Dziedzictwo

– Errmorze, słońce zaczyna zachodzić, musimy się pośpieszyć jeśli chcemy zdążyć!

Faliks tylko odburknął, wiedział bowiem jak niecierpliwy i męczący potrafi być jego młodszy brat. Nie lubił, gdy marudził, ale jeszcze bardziej nie mógł znieść niezadowolenia swojego ojca wynikającego z niedokończonej pracy, dlatego wolał dokończyć .  Pozyskiwanie drewna w Greenford było bardziej żmudną pracą niż się mogło wydawać, drzewa rosnące na tych ziemiach były wyjątkowo wytrzymałe i ścinanie ich wymagało nie lada siły.

– Dobra, to ostatnie… kiedyś zrozumiesz jak ważna jest ciężka praca bracie

Powiedziawszy, poszedł do stodoły odstawić narzędzie. Uśmiech zawitał na jego twarzy, kiedy ujrzał najmłodszego członka rodziny pędzącego wzdłuż lasu na wzgórze, nie czekając dłużej, ruszył za nim.

Kiedy obaj znaleźli się na miejscu, ułożyli się wygodnie na trawie pod błękitnym niebem… w okół słychać było tylko dźwięk szumiących drzew oraz śpiew ptaków. Obaj uwielbiali przebywać w tym miejscu nie tylko ze względu na harmonie jaka tu panowała…

– Już czas…

Rzekł Errmor kierując wzrok na zachodzące słońce. Chciał coś dodać, jednakże zamiar ten zatrzymał odgłos…

Śpiew Elfów, delikatne głosy rozlegały się od lasu Cafar, dźwięk tak słodki i piękny dla ucha młodzieńców, iż żaden nie chciał go zakłócić.