Jeżeli Ostatni Kamień – jak go nazywano- znajdzie się w rękach Ciemności, Świat przestanie istnieć… Przez jeden, malusieńki kamyk…

***

– Sophia! Otwieraj natychmiast! – Zagrzmiał władca Elfów – Aron Łaskawy (wcale nie był taki łaskawy!!) waląc pięścią w drzwi od pokoju córki.
– To jest rozkaz, Sophia! Inaczej każę wywarzyć drzwi!
Ale Księżniczka wcale nie zamierzała otwierać drzwi. Siedziała na łóżku z baldachimem, które oplatał bluszcz, z zaciętą miną i skrzyżowanymi na piersi rękoma. Starała się nie zawracać uwagi na krzyki Ojca. Jeżeli Ona nie chce zostać królową, nawet jeżeli do tego jeszcze daleko, to nie zostanie! Nikt nie ma prawa jej do tego zmuszać, nawet jej ojciec i… Król zarazem…
Tylko Sophia nie wzięła pod uwagę tego, że gwardia Królewska jest bardzo silna, a jej drzwi bardzo… Niewytrzymałe…
Toteż po chwili bardzo się zdziwiła, gdy odwracając się ujrzała w pokoju Arona. Bardzo, bardzo złego Arona!

***
Eldonato zawarczał cicho i wbił swoje spojrzenie w Arona, gotów do walki czekał na polecenia swojej Pani, która teraz podnosiła głos na swojego ojca.
– NIE! Nie będę na każde twoje zawołanie! Chcę być Elfem, zwykłym Elfem nie jakąś Księżniczką z rodu Eliorów! Nigdy nie zasiądę na tronie! – Krzyknęła Sophia, patrząc wyzywająco na Arona, który chwycił ją za rękę, potrząsnął i wycedził przez zęby:
– Nie chcesz mieć całego królestwa dla siebie, służby która będzie na każde twoje zawołanie i gwardii dzięki której będziesz bezpieczna? Pomyśl tylko, jaka Elfka nie chciałaby być na twoim miejscu? Co?! Sama widzisz nie ma takiej!
Sophia zmrużyła oczy i odburknęła:
– To weź sobie jedną z tych Elfic i posadź na tronie, bo mnie nigdy do tego nie zmusisz!
Aron przybliżył swoją twarz do twarzy swojej córki i rzekł:
– Dobrze…
Po czym puścił jej rękę z żelaznego uścisku, odwrócił się zamaszyście powiewając swoją złotą szatą i gdy był już w drzwiach powiedział z udawanym spokojem:
– Dobrze… Lecz w takim razie dla ciebie nie ma już miejsca w TYM królestwie! Twój wybór: albo przyjmiesz tron z godnością, albo wyruszysz na włóczęgę bez środków do życia z jednym koniem i tym swoim wilkiem. Do świtu chcę znać odpowiedź!
Po tych słowach wyszedł, trzaskając drzwiami, a Sophia potarła zaczerwienioną rękę i warknęła:
– Ja już dokonałam wyboru…

***

Rudowłosa dziewczyna otuliła się szczelniej płaszczem i wytężyła wzrok. W tej ciemności nic nie widać! -Pomyślała sobie w duchu i zaczęła chodzić w tą i z powrotem, chcąc się rozgrzać…
– Jeszcze chwila i tu zamarznę. -Szepnęła do siebie.
Linda po otrzymaniu listu od Ecalota z godziną spotkania, wybiegła na dwór i poszła na umówione miejsce. Był październik, śniegu jeszcze nie było, ale mróz coraz bardziej dawał o sobie znać. Dziewczyna popatrzyła na swoją rodzinną wioskę, Ewspinwall… Kilka drewnianych domków i dwa sklepiki dodawały miejscu tajemniczości i… Poczucia bezpieczeństwa!
Linda miała spotkać się z magiem na Wzgórzu Latos, z którego zawsze lubiła oglądać codzienne życie mieszkańców Ewspinwall. Wzgórze Latos, zwane potocznie Zawzgórzem, było uroczym, nieodgadnionym miejscem. Tubylcy nie podchodzili do Wzgórza zbyt blisko, ponieważ napawało ich ono grozą i zagadką… Ale Lindzie to nie przeszkadzało lubiła ciszę i spokój więc często tu zaglądała. Rozkoszowała się wtedy szelestem liści i świergotem ptaków.
Teraz jednak była zimna i ciemna noc, dlatego Linda chciała jak najszybciej stąd pójść i mieć już ta rozmowę z czarnoksiężnikiem za sobą.
Teraz przeszła jeszcze kilka kroków i zniechęcona miała pójść do domu zapewniona, że Ecalot nie przybędzie, lecz usłyszała za sobą czyjeś kroki i trzaski pękających gałązek…
Odwróciła się i zobaczyła jak Ecalot przedzierał się przez gęste krzaki w jej kierunku, zauważyła także, że nie jest sam…

Autor

Morfa9977

Zielonooka egoistka, twardo patrząca na otaczający ją świat. Jej kręcone blond włosy doprowadzają ją do istnej furii co w rezultacie prowadzi do podłączenia gorącej prostownicy. Złośliwa, ironiczna, nad wyraz szczera (zawsze do bólu), czasem zakręcona. O jej ognistym charakterku mogą się przekonać najbardziej natrętni wrogowie, co nie zawsze kończy się happy endem. Ma świra na punkcie magii, horroru, ZHP, wojska i piły mechanicznej z firmy Sztil (skąd mam wiedzieć jak to się pisze?!(wtajemniczeni wiedzą o co chodzi)). Optymistyczna pesymistka. Beznamiętnie patrząca na innych ludzi, którzy tak bardzo zagubieni i „zalatani” nie widzą tego co tak naprawdę jest w życiu najpiękniejsze. W duchu śmieje się z głupoty polityków,a w rzeczywistości nimi gardzi. Jej niezależna natura prowadzi ją do wymierzonego celu, ale nigdy po trupach. Patrząc na róż (obojętnie w jakiej nie byłby to on postaci) mruży oczy, by ten kolor nie doprowadził jej do skrajnego szaleństwa. Panna uwielbiająca mrok i noc, udająca wampira i Gotkę huśtająca się nad przepaścią ciemnego grobu. Gardzi osobami, które naśmiewając się z jej poglądów, przezywają ją i nie potrafią pogodzić się z jej „innością”, a same nie wiedzą dokąd tak naprawdę zmierzają. Maniaczka książek i czarnego BMW. Rozumie świat zawarty w książkach Paula Coelho, który daje jej siłę na zmierzenie się z losem, łagodzi ból, a czytając jego książki doprowadza ją do stanu zamyślenia.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz