Powrót Legendy ..::2::..

Eldonato spojrzał na swoją Panią z lekkim zdziwieniem. Ta widząc ten karcący i pytający wzrok, prychnęła:

– To już przesądzone! Wole włóczęgę, niż królewski tron, Czarny Wilku.

Eldonato usiadł zrezygnowany i delikatnie polizał Sophię po dłoni, dając jej w ten sposób znak, że zrobi wszystko co ona zechce.

– Przyjacielu…- szepnęła Elfka i wyszła ze swojej komnaty, by powiedzieć swojemu ojcu jaką wybrała decyzję.

Księżniczka wiedziała, że sprawia Aronowi wielki zawód i smutek, ale… Nikt nie może jej zmusić do tego, czego ona nie chce!

Aron bardzo kochał swoją córkę i spodziewał się, że wybierze ona tron królewski, dlatego wielkie było jego zdziwienie, gdy usłyszał podjętą decyzję Sophii…

***

Elfica wsiadła na brązowego wierzchowca, który już od źrebiątka był jej przypisany, ostatni raz spojrzała na zamek królewski, który srebrzył się majestatycznie w oddali i na wioskę, która rozpościerała się pod wzgórzem, na którym stała jej drobna postać… Jej oczy zaszkliły się delikatnie, ale Sophia nie dopuściła do nich słonych łez. Wolała umrzeć, niż pozwolić, by choć jedna kropla spłynęła jej po policzku.

Westchnęła, zawróciła konia i nie oglądając się za siebie pogalopowała mając u boku wierne, czarne wilczysko…

***

Oczy Lindy zwęziły się do minimalnych rozmiarów, gdy trzy postacie stanęły przed nią.

– Witaj, Lindo.- powiedział Ecalot wkładając pod szatę mały flakonik z taką troskliwością jakby chciał ukryć przed światem coś bardzo cennego.

– Widzę, że zmarzłaś, czekając na nas…

– Nie zaprzeczę. -odpowiedziała rudowłosa i jakby chcąc podkreślić to co przed chwilą powiedziała, jeszcze mocniej zacisnęła się płaszczem.

– Bylibyśmy wcześniej, gdybyśmy nie musieli czekać na niego! -Warknęła Allaha wskazując na Leo, który podniósł wzrok do góry:

– A tak przy okazji… Allaha jestem! Wojowniczka przeciwko czarnym mocom. -przedstawiła się wyciągając rękę. Dziewczyna uścisnęła ją, mówiąc:

– Linda…

Po czym popatrzyła wyczekująco na jasnowłosego chłopca, który wyłonił się z mroku i podszedł do niej.

– Leo… Jestem Smokiem.

– Jakby nie zauważyła! -prychnęła Wojowniczka z pogardą.

Smok podniósł spojrzenie na nią, a Allaha cofnęła się przerażona, odwracając wzrok.

– Mówiłem ci, żebyś liczyła się ze słowami. -powiedział szepcząc.

– Spokój! Zapomnieliście po co tu jesteśmy! -zagrzmiał Ecalot jednocześnie zawracając uwagę Lindy na siebie.

Leo i Allaha umilkli , rzucając sobie nawzajem znienawidzone spojrzenia.

***

Sophia podjechała do bramy przy której stali strażnicy, strzegący wjazdu do miasteczka Ewspinwall. Koń zatrzymał się raptownie, gdy straż skrzyżowała przed nim włócznie:

– Imię!- rzucił jeden z nich opryskliwym tonem, a Sophia skłamała na wydechu, modląc się, żeby jej nie poznali (Aron Łaskawy był dosyć znany jak na króla Elfów i potomek wielkiego rodu Eliorów):

– Aschley…

– Czego tu szukasz?- odezwał się drugi strażnik przypatrując się jej podejrzliwie.

– Chcę gdzieś przenocować.- odparła twardo Sophia, którą te pytania zaczęły denerwować.

Stróże wymienili spojrzenia i przepuścili ją, a potem z niechęcią Czarnego Wilka.

Sophia zatrzymała się przy gospodzie, uwiązała konia, zakryła twarz kapturem i rozkazała Edonato poczekać na zewnątrz, a sama weszła do środka. Wraz z popchnięciem drzwi gospody zalała ją fala ciepła i gwar donośnych głosów. Poszukała wzrokiem wolnego stolika i poszła do niego usiąść. Przez chwilę przypatrywała się jak gospodarz biega od jednego stolika, do drugiego obsługując klientów… Kilka osób zwróciło na nią swoją uwagę, ale po chwili znudzeni widokiem zakapturzonej postaci wrócili do wyśpiewywania ballad i pieśni o pradawnych bohaterach i starych czasach. Szczególne zainteresowanie Sophii wzbudziły cztery postacie dyskutujące między sobą zawzięcie i nie zawracające szczególnej uwagi na to co się wokoło nich działo. Po ubiorze zorientowała się, że jedną z nich jest na pewno czarodziej, drugą była wojowniczka z wielkim mieczem przypiętym do pasa, trzecią była zwykła dziewczyna o mocno rudych włosach, a czwartej nie umiała odgadnąć… Był to jasnowłosy chłopak podobny do Elfa, ale o nieobecnym spojrzeniu i mało spiczastych uszach jak na te istoty. Sophia nigdy nie widziała takiego stworzenia… Może była to jakaś inna odmiana Elfa, o której nikt jej nie powiedział?

Elfka przypatrywała się jak mag wstaje od stoły, dopija ostatnie kilka łyków swojej herbaty i odchodzi do przydzielonego pokoju. Reszta grupy zamilkła. Wojowniczka po chwili milczenia również poszła do swojej sypialni, a jasnowłosy Elf- chłopak wyszedł na dwór. Przy stoliku pozostała tylko ruda dziewczyna, wpatrująca się z uporem w swój kubek…

Sophia znudzona śpiewami, cicho podniosła się z krzesła i podeszła do barmana.

– Chcę wynająć pokój na kilka dni.- powiedziała, kładąc na blacie parę monet. Karczmarz skinął głową:

– Dobrze, proszę za mną, zaprowadzę szanowną Panią do jej sypialni.

Elfka nie zdejmując kaptura poszła za barmanem. Dziwnym zbiegiem losu, jej pokój był pomiędzy sypialnią maga, a wojowniczki… Będę mogła dowiedzieć się czegoś więcej o tych przybyszach -pomyślała w duchu i weszła do pomieszczenia…

***

Ecalot już wcześniej zorientował się, że on i towarzysze są obserwowani przez zakapturzoną postać, siedzącą po przeciwległej stronie gospody. Nie wspomniał jednak o tym i jak gdyby nigdy nic kontynuował rozmowę, spoglądając jednocześnie kątem oka na obserwatora. Od tego czasu starał się być bardziej dyskretny… Nie wiadomo kim może być ta osoba!

***

Leo wyszedł z karczmy… Musiał odetchnąć świeżym powietrzem, coraz bardziej przestawało mu się to wszystko podobać! Gdy usłyszał historię Ostatniego Kamyka stracił nadzieję, że kiedykolwiek jeszcze ujrzy swoje rodzinne miasto. Jak wyruszał na tą wyprawę był przekonany, że dla Smoka nie ma nic niemożliwego i dokona tego, co zaplanował dla niego Ecalot, teraz jednak myślał zupełnie inaczej!

Czarodziej chce za wszelką cenę znaleźć kamień zanim zrobi to sługa Ciemności i zarazem daleki potomek Oldacha… Wszystko byłoby proste do tego momentu, lecz niestety nie było. Nawet Mag nie miał pojęcia gdzie mógł się znajdować Ostatni Kamień, miał co prawda pewne poszlaki, ale nawet one nie mogły doprowadzić Ich do celu. Możemy równie dobrze szukać igły w stogu siana! -pomyślał z goryczą Leo i odwracając wzrok od zalanego blaskiem księżyca świata i gwieździstego nieba, poszedł z powrotem do gospody, kierując się do sypialni…

***

Linda uporczywie wpatrywała się w fusy pozostałe po swojej herbacie, próbując odczytać z nich przyszłość. Osobiście nigdy nie uważała, że zwykłe fusy mogą powiedzieć o przyszłych losach, ale teraz było inaczej… Wierciła wzrokiem w resztkach herbaty jakby chciała znaleźć w niej pocieszenie. Czarny Wilk – krzyknęła w duchu po chwili patrzenia w fusy herbaciane, mimowolnie kręcąc rudą głową. Widzę Czarnego Wilka… -Linda próbowała przypomnieć sobie, co jej babka (która była zielarką) mówiła o tym symbolu i jego znaczeniu.

Wyszukała w pamięci wspomnienie… Babcia wertowała kartki starej księgi, do której nikt oprócz niej samej nie miał dostępu. Po chwili staruszka przywołała swoją wnuczkę, która przyglądała się zaciekawiona z boku, by podeszła do niej. Gdy to zrobiła, zielarka pokazała jej na pożółkłej, wyniszczonej stronicy Czarnego Wilka i szepnęła melodyjnym głosem:

– Gdy zobaczysz ten symbol strzeż się przyszłości. Oznacza On cierpienie, ból bądź… Śmierć!

Linda wiedziała jak dobrze jest zezłościć babkę, gdy się nie uwierzy w jej przepowiednię więc pokiwała z udawaną pokorą głową, ale w rzeczywistości śmiała się w duchu z naiwności swej babci…

Teraz jednak gdy tak siedziała w gospodzie, wpatrując się w fusy ukazujące Czarne Wilczysko nie była pewna, czy jej przyszłość jest tak jasna, szczęśliwa i dobra… A nóż Czarny Wilk mówi prawdę! Linda stwierdziła, że po plecach przebiega jej dreszcz, a w duchu jest przerażona….

***

Ecalot zerwał się z łóżka wczesnym rankiem. Jego wzrok mimowolnie powędrował ku szaremu flakonikowi, który stał na szafce obok jego posłania. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale na horyzoncie dostrzec już można było delikatną różowawą poświatę. Ptaki świergotały przeskakując z gałązki na gałązkę, ze stajni słychać było delikatne rżenie obudzonych koni. Mag usiadł na łóżku, rękoma delikatnie dotknął ciepłego flakonika jakby bał się, że ma halucynacje i w rzeczywistości go tam nie ma. W nocy śnił mu się dziwny sen… Jako czarodziej wierzył, że może on pokazywać przyszłość, lecz równie dobrze spowodować go mogła pełnia księżyca. Ecalot przez chwilę wpatrywał się w okno, przywołując urywki ze snu. Przychodziło mu to z trudem, bo najważniejsze z nich ukrywały się za mgłą. Gdy miał już odtworzony cały sen, słońce wzeszło poza horyzont. W karczmie słychać już było pierwsze odgłosy karczmarza, szczęk ustawianych szklanek i talerzy…

Mag wstał z łóżka, przemył twarz zimną wodą i nałożył na siebie szatę, po czym z troskliwością włożył w nią buteleczkę i wyszedł z pomieszczenia.

***

Powrót Legendy (rozdział 1)

Leo spojrzał w kierunku północy swoimi szklistymi oczyma, w których pojawiły się łzy. Na jego kościstych policzkach pojawił się rumieniec. Wicher potargał jego dłuższe, płowe włosy, strącając jednocześnie z twarzy słoną kroplę.
– Już czas… – Szepnął do siebie i odwracając się ruszył na południe.
Leo był smokiem… Smok jest to istota podobna do Elfa, ale mająca zdolność przemiany w gada ze skrzydłami, który zieje ogniem. U Smoka bardzo ważnym elementem są oczy, które pokazują jego uczucia w danej chwili.
Istoty te są zazwyczaj przyjacielsko nastawione do stworzeń innego gatunku, lecz wystraszone lub zdenerwowane potrafią zabić samym tylko spojrzeniem. Gdy ich czarne, puste oczy zmieniają się na krwistoczerwone dla tego, kto w nie spojrzy nie ma już ratunku. Spali się nawet w ulewny deszcz!
Leo rozglądnął się czujnie na boki, by po chwili zamienić się w swoją prawdziwą postać ze skrzydłami, łuskami i nozdrzami, z których co chwila unosił się mały kłębek szarego dymu. Smok porwał się do lotu i zniknął w oddali…

***

Ecalot podniósł wzrok w jasne niebo nad sobą, jednocześnie mrużąc oczy i zasłaniając je dłonią przed słońcem. Mag pokręcił głową i mruknął do siebie:
– Znowu się spóźnia…
Odczekał jeszcze chwilę, by wyjąć spod długiego, podróżnego płaszcza mały i ciepły flakonik z szarą cieczą w środku. Allaha spojrzała na niego i zapytała:
– Już? Nie czekamy na niego?
Nim jednak czarodziej zdążył odpowiedzieć, na ziemi lekko i z pewną gracją wylądował Smok i położywszy skrzydła po sobie podniósł swoje puste spojrzenie na Ecalota.
– Nareszcie jesteś. Co tak długo?
– Gdybyś żegnał swoją ojczyznę też byś się spóźnił… Nawet nie wiem, czy kiedykolwiek ją zobaczę… – Westchnął na koniec Leo, przybierając na powrót mistyczną postać przystojnego Elfa.
– Pff… Patrzcie SMOK się rozczulił! -Prychnęła z pogardą Allaha, udając , że ociera z łez oczy.
– Radzę ci uważać na słowa. – Powiedział ze spokojem blondyn i zwrócił się do maga:
– Czekamy jeszcze na kogoś, czy możemy przystępować do działania?
– Nie na nikogo nie czekamy. Myślę, że nadszedł czas, by wyruszyć w głąb tajemnicy!
Po tych słowach Ecalot wypił łyk szarego napoju z flakonika i podał go Allahie…

***

W czasach, gdy nie było na świecie nikogo poza magami, a Elfy nie miały swojej pięknej i czarującej postaci, w głębinach przepaści Dallach w Górach Kannach tworzyło się coś niezwykłego o wielkiej mocy, by zniszczyć cały świat. Na malutki kamyszek spadła niszczycielska i ostatnia kropla krwi Władcy Ciemności – Oldacha. Ciemna jak Jego serce, ostatnia i śmiercionośna kropla dała kamykowi niebezpieczną moc. Jeżeli Ostatni Kamień – jak go nazywano- znajdzie się w rękach Ciemności, Świat przestanie istnieć… Przez jeden, malusieńki kamyk…

***

– Sophia! Otwieraj natychmiast! – Zagrzmiał władca Elfów – Aron Łaskawy (wcale nie był taki łaskawy!!) waląc pięścią w drzwi od pokoju córki.
– To jest rozkaz, Sophia! Inaczej każę wywarzyć drzwi!
Ale Księżniczka wcale nie zamierzała otwierać drzwi. Siedziała na łóżku z baldachimem, które oplatał bluszcz, z zaciętą miną i skrzyżowanymi na piersi rękoma. Starała się nie zawracać uwagi na krzyki Ojca. Jeżeli Ona nie chce zostać królową, nawet jeżeli do tego jeszcze daleko, to nie zostanie! Nikt nie ma prawa jej do tego zmuszać, nawet jej ojciec i… Król zarazem…
Tylko Sophia nie wzięła pod uwagę tego, że gwardia Królewska jest bardzo silna, a jej drzwi bardzo… Niewytrzymałe…
Toteż po chwili bardzo się zdziwiła, gdy odwracając się ujrzała w pokoju Arona. Bardzo, bardzo złego Arona!

***
Eldonato zawarczał cicho i wbił swoje spojrzenie w Arona, gotów do walki czekał na polecenia swojej Pani, która teraz podnosiła głos na swojego ojca.
– NIE! Nie będę na każde twoje zawołanie! Chcę być Elfem, zwykłym Elfem nie jakąś Księżniczką z rodu Eliorów! Nigdy nie zasiądę na tronie! – Krzyknęła Sophia, patrząc wyzywająco na Arona, który chwycił ją za rękę, potrząsnął i wycedził przez zęby:
– Nie chcesz mieć całego królestwa dla siebie, służby która będzie na każde twoje zawołanie i gwardii dzięki której będziesz bezpieczna? Pomyśl tylko, jaka Elfka nie chciałaby być na twoim miejscu? Co?! Sama widzisz nie ma takiej!
Sophia zmrużyła oczy i odburknęła:
– To weź sobie jedną z tych Elfic i posadź na tronie, bo mnie nigdy do tego nie zmusisz!
Aron przybliżył swoją twarz do twarzy swojej córki i rzekł:
– Dobrze…
Po czym puścił jej rękę z żelaznego uścisku, odwrócił się zamaszyście powiewając swoją złotą szatą i gdy był już w drzwiach powiedział z udawanym spokojem:
– Dobrze… Lecz w takim razie dla ciebie nie ma już miejsca w TYM królestwie! Twój wybór: albo przyjmiesz tron z godnością, albo wyruszysz na włóczęgę bez środków do życia z jednym koniem i tym swoim wilkiem. Do świtu chcę znać odpowiedź!
Po tych słowach wyszedł, trzaskając drzwiami, a Sophia potarła zaczerwienioną rękę i warknęła:
– Ja już dokonałam wyboru…

***

Rudowłosa dziewczyna otuliła się szczelniej płaszczem i wytężyła wzrok. W tej ciemności nic nie widać! -Pomyślała sobie w duchu i zaczęła chodzić w tą i z powrotem, chcąc się rozgrzać…
– Jeszcze chwila i tu zamarznę. -Szepnęła do siebie.
Linda po otrzymaniu listu od Ecalota z godziną spotkania, wybiegła na dwór i poszła na umówione miejsce. Był październik, śniegu jeszcze nie było, ale mróz coraz bardziej dawał o sobie znać. Dziewczyna popatrzyła na swoją rodzinną wioskę, Ewspinwall… Kilka drewnianych domków i dwa sklepiki dodawały miejscu tajemniczości i… Poczucia bezpieczeństwa!
Linda miała spotkać się z magiem na Wzgórzu Latos, z którego zawsze lubiła oglądać codzienne życie mieszkańców Ewspinwall. Wzgórze Latos, zwane potocznie Zawzgórzem, było uroczym, nieodgadnionym miejscem. Tubylcy nie podchodzili do Wzgórza zbyt blisko, ponieważ napawało ich ono grozą i zagadką… Ale Lindzie to nie przeszkadzało lubiła ciszę i spokój więc często tu zaglądała. Rozkoszowała się wtedy szelestem liści i świergotem ptaków.
Teraz jednak była zimna i ciemna noc, dlatego Linda chciała jak najszybciej stąd pójść i mieć już ta rozmowę z czarnoksiężnikiem za sobą.
Teraz przeszła jeszcze kilka kroków i zniechęcona miała pójść do domu zapewniona, że Ecalot nie przybędzie, lecz usłyszała za sobą czyjeś kroki i trzaski pękających gałązek…
Odwróciła się i zobaczyła jak Ecalot przedzierał się przez gęste krzaki w jej kierunku, zauważyła także, że nie jest sam…