Mitologis

Środkiem ciemnej, pustej ulicy wiatr przewiał z nieprzyjemnym szelestem kilka zaschniętych liści. Neon, który reklamował knajpę serwującą wątpliwej jakości trunki, zamigotał i zgasł. W krąg światła najbliższej latarni wszedł jakiś człowiek. Młody, na oko dwudziestoletni. Jego ciężkie buty głośno stukały o bruk przy każdym kroku. Mężczyzna opatulił się szczelniej kurtką, wbił zaciśnięte pięści w kieszenie. Szybko wyszedł z żółtawego, ciepłego kręgu światła i ponownie zanurzył w ciemności. Wtem zza zakrętu ktoś wyszedł mu naprzeciw. Staruszka, wykrzywiając pooraną zmarszczkami twarz w dziwacznym grymasie, w paru susach, zadziwiająco energicznych, jak na jej wiek, dopadła swej ofiary.

– Bogowie mają dla Ciebie prezent, mój mały – wysyczała mężczyźnie do ucha, chwytając go za łokieć. Wyrwał się jej bez słowa i przyspieszył kroku. Po chwili zaczął biec, ogarnięty dziwnym lękiem. Obejrzał się nerwowo za siebie. Upiornej babcinki nigdzie nie było widać.

– Szukasz kogoś? – usłyszał ułamek sekundy przed bolesnym zderzeniem. Zachwiał się i klapnął ciężko na wilgotną jezdnię.

– Nie wierzę w bogów. – burknął do staruszki, stojącej nad nim i szczerzącej zepsute zęby w sardonicznym uśmiechu.

– Ale oni wierzą w Ciebie. I mają dla Ciebie prezent. – zachichotała jak wiedźma.

Wyciągnęła do niego rękę. Spojrzał na nią z lekkim obrzydzeniem i wstał bez pomocy.

– Mają dla Ciebie niespodziankę! – zawołała za nim, gdy zagłębiał się w ciemny labirynt uliczek.

***

Prawie biegł, chcąc jak najszybciej oddalić się od dziwacznej staruszki. Skręcił w prawo, potem w lewo i znowu w lewo, przeszedł przez na wpół zrujnowane podwórko i… zgubił się. Nazwy uliczek nic mu nie mówiły, wszystkie domu wyglądały tak samo obco i niezachęcająco.

„Szkoda, że nie mam nici Ariadny” przemknęło mu przez głowę, gdy błąkał się, bezsilny, pomiędzy budynkami. Zdziwił się. Skąd u niego takie myśli? Wtem usłyszał za sobą szybkie kroki. Obrócił się, ale zdążył zauważyć tylko znikającą w ciemności sylwetkę. Czy to złudzenie, czy tamten ktoś, mimo postury człowieka, miał nieproporcjonalnie dużą głowę o dziwnym, wydłużonym kształcie i… rogi? Nie, to na pewno wyobraźnia płata mu figle! Zawołał za nim, chcąc zapytać o drogę, ale zamiast tego niemal wpadł na jakąś kobietę. Brązowe, jak kasztany, szeroko otwarte oczy wpatrywały się w niego z błaganiem. – Czyś widział moją córkę?! – wykrzyknęła – Widziałeś ją?

Pokręcił przecząco głową.

Zabrał ją, zabrał… – zajęczała nieszczęsna matka – Moją biedną, kochaną córeczkę, moje dziecko… Bawiła się, a on ją porwał! Moje drogie dziecko…

– Gdybyś ja zobaczył. – oczy nagle zajaśniały nową nadzieją – Powiadom mnie szybko, jak najprędzej. Nazywam się Demeter. Demeter, zapamiętasz?!

Skinął bezwiednie głową. Kobieta oddaliła się biegiem, zanim zdążył spytać o drogę. Wzruszył ramionami, wznawiając marsz.

***

– Cześć, kotku… – słowa te, wypowiedziane miękkim, zmysłowym głosem, wyrwały go z zamyślenia. Obejrzał się. W świetle latarni stała dziewczyna. Krótka, obcisła spódniczka, wyzywająco wydekoltowana bluzka i ostry makijaż nie pozostawiały wątpliwości, co do jej profesji.

– Chcesz zaznać bogini miłości i pożądania? – spytała, zachęcająco poruszając biodrami.

– Afrodyta! – rzucił, tknięty nagłą myślą.

– Znasz mnie? – zmrużyła wymalowane oczy, zatrzepotała rzęsami.

Pokręcił gwałtownie głową, oddalając się szybko.

***

Idąc, miał coraz większy mętlik w głowie. Co to wszystko ma znaczyć?! W ciemności zauważył siedzącą pod murem grupkę młodych ludzi.

– Chcesz się napić z Rzeki Zapomnienia? – spytał jeden z nich

– Wody z rzeki Lety… – dopowiedział drugi

Rzeka Zapomnienia, Leta? – nic z tego nie rozumiał. Aż do chwili, gdy zobaczył, jak któraś z dziewczyn podwija rękaw, wbija w ramię strzykawkę i wstrzykuje jej zawartość. Po chwili twarz dziewczyny rozluźniła się, ułożyła w pełen błogości grymas.

***

Zaczynał rozumieć. Człowiek z głowa byka, Demeter i zaginiona córka, Afrodyta, Rzeka Zapomnienia i wszyscy inni, których spotkał później. O, Boże… Czy może lepiej: o, bogowie… Prezent od bogów!

***

– Tak nie wydostaniesz się z labiryntu. – usłyszał męski głos.

Zatrzymał się gwałtownie.

– Krążysz wciąż w kółko. Wciąż te same drogi. Tak się nie da wyjść.

Rozejrzał się wokoło, szukając wzrokiem mówiącego.

– Tak nie wyjdziesz – powtórzył głos.

Z ciemności wynurzył się młody, jasnowłosy chłopak z potężnymi skrzydłami u pleców. Białe pióra ostro odcinały się od półmroku wokoło.

– Tylko tam jest ucieczka – mruknął, wskazując dłonią niebo. – Daj mi rękę.

Posłusznie wypełnił polecenie. Ciężko, z wysiłkiem oderwali się od ziemi. Lecieli nad miastem, tam na dole został Minotaur, Afrodyta i wszyscy inni. Prezent od bogów. Nagle, tknięty przeczuciem spojrzał w górę, na twarz Ikara. Stara, kobieca twarz, pocięta siecią zmarszczek. Cienkie wargi, wygięte w okrutnej parodii uśmiechu, odsłaniają zęby jak spróchniałe pieńki. Wrzasnął, zobaczywszy tamtą upiorną babinkę i puścił podtrzymujące go ręce Ikara. Spadał.

***

– Nadal nie wierzysz w bogów? – zabrzmiał cierpki głos, przesycony ironią.

Przed oczyma zamajaczyła mu czyjaś ciemna, przygarbiona sylwetka. Rozejrzał się. Na ulicy, poza nim, nie było żywej duszy. Stał w ciepłym kręgu światła latarni, nad jego głową mrugał zepsuty neon, a jezdnią płynęły niesione wiatrem suche liście. Owinął się cieplej kurtką. Chłodna dziś noc.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz