Noce wampirów Cz. I

Jego palce bębnią w blat stolika. Ma rozszerzone źrenice i za nic nie może się skoncentrować na laptopie, który przed nim leży. Tak, pomyślałem. To pewnie student. Pisze prace semestralną i czeka na dilera. Jest blady, kruczoczarne włosy są zmierzwione. Szkoda go, dumałem, jest przystojny. Ale trudno, sam też by się w końcu zabił.

Zamyka laptop i wkłada go do plecaka. Wstaje, płaci i wychodzi. Ja czekam chwile, nie chce wzbudzać podejrzeń. Przyglądam się swoim dłonią. Palce są długie, skóra ma kolor wapna. Paznokcie nie są w ludzkim odcieniu delikatnego różu. Są równie białe co ręka, dziwie się, że nikt tego nie zauważa.  Reszta mojej skóry jest równie biała. Kontrastują z czernią moich krótkich włosów. Za złotych oprawek okularów zerówek obserwują świat moje ciemnobrązowe, niemal czarne oczy. Jestem przystojny, a przynajmniej ludzką miarą. Wśród wampirów niczym się nie wyróżniam, ale zapewne niejedna dziewczyna zobaczywszy mnie zacznie wykorzystywać moją twarz w swoich fantazjach. Będzie marzyć, że moje krwistoczerwone usta ją całują. Że moje zimne, gładkie i białe ręce przebiegają po jej ciele. To jedna z naszych właściwości. Ciało wampira posiada cech takie jak uroda, piękny głos, a nawet kuszący zapach, by przyciągać ludzi.

Jakbyście mogli nam uciec! Mogę ścigać się z samochodami, mogę je podnosić, mogę wyczuć czyiś zapach jak pies gończy. Jedyne co mnie zabije to ogień. Słońce? Słońce to do pewnego stopnia mit. Owszem osłabia mnie, bo wypala krew z moich tkanek. Ale zapas krwi mogę uzupełniać co noc. Nie rozpoznacie mnie. Nawet jeśli się uśmiechnę i odsłonie mój garnitur śnieżnobiałych zębów, bo moje kły są wysuwane. Zwykle są normalnych rozmiarów, ale na moje żądanie wychodzą z dziąseł jak kocie pazury z poduszek.

Rozpisałem się na temat moich cech, a przecież postanowiłem tylko zdać wam sprawę z jednego z moich polowań. Co za egotyzm!

Powietrze było czyste i przejrzyste. Niedawno padał deszcz, więc oczywiście były kałuże. Mój wzrok został stworzony do widzenia w ciemności, albo raczej półmroku. Tak, dla nas w nocy panuje półmrok.

Morderstwa w parkach nocą to ograny motyw. A może chodzi o gwałty? Nie ważne. Zresztą jak wy to postrzegacie. Wampir-mężczyzna napada na młodą i niewinną dziewczynę i pozbawia ją krwi. Przecież przy stracie dziewictwa też jest trochę krwi, oczywiście mówię o kobietach. Wracając jednak do historii – ćpun szedł przez park. Jedną z wampirzych właściwości jest wtapianie się w ciemność. Mimo, że moja skóra jest tak biała, że aż świeci nikt mnie nie zauważa. Czarna kurtka i leginsy tylko dopełniają kamuflaż. To dziwne, ale nie zauważono, by mnie nawet ubranego w odblaski! Czy jest w tym coś z magi? Chyba tak, ale ja niewierze w żadną magie, w żadnego diabła, czy Demiurga. O ironio. Ja powinienem wierzyć najmocniej! Czyim jestem dziełem, jeśli nie Szatana?

I znowu! Znowu się rozpisałem nie wiadomo po co!

Wracając do polowania. Niewyjaśnialny kamuflaż,  jaki zapewniła mi noc w połączeni z nadludzka szybkością pozwolił mi wyprzedzić ćpuna. Czekałem na niego, wyciągnięta ręka opierałem się o ławkę. Jej powierzchnia była pokryta maleńkimi kropelkami. Jeszcze parę kroków, jest obok mnie. Szybkim ruchem szturcham do w plecy.

Obraca się na pięcie, dopiero teraz mnie zauważył.

– O co chodzi? – wyrzuca z siebie rozdrażniony.

Łapię go za szyję i podbródek. Jeden szybki, gwałtowny ruch i ma skręcony kark. Puszczam go. Jego ciało bezwładnie pada na bruk ścieżki.

Kucam przy nim. Rozpinam jego kurtkę. Pod spodem miał ciemnoszara bluzkę. Rozerwałem ją. Moim oczom ukazała się blada, chłopięca wręcz pierś. Wyprostowałem palce, teraz moje dłonie są jak u karateki, który zaraz złamie deskę uderzeniem. Ale ja nie będę łamał, ja będę się wbijał. Koniuszkami palców oparłem zimne dłonie na jego stygnącej piersi. Zacząłem wbijać w niego ręce. Moje palce powoli zanurzały się w ciepłym ciele studenta. Wyrwałem z jego piersi całkiem spory kawałek ciała. Moje ręce były pokryte krwią, zacząłem ją zlizywać, a robiłem to tak zachłannie, że po chwili moje dłonie znowu były klinicznie białe. Teraz spojrzałem na wyrwę w piersi ćpuna.

Serce już nie biło, było tak małe, że można je było zmieścić w dłoniach. Martwe ciało parowało. Delikatnie jakby był to drogocenny skarb, a nie jedno z wielu serc, jakie wżyciu widziałem, wziąłem je w zimne dłonie. Powoli pociągnąłem je ku sobie. Żyły i aorty wychodziły z ciała razem z sercem Było jeszcze ciepłe, parował. Nachyliłem się, zbliżając usta do organu. Moje kły wysunęły się jak kocie pazury z poduszek, bardziej instynktownie niż na żądanie. Wbiłem jeden ze swoich kłów w serce ćpuna i szybkim ruchem wykonałem cięcie. W organie pojawił się otwór, rysa. Wyciekała z niego krew. Przyłożyłem zimne usta do rany i zacząłem ssać.

Trudno opisać doznania towarzyszące takiemu posiłkowi. W szóstym akapicie zauważyłem, że ludzie doszukują się w wyssaniu krwi czegoś z seksu. Może coś w tym jest? Opisanie wam jaką przyjemność przeżywam chłepcząc krew jest równie trudne jak opisanie prawiczkowi doznań z uprawiania seksu. Język został stworzony, żeby małpa mapie powiedziała gdzie są jakie owoce, nie po to, by wampir człowiekowi opisał swoją ekstazę. To jest tak jakby wszystko zniknęło, pozostała tylko słodka ciepła krew i ja. Jej aromat odurza, jej smak jest nie do opisania, a ona jest  treścią istnienia! Pije ją, a ona rozgrzewa moje zimne wnętrze, dostaje się do wszystkich tkanek mojego ciała, dając mi nieopisaną rozkosz.

Wszystko jednak się kończy. I uczta też. My wampiry mamy niewyobrażalnie silny odruch ssania. Możemy w kwadrans wyssać z was całą krew i pozostawić wasze martwe ciała na ścieżce w parku.