El Kelendil

PROLOG

Gdzieś niedaleko nas istnieje świat tak podobny a jednocześnie różny. Żyją w nim istoty które znamy jedynie z opowiadań naszych babć czy twórców powieści uznanych za wytwory wybrani ich twórcy. Jednym z wielkich i doskonale znanych pisarzy opisujących ów świat jest J.R.R. Tolken. W swojej powieści pt. „ Władca Pierścieni” umieścił doskonały opis świata Elfów, Skrzatów, Eentów, Niziołków i wielu innych baśniowych stworzeń. Oczywiście spisał to w takiej formie którą my zwyczajni ludzie moglibyśmy spokojnie zaakceptować i przyswoić. Tolken był jedyną osobą z tego świata która doznała zaszczytu poznania historii El Kelenidilu – Świata Cudów. Pobierał on wiedzę od żyjących tam mędrców.

Teraz choć uznany za zmarłego żyje nadal nie tylko w naszej pamięci lecz w El Kelendil. Jest tam bardzo lubiany i szanowanych, przez mieszkańców Loterien zwany wujaszkiem. Owszem swoje lata już ma, lecz e Loterien czas płynie zupełnie inaczej niż w reszcie El Kelendilu.

Loterien to piękna kraina zamieszkała przez zawsze wesołe i skore do zabaw elfy. Dorian władca Loterien uwielbia przebywać w towarzystwie wujaszka, jest młodym jak na elfa władcą więc nie pamięta czasów wojny o pierścień. Lecz owszem historię owego wielkiego wydarzenia zna, jak każdy pobierał nauki na ten temat.

Dorian potomek Legolasa władcy Mrocznej Puszczy ma jedyną córkę piękną Erłinę.

Wszyscy ją kochają i szanują, jej uroda jest tak wielka iż śpiewa się o niej w całym El Kelendilu. Ona zaś nie bardzo rozumie czemu wszyscy tak się zachwycają jej wyglądem, uważa że jest wręcz przeciętna.

µ

Ò Rany taka piękna pogoda, a my musimy ślęczeć nad tymi księgami – westchnęła Erłina siedząca wraz z przyjaciółmi na przepięknym tarasie na który padają promienie słońca

Ò J oj nie marudź tu zawsze jest piękna pogoda – zaśmiał się Elestor. Wysoki smukły elf o długich złocistych włosach

Ò On to zawsze taki przykładny – pomyślała

Ò No nie zawsze – odezwał się zmów podnosząc wzrok z nad wielkiej księgi dziejów Śródziemia, a w jego błękitnych oczach błysnęło rozbawienie

Ò Ej nie szperaj mi w myślach ! – zawołała odłożywszy księgę i rozparwszsy się w fotelu

Ò J to nie takie trudne moja droga wtrącił Elbert jeden z Czarnych Elfów – twoje myśli są jak otwarta księga i każdy…

Ò Nie każdy – przerwał mu Bil syn Samuela (Sama) Tuka, słynny Peregin Tuk był dziadkiem Bila. Tak ten Peregin członek Drużyny pierścienia

Ò No tak wy Niziołki tego nie potraficie – przyznał Elbert – ale ty Erłino powinnaś

Ò Nie nudź !- jęknęła – ale teraz chętnie wybrałabym się nad Nimrodel pomoczyć nogi

Ò Taaak Nimrodel – Elestor trochę się rozmarzył (on to ma wiele cech słynnego Legolasa, choć nie jest jego krewnym)

Ò No to choćmy. Przyznam szczerze, że ja też mam dość tego studiowania ksiąg – wtrącił Bil

Ò Och Bilu to najlepsze co mogłeś powiedzieć – Erłina zawołała wesoło, po czym zerwała się i pobiegła do schodów, a za nią Bil. Elestor i Elbert pokiwali głowami z pobłażliwymi uśmiechami .

Ò Powinniśmy… – zaczął Elestor

Ò Oj daj spokój El – przerwał mu Elbert zrywając się i podbiegając do Erłiny i Bila

Ò No dalej trochę przerwy nam nie zaszkodzi – zawołała Erłina

Ò No… dobra – ustąpił Elestor

I tak czwórka przyjaciół porzuciwszy księgi wyruszyli na przechadzkę po Loterien. Dookoła przyjemnie powiewał wiatr, rozlegał się śpiew ptaków, a słodka woń kwitnących kwiatów unosiła się w powietrzu. Trawa była soczyście zielona i kusząco miękka. Erłina zdjęła pantofle i z radosną pieśnią na ustach pobiegła między drzewami na złocistą łąkę. Jej głos rozlegał się hen daleko, a ptaki wtórowały w rytm skocznej melodii.

O jak przyjemnie w cudowny dzień

Biec tak wprost przed siebie

Nie bacząc na nic

Śpiewała radośnie gdy po zdjęciu trzewików dogonili ją Elestor z Elbertem. Bil pierwszy do niej podbiegł gdyż nie musząc zdejmować butów od razu pobiegł za nią. Hobbici nigdy nie nosili butów, nie musieli. Wyjaśnione to zostało w opowieści wujaszka więc przytaczać tego nie będę.

I nie myśleć o troskach,

Wszelakich znojach.

Słuchając śpiewu ptaków.

Dołączył się Bil, po chwili pieśń podjęli również Elestor i Elbert. Drzewa jakby usuwały się im z drogi, a co niektóre zwieszały nad ich głowami złociste gałęzie niczym baldachim, lub ochronne parasole. Na łące do której chwile później dotarli swobodnie pasły się dorodne ogiery, a między nimi wysmukłe łanie. Jedynie na chwilę spojrzały na przybyłych po czym powrotem bez lęku wróciły do skubania źdźbeł trawy.

Erłina przystanęła głęboko wciągając powietrze.

Ò Co zmęczyłaś się – roześmiał się Elbert

Ò Ja?… Nie – odpowiedziała z uśmiechem – po prostu uwielbiam zapach żonkili

Ò Uhu.. – wymruczał Elestor siadając na trawie, reszta z ochotą przysiadła się do niego.

Spoglądali w stronę lasu z którego przed chwilą wybiegli, na trawie prawie nie było widać śladów ich stóp, no może jedynie odciski małych hobbickich stópek. Rozkoszowali się promieniami słońca gdy Elbert począł coś nucić.

O piękna pani,

Królowo niebios.

Dzięki ci za ten dar,

Dar ciepła i radości.

To dzięki tobie wszystko co żyje ma siłę,

Wzbijać się ku wrotom twego królestwa.

Jego głos niósł się po łące sprawiając iż wszystkim wydawało się, że niebo jaśnieje jakby w odpowiedzi na słowa piosenki. Bill jedynie nucił melodie gdyż nie znał słów, zresztą tak jak pozostali gdyż Elbert wymyślił ją na poczekaniu. Erłina rozmarzona była jakby nieprzytomna, gdy poczuła lekkie szturchnięcie. Otworzyła oczy i ujrzała karego rumaka poszturchującego ją delikatnie.

Ò O to ty przyjacielu – uradowana wstała i objęła go za szyję. Czuła bijące od niego ciepło, wiedziała że i on cieszy się na jej widok.

Ò O widzę, że Śmigły cie znalazł – usłyszała przyjazny głos za plecami. Odwróciła się by zobaczyć kto to choć nie musiała. Był to nie kto inny jak sam wujaszek. Stał otoczony przez Billa, Elestora i Elberta, a z lasu wyłaniał się Dorian: wysoki, wysmukły, lecz nie wątły, ciemnowłosy elf pan Loterien ze srebrnym diademem na skroni

Ò Witaj, witaj ojcze – przywitała się

Ò Witaj czemu się pałętasz po lesie zamiast studiować księgi? – spytał stanowczo lecz łagodnie

Ò Oj tatku ile można się uczyć – jęknęła

Ò Hm… w twoim przypadku to i 2 godziny za mało – zaśmiał się – choć wątpię, że wysiedziałabyś choćby 15 minut – dodał poczym usiadł na trawie

Ò Bez przesady ślęczałam nad historią Śródziemia przez…- zastanowiła się przez chwilę -… przez 3 godziny

Dorian spojrzał na nią badawczo, po czym spytał

Ò No i czego się nauczyłaś?

Ò Y…. Wielu rzeczy

Ò Na przykład

Ò No… y.. Tego.. – zaczęła „plątać się w zeznaniach”

Ò Tak podejrzewałem – odparł z uśmiechem

Ò Oj no bo pogoda jest taka piękna, a te księgi są takie nudne – zaczęła się tłumaczyć. Reszta w milczeniu przyglądała się jej usilnym staraniom – bez urazu wujaszku – dodała szybko- ale ja wole słuchać jak opowiadasz niż czytać dokładnie spisanych przez ciebie dziejów, które z pewnością są fascynujące ale…

Wujaszek uśmiechnął się lekko, po czym uniósł dłoń i roześmiał się głośno, naprawdę szczerze.

Ò Wiem moja droga ja za młodu – tu zamilkł w zadumie, z wciąż widniejącym uśmiechem na twarzy i błyskiem rozbawienia w oczach- tak można powiedzieć, że byłe równie narowisty co ty

Wszyscy z zainteresowaniem spojrzeli na wujaszka

Ò No co – udał zdziwienie- pewno wydaje się wam, że zawsze byłem stary. Nie, pamiętam jak jeszcze … pobierałem nauki w… zewnętrznym świecie

Wszyscy spojrzeli na niego tak jakby powiedział coś niemożliwego, jedynie Dorian uśmiechnął się lekko i usadowił wygodniej. Wiedział co teraz nastąpi Bajarz jak go czasem nazywali uwielbiał snuć długie opowieści z dawnych lat, a czas jego młodośći był niczym temat rzeka. Zaczął opowiadać o tym jak biegał po polach i łąkach udając że jest wielkim rycerzem, jak marzyło mu się życie w innym świecie, pełnym przygód… Nie wiedział wówczas o istnieniu El Kelendilu ( Świat Cudów). Opowieść trwała niezwykle długo, lecz wszyscy słuchali z zainteresowaniem. Zwłaszcza że uproszony przez Erłinę przeszedł do opowiadania Historii Śródziemia. Opowiadał o wielkiej naradzie, o trudach wyprawy podjętej przez dziewiątkę śmiałków. Dorian znał ją naq pamięć nie tylko z ksiąg lecz z opowieści ojca, który to posłyszał ją z ust samego Legolasa, Aragorna, Erłinga oraz samego Froda głównego bohatera. Choć byli to już wiekowi … y członkowie ówczesnej drużyny, lecz pamięć mieli niesamowitą. Wkrótce zmarł Erłing – najstarszy z nich ( tak elfy są śmiertelne, żyją dłużej niż oni ale tak jak każdy nie żyją wiecznie), a następnie Aragorn, Legolas i Frodo – najmłodszy, choć on żył jeszcze gdy Dorian obejmował tron. Rohirian ustąpił miejsca synowi po czym wyruszył do krainy Wiecznej Młodości. Nie nie umarł po prostu odpłynął na śnieżnobiałej elfickiej łodzi, a co dalej się z nim działo? Tego nikt nie wie.

W takim razie Dorian słuchał opowieści wujaszka wspominając ojca, z którym był naprawdę blisko J choć nie tak jak z dziadkiem Legolasem. On to w żartach nazywał go swoim cieniem, bo wszędzie tam gdzie był Legolas tam też był mały Dorian.

Po Dorianie nie było widać ani odrobiny znużenia, kto wie może udawał.

Zrobiło się już ciemno, a na łące pozostali tylko oni, nie wrócili bowiem na wieczerzę, gdyż nawet nie zdążyli poczuć głodu. Dopiero wówczas gdy wujaszek przerwał opowieść stwierdzili, że trochę się zasiedzieli.

Ò Trochę to lekko powiedziane – stwierdził Dorian – ale tak ciekawie opowiadałeś, że nawet nie zauważyłem jak się ściemniło

Ò O tak – chórem przyznali pozostali

Wujaszek uśmiechnął się mile połechtany, po czym Erłina pomogła mu wstać i wszyscy wrócili do posiadłości, a właściwie zamku.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

One thought on “El Kelendil”

  1. Dobre opowiadanie. Jakby jedna z przygód serii „Władca Pierścieni”. Podobały mi się dopiski wyjaśniające, kto kim jest, w dwuch słowach. Każdy kto lubi serie „Władca Pierścieni” powinien to przeczytać.

Dodaj komentarz