Narodziny Mefisto

Noc Yuke- najdłuższa noc w roku…Noc, w którą poganie czczą nowonarodzonego boskiego syna. Gęsta, mistyczna ciemność, prawie namacalna zapowiadała coś niezwykłego…i ta cisza… Nocą w lesie daję się słyszeć różne odgłosy. Tym razem jednak milczenie ogarnęło puszczę, a zło rozpostarło swe skrzydła nad światem.

      Lasem biegła przerażona dziewczyna. Jej długie kruczoczarne włosy rozwiewał wiatr. Suknia-niegdyś piękna, teraz brudna i porwana- świadczyła o jej wysokim urodzeniu. Rysy twarzy miała niezwykłe, nadawały jej dumnego wyrazu mimo przerażenia. Z lazurowych oczu nieustannie wypływały łzy, ich ślady wyryły liczne tuneliki na jej bladych, umorusanych policzkach. Była całkowicie zdezorientowana. Rozbiegane spojrzenie szukało drogi ucieczki, jakiejkolwiek, byleby jak najdalej stąd. Zdyszana upadła na ziemię. Dopiero teraz poczuła jak bardzo jest zmęczona. Oszołomiona strachem nie wiedziała co ma zrobić. Próby zachowania spokoju kończyły się niepowodzeniem. Po chwili zebrała resztki sił, wstała i zaczęła pędzić dalej przed siebie. Nie miała pojęcia gdzie jest i jak długo juz biegnie. W nienaturalnej ciszy słyszała tylko i wyłącznie swój własny, nieregularny oddech. nagle na drodze pojawiła się postać nienaturalnej wielkości. Był to mężczyzna w mnisim habicie, na głowę miał narzucony kaptur, który krył w cieniu jego obliczę. Postaci wyciągnęła rękę do dziewczyny. Instynkt podpowiadał jej by uciekała, jednak ciało odmówiło posłuszeństwa. Była przerażona do granic możliwości. Nigdy nie przypuszczała, że znajdzie się w takiej sytuacji… nie dopuszczała takiej myśli.       Nie miała już wpływu na nic. Nawet na reakcje własnego ciała. Myśli krążyły po głowie; chaotyczne, przypadkowe wspomnienia. Zrobiło się jej ciepło- mimo przejmującego chłodu nocy. Po chwili bezwładne ciało upadło wprost w ramiona mnicha…zemdlała.

***

      … Dziwna lekkość ogarnęła jej ciało. Była całkowicie naga. Dookoła niej krążyło kilkudziesięciu mnichów bez twarzy. Ona sama… unosiła się ponad ołtarzem ofiarnym. O takich rytuałach opowiadał jej dziadek, te wszystkie historie o czarownicach i czcicielach Złego. Zawsze myślała, że dziadek po prostu lubi ją straszyć zmyślonymi opowieściami…jednak … W przestworza wzbijał się monotonny śpiew mnichów, powtarzany nieustannie przez echo. Były to jakieś dziwne słowa, brzmiały podobnie do tych, które wypowiada ksiądz podczas mszy … jakby łacina. Jednak różniły się od nich. Były pełne plugawości, jak te ohydne wyrazy szeptane przez kobiety lekkich obyczajów… Gdy była jeszcze małą dziewczynką, widziała jak parobkowie zabawiali się z jedną w stajni. Chciało jej się wtedy wymiotować. A teraz zmuszona była do słuchania tego ohydnego śpiewu pełnego pożądania , przeradzającego się stopniowo w coraz szybszy i donośniejszy. Im głośniej brzmiała pieśń tym większe napięcie rosło w jej ciele. Od stóp do czubka głowy przebiegały ją dziwne, ohydnie.. przyjemne dreszcze. Głosy mnichów czuła w sobie, przeszywały ją, wbijały się, dotykały ciała, to silniej to delikatniej…ale zawsze w ten specyficzny, pożądliwy sposób. Oddech miała coraz szybszy, krótszy, im intensywniej brzmiały słowa, tym głośniej oddychała, w końcu nie mogąc znieść tego dziwnego uczucia otworzyła usta i wydała z siebie cichy jęk podniecenia. Brzmiał on identycznie jak ten, ladacznicy, kiedy jeden z parobków ją… Otworzyła oczy i… ujrzała nad sobą rozmytą, nieziemską postać mężczyzny. W jego całkowicie czarnych, pozbawionych białek oczach zobaczyła odbicie swego własnego oblicze, na którym malowało się coś… lubieżnego i pożądliwego… spełnienie… Dopiero teraz dotarło do niej, iż cały czas cicho jęczała w uniesieniu. Podobało jej się to… podobało jej się, że ją gwałcił. On sam był taki niezwykły, nieziemski a zarazem fizyczny, jego przerażające oczy były złe, pełne nienawiści, pragnął jej, jej ciała. Silne, brutalne ramiona bezlitośnie wręcz obejmowały ją w talii. Dolna partia ciała rytmicznie unosiła się to w górę, to w dół coraz szybciej-zgodnie z rytmem pieśni. Mnisi padli na kolana, unieśli ramiona w stronę kochanków. Ich śpiew przeistoczył się w orgiastyczne okrzyki, zaś ona sama ogarnięta skrajnym podnieceniem, przepełniona swoim kochankiem wiła się w ekstatycznych uniesieniach. Nagle wszystko ucichło. Mnisi zamilkli, nawet leśne echo zaprzestało swej pieśni. W ciało dziewczyny wpłynęły życiodajne soki. Wycieńczona tą nocna orgią, zasnęła.

      Obudziła się w jakiejś gospodzie, przy jej łóżku stała szklanka świeżej wody. Pokój był czysty, zadbany. Chciała się podnieść jednak nocne „wędrówki” dały o sobie znać w postaci bólu. Do pokoju weszła kobieta. Pulchna staruszka, o miłej rumianej twarzy. Z troską w głosie rzekła:

-No, kochanie, wreszcie się obudziłaś. W samym środku nocy przyprowadził cię tu jakiś mnich. Powiedział, że biegałaś po lesie jak szalona! Oj, zachciało ci się nocnych spacerów….A jak ty masz na imię?? – Lilith- odpowiedziała lekko zdezorientowana… -Więc jednak to wszystko…to musiał być tylko sen…-pomyślała.

-Musisz się o czymś dowiedzieć, dziecko. Wiem, że to będzie dla ciebie trudne… Kiedy cię tu do nas przyprowadzono mówiłaś coś o lesie i powozie… i o czymś złym… Mężczyźni znaleźli niedaleko stąd powóz…. Wszyscy nie żyli …-nastała cisza… ostatnie słowa wibrowały w powietrzu niczym złowroga mantra. Lilith patrzyła na kobietę ze łzami w oczach. Straciła ukochanego dziadka. Nie wiedziała co ma robić. Ale nie to najbardziej ją martwiło. Cały czas zastanawiała się nad dziwnym nocnym…wydarzeniem.

-Blada jesteś…prześpij się jeszcze trochę.- powiedziała kobieta, poczym troskliwie otuliła dziewczynę kocem i cichutko wyszła z pokoju. Ona jednak nie mogła spać… nie teraz, kiedy w jej życiu wydarzyło się cos tak ..niezwykłego…

***

      Nareszcie w domu. Rodzice załamani po stracie patriarchy rodu, przerażeni jej stanem, wyglądali na starszych niż byli. Niestety nie zauważyli tego dziwnego błyski w jej oku.. nie zauważyli zmiany. Niegdyś wesoła, pełna życia- teraz przygasła, jakby zmęczona koniecznością egzystencji. Już nie uczestniczyła w zabawach, nie spotykała się z przyjaciółmi…przestała rozmawiać z lud?mi. Zamknęła się w sobie. Cały wolny czas spędzała w lesie, w samotności. Lubiła las …przypominał jej … to zdarzenie. Rodzina starała się akceptować jej dziwne zachowanie. Wiedzieli, że Lilith była bardzo związana z dziadkiem… sądzili, iż przez to się zmieniła… Prawdziwy powód jednak tkwił głębiej, ludzie we wsi wiedzieli. Znali oni baśnie, legendy… potrafili zauważyć zło, które zagnie?dziło się w tej niegdyś uroczej osóbce. Nocami lubiła wymykać się z domu. Szła przez wieś prosto do lasu… Z utęsknieniem wyczekiwała dnia, w którym jej mistyczny kochanek powróci… Wieśniacy, widząc ją czynili znak krzyża chcąc uchronić się przed złem. Mówili, że jest opętana, że jest…kochanką Lucyfera…

***

      Minęło kilka miesięcy. Lilith z dnia na dzień stawała się coraz bardziej mroczna, coraz mniej mówiła. Nawet wygląd jej się zmienił. Patrzyła z nienawiścią na wszystkich, których niegdyś kochała. Pod oczyma zarysowały się cienie, zaś twarz pobladła jeszcze bardziej.

Nadszedł ten czas. Wyczekiwana przez nią chwila. Na świat miał przyjść jej syn.

-Syn Szatana.- pomyślała. Wiedziała, że będzie musiała umrzeć, z jej ciała rozrywanego w boleściach wyjdzie nowy Pan świata.- On po mnie wróci…Mój władca. Da mi nowe życie.. leprze od tego. Spędzę wieczność u jego boku…Zostałam wybrana, by powić nowego mesjasza… Jestem na to gotowa.- rozmyślania przerwał ból…niesamowity ból, który w pewnym sensie sprawiał jej przyjemność. Był to ból całkowicie uzasadniony. Ból dla jej dobra dla dobra dziecka… Czuła jak jej skóra napina się coraz mocniej, jakby miała za chwilę pęknąć. Do oczu nabiegła krew, pięści zacisnęły się tak siknie, że paznokcie przebiły skórę. Z małych ranek zaczął wyciekać ciepły, czerwony płyn. Skapywał na prześcieradło, kropla po kropli . Zobaczyła go dookoła siebie …-moja krew…- pomyślała- Moja krew przelana za mojego syna…-przeszyła ją kolejna fala bólu tym razem poczuła jak ciało pęka, a kości łamią się niczym nędzne zapałki. –takie maleństwo a … takie silne… będzie doskonałym władcą…- Nie mogła już wytrzymać …zaczęła krzyczeć. Do pokoju wbiegli przerażeni domownicy, jednak było już za późno… Lilith, prawie martwa wyszeptała –zaopiekujcie się nim jak…własnym dzieckiem… dajcie mu wszystko czego zapragnie…to przyszły władca świata…to…Mefisto…

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz