Nóż

Nóż

Wieczór się zbliżał, słońce dawało czerwoną poświatę na budynki. Ludzie wracali do swoich domów z pracy, sklepy powoli zamykano, wszyscy wracali do siebie. No prawie wszyscy. Tawerna o tej porze zawsze była pełna. Drzwi cały czas się otwierały, przez co w środku było chłodno. Przy stolikach obok drzwi siedzieli chłopi, kawałek dalej wzdłuż ściany mieszczaninie, a po drugiej stronie tawerny siedzieli pijacy i rozrabiacy. Przy barze siedziało dwóch sprzedawców, którzy pracowali w kuźni Grega. Starszy to zapewne Greg, a drugi to jego syn Adam. Ich kubki były już prawie puste więc zaraz wrócą do swojego domu. Za oknem wiało zimnym, jesiennym wiatrem. Drzewa zrzucił swoje liście, a iglaki bujały się w tle mocnego wiatru. Pięć uliczek dalej od tawerny głośno śpiewali pijacy wracający do domu. Z uliczki za jednym z domów wyszedł ktoś kierując się w stronę pijaków. Rozbawieni mieszczanie nawet go nie zauważyli kiedy przeszedł obok nich i skierował się w kierunku tawerny. Trzy uliczki dalej Korneliusz zauważył Kowala i jego syna wychodzących z Tawerny. Kierowali się w jego stronę.

-Odmieniec… – powiedział grubym głosem Greg przechodząc obok Elfa.

-Słucham?- Korneliusz odwrócił się w ich kierunku wyciągając ukryty sztylet zza płaszcza.

-Zadziorny! – Zawołał Greg. – Synu, nigdy nie toleruj elfów, bo kiedyś Cię zabiją. Trzeba wytępić te plugastwo! – Kowal wyciągnął miecz z pochwy, przy pasku. Greg zrobił dwa kroki i wykonał cięcie z prawej strony. Korneliusz odskoczył do tyłu, ale po chwili był już przy Kowalu wykręcając mu rękę. Miecz spadł na ziemie. Elf wykonał obrót powalając Grega i jeszcze bardziej wykręcając mu rękę. Przyłożył sztylet do krtani Grega, Korneliusz spojrzał na syna, który był gotów bronić swego ojca, nawet za cenę swojego życia. Jedno cięcie spowoduje że Adam rzuci się na elfa. Korneliusz pochylił się nad uchem Grega.

-Słuchaj… „odmieńcze”. Jestem elfem, ale nie zabójcą. Nasłuchałeś się durnych opowieści o elfach krążących po mieście w nocy, rabując przechodniów, a co gorsza uwierzyłeś w nie. Ja, na twoim miejscu, bardziej obawiał bym się was, ludzi. To oni kradną i zabijają. My nie chcemy się mieszać, więc zostaw nas w spokoju. Jeszcze raz wyciągniesz miecz na nieludzi, to cię znajdę i zabije. Weź teraz swój miecz i wróć spokojnie do domu, powtarzając synowi że elfy chcą dla was dobrze. – Korneliusz schował swój sztylet za pasek. – A teraz odejdź. – Elf puścił rękę Kowala i wstał. Greg pospiesznie podczołgał się do miecza. Wziął go i schował. Podbiegł do syna., chwycił go za bark i prowadził przed siebie. Korneliusz słyszał jak Kowal tłumaczy, że elfy nie są jednak takie złe. Cień uśmiechu przeszedł obojętnie przez twarz elfa. Korneliusz obrócił się i ruszył w kierunku tawerny. Po chwili przekroczył próg tawerny. Spojrzał w prawo na chłopów i mieszczan, którzy właśnie śpiewali jednym głosem, bujając się na lewo i prawo, śmiejąc się i wylewając z kubków piwo trzymane w rękach. Elf obrócił głowę w lewo. Ujrzał jak rozrabiacy i pijacy wyzywają się, klną, i kłócą się kto więcej wypije. Korneliusz ruszył w kierunku gospodarza. Gdy stanął przed nim wyciągnął sakiewkę, wyciągnął z niej pięć monet i położył na ladę.

-Poproszę wolny pokój. – Powiedział uprzejmie elf.

-Wszystkie są już zajęte, niestety. – W słowach karczmarza była nutka niechęci i rozbawienia. Korneliusz wziął w garść pieniądze z lady i włożył do sakiewki. A samą sakiewkę przypiął do paska. Drzwi głośno zapiszczały. Korneliusz zignorował to i zauważył stojącą na końcu lady, obok schodów tablice ogłoszeń. Podszedł do niej. Przejrzał wszystkie ogłoszenia. Były tylko ogłoszenia o pracę. Odwrócił się i widział jak człowiek podchodzi do Karczmarza rozpinając płaszcz. Elf znów się odwrócił spoglądając znów na tablice i wytężając słuch. Wyciszył wszystkie szumy śpiewy i skupił się na rozmowę karczmarza z tym członkiem.

-Witaj Olafie.

-Witaj Aleksandrze, co Cię do nas sprowadza? Dawno tu nie bywałeś.

-Praca. Szukam pracy. A tak w ogóle to miło Cię widzieć.

-Ciebie też. Chcesz wolny pokój? Zostało mi jeszcze kilka.

-Tak, tak. Jestem bardzo zmęczony podróżą. Porozmawiamy jutro rano.

-Dobrze, do zobaczenia jutro Olafie!

Korneliusz poczuł te same uczucie. Znów to samo. Elf jeszcze raz przejrzał tablice ogłoszeń. Zauważył jedno które było zasłonięte ogłoszeniem o poszukiwanym pracownikiem w sklepie z mieczami i łukami „Tarcza”. Przepiął te ogłoszenie w inne miejsce odsłaniając zasłonięte.

„…Dwa tysiące za dostarczenie człowieka znanego jako Klaudiusz. Dwa tysiące za żywego, a trzy za martwego.” Krzywy podpis należał do zarządcy w pobliskim loszku. Elf zerwał ogłoszenie i wsadził do kieszeni płaszczu. Odwrócił się i podszedł do Gospodarza.

-”Zostało mi jeszcze kilka pokoi.” Tak powiedziałeś czy coś przekręciłem?

-Przekręciłeś. Powiedziałem że nie został mi żaden pokój. – Powiedział karczmarz opierając się o ladę. Ich twarze prawie się stykały. Elf wyciągnął swój sztylet. Położył mu rękę na karku, budując napięcie. Korneliusz uderzył twarzą gospodarza o ladę przykładając mu ostrze do ust.

-Dasz mi klucz na jedną noc, a nie zadźgam cię na śmierć jak wieprza. – Korneliusz zdjął rękę z karku gospodarza i schował sztylet do pochwy przylegającą do żeber. Gospodarz szybko obrócił się, otworzył szufladkę, wyjął z niej klucz i położył na drewnianej ladzie. Elf delikatnie chwycił dwoma palcami za brelok z drewna i spojrzał na numer.

-Dziękuję. – chwycił klucz w garść i ruszył do schodów. Wszedł po nich na górę. Przeszedł kilka kroków w lewo i stanął przed drzwiami z numerem trzynastym. Wsadził klucz do zamka, przekręcił, nacisnął klamkę i popchnął drzwi. Wszedł do małego pokoiku z łóżkiem, szafą i nocnym stolikiem. Zamknął drzwi. Przekręcił kluczyk w zamku i zostawił go tam. Zdjął płaszcz i powiesił go w szafie. Usiadł na łóżku, rozebrał buty i w końcu położył się na twardym materacu. Leżał tak kilka godzin aż w końcu zasnął.

Następnego dnia rano.

Korneliusz otworzył oczy. Ujrzał drewniany sufit. Usiadł na łóżku i wziął się za ubieranie butów. Ktoś zapukał do drzwi.

-Chwila! – Krzyknął w kierunku drzwi. Gdy ubrał buty wstał, podszedł do szafy i wyciągnął z niej swój płaszcz. Ubrał go i podszedł do drzwi. Przekręcił kluczyk i otworzył je.

-Panie… mówił pan że ten pokój to tylko na jedną noc… a teraz przyjechali dość ważni goście a wszystkie pokoje są zajęte… – Karczmarz ciągną, jąkając się. Na jego twarzy widać było zakłopotanie. Elf wciągnął klucz z zamka i podał gospodarzowi.

-Dziękuję ci Panie… – Powiedział Olaf.

-Czekaj… – Korneliusz zwrócił się do karczmarza. Wyciągnął z kieszeni pięć monet i wcisnął gospodarzowi w rękę. Elf ruszył na dół. Gdy doszedł do schodów usłyszał na dole rozmowę. Usłyszał tylko trzy słowa: łowca głów i zabić. Korneliusz wyciągnął swój sztylet. Sięgnął po drugi i usłyszał.
-Tam! Na Górze! Barć go! – Korneliusz wyciągnął drugi sztylet. Jeden z napastników zaczął wspinać się po schodach.
Na schodach będzie łatwiej. Zszedł kilka schodów w dól i czekał na przeciwnika. Gdy przeciwnik podbiegł ciął swym mieczem z góry. Korneliusz odskoczył na bok uderzając barkiem w ścianę. Następnie bandyta bez zamachu ciął z lewej strony. Atak był słaby, więc elf jednym sztyletem zatrzymał cios, a drugi wbił w pierś przeciwnika. Wyciągnął sztylet i wykonał szybkie cięcie w krtań. Napastnik przewalił się na plecy i sturlał się na dół. Korneliusz zszedł na dół. Stało tam trzech ludzi z bronią. Dwóch z mieczami, jeden z toporem. Elf zrobił dwa kroki w przód i przeturlał się przez ladę. Jeden z nich również przeskoczył ladę i pchnął mieczem. Korneliusz odsunął się w prawo, zrobił krok w przód i wbił sztylet pod żebra bandyty. Obrócił się w kierunku pozostałych, ale stał tam tylko jeden. Rzucił w niego sztyletem. Tak jak zamierzał, trafił go w serce. Obrócił głowę w poszukiwaniu ostatniego przeciwnika. Widział przez chwilę pięść. Później poczuł ból na twarzy. Napastnik uniósł topór w górę i chciał wbić go w elfa. Korneliusz Przeturlał się w bok i wstał jak najszybciej. Cięcie z lewej strony, elf zdążył odskoczyć do tyłu. Poczuł że trącił coś łokciem. Wyczuł to coś ręką. Klamka! Gdy przeciwnik zamachnął się Korneliusz otworzył drzwi i wpadł do środka. Znalazł się w malutkiej kuchence. Szybko rozejrzał się. Kucharz stał z miną pełną zdziwienia. Gdy w drzwiach pojawił się bandyta z toporem szybko pojął co powinien zrobić, uciekł przez tylne drzwi. Elf patrzał na zbliżającego się napastnika. W końcu zaatakował. Wyprowadził cięcie z lewej, Korneliusz uchylił się przed tym ciosem. Drugie cięcie było z prawej, by go uniknąć musiał usiąść na ziemi. Odepchnął się nagami od ziemi i wstał potykając się. Cofał się jak mógł. Nie za szybko, ale nie wolno. W końcu chciał zaatakować ale zorientował się że gdzieś stracił swój sztylet. Zatrzymał się na stole. Oparł się o niego jedną ręką, wyczuł że coś na nim jest. Nóż. