The Way of the Exorcist Prolog

Prolog

 

 

Każdy z nas ma swoje sekrety. Rzeczy, uczynki, bądź myśli, które pragnie zachować tylko dla siebie. Ukryć w czeluściach swojego serca tak głęboko, by nic i nikt ich nigdy nie odnalazło. To najzupełniej normalne. I tutaj odstępstwa od tej reguły nie ma. Chociaż pewnie wielu ludzi chciałoby powiedzieć, że w ich przypadku jest zgoła inaczej, że ich się to nie tyczy, to i tak tylko oszukują samych siebie. Od tej reguły nie ma wyjątków.

Ponieważ niektóre sekrety muszą pozostać schowane w cieniu. Muszą pozostać ukryte, gdyż potrafią być tak straszne, że na sam ich widok sama rzeczywistość zatrzęsłaby się ze strachu w posadach. Lub to, co każdy z nas zwykł nazywać rzeczywistością. Kto bowiem powiedział, że istnieje wokoło nas tylko jedna rzeczywistość, wszędzie i dla wszystkich? Co, jeśli każdy z nas widzi swoimi oczyma tylko taką rzeczywistość, jaką chce zobaczyć? Co, jeśli rzeczywistość jest tylko ulotną iluzją, utworzoną przez pragnienia i doświadczenia poszczególnej jednostki?

Właśnie dlatego pewne tajemnice winny zostać ukryte. Aby ta naiwna rzeczywistość  mogła dalej toczyć się przed ludzkimi oczami swoim małym, zamkniętym kołem. Aby ludzie pewnego dnia po przebudzeniu się ze snu, nie odkryli swojej rzeczywistości potrzaskanej na tysiące drobnych kawałeczków. Aby nie załamali się pod wpływem brzemienia, jakim jest „rzeczywista” rzeczywistość. Czytaj dalej The Way of the Exorcist Prolog

Rufus i Kamira – Rozdział I

Biegła, poganiana chęcią życia, pragnieniem wolności i zwyczajnym strachem. Nie zwróciła nawet uwagi kiedy ulice miasta zamieniły się w pola, a pola w las. Gnała przed siebie, bojąc się chociażby rozglądać, by przypadkiem nie wpaść w pułapkę. Jednak tutaj w lesie, czuła się bardziej komfortowo. Wiedziała jak się poruszać, gdzie chować i jak zmylić wroga. Stąpała ciszej od promieni wschodzącego księżyca, a dzięki temu miejscu, wszystkie jej zmysły były bardziej wyostrzone, jak na elfkę przystało. Dla niej ludzie wydawali się śmiesznie słabi i bezradni, jak zagubione dzieci w lesie.
Przystanęła na chwilę, oddychając szybko, nasłuchując i wpatrując się w miejsce gdzieś za sobą, skąd dochodziło ujadanie pod ekscytowanych savików*.
– Głupcy. – Warknęła cicho, dodając pod nosem parę mało przyjemnych słów. Odgarnęła czarne włosy za ramię i ponownie puściła się biegiem. Z tymi kundlami będzie im łatwiej ją wytropić, więc i ona musiała zwiększyć swoje starania. Nie mogła uwierzyć, że zorganizowali taki pościg przez głupią kradzież. Przecież to tylko parę głupich narzędzi, sztylet, torba i… W porządku mieli za co ją ścigać.
Nagle coś ją złapało w pół i wciągnęła za najbliższe drzewo. Nawet pomimo tuniki, poczuła na plecach kłujący chłód zbroi, a czyjać ręka zatkała jej usta i zaklinowała nogi swoją, nim zdążyła się wyrwać lub chociażby zorientować.
– Cśiii… Tu cię nie znajdą. Stój spokojnie. – Męski głos przemawiał szeptem, pełnym pewności siebie i władczości, a jego podbródek oparł się o jej głowę jakby ta sytuacja była całkiem naturalna. Przez chwilę ufała temu głosowi, jakby oczarowana, uwierzyła mu i poczuła jak adrenalina powoli wycieka z jej ciała. Czytaj dalej Rufus i Kamira – Rozdział I

Ogniem przez cień. Prolog

Nick cały czas zadawał sobie jedno i to samo pytanie, co ja tutaj robię?! Siedemnastoletni chłopak który zawsze marzył o pisaniu ballad, występach przed wielkimi panami, jednym słowem spokojnym życiu na dworze, znalazł się pomiędzy żołnierzami, którzy mieli przeciwstawić się armii cienia. Nick stał ubrany w kolczugę, dzierżąc w lewej ręce tarczę a w prawej krótki miecz, którymi nie potrafił się nawet posługiwać.

Równie dobrze mogli by mnie ściąć na miejscu- pomyślał.

Reszta armii wcale nie wyglądał lepiej, większość była nastolatkami którzy gdyby mieli wybór uciekli by z łzami w oczach z pola bitwy, pozostawiając swoich towarzyszów borni. Oczywiście nikt nie odważył się tego zrobić, ponieważ za ich plecami czekali dowódcy którzy byli gotowi odpowiednio ukarać każdego dezertera, aby dać przykład pozostałym. Czytaj dalej Ogniem przez cień. Prolog

Obserwator

Wyobraź sobie wielką, latającą gałkę oczną obrośniętą dziesiątkami macek, każda zakończona osobnym okiem. Bod nią szeroka paszcza z ostrymi jak brzytwa zębiskami. Skórę ma twardszą niż dębowa kora, a szybki i zwinny  jak kot! Tak właśnie wygląda Obserwator. Istota pradawna, potężna i cholernie brzydka.  Każda z nich jest z natury zła, potrafi kusić potęgą, bogactwami… jej spojrzenie omamiło wielu! Oddali jej swe dusze, skuszeni obietnicami. Głupcy! Obserwator nie dba o ludzi, dla nich jesteśmy jak pluskwy, czasami użyteczne, przydajemy im się… ale jesteśmy tylko zwykłymi pluskwami! Wielu chciało ich pokonać, wizja bogactw i sławy kusi. Głupcy! Nikt, powtarzam nikt nie wygra w starciu z tymi potworami, ze tak powiem, oko w oko! Trzeba podstępu, sprytu i magii. Słyszycie? Magii!!! I to nie byle jakiej. Tylko zaklęta broń i potężne czary mogą je zranić. Nie zaskoczysz ich w nocy bo nigdy nie śpią, wyczuwają żywych na sto kroków a na magię reagują  jak ja na gołe kobitki! – spojrzał wymownie na gospodynie i rozmarzył się. Na twarzy wykwitł mu obleśny uśmiech. Po chwili odchrząknął i kontynuował. – Można jednak je oszukać. Wojownik może spróbować blokować ataki lub rozproszyć jego koncentracje. Albo oślepić! Wzrok to ich najmocniejszy i najsłabszy zarazem punkt. Pozbawiony wzroku straci swoją największą przewagę. Ale to nie takie proste, o nie. Czytaj dalej Obserwator

Antymagowie – chodźmy razem ścieżką zniszczenia

1

To był jeden z tych grudniowych wieczorów, kiedy wyraźnie zaczyna się czuć nadejście prawdziwej zimy. Gdańsk ginął w korkach i mgle, a z nieba sypało się białe szaleństwo. Zachariasz wracał do domu ze szkoły. Najpierw musiał dostać się na dworzec kolejowy, skąd kolejką miał dojechać do siebie na wieś. Zazwyczaj dojeżdżał na dworzec autobusem, ale dzisiaj nie miał kasy na bilet. Brak pieniędzy i problemy w domu mocno go gnębiły, dlatego unikał myślenia o rzeczach takiego rodzaju.

 

Jeszcze przez jakiś czas Zachariasz widział stojący w korku autobus, którym dojechałby na dworzec, ale potem autobus odjechał i stracił go z oczu. To było dość uciążliwe, kiedy drżał z zimna i musiał się telepać na piechotę zamiast jechać ciepłym autobusem, ale nie ma zmiłuj. Raz pojechał na gapę bez biletu i złapał go kontroler biletów. Potem listonosz przyniósł rachunek do domu i mama płakała, a to mocno dotknęło Zachariasza i czuł się wtedy naprawdę żałośnie. Wiedział, że to była jego wina i od tamtej pory widok zapłakanej mamy ciągle siedział mu na sumieniu. Czytaj dalej Antymagowie – chodźmy razem ścieżką zniszczenia