Styczeń 18th, 2012 przez janklowiak

Wyobraź sobie wielką, latającą gałkę oczną obrośniętą dziesiątkami macek, każda zakończona osobnym okiem. Bod nią szeroka paszcza z ostrymi jak brzytwa zębiskami. Skórę ma twardszą niż dębowa kora, a szybki i zwinny  jak kot! Tak właśnie wygląda Obserwator. Istota pradawna, potężna i cholernie brzydka.  Każda z nich jest z natury zła, potrafi kusić potęgą, bogactwami… jej spojrzenie omamiło wielu! Oddali jej swe dusze, skuszeni obietnicami. Głupcy! Obserwator nie dba o ludzi, dla nich jesteśmy jak pluskwy, czasami użyteczne, przydajemy im się… ale jesteśmy tylko zwykłymi pluskwami! Wielu chciało ich pokonać, wizja bogactw i sławy kusi. Głupcy! Nikt, powtarzam nikt nie wygra w starciu z tymi potworami, ze tak powiem, oko w oko! Trzeba podstępu, sprytu i magii. Słyszycie? Magii!!! I to nie byle jakiej. Tylko zaklęta broń i potężne czary mogą je zranić. Nie zaskoczysz ich w nocy bo nigdy nie śpią, wyczuwają żywych na sto kroków a na magię reagują  jak ja na gołe kobitki! – spojrzał wymownie na gospodynie i rozmarzył się. Na twarzy wykwitł mu obleśny uśmiech. Po chwili odchrząknął i kontynuował. – Można jednak je oszukać. Wojownik może spróbować blokować ataki lub rozproszyć jego koncentracje. Albo oślepić! Wzrok to ich najmocniejszy i najsłabszy zarazem punkt. Pozbawiony wzroku straci swoją największą przewagę. Ale to nie takie proste, o nie. czytaj dalej »

Październik 26th, 2011 przez Szae

Późne lato, morza pól oblanych złocistym zbożem i sady pełne jabłoni. Niedaleko studnia i bielony wapnem dom z kamienną podmurówką. Wewnątrz codzienna krzątanina i tłusta kucharka trzymająca pieczę nad wieczorną biesiadą. Powietrze przepełniają zapachy spod ciężkich pokryw wielkich garnków grzejących się na kaflowej kuchni oraz suszonych ziół zawieszonych nad powałą. Czarny kot siedzi wpatrując się wielkimi bursztynowymi oczami w dziewuchę szorującą brudne naczynia. Dziewczyna jest szara jak jej imię – Szae, ubrana w kołtun brudnych kosmyków i lnianą koszulę, jej bose stopy miarowo wystukują rytm o podłogę. Ma może 10-12 lat i zacięty, bystry błysk w oczach. Szae jest zawsze czujna, nigdy nie wiadomo skąd padnie kolejne polecenie, upomnienie czy dezaprobata powszechne jak deszcze w listopadzie. Półmrok zapada, niedługo kuchnia umilknie a każdy rozejdzie się do swojego kąta. Czas dokończyć powierzone obowiązki. Praca mija w monotonnym rytmie, przestrzeń pustoszeje. W miarę jak zapada cisza ruchy dziewczyny stają się bardziej nerwowe, impulsywne, w końcu Szae wybiega na ganek i dalej wzdłuż ścieżki na łąkę.
Znowu ten szum w mojej głowie, narasta, przechodzi w przytłumione szepty dochodzące jak zza ściany, odległe i niepokojące. Słyszę je znowu, słowa których nie rozpoznaję – jak brzęczenie komara nie mogę ich uciszyć ani zignorować, jedynym wyjściem pozostaje znaleźć ich źródło.
Głosy prowadzą dziewczynę w określonym kierunku, bosymi stopami wyczuwa ciepło ziemi, miękki dotyk trawy. Podąża za nią kot o złocistych oczach. Szum wewnątrz czaszki staje się przytłaczający, pozbawia sił, Szae kładzie się na ziemi i zamyka oczy. Palcami czesze przestrzeń dookoła, dotyka czegoś… W dłoni zaciska kamień pulsujący wewnętrznym ciepłem, szklista powierzchnia odbija refleksy zachodzącego słońca. W środku mgły walczą ze sobą, zmieniają barwy. Szae podnosi kamień i słucha.
Marrukahr…marukahr…
Usta dziewczyny układają się w dźwięk obcego języka, zaklęcia, które zmienia wszystko. Kamień przestaje pulsować, ukazuje pośród cieni kobietę o kruczoczarnych włosach przeplecionych srebrnymi pasmami, oczach granatowych jak burzowe niebo i tatuażach ciągnących się wzdłuż policzków i szyi. Postać wydaje się poruszać , mówić, jednak słów i gestów nie można zrozumieć. Wraz z ostatnim promieniem słońca wizja oddala się i zanika. Szae leży na trawie i wpatruje się w bezchmurne ciemne niebo, cieszy się z upragnionej ciszy przerywanej jedynie rytmem bijącego serca. Jeszcze kilka chwil a powróci do domu w którym żyje, do miejsca gdzie po raz kolejny zamknie na noc oczy. Może choć tej nocy odpoczynek przyjdzie szybko i nie przyniesie ze sobą proroczych snów, które nękały Szae odkąd tylko sięga pamięcią.

Wrzesień 17th, 2011 przez Eson

Wieczór. Słońce chyliło się już leniwie ku zachodowi. Zza pobliskiego wzniesienia, wyłoniła się postać Irm’a. Włóczęgi i poszukiwacza przygód z wyboru. Minęło zaledwie kilka dni, odkąd opuścił miasto wampirów, zabierając stamtąd pełną sakwę pieniędzy, które otrzymał w darze, od ich przywódcy. Podróżnik, uszczuplił trochę jej sumę, kupując prowiant, w okolicznych gospodach, ale nadal była to kwota, której pozazdrościł by niejeden rzemieślnik. Irm rozejrzał się po horyzoncie. Nigdzie nie było widać śladu cywilizacji, nawet jednej małej chatki, nic. Tylko łąki, wysoka trawa i nieliczne samotne drzewa, zdobiły ubogi krajobraz:
-Czyli znów noc pod chmurką.- Wycedził cicho przez zęby. Poczuł nagle, dziwne szczypanie na dłoni. Spojrzał na nią i ujrzał, wstrętnego, małego komara, który właśnie, znalazł dogodne miejsce, do wbicia swego „ „ i teraz rozkoszował się, krwawą ucztą. Irm, szybko rozpłaszczył go drugą ręką i strzepnął szczątki, jakie po nim zostały. Tak! Do szczęścia brakowało mu tylko, chmary insektów, które w nocy, urządzą sobie na nim istny, „szwedzki stół”. Ale jakie miał wyjście? Iść dalej?

czytaj dalej »

Wrzesień 5th, 2011 przez el_marie

Spojrzała na zegarek. Co raz wcześniej zapadał zmrok. Wraz z nadejściem późnej jesieni dni stawały się co raz krótsze i teraz to wieczór był porą o której zamykała bibliotekę. Rozejrzała się po czytelni. Przy ostatnim stoliku w rzędzie przy oknie siedziała jej znajoma, Weronika. Aneta poprawiła wiszący na oparciu wygodnego, biurowego krzesła czarny sweter, po czym wstała zza biurka i podeszła do niej.

- Wera? – dziewczyna podniosła oczy znad książki i uśmiechnęła się.

- Musisz już zamykać?

- Niestety. Masz wolny wieczór? Wpadnij do mnie na kawę… – odpowiedziała Aneta.- Tak jakoś nie mam ochoty siedzieć dzisiaj w domu sama.

- Bardzo chętnie, ale nie mogę – posmutniała Wera. – Daniek zaprosił mnie na kolację… czytaj dalej »

Sierpień 31st, 2011 przez Eson

-Hej, ho!- Padły radosne okrzyki z ust wampirów, które odrzuciły już, swe kaptury, ukazując Irm’owi olbrzymich rozmiarów, białe kły, które nie mieszcząc się w szczęce, spoczywały na dolnej wardze. Biała cera, kontrastowała, z czerwonymi, płonącymi oczyma, nadając całej twarzy, groźnego wyrazu. Przybysz, siedział pośród nich, zajadając się delicjami, jakie leżały na stole. W końcu, nie licząc ohydnej trawy i gnojówki, Jego żołądek nie odwiedził dzisiaj, żaden wartościowy posiłek. Mimo, iż wampiry okazały, się przyjaznymi i gościnnymi stworzeniami, odczuwał pewną obawę, siedząc pośród nich. Te wszystkie opowieści, o tym, że są seryjnymi mordercami, że wysysają krew swym ofiarom, oraz to, że potrafią przybrać postać nietoperza, nie wzięły się z pewnością z znikąd. czytaj dalej »