Gniew Paladyna

– Gniew…gdyby nie on nie było by mnie teraz tutaj. Ale najwyraźniej jest mi to pisane, śmierć w niewoli i torturach nieumarłych. Chciałbym umrzeć od razu niż w Kardonskich torturach…ech…to gorsze od śmierci. Całe życie przelatuje mi przed oczami….

Parę miesięcy wcześniej…

Paladyni z Alorańskich świętych wysp wyruszają na pomoc kontynentowi, Fetiramie grozi niewola w mrocznych krainach nieumarłych zwanych także Kardonami. Wielu z tych świętych wojowników po raz pierwszy opuści nie skalane wyspy, niektórzy nie skończyli jeszcze 20 lat. Ale wreszcie, święci, całkowicie oddani honorowi i dobru wchodzą wraz ze swoimi walecznymi rumakami na pokłady statków transportowych. Czeka ich długa 2,5 tygodniowa podróż przez niepokonane przez nikogo z poza wyspy wody.
Arthis, młody paladyn właśnie wszedł na pokład „Temridy”, łodzi która poprowadzi go do portów z których wyruszy na…wojnę…wojnę?, a nie rzeź? Tak to będzie istna rzeź, przecież armie wszystkich ras żyjących w Fetiramie i tak nie dadzą rady wojską Kardońskim, ale i tak, ci wszyscy żołnierze stanął do walki za swoje miasto, swój kraj, a nawet za swój kontynent, spróbują dokonać nie możliwego. Czy im się to uda? Niewiadomo, nadzieja jeszcze jest…jeszcze…

Na statku…
– Kapitanie? Ile będzie trwała podróż – zapytał Arthis
– Około 2,5 tygodnia młody paladynie. A czemu pytasz ? – odpowiedział kapitan
– A tak sobie, z ciekawości.
– Czyżby? Widzę w twoich oczach wielki strach drogi Athisie. Póki co nie masz się czego obawiać a poza tym chronią nas bogowie.

Arthis nigdy nie mógł uwierzyć w bogów którzy chronią zakony palatyńskie nawet jak starał się w to uwierzyć to i tak nie mógł.

– Tak…bogowie. A, kapitanie mam jeszcze jedn…
– Kapitanie! Kapitanie! Morskie Hydry się zbliżają!!! Zaraz zaatakują całą naszą flotę!!! – Wrzeszczał jeden z paladynów przerywając w ten sposób Arthisowi.
– Ile ich jest na oko? – Zapytał kapitan
– Około 30!
– Boże, miej nas w opiece – powiedział sam do siebie kapitan wiedząc iż Morskie Hydry są potężnymi wrogami.
– Kapitanie!!! Trzy statki pirackie na horyzoncie!!! – Krzyknął majtek z lornetką.
– No to po nas. – Pomyślał kapitan – Zawiadomić inne statki, i do broni towarzysze!!! Arthisie, przydasz się na „Marionie” statku dowodzonym przez kapitana Shiza, masz dasz mu ten papier i przejmiesz dowodzenie. – Powiedział kapitan dając mu jakąś kartkę. – Uwaga!!! Podpływamy do „Mariony” gdzie jeden z paladynów przeskoczy na jej pokład. – Poinformował załogę kapitan, poczym podpłyną do „Mariony” – Skacz Arthisie skacz!!! – wrzasnął kapitan a Arthis jednym susłem przeskoczył z pokładu na pokład.

Gdy paladyn znalazł się na pokładzie statku „Temida” prędko zmieniła kurs w stronę hydr, a za nią dwa inne statki „Calvotus” i „Mesinder”. Reszta statków skierowała się na piratów.

– Kapitan Skiz ? – Zapytał Arthis człowieka stojącego przy sterach.
– Tak to ja. A o co chodzi – Odpowiedział.
– Przejmuje dowodzenie. – Oznajmił Arthis wręczając Shizowi papier.
– No dobrze, stery należą do ciebie mały.
– O nie, niech pan steruje a ja zajmę się resztą.
– Dobrze, jak sobie życzysz.
– Kurs na statki piratów, przy gotować się do abordażu!!!

„Mariona” popłynęła w stronę pirackich pokładów a za nią „Godrik” i „Roma”. Gdy dopłynęli na wystarczającą odległość….

– Działa!!! – Powiedział Arthis a działa statków wystrzeliły – Kusze i łuki!!! – wrzasnął a łucznicy i kusznicy

zaczęli strzelać. – Do abordażu!!! – wrzasnął a paladyni przystąpili do ataku.

Na statkach piratów rozpoczęła się zacięta walka, ludzie wypadali z pokładów wpadając do wody i pochwali w niej znikając. Gdy Arthis próbował przeskoczyć na piracki pokład „Mariona” gwałtownie skręciła a paladyn wylądował w wodzie. Podczas gdy płynął w stronę najbliższego statku coś mocno złapało go za nogę. Arthis w ostatniej chwili złapał powietrze poczym został wciągnięty pod wodę gdzie ujrzał… ośmiornicę ciągnącą go za nogę. Paladyn szybko wyjął swój rodzinny miecz który zapłoną pod wodą i gdy tylko zbliżył się do głowy potwora, wbił miecz pomiędzy troje oczu. Ośmiornica puściła Arthisa a ten od razu wypłynął na powierzchnię. Teraz już ludzie którzy wpadali do wody nie znikali w niej tylko powrotem wchodzili na statki po drabince. Arthis podpłyną do „Mariony” i wszedł na pusty pokład poczym udał się w stronę Skiza.
– Coś ty chciał zrobić!!!? Odpowiadaj gnido!!!
– J-j-ja? To n-n-niechcący p-p-przpraszam.
– Nie kłam!!! – Paladyn wyjął już ostrze (tym razem nie płonące) gdy usłyszał wrzask od jednego z majtków.
– „Temrida” zniszczona!!! Wojsko osłabione!!!

Gdy Arthis to usłyszał upuścił miecz i padł na kolana a wredny Skiz uciekł. Teraz oprócz paladyna nikogo nie było na statku. W pewnej chwili wojownika trawiła strzała prosto w pierś. Arthis padł na ziemię i stracił przytomność…
Paladyn obudził się na środku oceanu dryfując na rozpadającej się tratwie złożonej ze szczątków statku. Arthis był w samym ubraniu bez zbroji i miecza.

– G- g – gdzie ja jestem? Gdzie mój miecz? – Zaczął się rozglądać. – O tam jest! – krzyknął widząc miecz wbity w deskę dryfującą po oceanie tak samo jak on.

Wskoczył do wody podpłynął do deski z mieczem wyciągnął ostrze wpadając do wody. Gdy się z niej wynurzył szczątek statku już nie było, lecz zauważył kamień wystający z wody do którego podpłynął i usiadł na nim. Przymocował miecz do pasa za pomocą sznurka który znalazł przy mieczu. Arthis skulił się poczym zasnął zmęczony…

Sen…
Arthis niewiadomo skąd znalazł się w wodzie, próbował wypłynąć na powierzchnię lecz nie mógł, coś pchało go do przodu i zmusiło to płynięcia w przód. Paladyn mógł oddychać pod wodą co było bardzo dziwne i ciekawe. Nagle podpłynęła do niego jakaś istota, była to piękna kobieta o niebieskich włosach i oczach, lecz co najdziwniejsze była naga, ale…Arthis też był nagi, dopiero co to zauważył. Kobieta podpłynęła do niego przytuliła się i pocałowała w usta…
– Ej! Ty obudź się!

– Krzyczał jakiś człowiek z łodzi wyglądający na rybaka.

Gdy Arthis się ocknął od razu zauważył że to był tylko zwykły sen.

– O! Witam pana panie…rybaku, czy mógłby mnie pan zabrać ze sobą? Moją flotę zaatakowały Hydry i morscy piraci, chyba wszyscy zginęli oprócz mnie, mogę się z wami zabrać?
– Ano! Oczywiście że możesz, właź na pokład! – krzyknął rybak poczym rzucił paladynowi drabinkę.

Arthis wspiął się na statek i dopiero wtedy zauważył że rybak jest krasnoludem i wcale nie wygląda na rybaka. Krasnolud miał na plecach ciężki bojowy topór na ramionach kolczugę chyba wykonaną z brązu a na twarzy miał sięgającą do jego pasa brązową brodę.

– Gdzie płyniecie? – Zapytał Arthis
– Do portu w Mordok. – Odpowiedział krasnolud.

Gdy usłyszał to paladyn spostrzegł iż miasto Mordok leży 85 mil od Anderchari gdzie ma się rozpocząć wojna.

– A czy by nie można było zmienić trochę kursu? Na przykład na Andercharię?
– Nie! Nikt nie będzie rozkazywał kapitanowi Brownowi. Co Brown postanowił tego nie zmieni. Jeśli chcesz możesz płynąć tam w pław.
– Dobrze, dobrze nie złość się tak karzełku.
– Coś ty do mnie powiedział ?!
– Nie, nic nie powidziałem.
– Nie kłam!!! – Wrzasnął kapitan poczym wypchnął go za burtę.

Wyspa…
Paladyn spadł z wysokiego statku głęboko pod wodę waląc się przy tym o burtę statku i tracąc przytomność.
Gdy Arthis obudził się spostrzegł iż leży na piasku, gdy się rozbudził i doszedł do siebie rozejrzał się wokół…i już widział że znajduje się na jakieś wyspie gdzieś pośrodku oceanu. Słaby, cały poszarpany dźwignął się na nogi i poszedł w głąb wyspy. Lada chwila znalazł się w dżungli pomiędzy gęstymi roślinami, w oddali słyszał ryki dzikich zwierząt i śpiew ptaków. Gdy paladyn szedł sobie spokojnie w głąb dżungli, poczuł jakby jakieś ostrza wbijały mu się w plecy. Odwinął się szybko i ujrzał wściekłego lwa. Arthisowi krwawiły podrapane plecy a wściekła bestia patrzyła mu się prosto w oczy poczym rzuciła się na niego z dziką złością. Pierwszy atak lwa zakończył się sukcesem ponieważ paladyn po starciu ze zwierzem leżał na ziemi z podrapaną klatką piersiową. Zaś drugi atak bestii zakończył się nie powodzeniem, człowiek szybko uniknął starcia skoczył naprzeciwko przeciwnika i z wielkim gniewem spojrzał mu w oczy. A ten uciekł w głąb gęstej tropikalnej dżungli. Arthis schował miecz i ruszył kulejącym krokiem w głąb dzikiego terenu.

Jaskinia…
Nagle, paladyn ujrzał pomiędzy zaroślami jakąś dziurę, podszedł bliżej, pozbył się zarośli i ujrzał…kamienne wejście do jaskini pokryte licznymi runami których młody człowiek nie umiał rozczytać. Z ryzykiem wszedł do środka i ujrzał…ciemność, nie widział nawet własnego nosa a wiedząc że w mroku wszystko może go zaskoczyć wybiegł z jaskini urwał jakąś gałąść owiną ją wszystkim co mu w ręce wpadło, znalazł krzemienie i podpalił stworzoną pochodnię. Potem, ponownie wszedł do środka. Lecz gdy już się tam znalazł, pożałował tego ponieważ ujrzał coś strasznego. Był to kamienny loch a właściwie labirynt, wszędzie walały się szkielety i ciała martwych istot, a co najgorsze podłoga była zalana w…krwi. Niepewnym krokiem, Arthis szedł w głąb labiryntu w jednej ręce trzymając pochodnię a drugiej miecz. Nagle, paladyn usłyszał wściekły ryk a potem przeraźliwy wrzask i pisk. Człowiek chciał już uciekać ale poczuł coś dziwnego, jakiś przypływ energii i odwagi. Ruszył dalej, tym razem pewniej i odważniej nisz wcześniej. Po jakimś czasie przyzwyczaił się do wściekłych ryków przeraźliwych wrzasków i pisków. Po długiej i wyczerpującej wędrówce po niezbadanym i okropnym labiryncie Arthis napotkał na swej drodze wielkie wręcz ogromne żelazne wrota zakute w diamentowe łańcuchy do których ktoś się dobijał. Nagle wrota runęły na ziemię odrzucając paladyna na ścianę. Człowiek, z krwawiącą skronią dźwignął się na obolałe nogi i zobaczył wyłaniającą się z fali kurzu ogromną postać. W końcu mógł ją zobaczyć.
– O nie! To niemożliwe! – Krzyknął przerażony Arthis….

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz