Ostatni król

Wstęp
Po tym jak Zanner zasiadł na tronie Aralii, kraj powrócił do swej dawnej świetności. Tak upłynęło piętnaście lat. W tym czasie para królewska nie doczekała się syna, który przejąłby aralską koronę. Po całym królestwie rozeszły się wieści o pewnej przepowiedni, która głosi, że obecny król będzie ostatnim. Jeśli nie będzie miał następcy, królestwo upadnie. Nikt nie przejmowałby się tymi pogłoskami, gdyby nie Gwend. Cudem uszedłszy z płonącej stolicy, wyjechał na południe, gdzie wśród pospólstwa roztaczał wizję państwa pozbawionego następcy. Król zniósłby nawet to, ale nieudany zamach na jego osobę, upewnił go o zamiarach Gwenda. Zanner domyślił się, że stary mag, chce go zgładzić. Wysłał dwa pułki na poszukiwanie podejrzanego, ale do tej pory nikt nie wie gdzie mieszka Gwend.

I
-Aralczycy, wzywam was do wojny, o odzyskanie naszej ojczyzny! –krzyczał Gwend z balkonu swego domu, u drzwi, którego stali gospodarze z pobliskich wsi.
-Co mamy odzyskać? –spytał jeden z kmieci.
-Trzeba odzyskać Aralię, odebrać koronę temu tyranowi, który uzurpuje sobie prawo do niej!
    -apelował Gwend.  
-O, co wam chodzi mości Gwend? Ino krótko gadajcie, bo spieszno mi na targ –dopytywał się jeden z zebranych.
-Chodzi o to drodzy kmiecie, że rządzi nami obcokrajowiec, niearalczyk. Tak być nie może!
-A, bo to, komu źle? –zdziwił się inny –Jeść, co mamy, podatki póki, co małe, wojny niema…
    -wyliczał dalej.
-Widzę, że dobrze wam pod rządami wroga! –odparł ironicznie Gwend –Tylko się nie zdziwcie, jak ten wasz dobry król zacznie wyganiać was z tej ziemi.
-A cośmy mu zrobili, żeby nas przeganiał?!
-Jeszcze zobaczycie, jak zacznie przesiedlać tu swoich pobratymców, a z was niewolników zrobi! –kłamał dalej.
-Proszę o wybaczenie, mości Gwend, ale banialuki jakieś gadacie, a ludziska zaczną wierzyć– powiedział odważnie starszy włościanin.
-Jak na was mówią, dobry człowieku? –spytał rozeźlony mag.
-Jonta, jestem starszym tej wsi.
-Jesteście starszym wsi i taki przykład dajecie?! Powinniście sami przestrzegać ludzi przed niebezpieczeństwem –upomniał go wciąż stojący na balkonie mówca.
-Przed, jakim wrogiem, dobrodzieju! Już piętnaście lat minęło, odkąd Zanner zasiadł na tronie i jakoś nic się nie dzieje. Czemu miałoby teraz zacząć się dziać?? A wy dobrzy ludzie, idźcie już do swoich domów –napomniał tłum.
„Nemeyski podżegacz!” Zaklął z cicha Gwend i zrezygnowany wszedł do pokoju, tym samym kończąc swoją debatę. Wiedział, że ludzie przyzwyczaili się do nowych rządów, ale nie sądził, że będą stawać w obronie tego chłystka. Mag nie miał szczęścia do władców, najpierw ten głupkowaty Shakull, potem jego synalek, a teraz ten dzikus. Zabił starego Shakulla, zabił jego syna, z tym młokosem też sobie poradzi. Za pierwszym razem się nie udało, trzeba spróbować drugi, trzeci, czwarty aż do skutku. Musi się tylko przenieść do innej wsi. Najlepiej na zachód, tam nigdy nie lubili królów. Ziemia słaba, ludność żyje tylko z połowu ryb, a podatki płacą jak wszyscy. Usiadł na łóżku, sięgnął po stojący na półce dzwonek i potrząsnął nim kilka razy. Po chwili zjawił się jego służący i najwierniejszy poddany.
-Jesteś Toornell, spakuj moje rzeczy, zapłać karczmarzowi, i sprawdź jak się mają nasze konie. Jutro wyjeżdżamy.
-Gdzie jedziemy?
-Na zachód, Toornel. Tam, gdzie mieszkają prawdziwi Aralczycy –odparł smętnie mag.
II
Tymczasem w stolicy, zapanowała wręcz chorobliwa obawa o życie rodziny królewskiej. Królewska kuchnia była systematycznie przeszukiwana, żaden dworzanin nie mógł zbliżyć się do króla na odległość mniejszą niż trzy łokcie, każda, nawet najmniejsza pałacowa komnata musiała była przeszukana, zanim wszedł do niej król. Każdy mógł być potencjalnym zamachowcem; od królewskiego szewca, po ministra. Tylko najbliższa świta, złożona z pięciu najwierniejszych żołnierzy mogła stać obok króla i przebywać nocą w tej samej komnacie. Dzień i noc pilnowali oni króla, jedli i pili to samo, co on, chodzili tam gdzie on, nie odstępując go ani na krok. Jednak bezpieczeństwo w pałacu to nie wszystko, w całym mieście przeszukiwano domy, sklepy, a nawet łaźnie. U wrót stolicy stała zwiększona warta, która kontrolowała każdego, kto chciał dostać się do miasta. W całym królestwie zapanował terror, więzienia były przepełnione podejrzanymi o spisek. Kontrolowano każdy wóz, jaki jechał w stronę stolicy, lub z zachodu. Naddus, bowiem, po śmierci Swynna został podzielony na małe księstwa, w których rządzili najpotężniejsi kupcy. Mieszkańcy jednego księstwa nie wiedzieli, co się dzieje w drugim. Dlatego każdy aralski przestępca chętnie uciekał w te strony. Pogarszająca się sytuacja w królestwie, była dla Gwenda doskonałą okazją do zorganizowania buntu, a nawet wojny domowej. Zanner w pełni zdawał sobie z tego sprawę, dlatego też chciał jak najszybciej doprowadzić do schwytania i ukarania winnego. Król, jak co dzień siedział w sali tronowej. Tylko stąd wydawał dekrety i rozkazy, tu też odbywały się narady z ministrami i doradcami, których młody władca miał wielu. Wśród doradców, najlepszym i najwierniejszym był Nasser. Ten młody Aralczyk odznaczał się wyjątkowym talentem do dowodzenia, a i problemy gospodarki nie były mu obce. Z poważnymi kłopotami zwracał się właśnie do niego.
-Służba! Sprowadzić mi Nassera, tylko migiem!
Już po chwili dworzanin stał przed królem. Jak zwykle szykowny i dostojny, z pokorą słuchał słów króla.
-Słyszałeś już o Gwendzie?
-Wiem tylko tyle, że wciąż jest nieuchwytny. Ponoć ukrywa się na południu.
-Właśnie dostałem wiadomość od jednego z zaufanych ludzi korony, że Gwend wyjechał na zachód. Zmierza do granicy z Naddus.
-Czyżby chciał uciec? –zdziwił się doradca.
-Prędzej szuka popleczników wśród tamtejszych ludzi. On coś planuje.
-Jeśli nie ucieka, i tak jak Wasza Wysokość mówi szuka wspólników, to albo planuje kolejny zamach na Waszą Wysokość, albo…
-Wojnę? –zdziwił się Zanner, wpadając mu w słowo.
-Wasza Wysokość myśli, że odważyłby się na to?
-Każ wzmocnić straże wokół miasta i zaalarmować zachodnie forty. Wyślij za nim szpiegów, mają deptać Gwendowi po piętach. Idź już, muszę się położyć –rozkazał król. Nasser wyszedł z sali tronowej i natychmiast udał się do swojej komnaty. Zawołał swojego zausznika. Gdy ten przyszedł, usiedli przy stole.
-Witaj Mukbul. Mam dla Ciebie nowe rozkazy –powiedział przyciszonym głosem Nasser.
-Kłaniam się paniczowi.
-Nie mów do mnie paniczu! Za to można stracić głowę! Słuchaj, co powiem. Gwend planuje wojnę domową, ukrywa się na zachodzie. Masz wysłać tam najlepszego szpiega, ma on zaprzyjaźnić się z Gwendem…
-Z tym łapserdakiem!! –oburzył się sługa.
-Tak, właśnie z nim. Ma udawać jego najwierniejszego wojownika, a w odpowiednim momencie, zabić.
-Chcesz pomagać Arghanom? –zdziwił się Mukbul.
-Musimy.
-To wszystko?
-Tak, zrób jak powiedziałem, a niebawem znowu będę mógł nazywać się królem. Większość niższych urzędników, to zaufani ludzie mego ojca. W każdej chwili gotowi są przejąć obowiązki ministrów. Dowódcy w armii to także nasi ludzie. Od kilku dni przechwytuję królewskie listy i dekrety, wiem, co się dzieje w całym kraju. Sam Zanner tyle nie wie. Jeszcze tylko przekonać kilku dworzan, i Aralia znów będzie nasza. Gwend robi nam przysługę, zwracając uwagę króla na własną osobę. A jak na wsiach, czy ludzie są po naszej stronie? –spytał w końcu Nasser.
-Głównie na południu mamy zaufanych starostów i wójtów –odparł spokojnie Mukbul.
-Świetnie, wszystko idzie zgodnie z planem. A teraz wyjdź, nie długo zamkną bramy miasta.
Mukbul wstał, pożegnał się z Nasserem i czym prędzej wyszedł.

III
Księżyc blado świecił, kiedy Gwend w otoczeniu dwunastu mężczyzn siedział przy ognisku i z przemawiał podniosłym tonem.
-Od dziś jesteście Rycerzami Nocy. Jako strażnicy sprawiedliwości, musicie doprowadzić do śmierci tego, który śmie nazywać się królem! Śmierć Zannerowi!! –zakrzyknął mag.
-Śmierć, śmierć, śmierć! –odkrzyknęli pozostali.
Cała dwunastka klęknęła na kolano. Gwend stanął na pieńku i mówił dalej.
-Teraz złożycie przysięgę, na wierność –powiedział mag i wyciągnął miecz. Uniósł go w górę i spytał zgromadzonych:
-Czy przysięgacie dochować mi wierności?
-Przysięgamy! –odkrzyknęli pozostali.
-Czy przysięgacie oddać życie za sprawę?
-Przysięgamy!
-Czy przysięgacie zabić Zannera i każdego, kto stanie po jego stronie?
-Przysięgamy! –odpowiedzieli zebrani i podnieśli się z kolan.
Potem Gwend wręczył każdemu z nich miecz i sztylet. Po tej ceremonii, kazał im usiąść, a sam spacerując w kółko mówił.
-Oto wasze pierwsze zadanie. Jeszcze tej nocy podpalicie spichlerz.
-Dlaczego? Przecież mamy walczyć z tyranem, a nie z ludem? –zdziwił się jeden z zebranych.
-Bracie, kiedy podpalimy spichlerz, lud zwróci się przeciwko tyranowi –tłumaczył Gwend, nowicjuszowi.
-Nie, ludzie zwrócą się przeciwko nam.
-Nikt nie będzie wiedział, kto podpalił spichlerz –tłumaczył im Gwend.
-A, co ze strażnikami?
-Po to właśnie dałem wam broń. A teraz zgaście ognisko, i ruszajcie za mną.
Zebrani w ciszy wykonywali polecenia i ustawili się gęsiego za magiem. Przeszli trzy wiorsty przez las, nieużywanymi szlakami i ścieżkami, kiedy wreszcie ich oczom ukazał się spichlerz. Wokół niego przechadzało się kilku strażników. Gwend cofnął się w głąb lasu i szeptem komenderował.
-To będzie łatwe, ich jest tylko pięciu. Zanim wyjdziecie z lasu, obejdziecie magazyn z pięciu stron, a na mój znak zaatakujecie.
Cała dwunastka rozeszła się na swoje miejsca. W napięciu oczekiwali sygnału do ataku, Gwend wymówił zaklęcie, a w górę poleciał deszcz iskier. Ze wszystkich stron wyskoczyli napastnicy ze sztyletami, i w kilka chwil obezwładnili strażników. Potem Gwend, za pomocą tego samego zaklęcia podpalił spichlerz. Gwend patrząc na płomienie powiedział:
-Widzicie, tak płonie stara Aralia. To początek końca Zannera.

IV
Jeszcze przed śniadaniem, wiadomość o podpaleniu obiegła całą Aralię. Król natychmiast zwołał naradę doradców. Chodził po sali rozemocjonowany, trzymając w dłoni raport o podpaleniu. Kiedy w końcu wszyscy się zebrali, powiedział rozeźlony:
-Słyszeliście już o pożarze?
Odpowiedziało mu tylko milczenie. Wszyscy doskonale o tym wiedzieli, wiedzieli także, że król będzie wszystkich obwiniał. Tylko Nasser miał odwagę odpowiedzieć, był ulubieńcem władcy.
-Mogę zabrać głos? –zapytał spokojnie.
-Mów, niech mi to ktoś wyjaśni.
-Jak donoszą nieliczni świadkowie, magazyn podpalił Gwend.
-Ten mag?
-Tak. Strażnik, który zdołał uciec dokładnie go opisał –relacjonował Nasser.
-Czy ten strażnik, powiedział coś jeszcze?
-Niewiele.
-Ale jak to się stało, że spłonął dobrze chroniony magazyn?
-Gwend utworzył własną armię, nazywają siebie Rycerzami Nocy.
-Buntownicy?! –oburzył się król.
-Tak, królu –odparł pokornie Nasser.
-Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduję!? Gdzie byli moi szpiedzy?! –pieklił się władca.
-Panie, mag działa w wielkiej tajemnicy, nie sposób przewidzieć, co zrobi –tłumaczył się Nasser.
-Dlaczego podpalił magazyn zbożowy?- spytał król.
-Chyba się domyślam –powiedział nieśmiało Nasser.
-Mów.
-Za miesiąc przyjdzie poborca podatkowy, jeśli w silosie nie będzie odpowiedniej ilości zboża, wyznaczy kary dla mieszkańców. Mieszkańcy będą się sprzeciwiać, a oto chodzi Gwendowi. Będzie miał nowych sojuszników –zakończył smutno Nasser.
-To znaczy, że szykuje rebelię? –zdziwił się król.
-Trzeba coś zrobić, żeby ludzie z tej okolicy nie płacili podatków –powiedział z troską w głosie jeden z doradców.
-Może znieść im podatki na ten rok? –zaproponował ktoś inny.
-Wtedy pozostałe osady się zbuntują, o wojnę domową nie łatwo –odparł król.
-Można by znieść podatki…. –szepnął Nasser.
-Oszalałeś?! Znieść podatki, już teraz skarbiec świeci pustkami! Kraj upadnie bez podatków!
   –wściekał się Zanner.
-Tylko na ten rok, wtedy wszyscy będą zadowoleni –tłumaczył Nasser.
-Zadowoleni? Kto będzie zadowolony? Ja, Minister Wojny, czy Gwend?!!! Nikt nie będzie zadowolony, wiesz, dlaczego? Bez podatków nie będzie nowych dróg, mostów, strażnic, statków, a nawet armii!- krzyczał król, kiedy wreszcie przestał, usiadł na tronie i powiedział: -Dobrze, zrobimy tak: niech Minister Wojny przygotuje oddział stu doborowych i oddanych koronie żołnierzy, niech jadą, tam gdzie spłonął ten magazyn. Niech się rozejrzą, mają prawo pytać, rewidować, a nawet wieszać podejrzanych –zarządził Zanner.
-Jutro rano będą gotowi! –powiedział Minister Wojny i wybiegł z sali.
-Narada skończona, zostają tylko: Nasser, Minister Skarbu i Naczelny Poborca.
Już po chwili, w wielkiej sali narad pozostali tylko czterej mężczyźni. Król przeszedł do mniejszej komnaty, gdzie zaprosił swoich poddanych. Usiadł przy małym, okrągłym stole i powiedział:
-Panowie, radźcie, co robić, żeby ten Gwend nie zrobił tu, jakiej rewolty?
-Można by im zawiesić podatki na rok –zaproponował Naczelny Poborca.
-A, co za rok? Przecież nie zapłacą w ciągu roku dwa razy większej sumy, nawet w towarze! Znam tę okolicę, to biedni ludzie. To nie kupcy, z których można zdzierać wielkie sumy –powiedział Nasser.
-To, co proponujecie? –ponownie spytał Zanner.
-Trzeba będzie darować im na ten rok –dodał zrezygnowany Minister Skarbu.
-Darować?! To rewolta byłaby gotowa! Zaraz inne prowincje domagałyby się tego samego. Na to czeka Gwend! –krzyczał król.
-Nie podnieśliby buntu, gdyby Wasza Wysokość wydał dekret. W tym dekrecie byłoby napisane, że każda prowincja może być zwolniona z podatku na jeden rok, w razie pożaru, powodzi, albo nieudanych plonów –powiedział odkrywczo Nasser.
-Korony nie stać na to, żeby rok w rok umarzać podatki jednej prowincji! Królewski skarbiec już i tak jest pusty –apelował Zanner.
-Ale to nie musiałoby być rok w rok. Tylko teraz!
-Już to widzę! Minie rok, a kilka prowincji zgłosi się po ulgę od podatków. Zaczną się oszustwa, aralskie zboże będzie wywożone za granicę. A tymczasem Aralczycy zginą z głodu!
Nasser zdziwił się nieco tą królewską troską o Aralczyków. Przecież wszyscy wiedzą, że Zanner jest Arghaninem.
-To może… trzeba na czymś zaoszczędzić? –spytał delikatnie Nasser.
-Zaoszczędzić? A na czym ty chcesz oszczędzać?! Na armii, na skarbcu, czy na podatkach?! A może ty chcesz zaoszczędzić na wydatkach korony!!!! Przyznaj się, o tym myślałeś?!! –wrzeszczał Zanner.
-Można by przecież… zwolnić kilka osób ze świty?
-Nasser lubię cię, ale teraz mnie obraziłeś! Myślisz, że mieszkam w zbytku i trwonię królewskie pieniądze- tak?!!! Wyjdź! Wyjdźcie obaj, muszę odpocząć!

V
Tymczasem na południu Gwend przygotowywał się do następnego ataku. Jak zwykle, pod przykryciem nocy. Wokół ogniska siedzieli już wszyscy Rycerze Nocy, na środku rozsiadł się sam ich przywódca. Patrzył w milczeniu na trzaskający ogień, rozmyślając nad kolejnym krokiem. Wszyscy jego poddani wiedzieli, że jeśli Wielki Mistrz milczy, lepiej mu nie przerywać. Rozmawiali przyciszonym głosem, lub piekli mięso na ogniu. Nie było śpiewów, ani tańców, jakie odbywały się jeszcze wczoraj. Tylko trzask ogniska i szmery rozmów, a w oddali pohukiwanie puchacza zagłuszały nocną ciszę. W końcu wstał i powiedział:
-Mam koncept!
Na te słowa, wszyscy pozostali podnieśli wzrok i porzucili swe dotychczasowe zajęcia, aby posłuchać, co powie Wielki Mistrz.
-Wiecie, kim jest Kour?
-Nie wiemy –odparli pozostali.
-Zaufany człowiek Arghańskiej korony, brał udział w ataku na Araknę.
-Ludzie gadają, że mieszka gdzieś w okolicy- dodał Toornell.
-Właśnie! Nic tak nie wstrząśnie Zannerem jak śmierć jego przyjaciela, którego stary Fellen tak cenił.
-Ależ Mistrzu, Kour ma mnóstwo strażników! Jego dom jest pilnie strzeżony-wykrzyknął przerażony Toornell.
-Dlatego właśnie to zrobimy, strażnicy nie będą się spodziewać ataku z naszej strony. Zaraz wam powiem jak to sobie obmyśliłem…
 Tuż po wschodzie słońca okolicę obiegła wieść o napadzie na posiadłość Koura. Kupcy, którzy zawsze pierwsi o wszystkim wiedzą, opowiadali o wielu trupach. Dom został spalony, a na podwórcu wisiały ciała Koura i jego najbliższej rodziny. Na ziemi walały się ciała sług i straży. Gwend, który był tego sprawcą, wraz z Rycerzami Nocy świętował zwycięstwo, w karczmie sto mil od posiadłości Koura.
-Mistrzu, nie obawiasz się pogoni? Przecież to ledwie sto mil! –dziwił się jeden z Rycerzy.
-Nie macie się, czego obawiać, sługusy Zannera nas nie znajdą –zapewniał ich Gwend –skąd mieliby wiedzieć, kto to zrobił, przecież nikt nie przeżył!
-Zanner może się domyśleć- powiedział ktoś inny.
-Pewnie się domyślił, ale nie wie gdzie jesteśmy. Bawmy się, zasłużyliście na nagrodę, karczmarzu, piwa!!- krzyknął na całe gardło Gwend.
Wieczorem, kiedy biesiadnicy układali się już do snu, w małej komnacie rozmawiało dwóch ludzi.
-Zaczynam bać się Gwenda, po tym, co wczoraj zrobił.
-Przecież on chce tego, co my, wolnej Aralii –odparł drugi.
-Czy Aralia będzie wolna, jeśli zabije się dwudziestu ludzi, kobiety, dzieci? Myślisz, że Aralia potrzebuje krwi?!
-Nie wiem, ale niema innego sposobu. Oni zabrali nam ojczyznę siłą, teraz my, musimy ją siłą odzyskać. Gwend mówi, że to najlepszy sposób.
-Gwend… to podły człowiek, dąży do celu po trupach. Czy chcemy takiej Aralii, bezlitosnej i krwawej?
-Gwend mówi…
-Przestań! –przerwał mu –to niebezpieczny człowiek, szaleniec! Chcesz, żeby królem Aralii był szaleniec?
-Wolę Gwenda od Zannera! On zniszczy Aralię.

VI
W pałacu zawrzało, wiadomość o napadzie, na posiadłość Koura- przyjaciela korony aralskiej zdążyła już obiegnąć cały kraj. Zanner aż gotował się z wściekłości, to był cios dla całej rodziny królewskiej. Wiadomość doszła też do Argharty i króla Fellena. Młody władca Aralii wysłał specjalny glejt do swego ojca, o przysłanie dodatkowych wojsk, które mogłyby pomóc ściganie szalonego i niebezpiecznego maga. Potem, zgodnie ze swoim zwyczajem zwołał naradę.
Gdy wszyscy już zebrali się w sali tronowej, król wstał i powiedział:
-Panowie, stanęliśmy przed poważnym problemem. Zapewne już wiecie o napadzie na posiadłość mości Koura, nie możemy zostawić tego bez jakiegokolwiek odzewu. Należy pokazać Gwendowi, że nie może bezkarnie palić i mordować! Decyzję należy podjąć szybko, Gwend i jego ludzie są krok przed nami. Słucham waszych rad –zakończył swoje wystąpienie Zanner i usiadł na tronie.
-Trzeba zwołać dodatkowe zastępy wojsk, niech szukają Gwenda w każdej wiosce i każdym mieście –zaproponował Minister Wojny.
-Wysłałem list z tą prośbą do mego ojca, z pewnością odda nam kilka centurii –wyjaśnił sucho władca.
-Nie potrzeba nam Arghańskich wojsk! –zaprotestował jeden z doradców.
Król spojrzał na niego wymownie.
-Panie, po co nam obce wojska?! Czy nie potrafimy sami załatwić swoich problemów? –spytał Minister Wojny.
-Ależ panowie! Chyba zapomnieliście, że Argharta nie jest już wrogiem Aralii, lecz jej sojusznikiem. Poza tym, ofiarą jest Arghanin, więc…
-A co ten Arghanin robił w naszej ojczyźnie?! –przerwał królowi radca ironicznie.
-Wasza Wysokość chyba zapomina, że to nie Argharta! –dodał ktoś inny.
-PAX!!!!! –krzyczał rozeźlony Zanner.
W końcu radcy ucichli, i przemówił król.
-Panowie radcy! Zebraliśmy się tu po to, by zaradzić jak schwytać Gwenda. Ale wy nie chcecie mi pomóc, może sympatyzujecie z tym mordercą? Może na rękę jest wam obecna sytuacja? Skoro tylko takie rady macie dla mnie, rozwiązuję radę! Możecie wrócić do swych domów, w pałacu na nic już mi się nie przydacie!! –powiedział wściekły i wyszedł z sali.
Dopiero teraz rozległy się prawdziwe spory, jedni chwalili, inni ganili młodego króla. Spekulowali na temat decyzji Zannera, wszyscy bali się, że może ich skazać na ścięcie. W końcu Nasser uciszył wszystkich, wstał i powiedział:
-Uciszcie się, i dajcie mi coś powiedzieć!
-Niech mówi –poparł go Minister Skarbu i jego najbliższy przyjaciel.
-Wiem, że arghańskie rządy wielu z was się nie podobają. Arghanin rządzi Aralią, i to też nie jest dobre. Ale skoro już jest jak jest, nie możemy pobłażać mordercom, nawet, jeśli ofiarą jest niearalczyk. Spory na temat udziału arghańskiego wojska w poszukiwaniu Gwenda, są nie na miejscu. Nic, więc dziwnego, że Zanner stracił cierpliwość –apelował Nasser.
-Co teraz powinniśmy zrobić? –spytał któryś z zebranych.
-Musimy wysłać kilku naszych przedstawicieli z przeprosinami do króla –zaproponował.
-Przepraszać Arghanina? Nigdy! Sprzedawczyk, zdrajca! Śmierć arghańskim sługusom! –krzyczeli radcy.
-Wyjdźmy stąd, bo są gotowi nas zlinczować –szepnął Nasser do Ministra Skarbu, poczym obaj opuścili salę obrad.
Przeszli do komnaty Nassera, zamknęli dokładnie drzwi i spojrzeli po sobie. Nasser był zrozpaczony, miesiące jego pracy nad przejęciem korony spełzły na niczym.
-Ci głupcy właśnie ostatecznie pogrzebali wolną Aralię –powiedział niedoszły następca tronu.
-Może coś jeszcze da się zrobić? –pytał z nadzieją jego przyjaciel.
-Nie słyszałeś? Właśnie wywołują rewoltę! W jeden dzień zniszczyli to, co budowałem tygodniami! Zanner za pewne rozwiązał radę i wpuści Arghańskie wojsko, przy okazji ścinając kilka głów. A i tak nie znajdą Gwenda! –biadolił Nasser.
-Pójdźmy do niego, jeśli zobaczy, że jesteśmy po jego stronie… -zaczął Minister.
-To nic nie da, ci głupcy uznają nas za zdrajców. Nie chcę ginąć za Zannera! –przerwał mu.
-Ale może warto zginąć za Aralię??

VII
Król zrobił tak, jak planował. Tydzień po wysłaniu listu z prośbą o pomoc, pierwsze centurie Arghańskiej armii przekroczyły granicę. Żołnierze ci, tak gorliwie wypełniali swą misję, że nim dotarli do okolicy, którą mięli przeszukiwać, spalili dwie wsie. Wszystkich podejrzanych, natychmiast wieszano, a ich własność, przechodziła na rzecz arghańskiej armii. Sytuacja w kraju była nie najlepsza: dotąd nieuchwytny Gwend wyrządzał coraz więcej szkód, ludzie z okolicznych wsi zawiązywali małe oddziały obronne przed Arghanami, a zbuntowani radcy królewscy zaczęli otwarcie mówić o postępkach młodego króla. Wszystko to, szkodziło planom Nassera, który chciał niebawem przejąć władzę, dzięki swojej misternie utkanej siatce szpiegów. Aby odzyskać utracone łaski króla, postanowił jeszcze raz się z nim spotkać, by przeprosić za zachowanie radców. Audiencję u Zannera wyprosił dla niego Minister Skarbu.
-Mów, czego chcesz, byle szybko! –odrzekł wrogo Zanner.
-Wasza Wysokość, przychodzę tu, żeby prosić o wybaczenie…-powiedział Nasser przyklękając na jedno kolano –Wszyscy radcy zachowali się haniebnie. Mimo, że jestem jednym z nich to nie podzielam ich poglądów…
-Jakoś tego nie zauważyłem –sarknął władca.
-Nie dano mi dojść do głosu. Gdyby nie ci krzykacze, powiedziałbym, że nie mają racji. Nadal chciałbym mieć ten zaszczyt i służyć radą Waszej Wysokości! Błagam o litość! –krzyknął rozdzierająco i upadł na twarz przed Zannerem.
Ten spojrzał, na leżącego u jego stóp człowieka i po chwili odrzekł:
-Zawsze byłeś moim najwierniejszym dworzaninem. Dowiodłeś swej lojalności wobec korony. Wstań Nasser!
Kiedy już podniósł się z podłogi, powiedział:
-Czy mogę coś powiedzieć Panie?
-Mów.
-Wybacz mi mą śmiałość, ale źle się dzieje w Aralii!
-Wiem, Gwend wciąż jest nieuchwytny.
-Nie o tym mówię… chodzi raczej o… -jąkał się Nasser.
-Mówże wyraźniej, co się dzieje?
-Wasza Wysokość wybaczy, że to mówię, ale… ludzie burzą się przeciw tobie. Wojska arghańskie palą i ograbiają nasze wioski, zabijają nie winnych ludzi –wyliczał.
-Wojska szukają Gwenda na moje polecenie. Każdy, kto ukrywa maga, lub jednego z Rycerzy Nocy jest wieszany.
-Oni… zabili już wielu nie winnych ludzi. A rozżaleni radcy przeklinają twoje imię Panie, nawołując do buntu.
-Co radzisz?
-Należy podać dokładniejsze rozkazy wojskom poszukującym Gwenda. Nie mogą wzniecać nienawiści, przecież są naszymi sojusznikami. Przecież przyszli, by pomóc w schwytaniu tego łotra, a nie po to, by mścić się za śmierć arghańskiego wodza? –dodał podchwytliwie Nasser. Dobrze wiedział, co powiedzieć, żeby wpłynąć na decyzję króla.
-Masz rację, tak być nie może. To skandal, żeby arghański żołnierz zabijał nie winnych Aralczyków! Zaraz każę napisać nowy glejt, z dokładniejszymi rozkazami –zgodził się Zanner –A co zrobić z tą bandą głupców, nawołujących do buntu?- spytał Zanner zmartwiony.
-Sam się tym zajmę, nie będę niepokoił Waszej Wysokości takimi błahostkami –powiedział służalczym tonem Nasser.
-Zdradź mi, chociaż swój plan -poprosił władca.
-Zajmą się tym miejskie straże. Wyłapią wszystkich i osadzą na kilka dni w kozie… Mam nadzieję, że wygadywane przez nich banialuki były efektem kilku kubków piwa.
-Jeśli to wszystko, pójdę na spoczynek –odparł zmęczonym głosem Zanner.
-Tak Panie –powiedział jego doradca i wyszedł.
Poszedł prosto do swej komnaty, gdzie miał spotkać się ze swym sługą. o drodze rozmyślał nad losem Aralii. Zbyt długo znajdowała się w rękach tego gołowąsa, który niema pojęcia o rządzeniu krajem. Gdyby on mu nie pomagał Aralia już dawno by upadła. Kiedyś w karczmie słyszał człowieka, który znał Gwenda. Mag w czasie oblężenia stolicy miał powiedzieć: „Arghanie nie utrzymają Aralii dłużej niż rok”. Mylił się, utrzymali tylko dzięki pomocy niedoszłego następcy tronu. Ale w jednym stary Gwend miał rację, Arghanie nie potrafią rządzić państwem tak dużym jak Aralia. Już jego w tym głowa, żeby im się to nie udało. Gdy wszedł do swojej komnaty, zobaczył siedzącego przy stole Mukbula.
-Witaj druhu!
-Witam paniczu –odparł z pokorą sługa.
-Mów, czego się dowiedziałeś.
-Już wiem, gdzie kryje się Gwend ze swą bandą –powiedział i wypił kolejny kielich wina, odkaszlnął i ciągnął dalej – Mają kryjówkę niedaleko wsi Gewrnun.
-Łebski z ciebie człowiek, Mukbul! Teraz muszę powiedzieć to Zannerowi…
-Mam też złą wiadomość –przerwał mu sługa.
-Cóż się stało?
-Lepiej nie mówić o tej kryjówce królowi –odparł zakłopotany.
-A to, dlaczego?
-Widzicie Panie, właśnie w tej wiosce jest największy garnizon Wolnej Aralii. Pewnie jeszczeście o tym nie słyszeli Panie –wyjaśniał Mukbul, widząc pytające spojrzenie panicza, dodał –Wolna Aralia to armia stworzona przez kmieci. Ludzie dowiedzieli się o okrucieństwach arghańskiej armii i chcą się bronić. To prości, ale waleczni ludzie, będą bronić swych domostw nawet za cenę śmierci. Co gorsza nie wiedzą o kryjówce maga i jego ludzi. O tym wiem tylko ja, mój szpieg i wy paniczu.
-Nie dobrze. Co robić, co robić? Jeśli poślę tam żołnierzy, dojdzie do bitwy. Jeśli nie poślę, już nigdy nie schwytamy maga –martwił się Nasser –Przede wszystkim należy wycofać agrhańską armię, kiedy kmiecie zobaczą aralską armię być może nie rozpoczną ataku. Mówiłeś, że tam jest największy garnizon, są mniejsze? Ile ich jest? –dopytywał się Nasser.
-Garnizony Wolnej Aralii rozsiane są po południowej części kraju, z wyjątkiem okolic przygranicznych –wyjaśniał Mukbul –Jeden garnizon to około pięćdziesięciu zbrojnych, takich i mniejszych garnizonów jest, co najmniej dziesięć. Ostrzegają się wzajemnie, używając gołębi. Wiedzą o każdym kroku arghańskich wojsk, na razie przygotowują się do walki.
-Czy ten twój szpieg, zna kogoś z Wolnej Aralii?
-Nie wiem, ale pewnie tak. Każdy, kto należy do tej dziwnej armii chełpi się tym przed całą wsią.
-Może dałoby się zmienić ich cel. Kiedy sami schwytają Gwenda, Arghanie się wycofają! Idź, zmierzcha się, zaraz zamkną bramę do miasta. Powiedz swojemu szpiegowi, żeby wkupił się w łaski żołnierzy Wolnej Aralii i powiedział im, o kryjówce Genda.
Mukbul wysłuchał rozkazów, i pożegnawszy się wyszedł. Nasser wiedział, że musi działać błyskawicznie. Aby zapobiec starciu wojsk arghańskich z Wolną Aralią, musi jak najszybciej przejąć władzę w stolicy. Nie zrobi tego, bez poparcia dworzan, musi to zrobić póki wojska arghańskie są jeszcze daleko od stolicy.

VIII
Rankiem, w pałacu król rozkazał zwołać radę. Jednak zupełnie inną od tych, które już zasiadały. W skład tejże rady oprócz króla wchodzili: Minister Wojny, Minister Skarbu, Naczelny Poborca, Zarządca prowincji południowo-wschodniej i jak zwykle Nasser. Kiedy już wszyscy usiedli, Zanner zabrał głos.
-Mam pytanie do Ministra Wojny. Czy wiesz, co to jest Wolna Aralia?
Na sali zapadła grobowa cisza, nawet Nasser się nie odzywał. Wiedział, że nie może zdradzić kryjówki garnizonu. Ciekawiło go, skąd Zanner dowiedział się o bojówce?
-Nikt nie wie?! –pieklił się dalej –A może Zarządca coś wie? –w odpowiedzi usłyszał martwe milczenie –To ja wam powiem! To nowa, samozwańcza armia, która ma wyzwolić Aralię z rzekomej niewoli, jaką jest moje władanie! Może mi ktoś powie, co to wszystko ma znaczyć?! Kto śmie insynuować, że Aralia nie jest wolna????
-Ależ Wasza Wysokość, nikt tak nie twierdzi –odparł cicho Zarządca.
-Ci niewdzięczni kmiecie tak twierdzą, to jawna potwarz dla korony!
-Ukarzę ich, właśnie jadę na inspekcję –powiedział Zarządca odważnym tonem.
To jednak tylko rozsierdziło króla, który od rana był zły na wszystkich. Przede wszystkim zawiódł go właśnie Zarządca, który zamiast siedzieć w stolicy powinien pilnować porządku w przydzielonym mu obszarze.
-Za późno drogi panie! Na pańskim terenie rządzą już bojówkarze, którzy chętnie powieszą swego zarządcę –odparł jadowicie –Teraz trzeba radzić, jak przepędzić, tę bandę kmiotków!
-Jeśli pozwolicie Panie, zabiorę głos –powiedział przyciszonym głosem Minister Wojny –Jak donoszą moi szpiedzy, tak zwana Wolna Aralia to już nie jest tylko banda kmiotków, lecz regularna armia. Okoliczni kowale robią dla nich dzidy i długie noże, a co zręczniejsi nawet zbroję. Zapewne zainteresuje Was Panie, czym oni płacą, przecież większość plonów oddają na podatki. Otóż armia, której nazwa tak drażni uszy Waszej Wysokości, płaci gotówką. Zainteresowało mnie, skąd mają pieniądze. Podejrzewam, że w tym celu napadają krążących po kraju kupców. Podzieleni są na małe grupy, każda z takich grup patroluje inną okolicę –zakończył swój wywód Minister i usiadł na miejscu.
Nasser chciał zaprzeczyć, ale wolał nie zabierać głosu. Im mniej powie, tym mniej będzie musiał skłamać. Wiedział o rozlokowaniu garnizonów, i kryjówce Gwenda. Tym razem, wyjątkowo musiał ukryć swoją wiedzę przed królem.
-Powiedzcie, co robić? Gwend jest wciąż nie uchwytny, a tu jeszcze problem z tą bojówką. Musimy rozdzielić siły, jedni będą szukać Gwenda, a drudzy likwidować buntowników –powiedział stroskany Zanner.
-To dobry pomysł. Proponuję taki podział; arghańskie wojska niech dalej szukają Gwenda, a nasi buntowników –powiedział Nasser.
-Ale arghańskie wojska ciągle napotykają buntowników. A poza tym, kmiecie uspokoją się, jeśli zobaczą własne wojsko, bardzo skarżyli się na Arghan –zdecydował władca.
-Panie, wybacz mi śmiałość –ozwał się Minister Wojny -Arghanie to nasi sojusznicy, ale czy powinni mieszać się do naszych spraw? 
-Drogi Ministrze! Zapominasz się, pamiętaj o tym, że ja także jestem Arghaninem. Sprawy Aralii to sprawy Arghan! –wściekał się Zanner.
-Przepraszam Waszą Wysokość, ale czym zapłacimy naszym sojusznikom? W skarbcu pustki, zbiory były ledwie przeciętne, musieliśmy wzmocnić naszą armię… -wyliczał dalej.
-Bądź o to spokojny, nasi przyjaciele nie zedrą z nas skóry. Zapłacimy, jak będzie nas na to stać –uspokajał władca –Skończmy na dziś naradę. Czy każdy z was, wie, co ma zrobić?
-Tak, Wasza Wysokość –odparł pokornie Minister Wojny.
Nasser poczuł, że właśnie zdobył ostatniego, i najważniejszego wspólnika w walce przeciw królowi. Dzień jego zwycięstwa jest bliski, skoro sam Minister Wojny nienawidzi Zannera!
Wieczorem, kiedy cały pałac był pogrążony we śnie Nasser zwołał potajemną naradę. W małej, nieoświetlonej komnacie zebrała się cała śmietanka pałacowej świty: Minister Skarbu, Dowódca Straż Pałacowych, Naczelny Poborca, Królewski Pisarz, pomocnik Nassera- Mukbul i nowo zwerbowany do spisku Minister wojny. Naradzie przewodniczył niedoszły następca tronu- Nasser.
