Generał

Część 1: Ucieczka

-Wszystko przygotowane, strażnicy zmieniają się za dziesięć minut, przez chwile nie będzie nikogo na warcie. Powinniśmy zdążyć przebiec do brzegu, gdy będziemy na morzu grożą nam tylko łucznicy. Masz swoją tarcze Robercie?

-Tak mam. – Towarzysz uniósł niewykończoną, drewnianą tarcze lekko w górę. Przykucnięty patrzał na palec Wilhelma podróżujący na ziemi. Spojrzał na minimalnie uchylone kraty. – Wilhelmie?- Powiedział patrząc w kierunku krat.
-Tak? – Uniósł lekko głowę dokańczając swój rysunek na piasku.
-Czy jest możliwość że coś przeoczyliśmy? – Spytał, choć znał odpowiedź przyjaciela. Wilhelm zawsze szukał niedopatrzeń i zawsze je znajdywał. Pewien był czegoś, dopiero gdy przez kilka godzin nie mógł dojrzeć błędu w planie.

-Nie, jestem pewny że się uda. Tylko musisz się dobrze zasłonić tarczą, gdy ostrzeliwać będą nas łucznicy. – Spojrzał mu w oczy i przeniósł wzrok na plan więzienia na ziemi. Zaczął go ostatni raz omawiać. Po pierwszych słowach usłyszeli kroki strażnika. Jego zbroja wydawała metaliczny dźwięk przy każdym kroku. Wilhelm spojrzał na spokojną twarz Roberta.

-Już czas Robercie. – Już czas powtórzył w myślach.

-Tak – Odpowiedział. Strażnik przeszedł obok ich celi. – Chodźmy już, nie chcemy się spóźnić prawda? – Robert uśmiechnął się i zbliżył się do krat. Jego towarzysz zrobił to samo. Odgłosy kroków i stukot zbroi ucichł. Wilhelm przeszedł obok Roberta i pchał powoli kraty do chwili kiedy zaczęły skrzypieć. Przeszedł obok krat i spojrzał w lewo, strażnik szedł szybkim krokiem. Odwrócił głowę i ruszył w przeciwnym kierunku. Robert poszedł za nim. Szli w pozycji zgarbionej, na ugiętych nogach, starając się robić jak najmniej hałasu. Za nimi usłyszeli głośny trzask otwieranych, masywnych drzwi. Oboje nie zwolnili, ani nie obrócili się. Doszli do końca korytarza. Popchnęli uchylone, wielkie drewniane drzwi. Były takie same jak te na drugim końcu korytarza. Przekroczyli próg. Ujrzeli mury więzienia jakieś dwieście metrów od nich.

-Nie widzę żadnej dziury w murze, jesteś pewny że tam jest? – spytał szeptem Robert.

-Tak ona jest tam – wskazał palcem na ognisko – jej właśnie pilnują. Szybko biegiem! – Dokończył Wilhelm i ruszył sprintem w tamtym kierunku. Robert puścił się za nim. Po chwili Robert zatrzymał się. Dostrzegł strażnika siedzącego na pniu przy ognisku. Odruchowo kucnął. Muszę ostrzec jakoś Wilhelma! Jest za daleko jeśli go zawołam strażnik to usłyszy. Psia krew! Skulił się bardziej. Wilhelm! Padnij do cholery! Wilhelm dalej biegł. Strażnik wstał i spojrzał w kierunku Wilhelma. Na Boga, zauważył go! Strażnik wyciągnął miecz i ruszył na uciekiniera. Robert zaczął biec szybciej niż kiedykolwiek. Wilhelm i strażnik spotkali się. Strażnik machnął poprzecznie mieczem. Uciekinier uchylił się przed ciosem i uderzył przeciwnika w żebra. Skurczybyk, wiedział że tam będzie. Nie powiedział mi bo bym się nie zgodził! Strażnik lewą ręką chwycił się za bok. Znów odmachnął meczem. Wilhelm znów się uchylił i uderzył go z drugiej strony w żebra. Strażnik zrobił krok w tył i podparł się mieczem by nie upaść na plecy. Przyjaciel Roberta zrobił krok w przód i uderzył go prawym kolanem w żebra. Strażnik upadł na plecy, a miecz zastał wbity w ziemie. Robert zwolnił swój bieg. Wilhelm wyciągnął miecz z ziemi i uniósł go w górę. Strażnik wyciągnął krótkie ostrze szarpnął się do przodu, do siadu i wbił ostrze w nogę Wilhelma. Robert znów przyśpieszył. Uciekinier odrzucił miecz na bok i padł na ziemie. Strażnik przeturlał się w bok, chwycił miecz i wstał. Robert dobiegł do miejsca walki. Stanął obok Wilhelma, spojrzał na niego. Odwrócił głowę. Strażnik wyprowadzał cios i uderzył go rękojeścią w twarz. Robert padł na ziemie trzymając się za nos. Cholera! To generał! Strażnik podszedł do Wilhelma który wyciągnął ostrze z nogi i odrzucił je na bok, uniósł nad nim ostrze i wbił je w jego brzuch. Robert spojrzał na tą scenę i dostrzegł ostrze niedaleko niego. Zaczął czołgać się w jego kierunku. Generał przekręcił miecz zadając Wilhelmowi jeszcze większy ból. Robert dotarł do celu i chwycił nóż w dłoń, powoli wstał. Zrobił dwa kroki w kierunku strażnika, a później rzucił się na niego wbijając mu ostrze w plecy. Generał padł na ziemie. Robert klęknął obok przyjaciela.

-Wilhelmie… – spytał szeptem unosząc mu głowę. Ten zaś obrócił ją w kierunku wyrwy w murze. Robert również tam spojrzał.

– Idź… – wyłkał Wilhelm powoli dławiąc się krwią. Robert położył jego głowę na ziemi i ruszył biegiem w kierunku dziury. Dwadzieścia kroków za murem była łódka. Robert wepchnął ją do wody i zaczął wiosłować z całych sił.

-Tam! Uciekinier! Bijcie na alarm! Łucznicy przygotować się! – Robert rozejrzał się w poszukiwaniu swojej tarczy. Niech to szlag, musiałem ją upuścić. Wiosłował jeszcze mocniej.
-Gotowi! Strzał! – z murów wystrzelił deszcz strzał. Robert wiosłował tak szybko ja umiał. Kilka strzał trafiło w łódkę ale żadna w niego.

-Gotowi! Strzał! – znów słychać było słaby świst strzał. Jedna strzała przeleciała Robertowi nad ramieniem. Było blisko. Ocenił jak daleko już odpłynął od brzegu. To ostatni ich strzał, heh.

-Gotowi! Strzał! – Robert zdołał dostrzec lecące w jego kierunku strzały. Poczuł straszny ból w lewym biodrze.

-Aaaa! – Wykrzyknął. Strzała w biodrze mu przeszkadzała, ale nie przestawał wiosłować.

-Chyba dostał kapitanie! – Wykrzyknął jeden z łuczników.

-Dobrze! Gotowi! Strzał! – tym razem strzały nie doleciały do łódki, wiatr stawiał opór na korzyść Roberta. W oddali były nadal słyszalne okrzyki „Gotowi! Strzał!”. Płynął dalej. Musi jak najszybciej dotrzeć do brzegu, inaczej się wykrwawi.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

One thought on “Generał”

  1. poprzednie opowiadania (Miecz Króla), muszę przyznać że bardzo mi nie wyszły. Mam nadzieję że te opowiadanie podoba się wam, i mam nadzieje że znajdziecie tam wszystkie błędy, a nawet i więcej! Zapraszam do oceniania i komentowania!

Dodaj komentarz