Narkoman II

Obudził się. Michał znów widział normalny dzień… Leżał tam, pod swoim oknem z kamienicy. Pomyślał że to jakiś żart, i gdy zasnął, ktoś go wyniósł i położył tutaj. Ah mam bujną wyobraźnię… Pomyślał. Ruszył w stronę pędzących samochodów, śpieszących się pieszych, z daleka krzyczących ludzi, z targu. Po chwili sobie wszystko przypomniał, narkotyki, czarne stworzenia, i upadek. Dziękował bogu że to nie jest jednak prawda. Myślał jak przeprosić boga i aniołów, w końcu teraz wierzył już w ich istnienie. Doszedł do chodnika, skręcił w lewo. Zamierzał zrobić coś dobrego. Dać resztę pieniędzy? Przepraszam, to by pomogło, ale nie chce później odbierać innym pieniędzy, żebrając. Pomyślał. Szukał innego sposobu na pomaganie. Wpadła na pomysł pójścia do pracy, i zarobić coś, a potem zacząć pomagać, a na razie będzie robił małe rzeczy, jak w telewizji. Czyli pomagał pomagać starszym osobom przechodzić przez ulice, pomagać ludziom wnosić różne rzeczy, lub coś w tym stylu. Wszedł na pasy i dalej rozmyślał. Muszę się poprawić, teraz widzę jakie jest życie, piękne, zaskakujące… Pogrążony w swych myślach nie zauważył samochodu. Starał się coś zrobić, odskoczyć, ale strach go sparaliżował. Samochód jechał jakby go tam nie był. Michał się odchylił i zasłonił twarz rękami. Usłyszał pisk opon. Przerażony otworzył oczy, które ze strachu miał bardzo zaciśnięte. Zobaczył trojący tuż przed nim samochód, rozejrzał się i ujrzał starszą panią za nim.

-Widzi pani samochody! Niech sobie pani kupi okulary! – krzyczał kierowca samochodu.
-Już jedne mam i dobrze się sprawują! – krzyknęła, zrobiła jeszcze jeden wolny krok, i dopowiedziała pod nosem – burak ze wsi, tacy nie powinni jeździć po ulicach… – znużona pani, krzyczeniem kierowcy, ruszyła wolno do przodu.
-Przepraszam, moja wina – powiedział Michał dość głośno, by usłyszał kierowca, lecz on wydawał się być głuchy na jego słowa. Ogłuszony, całą sytuacją stał tam przed samochodem. Zorientował się, że powinien zejść na chodnik, zrobił to jak najszybciej. Pomyślał że przed śmiercią mija przed oczami całe życie, on był po prostu sparaliżowany, i ogłuszony sytuacją. Usiadł pod murem kamienicy. Ludzie dziwnie na nie go, patrzyli, jak na żebraka i tak też wyglądał. Przetarł zmęczone od wydarzeń oczy i ujrzał znów błysk siarki w powietrzu. Zerwał się rozglądając się po niebie, szukając czarnych stworzeń. Niebo było niebieskie, jak zawsze. Spojrzał na osobę przechodzącą obok niego, która zaciągnęła się świeżo zapalnym papierosem. Michał po kojarzył fakty, i zrozumiał ze teraz działa jego wyobraźnia. Siedział tak przez chwilę, po czym wstał i ruszył w stronę kawiarni, niecałe piętnaście metrów od niego. Wszystko zaczynało mu się plątać. Lecz swych nowych poglądów nie zmienił. Wszedł do kawiarni o nazwie „Fast Caffe”. Podszedł do kasy, i poprosił o kawę z mlekiem i cukrem.
-Cztery złote i pięćdziesiąt groszy. – Powiedziała kasjerka. Michał sięgnął do kieszeni i wyciągnął pięć złoty. Podał kasjerce.
-Reszta dla pani.- Uśmiechnął się i poczuł satysfakcję. Usiadł blisko kasy, przy małym stolikiem, przy którym były tylko dwa krzesła. Ale to dla niego aż za dużo. Po chwili podeszła do niego i podała kawę. Michał rozmyślał cały czas, popijając kawę, a gdy się skończyła, wyszedł. Rozejrzał się. Zobaczył kiosk. Ruszył w jego stronę. Gdy do niego doszedł stanął przy okienku i wskazał palcem dzisiejszą gazetę. Lecz zaraz gestem ręki zaprzeczył, nie miał przy sobie już pieniędzy. Postanowił wrócić do swojego brudnego mieszkania. Ruszył tam, z kąt przyszedł, ominął kawiarnie. Znów przechodził na tych samych pasach co przedtem. Znów zamyślony. Znów nie zauważył samochodu i znów przyjął podobną postawę. Zupełnie jak „de ja vu”. Znów zacisnął oczy. Gdy po chwili otworzył zobaczył następne samochód. Zemdlał.

***

Obudził się na czymś twardym i zimnym, przykryty białą płachtą, lub coś w tym stylu. pokój w którym leżał, był cały biały. Słyszał regularne pikanie, w rytmie jego serca. Był w szpitalu.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz