The Way of the Exorcist Prolog

Prolog

 

 

Każdy z nas ma swoje sekrety. Rzeczy, uczynki, bądź myśli, które pragnie zachować tylko dla siebie. Ukryć w czeluściach swojego serca tak głęboko, by nic i nikt ich nigdy nie odnalazło. To najzupełniej normalne. I tutaj odstępstwa od tej reguły nie ma. Chociaż pewnie wielu ludzi chciałoby powiedzieć, że w ich przypadku jest zgoła inaczej, że ich się to nie tyczy, to i tak tylko oszukują samych siebie. Od tej reguły nie ma wyjątków.

Ponieważ niektóre sekrety muszą pozostać schowane w cieniu. Muszą pozostać ukryte, gdyż potrafią być tak straszne, że na sam ich widok sama rzeczywistość zatrzęsłaby się ze strachu w posadach. Lub to, co każdy z nas zwykł nazywać rzeczywistością. Kto bowiem powiedział, że istnieje wokoło nas tylko jedna rzeczywistość, wszędzie i dla wszystkich? Co, jeśli każdy z nas widzi swoimi oczyma tylko taką rzeczywistość, jaką chce zobaczyć? Co, jeśli rzeczywistość jest tylko ulotną iluzją, utworzoną przez pragnienia i doświadczenia poszczególnej jednostki?

Właśnie dlatego pewne tajemnice winny zostać ukryte. Aby ta naiwna rzeczywistość  mogła dalej toczyć się przed ludzkimi oczami swoim małym, zamkniętym kołem. Aby ludzie pewnego dnia po przebudzeniu się ze snu, nie odkryli swojej rzeczywistości potrzaskanej na tysiące drobnych kawałeczków. Aby nie załamali się pod wpływem brzemienia, jakim jest „rzeczywista” rzeczywistość. Czytaj dalej The Way of the Exorcist Prolog

Antymagowie – chodźmy razem ścieżką zniszczenia

1

To był jeden z tych grudniowych wieczorów, kiedy wyraźnie zaczyna się czuć nadejście prawdziwej zimy. Gdańsk ginął w korkach i mgle, a z nieba sypało się białe szaleństwo. Zachariasz wracał do domu ze szkoły. Najpierw musiał dostać się na dworzec kolejowy, skąd kolejką miał dojechać do siebie na wieś. Zazwyczaj dojeżdżał na dworzec autobusem, ale dzisiaj nie miał kasy na bilet. Brak pieniędzy i problemy w domu mocno go gnębiły, dlatego unikał myślenia o rzeczach takiego rodzaju.

 

Jeszcze przez jakiś czas Zachariasz widział stojący w korku autobus, którym dojechałby na dworzec, ale potem autobus odjechał i stracił go z oczu. To było dość uciążliwe, kiedy drżał z zimna i musiał się telepać na piechotę zamiast jechać ciepłym autobusem, ale nie ma zmiłuj. Raz pojechał na gapę bez biletu i złapał go kontroler biletów. Potem listonosz przyniósł rachunek do domu i mama płakała, a to mocno dotknęło Zachariasza i czuł się wtedy naprawdę żałośnie. Wiedział, że to była jego wina i od tamtej pory widok zapłakanej mamy ciągle siedział mu na sumieniu. Czytaj dalej Antymagowie – chodźmy razem ścieżką zniszczenia

W świetle mroku

Spojrzała na zegarek. Co raz wcześniej zapadał zmrok. Wraz z nadejściem późnej jesieni dni stawały się co raz krótsze i teraz to wieczór był porą o której zamykała bibliotekę. Rozejrzała się po czytelni. Przy ostatnim stoliku w rzędzie przy oknie siedziała jej znajoma, Weronika. Aneta poprawiła wiszący na oparciu wygodnego, biurowego krzesła czarny sweter, po czym wstała zza biurka i podeszła do niej.

– Wera? – dziewczyna podniosła oczy znad książki i uśmiechnęła się.

– Musisz już zamykać?

– Niestety. Masz wolny wieczór? Wpadnij do mnie na kawę… – odpowiedziała Aneta.- Tak jakoś nie mam ochoty siedzieć dzisiaj w domu sama.

– Bardzo chętnie, ale nie mogę – posmutniała Wera. – Daniek zaprosił mnie na kolację… Czytaj dalej W świetle mroku

Narkoman II

Obudził się. Michał znów widział normalny dzień… Leżał tam, pod swoim oknem z kamienicy. Pomyślał że to jakiś żart, i gdy zasnął, ktoś go wyniósł i położył tutaj. Ah mam bujną wyobraźnię… Pomyślał. Ruszył w stronę pędzących samochodów, śpieszących się pieszych, z daleka krzyczących ludzi, z targu. Po chwili sobie wszystko przypomniał, narkotyki, czarne stworzenia, i upadek. Dziękował bogu że to nie jest jednak prawda. Myślał jak przeprosić boga i aniołów, w końcu teraz wierzył już w ich istnienie. Doszedł do chodnika, skręcił w lewo. Zamierzał zrobić coś dobrego. Dać resztę pieniędzy? Przepraszam, to by pomogło, ale nie chce później odbierać innym pieniędzy, żebrając. Pomyślał. Szukał innego sposobu na pomaganie. Wpadła na pomysł pójścia do pracy, i zarobić coś, a potem zacząć pomagać, a na razie będzie robił małe rzeczy, jak w telewizji. Czyli pomagał pomagać starszym osobom przechodzić przez ulice, pomagać ludziom wnosić różne rzeczy, lub coś w tym stylu. Wszedł na pasy i dalej rozmyślał. Muszę się poprawić, teraz widzę jakie jest życie, piękne, zaskakujące… Pogrążony w swych myślach nie zauważył samochodu. Starał się coś zrobić, odskoczyć, ale strach go sparaliżował. Samochód jechał jakby go tam nie był. Michał się odchylił i zasłonił twarz rękami. Usłyszał pisk opon. Przerażony otworzył oczy, które ze strachu miał bardzo zaciśnięte. Zobaczył trojący tuż przed nim samochód, rozejrzał się i ujrzał starszą panią za nim. Czytaj dalej Narkoman II

Narkoman

Michał usiadł znów sam za starej kanapie, patrząc na swoją pamiątkę z wesela. Michał miał na sobie brązowy, zimowy płaszcz, z dużą łatą z lewej strony. Troszkę ciemniejszą niż reszta płaszcza. Spodnie również zaniedbane, sztruksowe, też brązowe. Buty czarne, trapery. Twarz miał nieciekawą, duże kości policzkowe, grube brwi, mały podbródek, oczy jakby czerwone ze złości. Siedział na kanapie ze skóry, czarnej, cały pokój mieszał się w ciemnych barwach. Na podłodze szary, wypłowiały dywan. Ściany niby niebieski, ale wydawaj się ciemno granatowe w tym momencie. Gdzie nie gdzie zacieki, sufit jedynie był biały, lecz w połączeniu zresztą, również wydawał się szary.
Widok z okna miał na ścianę następnego bloku.
-Powiesić się, czy skoczyć? Oto jest pytanie. – Powiedział po chichu Michał i sięgnął po pilot. Nachylił się do przody i wyciągnął rękę, złapał go. Popatrzał na niego, i wcisnął czerwony guzik. Rzucił niem gdzieś za siebie. – Mieszkam tylko na czwartym piętrze, słyszałem że ktoś skoczył z piątego, a co dziwne przeżył. Jest na wózku a ja nie chcę tak skończyć chcę zginąć. Chyba że strzelił bym sobie pistoletem w łeb. Ale nie mam pistoletu. Powieszenie też odpada, nie mam żadnej solidnej liny, tylko cienkie kabelki. – Dalej mruczał pod nosem. Przystanął na chwilę. Wstał i ruszył w stronę pokoju jadalnego, choć trudno go nazwać tak. Stół- brązowy, z drewna. Byłby ładny, gdyby nie był tak brudny. Kawałki wczorajszego mięsa, kawałki makaronu sprzed miesiąca. Michał stracił chęć do życia. Gdy doszedł do stołu, wyciągnął rękę by sięgnąć po wodę. Gdy ją uchwycił, odkręcił zakrętkę, przyłożył otwór butelki do ust, i przechylił. Połykał wodę, jak w tej legendzie o smoku krakowskim. Butelkę znów przechylił, teraz by była w pionie.
-Nawet narkotyki mi już nie pomagają. – Powiedział Michał, puszczając zakrętkę i napój. Plastikowa butelka spadła na ziemię, rozlewając zawartość na podłogą. Dywan szybko wsiąkał. Michał wrócił na swoją kanapę usiadł i rozmyślał jak pewnie się zabić. W powietrzu znalazł się zapach siarki, i czerwone iskry. Michałowi ciężko się oddychało. Wstał, podszedł do okna, i spojrzał w niebo. Niebo jest koloru piekła. Nasunęło mu się, jakby ktoś przez niego mówił. Nie powiedział tego, lecz pomyślał. Na niebie zobaczył wiele czarnych ptaków. lecz to nie były ptaki. Wyglądały jakby… pterodaktyle? Czarne pterodaktyle na niebie w XXI w.? Pomyślał Michał z nutką sarkazmu. Jeden z nich uderzył w szybę. Michał odskoczył do tyłu i upadł na plecy. Zza niego weszła osoba do jego mieszkania, bo tam znajdowały się drzwi wejściowe. Wstał i poczuł wielki lęk, wszystko kołysało mu się przed oczami, na lewo, i prawo, i lewo, i prawo… Zaczął się niespokojnie rozglądać wokół siebie. Okno otworzyło się z hukiem. Wiatr wiał bardzo mocno. Do mieszkania nie wszedł tylko chłód, ale zjawy pojawiły się wszędzie. Krążyły wokół Michała jak sępy, jak oszalałe, bardzo szybko. Michał postąpił krok w tył, w stronę okna. Słyszał głosy, zniekształcone, prawdopodobnie przez osobę która tam weszła. Michał coraz szybciej szedł w tył. Przywarł plecami do otwartego okna, na początku troszkę się odchylił do tyłu, ale wrócił na chwilę do prostej postawy. Wyłkał z swoich ust słowa:
– One są wszędzie, wszędzie!

***

-Kto? Tu nikogo nie ma? O czym pan mówi? – Zapytała starsza pani zza progu mieszkania. Patrzała na obłąkanego mężczyznę który przeraźliwie się rozglądał.
-Panie Michale? Co się z panem stało? – Zapytała znowu pani Marta. Mężczyzna odchylił się do tyłu w stronę przepaści.

***

Michał czuł jak zjawa ciągnie go do tyłu, wyprostował nogi z całych sił. Poddał się. Wypadł z okna. Był już blisko ziemi, i nagle następna zjawa go chwyciła, tym razem biała.
-Dziękuję ci Aniele, dziękuję – Michał zasłabł.

***

Pani Marta podbiegła do okna i spojrzała w dół. Zasłoniła usta obiema rękami. Wybiegła z mieszkania by zawołać pomoc.

***

Widok martwego Michała zapewne budził dreszcze u każdego. Nieszczęśliwy upadek spowodował że klatka piersiowa wgniotła się tak mocno, że przebiła serce, i można było ją wyczuć macając trupowi plecy. I ta twarz… cała z krwi, obłędny wyraz twarzy. Patrząc na ciało nie można było sobie wyobrazić jakie cierpienia jaki towarzyszył mu przy śmierci.
A następnego dnia na tej samej ulicy ktoś sprzedawał te same narkotyki.
Dolar