Noce wampirów Cz. I

Jego palce bębnią w blat stolika. Ma rozszerzone źrenice i za nic nie może się skoncentrować na laptopie, który przed nim leży. Tak, pomyślałem. To pewnie student. Pisze prace semestralną i czeka na dilera. Jest blady, kruczoczarne włosy są zmierzwione. Szkoda go, dumałem, jest przystojny. Ale trudno, sam też by się w końcu zabił.

Zamyka laptop i wkłada go do plecaka. Wstaje, płaci i wychodzi. Ja czekam chwile, nie chce wzbudzać podejrzeń. Przyglądam się swoim dłonią. Palce są długie, skóra ma kolor wapna. Paznokcie nie są w ludzkim odcieniu delikatnego różu. Są równie białe co ręka, dziwie się, że nikt tego nie zauważa.  Reszta mojej skóry jest równie biała. Kontrastują z czernią moich krótkich włosów. Za złotych oprawek okularów zerówek obserwują świat moje ciemnobrązowe, niemal czarne oczy. Jestem przystojny, a przynajmniej ludzką miarą. Wśród wampirów niczym się nie wyróżniam, ale zapewne niejedna dziewczyna zobaczywszy mnie zacznie wykorzystywać moją twarz w swoich fantazjach. Będzie marzyć, że moje krwistoczerwone usta ją całują. Że moje zimne, gładkie i białe ręce przebiegają po jej ciele. To jedna z naszych właściwości. Ciało wampira posiada cech takie jak uroda, piękny głos, a nawet kuszący zapach, by przyciągać ludzi. Czytaj dalej Noce wampirów Cz. I

Rycerz ognia. Prolog.

Zza horyzontu w końcu przebiły się promienie słońca, które załamywały się na kroplach wody, skapujących leniwie z liści drzew, tworząc piękne tęczowe barwy.
Dzień praktycznie niczym nie różnił się od wszystkich innych dni w Lonkerin.
Była to mała wioska, położona w pobliżu jeziora, które było jedynym źródłem utrzymania tutejszych wieśniaków, gdyż można było tu znaleźć najlepsze ryby w całym królestwie.
Raz w tygodniu do wioski przyjeżdżał handlarz ze stolicy, wymieniając to co rybacy złowili na rzeczy niezbędne do życia.
Jednak tego dnia nastąpiło coś, co odmieniło życie wszystkich ludzi zamieszkujących tą wieś.
Drogą przez las, w okolicy Lonkerin szła młoda kobieta, mogła mieć co najwyżej 20 lat. Była ubrana w błękitną suknie, która idealnie przylegała do jej smukłego ciała, mogło by się wydawać, że suknia ta nie dawała jej żadnej swobody ruchu, niczym drogie stroje balowe wielkich dam dworu, które z nieznanych żadnemu mężczyźnie powodów, zawsze musiały ubierać się w stroje zdecydowanie na nie za małe, nie ważne że praktycznie się dusiły, nie ważne, że w taki sposób można byłoby wyciągać z więźniów informacje, których nie chcieli za żadne skarby zdradzić, te kobiety płaciły za taki strój ogromne pieniądze.
Jednak ta suknia była inna, pomimo, że była ciasna, nie krępowała ona w ogóle ruchów. Wydawała się być wręcz elastyczna. Co za tym idzie, jej cena była prawdopodobnie równowartością całego Lonkerin.
Kobieta ta w rękach trzymała niemowlę zawinięte w czerwony kocyk. Wykonany z tkaniny, którą można było raczej spotkać na pałacowych salonach, a nie w wiosce na końcu świata.
Oboje pomimo bardzo drogich strojów, byli brudni, wyglądali na przemęczony oraz wygłodzonych, a w dodatku roztaczali zapach, którego nie powstydziły by się dwutygodniowe zwłoki, leżące cały czas w czterdziestostopniowym upale.
Nagle zza ich pleców rozległ się krzyk.

Czytaj dalej Rycerz ognia. Prolog.

Daniel i Esmeralda

„WSTĘP”
Nie wierzę, że znowu tu jestem. Wszystko wygląda zupełnie tak samo, jak trzynaście lat temu. Czy to nie jest najpiękniejsze w powrotach? Że wszystko wygląda tak samo… Te same meble, te same ściany, te same obrazki! Wciąż jeszcze czuję magię tego domu. A magii w tym domu jest mnóstwo!
Teraz mam dwadzieścia sześć lat i dwójkę dzieci – Adriana i Julkę. Moja dawna przyjaciółka Angélique z Francji została moją żoną. Co się dzieje z moją siostrą Lili? Tego dowiedzie się na końcu. Adrian i Julka często mnie o nią pytają. Myślę, że nadszedł czas, aby nasza historia ujrzała światło dzienne. Nazywam się Daniel i opowiem wam o czymś, co na zawsze odmieniło moje życie.
Ja i moja siostra, Lili, mieliśmy trzynaście lat, kiedy zmarła nasza babcia. Tata otrzymał od niej w spadku mały, ale za to bardzo piękny domek, położony wysoko w górach. Niektórzy odradzali nam tą przeprowadzkę mówiąc, że będziemy żyć odcięcie od świata. Wcale tak nie było. Mieliśmy telewizję, dostęp do Internetu, komórki i wszystko, co służyło do komunikacji. Jednak gdyby tego nie było, nie zwrócilibyśmy na to żadnej uwagi. Życie w górach płynęło całkiem inaczej: powoli i spokojnie. Jedyną wadą była droga do szkoły – bardzo długa i bardzo ciężka. Wtedy postanowiłem sobie, że gdy będę dorosły kupię sobie prywatny helikopter. Oczywiście tego postanowienie nie spełniłem, bo nie mam za co! Kto wie? Może kiedyś mi się uda.
Dla mnie i Lili cały dom był jedną wielką tajemnicą. Jeździliśmy my tam, co roku na wakacje, ale wciąż nie wiedzieliśmy, co się kryło w Tajemniczej Piwnicy, ponieważ była ona zamknięta na klucz, którego od wieków nikt nie widział. Z jednej strony cieszyliśmy się z tego, no mogliśmy przeżywać przygody, szukając zaginionego klucz, ale z drugiej… Ciągle korciło nas, aby tam zajrzeć. To tle, jeśli chodzi o wstęp.

Heartless cz.1

Biegła przez las. Promienie zachodzącego letniego słońca bawiły się w koronach wysokich drzew wpadając między ich smukłe pnie.Biegła coraz szybciej. Znała ten las od urodzenia , dlatego zwinnie omijała przeszkody. Znała tutaj każdą roślinę, każdą kryjówkę. Miała kilka swoich ulubionych i jedno najważniejsze drzewo ze wszystkich, do którego właśnie zmierzała. Była zdenerwowana i rozdrażniona. Nie miała ochoty odpowiadać nawet na te wszystkie wesołe głosy, które wołały do niej z głębi lasu. Dotarła do ogromnego, starego drzewa. Wyrównując oddech złapała za gałąź i sprawnie zaczęła się wspinać. Robiła to już setki razy. Stare, ciemne drzewo było najwyższe w całej dolinie. Było najmocniejsze.  Miało też w sobie najmocniejszego ducha.  To właśnie do niego tu przybiegła. Usiadła na jednym z najwyższych konarów. Głowę podniosła do góry, wzrok ku chmurom i wraz z wydychanym powietrzem z jej ust wypłynęło poirytowane:

– Grrrrrrrrrrrrr! Wyobrażasz to sobie Kazak?? Jak można tak robić? Jak można kogoś zabić, zapomnieć na jakiś czas, potem rzucić zaklęcie przywracające do życia, wezwać z powrotem i znów chcieć zabić? Jaką trzeba być suką, żeby czerpać przyjemność z wyrywania komuś serca? A potem wspominać jak było przyjemnie, kiedy biło? Utopiłabym tę łajzę. Tego robaka parszywego. Kazak? Kazak?! Słyszysz?? Czytaj dalej Heartless cz.1

„Trzynaste miasto” Rozdział VI

Teraz znowu znajdowała się w centrum trzynastego miasta. Istoty, które mijała przyglądały się jej badawczo z podziwem, zdumieniem, czasem z zazdrością. Nic dziwnego, w końcu jako jedyna kobieta została przyjęta do korpusu oficerów.

— Panienko! — usłyszała. Odwróciła się. Zatrzymał ją pewien elf, wyglądający całkiem młodo, ale w jego oczach widać było, że przeżył już wiele lat. — Jesteście z korpusu, prawda? — zapytał elf. Kyōko kiwnęła w odpowiedzi głową. — To na pewno wiecie już, któremu z Naczelnych Lordów przypadła opieka nad naszym miastem. Możecie mi powiedzieć?

— Wiem — odparła Kyōko. To nie była żadna z tajnych informacji, więc chyba mogła cywilowi powiedzieć, kto będzie nimi przez jakiś czas rządził. — Lord Aizawa Shinji.

Przez chwilę wydawało jej się, jakby elf zrobił wielkie oczy i przestraszoną minę.

— Jesteście stuprocentowo pewni? — zapytał. Kyōko kiwnęła głową.

— Czy coś się stało? — spytała.

— A więc jednak… — westchnął cicho elf.

— Jednak? — zdziwiła się Kyōko. — To nie było go tu rok temu?

— Nie — odparł elf. — Jesteście tu nowe, prawda? To nie wiecie.

— Owszem — odparła Kyōko. — Chciałabym jednak wiedzieć jak najwięcej, więc byłby w stanie pan mi o tym trochę opowiedzieć?

— Dla mnie może to być trochę trudne, ale powiem — odparł elf. — Nie można zaniedbywać edukacji młodych w tych czasach, a najlepsze jest się dowiedzieć tego od osób, które widziały wszystko na własne oczy.

— To miło z pana strony — powiedziała Kyōko. Czytaj dalej „Trzynaste miasto” Rozdział VI