-Zebraliśmy się tu po to, by strącić z tronu Zannera. Wszyscy tu zebrani jesteście Aralczykami, i pewnie tak jak i mi, nie podobają wam się rządy arghańskiego króla. To już piętnaście lat, nasza ojczyzna jest pod władaniem tego chłystka, który śmie nazywać się królem. I wy i ja nie możemy dopuścić, by nasza ojczyzna umierała pod arghańskim butem. Właśnie teraz jest najdogodniejsza okazja, by to zmienić… -mówił Nasser.
-Najdogodniejsza?! Arghanie za kilka dni dojdą do stolicy, i ty nazywasz to okazją? –przerwał mu Minister Wojny.
-Nie dlatego. Powodem jest stworzona niedawno aralska armia, która może zatrzymać Arghan z dala od stolicy, kiedy my tutaj będziemy zmieniać bieg historii –wyjaśnił Nasser.
-Jak chcesz zmienić bieg historii, z garstką ludzi?! –dziwił się nowoprzybyły.
-Ta, jak powiedziałeś garstka ludzi to, elita, najważniejsi ludzie w kraju. Ty także się do nich zaliczasz, dlatego cię tu zaprosiłem. Teraz wróćmy do sprawy. Mukbul, powiedz, czego się dowiedziałeś?

IX
Rankiem, wojska arghańskie przeszły rzekę Khan, stąd tylko pięćdziesiąt mil do Gwernun. Mimo, iż dowódca oddziału Wolnej Arali- Jonta dostał kategoryczny zakaz ataku, bez porozumienia z dowódcą, musiał coś zrobić. Przede wszystkim musiał zaalarmować garnizon, ale, gdyby Arghanie szli dalej musi zaatakować pierwszy. Czym prędzej wysłał swego adiutanta z wiadomością, a sam ogłosił alarm bojowy dla swych trzydziestu podkomendnych. Kiedy wrócił na miejsce, skąd obserwował wrogą armię, ci właśnie szykowali się do dalszej drogi. Przed Jontą był nie lada kłopot, co robić? Czekać na odpowiedź z Gwernun, czy atakować już teraz? Jeśli będzie czekał, Arghanie mogą zauważyć ich obozowisko i sami zaatakować, mogą też iść prosto do Gwernun, a wtedy nawet wiadomość z ostrzeżeniem nie pomoże. Nie może na to pozwolić, musi zaatakować póki jeszcze jest szansa na zwycięstwo.
W kilka chwil cały oddział był gotowy do akcji. Jonta rozmyślnie rozlokował swoich ludzi po obu stronach drogi. Kiedy Arghanie będą przechodzić, zaatakują. Jedni z prawej, drudzy z lewej strony, a umieszczeni na drzewach łucznicy będą zabijać uciekinierów. Wszyscy w napięciu czekali na sygnał do ataku. Wokół było cicho, leśne ptactwo dopiero budziło się po nocy. Wojownicy Wolnej Aralii, już widzieli nadchodzących wrogów, z biciem serca czekali, aż wojska przejdą wyznaczoną przez Jontę linię. Jeszcze tylko kilka chwil trwała ta leśna cisza. Potem przeszył ją krzyk Jonty:
-Teraz! Bij, zabij, na Arghan!!!!
Z obu stron, sypnął się na arghańskie wojsko grad kamieni. Potem łucznicy zaczęli ostrzeliwać obydwa krańce drogi, a uzbrojeni w dzidy, noże i topory Aralczycy ruszyli do ataku. Początkowo zaskoczeni Arghanie padali jak muchy. Nie znając terenu, nie wiedzieli gdzie się skryć, kiedy ochłonęli z pierwszego szoku, zaatakowali lewą stronę drogi. Wiedzieli, że jeśli Aralczycy zdobędą posiłki, oni sami uciekną na drugi brzeg Khan. Mimo, iż walczyli dzielnie, w końcu zaczęli przegrywać z dobrze wyszkolonym wojskiem arghańskim. Jonta zdał sobie sprawę, że nie wygra tej potyczki. Musi się wycofać i czekać na pomoc z Gwernun, wierzył, że kamraci na wieść o jego ataku ruszą z odsieczą. Zagwizdał trzy razy, co było sygnałem do odwrotu i skrył się w pobliskich chaszczach. Na jego znak wojownicy wyjęli łuki i proce, ostrzeliwując wroga wolno się wycofywali. Ku jego zaskoczeniu, wrogowie wcale ich nie gonili, doszli tylko do drogi i tam zostali. Jonta, razem z tymi, którzy przeżyli natarcie uciekał polnymi drogami w stronę najbliższej wioski.
Tymczasem arghańska armia, zamiast gonić uciekinierów, lizała rany po niespodziewanym ataku. To pierwszy, tak silny opór, z jakim się spotkali po przekroczeniu aralsko- arghańskiej granicy. Gdyby napotkani właśnie Aralczycy byli karnym wojskiem, arghański dowódca nie omieszkałby poskarżyć się Fellenowi, za utrudnianie działań. Jakim jednak okryłby się wstydem gdyby napisał, że zaatakowali ich zwykli kmiecie. Z pewnością ta potyczka w historii dowódcy nie była zbyt chwalebna, nawet, jeśli zakończyła się zwycięstwem. Jakaż to chwała dla arghańskiego oficera pokonać kilku uzbrojonych chłopów. Ci zwykli chłopi zdziesiątkowali jego centurię, trzydziestu zabitych i kilkudziesięciu rannych. W tej sytuacji musi cofnąć się za rzekę, by tam zebrać najlepszych swoich ludzi i nocą najechać krnąbrnych Aralczyków…

X
Do wieczora, wieść o bitwie dotarła już do stolicy. Kilku aralskich chłopów zawstydziło całą arghańską armię. Król był niepocieszony i jako rodowity Arghanin niezadowolony z postępowania tej, jak ją nazywał: „bandy niewdzięcznych kmiotków”. W pałacu wrzało, wszyscy zwolennicy Nassera przenosili radosną wiadomość z ust do ust: „Daliśmy łupnia Arghanom!” –mówili. Wieść ta, przekonała Nassera o słuszności jego walki.
Zanner jak zwykle w takich okolicznościach zwołał naradę. Wszyscy zebrali się wyjątkowo szybko i bez spóźnień, na co zdenerwowany król nie zwrócił uwagi. Zanner nie zauważył także, że wśród zebranych niema Nassera, który nie opuścił jeszcze żadnej narady. Kiedy zebrani przy stole oficjele usiedli, król ozwał się złym głosem:
-Panowie, źle się dzieje w naszym kraju. Jak już pewnie wiecie, banda buntowników zaatakowała zastępy bratnich wojsk, które brały udział w poszukiwaniu Gwenda. Nie wolno nam do tego dopuszczać, to grozi ochłodzeniem stosunków między naszymi krajami.
W tym momencie rozległ się trzask otwieranych drzwi, i do sali tronowej wkroczył Nasser w otoczeniu kilku nie znajomych ludzi. Ubrany w dziwny strój, który bardziej przypominał zbroję niż szaty. W rękach, ku przerażeniu Zannera trzymał insygnia władzy: berło- z głowicą w kształcie słońca, i książęcy diadem, którego używał aktualny władca.
-A cóż to za porządki?! Nie przypominam sobie, mój drogi żebym pozwalał ci choćby patrzeć na diadem i berło! Jeśli zaraz mi je oddasz, nie skarzę cię na ścięcie! –ostrzegał król.
-Teraz ty mnie wysłuchaj –odparł hardo Nasser –Zbyt długo pozwalałem, byś władał moją ojczyzną. Dzisiejszy dzień, kronikarze zapiszą złotymi zgłoskami, oto pierwszy dzień wolnej Aralii!
-Hura! Niech żyje, niech żyje! –zakrzyknęli stojący za nim ludzie.
-Niech żyje wolna Aralia! –odparli zebrani przy stole doradcy.
-Zaraz, zaraz! Ty chyba zapominasz kto jest królem tego kraju?! –odparł wściekły nie na żarty Zanner –Straże! Aresztować tych rebeliantów!
-Nie ma twojej straży, nie ma twojej armii. Jedyni twoi podwładni, to ci czterej stojący obok ciebie strażnicy –powiedział Nasser.
-Kim jesteś, żeby uzurpować sobie prawo do tronu? –spytał oniemiały.
-Jestem ostatnim dziedzicem aralskiej korony. Najmłodszym synem Shakulla Pierwszego, nazywam się Shegg! –odparł doniosłym tonem Nasser –Mukbul, wtrąć go do lochu –dodał wskazując na Zannera.
Mukbul, z grupą żołnierzy szedł w stronę Zannera. Kiedy był już o trzy kroki od tronu, strażnicy broniący króla, zagrodzili mu drogę z mieczami w dłoniach.
-Przepuście ich do mnie. Od dziś zwalniam was ze służby, jesteście wolni –powiedział Zanner, wstał z miejsca i oddał się w ręce Mukbula.
Kiedy Mukbul i towarzyszący mu żołnierze wyszli, w sali tronowej zawrzało. Wszyscy krzyczeli, wiwatowali i ściskali się wzajemnie. Kiedy krzyki i wiwaty umilkły, nowy król zabrał głos:
-Przyjaciele! Nadeszła chwila, kiedy odeszły stare, złe rządy. W nowej, wolnej Aralii zmieni się wiele praw i obyczajów, zapanuje sprawiedliwość! Ale dzisiaj nie będziemy świętować, jeszcze będzie na to czas. Trzeba zaprowadzić porządek w stolicy, a przede wszystkim wykurzyć z naszej ojczyzny arghańskie wojska –powiedział na zakończenie Shegg.
-Musimy rozdzielić zadania –dodał Minister Wojny.
-Prawda, należy poinformować o wszystkim, tych na południu. Czy ktoś wie, ilu tam ich jest?
-Wasza Wysokość pozwoli, ja wiem –powiedział Mukbul, który przed chwilą wrócił do sali tronowej.
-Mów.
-W samym Gwernun są dwie centurie, a w okolicznych lasach jeszcze jedna.
-Wyślijcie tam jeszcze jedną centurię naszych wojsk. Pozostałych rozlokować wzdłuż wschodniej granicy. W razie podejrzanych ruchów arghańskich wojsk, mają atakować –powiedział Shegg do sługi.

XI
Następnego dnia, kiedy zdziesiątkowane wojska arghańskie szykowały się do ataku na aralskie wioski, większość Aralczyków już wiedziało o powrocie Shegga na tron. Oddziały Wolnej Aralii zjechały w okolice ujścia Khan, by przygotować się do ostatecznej konfrontacji z Arghanami. W tym samym czasie aralskie wojska umacniały wschodnią granicę na całej jej długości. Dodatkowo wyznaczono jedną centurię do pomocy, w razie, gdyby wojownicy WA ponieśli poważne straty w walce z Arghanami.
Rankiem, na długości kilkudziesięciu wiorst stali rozlokowani wojownicy, po drugiej stronie rzeki, gotowi do bitwy Arghanie. Jednak, kiedy przekroczyli rzekę ujrzeli nie zliczone rzesze już nie kmiotków, ale dobrze uzbrojonych wojowników. Dowódca wojsk arghańskich zdawał sobie sprawę, że tej bitwy nie może wygrać, nie może też wrócić pokonany, jedynym wyjściem było zginąć na polu chwały jak przystało na wodza. Jeszcze raz spojrzał w stronę ojczystej Argharty, i dał znak do ataku. To, co zdarzyło się potem, kronikarze określali jako klęskę niezwyciężonej Argharty. Wojownicy WA przeszli przez Khan, i nie tylko wypchnęli wrogów z zajmowanego terenu, zmiażdżyli wrogie wojska jednym ruchem. Na polu bitwy pozostały pokrwawione ciała Arghan, połamane i popękane miecze, topory i włócznie. Nieliczne ciała aralskich wojowników pochowano w zbiorowej mogile po lewej stronie Khan, na znak zwycięstwa.
Po tak spektakularnym zwycięstwie Aralia odzyskała swą wolność. Pomimo krążących plotek, Aralskie wojska nie przekroczyły Werleny, co byłoby sygnałem do wojny. Zanner wraz z żoną powrócił do swojej ojczyzny po tym, jak jego ojciec podpisał umowę, w myśl której Argharta miała przez pięć lat płacić coroczną daninę. Także problem Gwenda szybko został rozwiązany. Po bitwie z Arghanami, król ogłosił nagrodę dla tego, kto zdradzi Gwenda. Niebagatelna suma tysiąca dukatów skusiła Werqa, który był jednym z Rycerzy Nocy. Za wydanie groźnego maga, król ułaskawił go. Pozostali Rycerze Nocy, za spalenie magazynu zbożowego i szereg drobniejszych występków zostali skazani na pięć lat w lochach. Ich dowódca- Gwend miał mniej szczęścia. Shegg zdawał sobie sprawę, że stary mag nie spocznie póki go nie zabije, dlatego tym razem postanowił skończyć z magiem raz na zawsze. Po kilkudniowych obradach, król skazał go na ścięcie.

Miesiąc potem, ogłosił swoje zaręczyny z córką Ministra Wojny- Crediną, kładąc tym samym kres plotkom o ostatnim królu. Ku uciesze elfów, Shegg pozostawił Groandię- enklawę mniejszości.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz