Ostatnia wyprawa

Łowca lekko stąpał po mchu, idąc bezszelestnie przez prastary bór. Naokoło niego wyrastały z ziemi omszałe pnie dębów, tak grube, że czworo ludzi nie dałoby rady ich objąć. Wszędzie ziemia pokryta była gęstym mchem i jagodami. Niebo przesłaniały gęste konary dębiny.
 W pewnym miejscu rósł najpotężniejszy z dębów. Pod nim ktoś wykopał małą ziemiankę, wplątaną w labirynt korzeni. Kelt stanął przed nią i zapukał w korę dwa razy. Powietrze w środku było nieruchome. Nie było słychać żadnego dźwięku. Nagle, z ciemności wejścia wystrzeliła potężna dłoń i chwyciła łowcę za gardło.
 – Umgh… Pa..nie… to… Ja – wystękał zaatakowany.
 Ręka puściła gardło. Potężna postać starego, siwego już barbarzyńcy, wyłoniła się z wnętrza ziemianki. Jego twarz usiana była zmarszczkami oraz licznymi, drobnymi bliznami.
 – Panie, przynoszę wiadomość od Argaela Centaura.
– Mów.
– Argael zdaje sobie sprawę, że to wielka prośba – zaczął łowca – i z góry za nią przeprasza, ale w imię starej znajomości prosi o pomoc w powstrzymaniu przeklętych Drunów, którzy wyruszyli na Nasze wschodnie tereny. Mówi, że zrozumie odmowę, aczkolwiek pomoc jest naprawdę potrzebna.
– Powiedz mu…- rzekł stary woj po chwili zastanowienia – Powiedz mu, że… pomogę.
 Łowca bezszelestnie oddalił się. Potężny stary barbarzyńca wszedł z powrotem do swojego domu. Siadł na brzegu niewielkiego siennika. Ukrył twarz w dłoniach. Siedział tak bez ruchu przez chwilę, po czym podniósł wzrok i popatrzyła na oparty o ścianę podwójny, szeroki tasak. Nie chciał umrzeć ze starości…
 
* * *
 
Ludność całej wioski wyszła z chat żeby to zobaczyć. Matki pokazywały małym dzieciom siwego barbarzyńcę – legendę. Żniwiarza Głów. Chłopi szeptali, że nie zapomną tego do końca życia. Miejscowe Fianny skłaniały głowy, kiedy przejeżdżał przez środek wioski, do chaty Szamana, gdzie miał spotkać Argaela.
 Zsiadł z konia przed jurtą Druida i wszedł pewnym krokiem. Ujrzał tam dwóch druidów, centaura Argaela oraz łowcę. Wszyscy podnieśli głowy, a centaur przemówił.
 – Malek.
– Argael.
– Przyjacielu… – centaur nie wytrzymał, podszedł i uścisnął starego barbarzyńcę.
 Malek był już stary i pomimo wielu prób, nie zginął w walce. Mieszkał od kilku miesięcy sam w lesie. Większość jego starej drużyny była martwa, lub dawno zapomniana. Widział śmierć większości z nich. A jednak on żył dalej. Nadszedł czas, by to zmienić.
 – Dostałem Twoją prośbę, stary druhu. Chciałbym wiedzieć więcej.
– Oczywiście, przyjacielu, pozwól do nas. – Zapraszającym gestem ręki pokazał na resztę obecnych.
– Sytuacja wygląda tak – zaczął relację obecny łowca – Druńska horda ruszyła na zachód zapewne by mordować, palić i zdobywać łupy. Są w sile kilkudziesięciu wojów – głównie Karnaghowie i Lanyfki. Mają też ze sobą tego piekielnego psa, oraz dwa lub trzy Formory; i to jest największy problem. Możemy z łatwością urządzić zasadzkę w Lesie Grzybowym, ale te bestie, to będzie poważny problem.
– Ilu Naszych możemy wystawić? – Zapytał Malek.
– Moich braci mam ze sobą dwóch – Odpowiedział Argael – Do tego kilku olbrzymów.
– Z wioski może chwycić za miecz dziesięciu mężczyzn – stwierdził pierwszy Druid.
– Do tego dochodzi dziewięć Fiann oraz pięciu łowców. – dodał drugi.
– To razem daje nam trzydziestu czterech mężczyzn i kobiet… nie za dużo. – Zamyślił się Malek – Musimy uderzyć z zaskoczenia.
 Spotkanie skończyło się niedługo później. Ustalono szczegóły planu zasadzki w Grzybowym Lesie. Łowcy wyruszyli od razu przygotować napaść, pozostali mieli rozpocząć marsz tuż po świtaniu.
 
* * *
 
Argael i Malek stali przed szeregiem barbarzyńców. Po przeliczeniu centaur pokazał kierunek marszu i wszyscy rozpoczęli pochód do Grzybowego Lasu. Podróż trwała lekko ponad godzinę. Na miejscu oddział powitali Łowcy. Rozpoczęło się rozdzielanie oddziałów na przygotowane stanowiska. Keltowie rozstawili się naokoło polanki, na której mięli się zatrzymać na popas Drunowie.
 Kiedy nastał wieczór wszyscy czekali z gotowym orężem. Od wschodu echo leśne niosło coraz głośniejsze dudnienie bębna marszowego; Zbliżali się przeklęci bracia.
 Odgłosy były coraz bliżej, gdy nagle urwały się przed polaną. Nastąpiła chwila konsternacji, w czasie, której z ciemnych chmur lunął gęsty deszcz, wypełniając puszczę setkami odgłosów uderzających kropel. Gdzieś w oddali zagrzmiało. Oddział Keltów czekał w bezruchu. Malek wiedział, że coś jest nie tak. Horda się zatrzymała. To nie powinno się zdarzyć.
 Nagle z przeciwległej strony polany usłyszał krzyk Fianny. Potem seria dźwięków uderzającej o siebie stali. Następnie cała przeciwległa linia związała się w walkę z Drunami. Widocznie ich zwiadowcy byli lepsi. Wstał, wzniósł groźnie tasak i ryknął potężnie. Las poniósł daleko echo okrzyku Żniwiarza Głów. Na ten sygnał cała jego linia wybiegła na środek polany i tam spotkała szarżę z flanki. Na szczęście zdążyli się zawinąć.
 Taniec krwi, toporów, mieczy i tasaków. Szarża Karnaghów była straszliwa, ale trafili na Maleka, starego Rzeźnika. Wojownicy keltyjscy nie mięli szans, ale łowcy radzili sobie nieźle, zaś sam Malek zarąbał trzech Drunów.
 Na polanę wbiegły rozpędzone Formory. Wielkie bestie rozniosły od razu trzy Fianny, które zagrodziły im drogę. Potem rozdzieliły się. Jednego zabił olbrzym, drugi wpadł na Agraela, który szybkimi ciosami poranił go poważnie, po czym dobił. Ostatni przyjął na siebie dwa berdysze centaurów i padł.
 Wtedy na polanę wbiegł Ogar. Walka na środku była przesądzona. Na nogach został tylko Malek oraz jedna Fianna. Centaury popędziły w las pomóc reszcie zaatakowanych. Ogar rzucił się na Fiannę i rozszarpał ją na strzępy. Przekrwionymi oczami popatrzył na Maleka. Ten ryknął i rzucił się na bestię podskokiem unikając kłów. Wbił tasak w plecy stwora. Ogar zaryczał i zrzucił go. Mężczyzna upadł na ziemię. W ostatniej chwili przeturlał się, unikając miażdżącego uderzenia potężnej łapy. Wstał i uderzył w kończynę monstrum, a czarna krew zbryzgała jego twarz. Potwór był jednak piekielnie szybki. Błyskawicznie odwrócił się do bohatera i złapał go w pół potężnymi szczękami. Podrzucił łeb do góry. Ciało Maleka przeszył straszliwy ból. Wiedział, że to zbliża się śmierć… Bohater krzyknął i wbił bestii tasak między oczy.
 Oboje upadli. Ciało ogara lekko drgało. Malek ostatnim wysiłkiem podniósł się i wbił ponownie tasak. A po chwili raz jeszcze, by ostatecznie dobić potwora. Popatrzył na swój zmiażdżony tors. Krwawił obficie. Wbił tasak w ziemię i siadł obok niego, opierając się o stwora. Zamknął oczy.
 Z lasu wybiegł Argael z zakrwawionym berdyszem i ziejącą raną w boku. Podbiegł do truchła Ogara i zobaczył Maleka, całego we krwi, z poszarpaną klatką piersiową.
 – Tak zginął Malek, bohater plemienia Sessair. – Wyszeptał i skłonił głowę.
 
* * *
 
Tratwa odbiła od brzegu. Argael wziął od brodatego mężczyzny łuk, zapalił strzałę i wystrzelił ją w stos. Drewno zajęło się szybko. Płomień był jasny i wysoki. Wszyscy trwali w milczeniu na brzegu.
Odszedł Malek, Kochanek Neraidh.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz