Durin

Południe dawało o sobie znać, ciężkie powietrze wlatywało przez płaskie nozdrza Durina, który stał prosto opierając się nogą o pień ściętego przez siebie drzewa, miał na sobie tylko spodnie, długie , jasno – brązowe, ze skory ramienia jednego z tutejszych trolli. Atakowały one tylko w nocy gdy księżyc był za chmurami a słońce spało rozkosznie w morzu. Reszta ubrań i ekwipunku leżała przy sąsiednim drzewie ukryta w cieniu przed ciepłem, poza toporkiem mocno ściśniętym w lewej dłoni, wiernym towarzyszu każdej przygody.

– Parno i duszno – powiedział kierując wzrok na broń – mimo, że ciemne chmury lewitują nad nami toporku

Narąbał drewna, wziął tyle ile zdołał i ruszył przez cichy, mroczny las prostą ścieżką, to miejsce przyprawiało go zawsze o dreszcze, tym razem również, ale toporek u boku dodawał otuchy, ponieważ jeszcze go nigdy nie zawiódł. Szedł patrząc uważnie pod nogi, po chwili podniósł głowę i zobaczył przed sobą trolla, stał przed nim z cynicznym uśmiechem, napinając swoje olbrzymie mięśnie rąk. Na twarzy Durina wymalowało się zmieszanie, rzucił na ziemię drewno, i zaczął uciekać w przeciwną stronę, słysząc za swoimi plecami tylko ochrypłe drwiące słowa „nie spiesz się”. Po chwili dobiegł na skraj lasu, stracił trolla z widoku, mimo tego słyszał zbliżające się wielkie stopy, po chwili były już na wyciągnięcie toporka od niego, wybiegł z lasu potykając się o pień drzewa ściętego przez niego samego, przewrócił się na plecy, zamknął oczy, czuł przed sobą odór wydzielający się przez żółte zęby, zamachnął na oślep wiernym toporkiem i usłyszał tylko krótki dźwięk tępego uderzenia.

Otwarł oczy, pojawił się przed min skalny posąg Trolla. Następnego dnia już go nie było, odszedł w nocy.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz