Czarownice XXI wieku Cz. I

Stara i zniszczona książka leżała na podłodze strychu, w koncie pokryta kurzem i pajęczynami. Małgorzata zdmuchnęła kurz i pozbyła się pajęczyn.

Dom, który odziedziczyła po babci nie był je potrzebny i chciała go sprzedać. Ale zanim to zrobi postanowiła przejrzeć każdy zakątek, sprawdzając czy nie ma w nim czegoś cennego. Dziewczyna nie znała swojej babci, wiedziała jedynie, że nieboszczka była pokłócona z jej matką. Dom stał na odludziu, przy lesie, był mały i zapuszczony.

Wróćmy jednak do książki. Otóż okładka okazała się jasnobrązowa. Nie widniał na niej żaden tytuł, autor, czy wydawnictwo. Małgorzata otworzyła książkę i spojrzała na pierwszą stronę. Była nie zapisana i pożółkła ze starości. Następna strona była ciekawsza. Na żółtym papierze widniało pochyłe, drobne pismo. Atrament był rdzawoczerwony i jakimś cudem czas go oszczędził, tak że tekst wyglądał jakby napisano go przed chwilą. Czytaj dalej Czarownice XXI wieku Cz. I

Inicjacja

Śnieżnobiała, długa do kolan koszula z sięgającymi do łokci rękawami wręcz świeciła w ciemności. Ale nie miałem czasu się temu przyjrzeć, bo czarna, aksamitna przepaska została zawiązana na moich oczach.

W sieni Wielkiej Świątyni panował chłód, a materiał, z którego wykonano mój strój do grubych nie należał. Stałem bosy na kamiennych, czarno-białych płytach i marzłem.

Złapano mnie za rękę. Czułem, że na środkowym palcu jest pierścionek, ale na pewno nie małżeński. Musiał to być jeden z sygnetów z symbolem Rogatego Boga. Lekkie szarpniecie dało mi znak, że mam ruszyć. Ja i osoba wprowadzająca mnie do Świątyni szliśmy wolno, starając się dodać ceremonii majestatu.

Zatrzymaliśmy się, a ja wiedziałem, że muszę stać przed podwyższeniem, na którym stoi Tron Mistrza. Czytaj dalej Inicjacja

Rycerz ognia. Prolog.

Zza horyzontu w końcu przebiły się promienie słońca, które załamywały się na kroplach wody, skapujących leniwie z liści drzew, tworząc piękne tęczowe barwy.
Dzień praktycznie niczym nie różnił się od wszystkich innych dni w Lonkerin.
Była to mała wioska, położona w pobliżu jeziora, które było jedynym źródłem utrzymania tutejszych wieśniaków, gdyż można było tu znaleźć najlepsze ryby w całym królestwie.
Raz w tygodniu do wioski przyjeżdżał handlarz ze stolicy, wymieniając to co rybacy złowili na rzeczy niezbędne do życia.
Jednak tego dnia nastąpiło coś, co odmieniło życie wszystkich ludzi zamieszkujących tą wieś.
Drogą przez las, w okolicy Lonkerin szła młoda kobieta, mogła mieć co najwyżej 20 lat. Była ubrana w błękitną suknie, która idealnie przylegała do jej smukłego ciała, mogło by się wydawać, że suknia ta nie dawała jej żadnej swobody ruchu, niczym drogie stroje balowe wielkich dam dworu, które z nieznanych żadnemu mężczyźnie powodów, zawsze musiały ubierać się w stroje zdecydowanie na nie za małe, nie ważne że praktycznie się dusiły, nie ważne, że w taki sposób można byłoby wyciągać z więźniów informacje, których nie chcieli za żadne skarby zdradzić, te kobiety płaciły za taki strój ogromne pieniądze.
Jednak ta suknia była inna, pomimo, że była ciasna, nie krępowała ona w ogóle ruchów. Wydawała się być wręcz elastyczna. Co za tym idzie, jej cena była prawdopodobnie równowartością całego Lonkerin.
Kobieta ta w rękach trzymała niemowlę zawinięte w czerwony kocyk. Wykonany z tkaniny, którą można było raczej spotkać na pałacowych salonach, a nie w wiosce na końcu świata.
Oboje pomimo bardzo drogich strojów, byli brudni, wyglądali na przemęczony oraz wygłodzonych, a w dodatku roztaczali zapach, którego nie powstydziły by się dwutygodniowe zwłoki, leżące cały czas w czterdziestostopniowym upale.
Nagle zza ich pleców rozległ się krzyk.

Czytaj dalej Rycerz ognia. Prolog.

Daniel i Esmeralda

„WSTĘP”
Nie wierzę, że znowu tu jestem. Wszystko wygląda zupełnie tak samo, jak trzynaście lat temu. Czy to nie jest najpiękniejsze w powrotach? Że wszystko wygląda tak samo… Te same meble, te same ściany, te same obrazki! Wciąż jeszcze czuję magię tego domu. A magii w tym domu jest mnóstwo!
Teraz mam dwadzieścia sześć lat i dwójkę dzieci – Adriana i Julkę. Moja dawna przyjaciółka Angélique z Francji została moją żoną. Co się dzieje z moją siostrą Lili? Tego dowiedzie się na końcu. Adrian i Julka często mnie o nią pytają. Myślę, że nadszedł czas, aby nasza historia ujrzała światło dzienne. Nazywam się Daniel i opowiem wam o czymś, co na zawsze odmieniło moje życie.
Ja i moja siostra, Lili, mieliśmy trzynaście lat, kiedy zmarła nasza babcia. Tata otrzymał od niej w spadku mały, ale za to bardzo piękny domek, położony wysoko w górach. Niektórzy odradzali nam tą przeprowadzkę mówiąc, że będziemy żyć odcięcie od świata. Wcale tak nie było. Mieliśmy telewizję, dostęp do Internetu, komórki i wszystko, co służyło do komunikacji. Jednak gdyby tego nie było, nie zwrócilibyśmy na to żadnej uwagi. Życie w górach płynęło całkiem inaczej: powoli i spokojnie. Jedyną wadą była droga do szkoły – bardzo długa i bardzo ciężka. Wtedy postanowiłem sobie, że gdy będę dorosły kupię sobie prywatny helikopter. Oczywiście tego postanowienie nie spełniłem, bo nie mam za co! Kto wie? Może kiedyś mi się uda.
Dla mnie i Lili cały dom był jedną wielką tajemnicą. Jeździliśmy my tam, co roku na wakacje, ale wciąż nie wiedzieliśmy, co się kryło w Tajemniczej Piwnicy, ponieważ była ona zamknięta na klucz, którego od wieków nikt nie widział. Z jednej strony cieszyliśmy się z tego, no mogliśmy przeżywać przygody, szukając zaginionego klucz, ale z drugiej… Ciągle korciło nas, aby tam zajrzeć. To tle, jeśli chodzi o wstęp.

Heartless cz.1

Biegła przez las. Promienie zachodzącego letniego słońca bawiły się w koronach wysokich drzew wpadając między ich smukłe pnie.Biegła coraz szybciej. Znała ten las od urodzenia , dlatego zwinnie omijała przeszkody. Znała tutaj każdą roślinę, każdą kryjówkę. Miała kilka swoich ulubionych i jedno najważniejsze drzewo ze wszystkich, do którego właśnie zmierzała. Była zdenerwowana i rozdrażniona. Nie miała ochoty odpowiadać nawet na te wszystkie wesołe głosy, które wołały do niej z głębi lasu. Dotarła do ogromnego, starego drzewa. Wyrównując oddech złapała za gałąź i sprawnie zaczęła się wspinać. Robiła to już setki razy. Stare, ciemne drzewo było najwyższe w całej dolinie. Było najmocniejsze.  Miało też w sobie najmocniejszego ducha.  To właśnie do niego tu przybiegła. Usiadła na jednym z najwyższych konarów. Głowę podniosła do góry, wzrok ku chmurom i wraz z wydychanym powietrzem z jej ust wypłynęło poirytowane:

– Grrrrrrrrrrrrr! Wyobrażasz to sobie Kazak?? Jak można tak robić? Jak można kogoś zabić, zapomnieć na jakiś czas, potem rzucić zaklęcie przywracające do życia, wezwać z powrotem i znów chcieć zabić? Jaką trzeba być suką, żeby czerpać przyjemność z wyrywania komuś serca? A potem wspominać jak było przyjemnie, kiedy biło? Utopiłabym tę łajzę. Tego robaka parszywego. Kazak? Kazak?! Słyszysz?? Czytaj dalej Heartless cz.1