Głos Prawdy II

Wszystko przebiegło stanowczo za szybko. Nie minęło nawet kilka dni od ucieczki, a Mścicielka znów zabiła. W całym Imperium mówiło się o niezwykłej kobiecie. Niektórzy twierdzili nawet, że widzieli ją gdzieś w okolicach miejsca zbrodni, ale niewiele miało to wspólnego z prawdą, Agraena była już daleko.

Mały targ w równie maleńkiej wiosce także rozbrzmiewał mnóstwem plotek. Wiele z nich dotyczyło zabójczyni, choć niektóre były tak niedorzeczne, że nawet prości ludzie traktowali je z przymrużeniem oka. Mimo to dwie przekupki wciąż rozprawiały o tajemniczej morderczyni.

– Ciekawe, gdzie teraz przebywa – mruknęła jedna z nich, rozglądając się dookoła, jakby to właśnie tu miała ujrzeć groźną kobietę.

– Nie wiem – odparła druga. – Mam jednak nadzieję, że nie tutaj. Zresztą, po co miałaby się tu pojawiać?

– Dzień dobry – odezwała się nagle młoda klientka, podchodząc do stoiska pierwszej sprzedawczyni. Była za młoda, by wziąć ją za Mścicielkę, więc obydwie panie powitały ją uprzejmie.

– Witam. W czym mogę pomóc?

– Szukam prowiantu na parę dni i kilku nowych ubrań. Prosiłabym też o jakąś radę w sprawie podróży.

– Oczywiście. Prowiant zaraz przyniosę, a ubrania to stragan mojej sąsiadki. Co do rad, to chętnie zaprowadzę panią na posterunek, tam zawsze są najlepiej poinformowani.

– Bardzo dziękuję. Na razie może przejrzę ubrania i zastanowię się, co dalej.

To mówiąc kobieta podeszła do drugiej sprzedawczyni, prosząc o radę w sprawie ubrań. Nie minęło pół godziny, a wybrała sobie nowy, szary płaszcz podróżny oraz kilka prostych sukienek. Zapłaciła też za sporo wytrzymałego sukna i kilka nici, po czym wręczyła pierwszej przekupce należność za prowiant. Ta zaś poprowadziła ją w stronę posterunku.

W tamtych czasach Imperium nie było jeszcze tak zorganizowane jak później. Stan wiedzy policji był wprost proporcjonalny do wielkości miejscowości, w której mieścił się posterunek. W tak małych osadach jak ta, o której mówimy, policja zajmowała się jedynie ubezpieczaniem szlaków i jako takim pilnowaniem porządku w wiosce. Kiedy więc młoda dziewczyna znalazła się w małym, obskurnym pokoiku, naprzeciw zakurzonego biurka i siedzącego za nim równie starego człowieka, nie obawiała się, że ktoś ją rozpozna.

– Witam panią – rzekł sflaczałym głosem policjant. – Cóż mogę dla pani zrobić?

– Dzień dobry. Chciałabym się dowiedzieć, jak wygląda kwestia bezpieczeństwa na trasie do Könstland? Podobno grasowali tam jacyś rozbójnicy…

– Jest już bezpiecznie, ale wolałbym polecić pani szlak przez jedno z większych miast. Zapewne słyszała pani o Mścicielce…

– Tak, ale wiem też, że zabija tylko tych, którzy mieli coś wspólnego ze Wschodnią Kampanią. Nie mam potrzeby się jej obawiać. A czy grozi mi coś oprócz tej niezwykłej zabójczyni?

– Raczej nie, ale rozbójnicy i złodzieje dość często pojawiają się nieoczekiwanie. Niedaleko miast stacjonują jednostki wojska, więc tam przestępczość jest znikoma. Naprawdę polecam pani tamtą trasę.

– Zależy mi na szybkości. W Könstland mam do załatwienia ważne sprawy, które nie mogą czekać.

– Rozumiem, ale niech pani pamięta, że panią ostrzegałem.

– Oczywiście, dziękuję za pomoc.

Agraena, bo to ona prosiła o radę, spokojnym krokiem wyszła z domku, w którym mieścił się posterunek. Po chwili była już w gospodzie, gdzie wcześniej zamówiła pokój. Teraz z uśmiechem weszła na piętro, gdzie mieściły się kwatery i zmęczona padła na łóżko. To był dla niej wyjątkowo długi dzień.

Mścicielka zasnęła niemal natychmiast po przyłożeniu głowy do poduszki, a jej sen był z gatunku tych najmocniejszych. Dziewczyny nie obudziły nawet hałasy dochodzące z położonej na parterze karczmy, a później także odgłos niszczonych krzeseł i krzyki bijących się mężczyzn. Uciekinierka nawet ich nie słyszała.

Tymczasem we śnie jasnowłosa kobieta raz jeszcze przeżywała ostatnie dni. Zabójstwo barona i ucieczka z miejsca zbrodni, długie ukrywanie się w lasach i zagajnikach, a później sprzedaż jednej z szabel zabranych z domu ostatniej ofiary i zyskanie pierwszych pieniędzy dających komfort w podróży. Po tym zdarzeniu wszystko szło już łatwiej. Noclegi w gospodach, zakupy na targach, żadnego pożyczania pieniędzy od nieznajomych. Bezpieczny spokój niewinnego podróżnika.

Ranek nastał szybko, jak to zwykle zdarzało się w lecie. Agraena, która obudziła się jeszcze przed świtem, o pierwszym brzasku wstała z łóżka i ubrawszy się w jedną z kupionych poprzedniego dnia sukienek, zeszła na śniadanie.

Pomieszczenie na parterze gospodynie zrobiło na niej wielkiego wrażenia. Zniszczony przez lata użytkowania, zakurzony szynkwas, parę kulawych krzeseł i wiekowych stolików. Jedyną ciekawszą rzeczą był równie stary jak reszta sprzętów obraz przedstawiający konie w pełnym pędzie.

– Co podać? – zapytał karczmarz, gdy zabójczyni usiadła w kącie izby.

– Jajecznicę – mruknęła, zastanawiając się czy nie lepiej byłoby zjeść w innym miejscu. Po chwili jednak wyrzuciła te myśli z głowy, widząc otwierające się drzwi.

Na dworze było jasno, więc przez moment nie dało się rozróżnić, kim była osoba wchodząca do wnętrza. Widać było tylko wysoką sylwetkę mężczyzny o długich włosach opadających na szerokie ramiona. Dopiero gdy nieznajomy zamknął drzwi, z ust zaskoczonej dziewczyny wydobył się krzyk radości.

– Rufus! To ty!

– Agraena? Co ty tutaj robisz?

– Nieważne, powiem ci później. Opowiadaj jednak, co się z tobą działo? Wyglądasz jak trzy ćwierci do śmierci!

– Ścigali mnie. Nawet nie wiem, za co. Podejrzewam jednak, że to coś związanego z tobą. Po tym, co powiedziałaś mi na pożegnanie…

– Ciszej – syknęła blondynka. – Zjedz coś i porozmawiamy. Na razie musisz się wzmocnić.

Chłopak usiadł wraz z nią przy stoliku i szybko przełknął kilka kęsów chleba. Jego towarzyszka cały czas musiała powstrzymywać go przed wyrzucaniem z siebie potoku słów, ale niewiele to dało. Kiedy skończył jeść, było już dość późno i prawie nie było szans, by wyjechać z wioski niezauważonym. Obydwoje udali się na kwaterę Mścicielki i zaczęli pakować jej rzeczy. Rufus bowiem nie miał ze sobą prawie nic.

– Skąd miałaś na to pieniądze? – zapytał, widząc kilka nowiusieńkich sukienek i leżący między nimi miecz. – Gdy widziałem cię po raz pierwszy, nie miałaś nic.

– Wyjaśnię ci potem. Teraz musimy uciekać. Mówiłeś, że cię gonili. Nie jesteś doświadczony w ucieczkach, więc pewnie zostawiłeś mnóstwo śladów. Znajdą cię raz dwa.

– Dobrze, więc ruszajmy. Uciekniemy stąd i to ty poprowadzisz mnie dalej. Jesteś kimś dużo bardziej niezwykłym niż myślałem.

Nie minęło pięć minut, a ścigana przez prawo para znalazła się w stajni. Obydwoje wsiedli na swoje konie, nakazując im pędzić, ile sił w nogach. Głośny tętent już po kilku sekundach wypełnił ciche dotąd ulice miasteczka.

– W prawo! – krzyknęła Agraena, zauważając przed sobą patrol policji. Nie zamierzała ułatwiać im zadania. Wręcz przeciwnie, chciała drogo sprzedać swą skórę.

Wąskie uliczki osady nie były najlepszym miejscem na pościg. Mnóstwo porozkładanych na nich straganów tworzyło prawdziwy slalom, a spacerujący wszędzie ludzie jeszcze utrudniali jazdę. Mimo to jednak uciekinierzy w rekordowym tempie dotarli do otaczającej wioskę palisady.

– Prosto, wzdłuż murów! – zawołała przewodniczka, kierując się do mniej uczęszczanej z dwóch bram miejscowości. Wkrótce zauważyła już, że wyjazd prawie w ogóle nie jest strzeżony, więc nieco zwolniła, oszczędzając konia. Jej niedawno poznany przyjaciel uczynił to samo.

Przejazd przez bramę nie stanowił dlań wielkich trudności. Przejechali spokojnym truchtem, nie chcąc wzbudzić w strażnikach podejrzeń i pomknęli po równinie. Gdzieś daleko w tyle rozbrzmiały okrzyki pogoni.

– Udało się – mruknął Rufus, gdy wieczorem zatrzymali się na popas w cieniu maleńkiego zagajnika. – A teraz proszę cię, Agraeno, wyjaśnij mi, jak w tak krótkim czasie zdobyłaś pieniądze i broń?

– Sam się domyśl – odpowiedziała dziewczyna. – Powiem ci jedynie tyle, że sztylet, który noszę przy boku, był własnością barona z dworu niedaleko miejsca, gdzie się poznaliśmy.

– Więc to ty jesteś… to ty go…?

– Tak. Ja zabiłam barona. Dlatego cię ścigają. Uważają, że pomogłeś mi w działaniu.

– Nigdy nie przypuszczałbym, że to ty jesteś Mścicielką. Wyglądasz raczej niewinnie.

– Cieszę się, że tak sądzisz – uśmiechnęła się blondynka.

Autor

angela2519

Mam na imię Angelika, mieszkam w Krakowie i uczęszczam do gimnazjum. W lipcu skończę piętnaście lat, a opowiadania piszę od jakichś dwóch. Najczęściej lądują one w szufladzie (czyt. na dysku), ale od końca grudnia publikuję prace w Internecie.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

2 przemyślenia nt. „Głos Prawdy II”

  1. Dziękuję wszystkim za poprzednie opinie, a szczególnie za ostry, jak miecz Mścicielki, osąd pana Buldoga Myrke. Czekam na kolejne komentarze.

  2. Wyłapałem taki kawałek: „Teraz z uśmiechem weszła na piętro, gdzie mieściły się kwatery i zmęczona padła na łóżko”
    To jak: „padły dwa strzały i niedźwiedź”.
    Troszke to przyśpieszyłaś. Opowiadanie dobre, ale liczyłem na zabójstwo kolejnego winowajcy, i liczyłem też na więcej akcji. Ale podobało mi się.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz