Dreth cz. 1

Dzień zaczynał się zwyczajnie. Jak zwykle wieśniacy o wschodzie słońca wyszli w pole, aby opiekować się swoim polem. Tak samo zaczynal dziń Dreth. Dreth mieszkał w wielodzietnej bo aż 8 dzietnej rodzinie. Razem z ojcem i 5 braćmi wyszli w pole. Każdy miał swój obowiazek do zrobienia, a potem mógł zająć się własnym kawałkiem rodzinnej ziemi. Było jej mało ale traktowali oni ją jako kieszonkowe. A więc gdy już zrobili wszystko na ziemi rodzinnej każdy poszedł do swojego kawałka ziemi. Każdy z synów miał pole o powierchni 50 arów. Dreth wszedł na swoje pole. Ogarnął je zwrokiem. Jego kawałek ziemi najszybciej wydawał plony. Może dlatego że pracował on w nim koło 6 godzin dziennie. Tam gdzie mieszkał nie było zimy i zboże rosło przez okrągły rok. Lecz Dreith już niedługo miał oddać swoje pole najmłodszemu bratu a sam zacząć polowac, ponieważ był najstarszym z braci a rodzinie czasami nie wystarczało na jedzenie w wiosce. Całe pole jego rodziny wynosiło aż 10 hektarów. Może to i mało ale wystarczyło by żyć w miare dostatnie. I prawda żyli oni dostatnie, ale dlaczego nie wystarczało im czasami na jedzenie? Ponieważ wioska mieściła się kilometr od gospodarstwa a kupowanie hurtowe było bardzo drogie więc Dreth musiał zacząc polować. Od roku ćwiczył się we władaniu łukiem. Gdy tak rozmyślał zobaczył łanie biegnącą w strone lasu. Kulała.

Upoluję ją to bedziemy mieć co jeść – pomyślał, po czym puścił się za nią biegiem. Zawsze miał przy sobie krótki nóż, który podarował mu ojciec na 15 urodziny. Przynajmniej raz mu się przyda. Bo około pięciu minutach biegu dogonił łanię. Nie było to trudne bo miała na prawde pochorataną nogę. Zanim jednak do niej dobiegł ona stanęla na środku polanki i zwróciła ku niemu swoją głowke.
Wiem że nie możesz mi pomóc, ale zabij mnie, ulżyj mojemu cierpieniu. – nagle zaszeptało mu w głowie. Chwilę po tym łania upadła na ziemie.
Hmm… dziwne. – powiedział do siebie po czym podszedł do łani i wziął ją na plecy by zanieśc ją do domu gdzie ją wypatroszą i podzielą na posiłki na około dwa tygodnie. Całą drogę powrotną myślał on o tym co się przed chwila wydarzyło. Co to był za głos? Cały czas nie mógł sobie tego wytłumaczyć. Nagle usłyszał że cos sie poruszyło w krzakach za nim. Przystanął i zaczął nasłuchiwać. Znowu liscie zaszeleściły. Powoli położył łanie na ziemi i odwrócił się powoli. Zobaczył wk rzakach dwa jasne punkty.
Nie ruszaj się.
Kim jesteś?
Nie ważne jest ci to wiedzieć. Przynajmniej na razie. A teraz słuchaj. Jeżeli chcesz dojśc do wioski cało musisz zrobić to co ci teraz powiem. Nie możesz wrócić do domu nie ważne co usłyszysz i zobaczysz.
Co? O co ci chodzi. Jak mam cię usłuchac skoro nawet niewiem kim lub czym jestes?
A tak chociażby że wiem gdzie teraz jest twoja łania czego ty niestety nie możesz teraz powiedzieć.?
Jakto. Leży ona za mną położona na lewym boku.
Pewny jesteś? Jak tak to odwróć się i powiedz mi że się mylę
A więc dobrze. – powiedział po czym odwrócił się. Zamarł. Tam gdzie przed chwilą leżała martwa łania, była tylko lekko kołysząca się zielona trawa. – Gdzie ona jest? Co sie z nią stało? Kto ja zabrał? Przecież nie było tu nikogo a sama łania byla martwa!
No własnie. Jak to sie stało że nagle znikła? Wiesz chyba ci powiem. Ona nie była martwa. To była tylko chwilowa śmierć. Czyli stan mocno regeneracyjny. Widzisz, ta łania była częścią lasu, częscią mnie. A że las jest wieczny, niegdy nie wytniesz wszystkich drzew a nawet jak już ci sie uda to w ziemi znajdują się peski, ziarenka, które za pare lat zamienia się w drzewa. Tak samo jest ze wszystkimi zwięrzętami w lesie. Gdy serce im stanie padaja na ziemie i umierają lecz chwile potem mają już siły na to by wstac poniewaz cząstki lasu które w nich sa zaczynają pracować i pomagać sie zregenerować temu zwierzęciu. By na prawde je zabic musisz zabić je w stanie mocno regenarycyjnym. Czyli zabić wszystkie cześci lasu które w niej żyją. A można to osiągnąc tylko przez podpalenie, oraz rozerwanie na parę częsci tak aby krew razem z częsciami lasu całkowicie wypłynęła. Teraz rozumiesz co się stało z łanią?
-Ona ożyła wstała i poszła? To przecież niemożliwe! Jej noga była tak potwornie okaleczona!
Własnie na tym polega stan mocno regeneracyjny. Cząstki lasy zamieniają się w skóre i mieśnie aby w chwile zasklepić rane. A gdy masz ich na prawde dużo możesz robic bardzo potężne rzecze ze sobą…- mówiąc to punkty zaczęły powoli gasnąć aby po chwili w ogóle zniknąc. Dreth rzucił w krzaki i zaczął szukać źródła tych światełek. Niczego nie było.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

One thought on “Dreth cz. 1”

  1. Opowiadanie nawet fajne, ale dziwne. Myślałem o akcji czy cos w tym stylu. Ominołeś moment gdy Dreth zabija łanie.

Dodaj komentarz