Klątwa boga

Wstęp

 

Najsilniejsi zebrali się we wnętrzu Góry Grzmotów na morzu Kraniec. Wreszcie doszli do samego jej serca. Zmęczeni, zakrwawieni, ale szczęśliwi. Dowódcy armii, której już nie było.
Na początku podróży było ich dwunastu. Każdy z nich miał statek wojowników. Została jedynie trójka. Pozostali zginęli po drodze- dwa statki zniszczone przez potwory na morzu, większość podwładnych i trzech dowódców po drodze do Góry Grzmotów, reszta w samej górze.
Trzej doszli jednak do upragnionego skarbu. Mocy starożytnego boga boga. Jedynego ze starych bogów, który coś po sobie zostawił. Pozostali, gdy odchodzili zatarli wszelkie ślady. Ten zostawił morze pełne potworów i wyspę na samym jego środku, pełną demonów.
Bóg ten nie był potężny, ponieważ nie było podań o żadnych jego dokonaniach. Co jest dziwne, ze względu na to, że Bogowie pojawiali się zawsze tam gdzie hordy potępieńców, strachy i kataklizmy. O tym bogu została pamięć, że chodził, obserwował, ale nie działał. Dlatego zwano go Kronikarzem- Cichym Bogiem. Legendy mówiły o nim także, że nie był nienawidzony. To jedyny spośród Bogów który nie wsławił sie zsyłaniem na ludzi strasznych plag.
Do trójki należał wielki mag Xelon – przyszły przywódca gildii magii Imperium Avarth. Sam się tak tytułował. Faktycznie był najszybciej pnącym się w historii członkiem bractwa. Znany ze swych zdolności, ale głównie z pyszałkowatości. Inni twierdzili, że jego pycha go zgubi.
Wielka kapłanka Veami – silna w swojej wierze i potężna w swojej mocy. Nowi bogowie dzielili się swoimi siłami z wybranymi. Nie posiadali jednak takiej potęgi jak starożytni. Wywodzili się głównie z natury. Vaemi została wybrana, by sprowadzić cząstkę mocy starożytnych dla swoich bogów. Była młoda i piękna, jak wszystkie potężne kapłanki. Doznawały one błogosławieństwa pozwalającego cieszyć się młodym wyglądem i wigorem, aż do śmierci. Chociaż Veami i tak dobiegała zaledwie czterdziestki. Ciało jej wskazywało na niepełne dwadzieścia.
Ostatnim z trzech był Rhado – potężny wojownik, który zapisał się już w historii takimi czynami, jak samotną walką z czterdziestką mężczyzn. Którą to walkę wygrał. Jego siła pozwalająca podnieść byka i rzucić nim lub też wytrzymałość, dzięki której może biec ze stolicy do krańca imperium w zaledwie dwa dni były w imperium znane.

Rozdział 1

 

Stali w ogromnej komnacie. Przed nimi mały posąg. Ściany i sufit były zupełnie płaskie. Jak w pudełku a nie w jaskini. Ciemność rozświetlaly magiczne płomienie krążące nad ich głowami. Stworzone przez czary gildii magów, opakowane w małe różdżki, które po złamaniu oświetlały otoczenie łamiącego przez kilkadziesiąt minut.
-Myślicie, że to nie jest jakiś bubel?- zapytał po raz kolejny Rhado.
Veami odwróciła się do niego.
-Coś tu jest na pewno. Legendy pokrywają sie z tym co wykryli magowie a także z tym co szepczą pytani przez nas bogowie.
-A mi się to nie podoba- burknął pod nosem Xelon- o Kronikarzu mówiło się, że najspokojniejszy z bogów a potworności które tu stworzył, temu zaprzeczają.
Wojownik się uśmiechnął.
-Może odreagowywał właśnie tutaj? Wszystkie brody zlał na tę wyspę i nie musiał się wyżywać na ludziach?
-Bardzo śmieszne. Gdyby nie to, że dzicy zalewają wschód imperium a od północy Sturgowie wydzierają nam od lat kawał ziemi po kawałku, to nie zbliżyłbym się do tego posążka.
-Czujesz od niego jakąś moc czarodzieju?- zdziwiła się kapłanka.
-Nic a nic. Właśnie nic kompletnie. I tego się boję. Wszystko tu jest przesycone pradawną siłą. Głupie stalaktyty można by sprzedać za złoto i diamenty, jako źródło mocy. A ten posąg nic nie wydziela. A przy tym nie mogę w niego wniknąć. Jakby przekraczał zupełnie mój poziom. Z grubsza to tak, jakby przenikał tak daleko, że żadna magia nie może tam wejść, żeby zerknąć co to jest i wyjść, żeby mi o tym opowiedzieć!
Rhado minął dwójkę pozostałych i ruszył do posągu. Oni nie oponowali, bo wiedzieli, że tylko taki może być ich następny krok. Powrót w ich stanie był samobójstwem.
Na ścianach pojawił się ogień. W sali nie zrobiło się jednak nawet trochę cieplej. Płomień z sufitu uformował się w twarz.
-Witam was. Obserwuję was od początku. Nic nie musicie wyjaśniać. Wiem po co tu jesteście i jesteście odpowiednimi osobami by doznać zaszczytu. Ja zostałem stworzony by zostać strażnikiem i wam przekazać coś przekazać. Dla was to jest moc Boga. On uznał, że musi zostawić coś ludziom. Wiedział, że nie zrozumieją ich śmiertelnicy po tysiącach lat. Zostawia wam zrozumienie. Sami się staniecie bogami. Cząstka tej mocy będzie w każdym z was. Wystarczająca by każdy z was stał się silniejszy niż obecni bogowie. Którzy to tak naprawdę są jedynie potężnymi chowańcami starych bogów.
Trójka patrzyła na niego bez strachu. Wiedzieli, że nie mają już nic do powiedzenia. Potęga strażnika ich przytłaczała. Zdali się na niego.
-Nie myślcie, że moc się pojawi od razu. Nie wytrzymalibyście tego. Wasze boskie siły będą narastać powoli.
Płomień obmył ich ciała i stracili świadomość.

Rozdział 2

-Gzie my są?- wyszeptał Rhado podnosząc głowę. Widział trawę i drzewa. Widział dochodzących do siebie towarzyszy. Były także Drzewa. -Czujecie coś?
Kapłanka westchnęła -Nic.
-To samo co w posążku. Czuje obecność miejsc w których nie czuję mocy, ale też nie mam do nich dostępu.
-To ma przyjść stopniowo- podsumowała Vaemi.
-Ruszamy więc! Czas działaś. Ponieśliśmy niemałe straty a trzeba będzie poprowadzić kontrofensywę na północy i zorganizować obronę wschodu a potem zepchnąć śmierdzieli z powrotem do ich lasów! – Rhado po tej kwiecistej przemowie ruszył biegiem a za nim z pomocą magii ruszyli pozostali.

***

Od zdobycia mocy minęło kilka dni. Xelon ciągle zapisywał i analizował spotkane tam elementy magiczne. Zapisał sobie w jednej z różdżek, które stale ze sobą nosił, strukturę spotkanych tam czarów. Siedział przy starym dębowym biurku i notował. Był już senny, zbliżał się świt. Po jego plecach przebiegły ciarki. Oderwał wzrok od księgi. Po jego ramieniu chodził pająk. Niewielki, z owalnym, żółtym odwłokiem. Nienawidził pająków. Zawsze budziły w nim odrazę. Nigdy nie przyznałby, że się ich boi. Co najwyżej obawia. Widząc tego pajączka drgnął cały. Palcem wskazującym pstryknął go mocno. Chwilę jeszcze pomyślał o swojej niechęci do pająków. O tym jak by chciał je wszystkie spalić. Wrócił do ksiąg z odrazą.
Poczuł łaskotanie na nogach. Pod szatą. Spojrzał pod biurko. Ujrzał chmarę pająków różnych ras. Wielkie i małe, wspinające się po jego nogach. Odskoczył. Na plecy zaczęły mu spadać kolejne. Zerknął w górę i zobaczył całą ich chmarę.
Po chwili można było zobaczyć ogień wydostający się z okiennic maga. Zebrał się tłum. Otworzyły się drzwi przez które wyszedł osmalony Xelon.
– Nic się nie stało. Mały wypadek przy pracy.
Jakiś mag z sąsiedztwa zastanowił się co też mogło spowodować wypadek. Co też robi Xelon. Nigdy wcześniej nie miał takich przypadków. Jaka mroczna wiedza musiała zostać przywieziona z Góry Grzmotów?
***
Veami wyszła przed tłum. Miała na sobie obcisłą białą szatę. Odprawiała rytuał podziękowania za dary natury. Po obu stronach miała po pięć kapłanek. Przed nimi tłum. Czuła honor jaki na nią spadł. Nie była najwyższą kapłanką. Jednak po ostatniej wyprawie stała się równie ważna jak każda z czwórki najważniejszych w hierarchii imperialnego kościoła najwyższych kapłanek. Odprawiała teraz najważniejszy doroczny obrządek w stolicy. Przed nią stało pięćdziesiąt tysięcy osób. Przyjechali z wielu regionów imperium, aby doznać błogosławieństwa plonów tego roku.
Wszystko musiało pójść doskonale. Bez błędów. Każde potknięcie lub zająknięcie, to wielki dyshonor dla kapłanek reprezentujących doskonałość.
Weszła na najwyższy podest. Stała tyłem do tłumu. Czuła spoczywający na niej wzrok tysięcy. Poczuła też coś jeszcze. Ucisk w żołądku. Potem mocz spływające po jej białej szacie. Potem po gołych łydkach i stopach. Wylewający sie na podest. Nie wytrzymał pęcherz. Poczuła się słabo. Niesamowity wstyd. Podniósł się tumult. Nie słychać było śmiechów. Raczej ogromne zdziwienie.
***
Rhado stanął przed rycerzem Feniksa. Był to jeden z najsilniejszych wojowników, jakiego znał. Tamten czuł przed Rhadem respekt. Jednak po pewnej dawce alkoholu atmosfera zaczęła się rozluźniać. Feniks przedrzeźniał się z Rhadem, że wszelkie pogłoski o sile tego ostatniego są wyssane- jak to ujął- z krowiego cyca. Ten wiedząc jaki jest cel zaczepek, bez skrępowania podszedł, żeby pokazać Feniksowi kto jest silniejszy. To miała być zwykła przepychanka bez broni. Rhado złapał Feniksa za wierzchnie okrycie i pociągnął w bok, chcąc by ten stracił równowagę. Nic. Feniks zaskoczony że jeszcze stoi chwycił przeciwnika za rękę, jednocześnie podcinając go.
Powstało zamieszanie. Nikt jeszcze nie widział tego wojownika pokonanego. Rhado wstał z podłogi otrzepał się i wyprostowany wyszedł z sali. W duchu preklinał porażkę. Jak to możliwę? Czuł pełnię sił, alkohol na nieg działał bardzo słabo. Co się stało? Wracał do swej damy. Poznał ją na dworze księcia. Piękna szlachcianka Kalina w której Rhado podkochiwał się długo i zabiegał aż ta mu wreszcie uległa. Ruszył do jej komnaty. Po wczorajszej namiętnej nocy liczył, że dzisiejsza będzie jeszcze lepsza, gdy dziewka się ośmieli.
Spotkał ją, porozmawiał chwilę i się rozebrali. Złapał ją za ciało i zaczął masować namiętnie. Coś było jednak nie w porządku. Nie mógł jej pokochać. Nie potrafił powstać. Gdy Kalina to wreszcie zrozumiała uśmiechnęła się przepraszająco i odwróciła wzrok. On wstał i wyszedł.
Nie wiedział co ze sobą zrobić. Nie ufał własnemu ciału. Potężnemu narzędziu które go jeszcze nigdy nie zawiodło. Zawsze miał sny o potędze, pracował na to ciężko. Teraz poczuł jak jego marzenie zostania legendarnym wojownikiem się oddala.

Rozdział 3

Trójka spotkała się u Rhado.
-Po co wezwałeś mnie wojowniku?- zapytał mag.
-Liczyłem, że ty będziesz wiedział. Ty kapłanko jestem pewien, że już wiesz. Słyszałem pewne rzeczy…
-Zamilknij głupcze! Nie waż się przy mnie przypominać tego co się mi przytrafiło. Chociaż jak już mowa o słabościach, to coś słyszałam i o tobie. Pewna szlachcianka przybyła do naszych kapłanek z prośbą o lekarstwo. – Kapłanka nie kontynuowała.
Mag spojrzał po obu ze zrozumieniem. Wiedział dużo. Miał swoich informatorów.
-Nie ukrywam, że ze mną coś się dzieje. Podejrzewałem wewnętrznych wrogów w królestwie, spiskujących przeciwko nam. Trucizny, czary. Ale to nie to. Przeanalizowałem każde słowo i sytuacje, jakie napotkaliśmy w naszej ostatniej podróży i mam pewne podejrzenia. To co nam się przytrafia to nasze moce. Moce spaczonych bogów. Bogowie, którzy odeszli, gdyż nie mogli ścierpieć szkód jakie wyrządzają swoja chorą wyobraźnią. A to nasza wyobraźnia kontroluje moc. Naszą nową potężną, boską moc, która z każda chwilą będzie narastać.
-I to my mamy uratować to imperium przed zgubą?

Koniec rozdziału 3. Nie ostatniego.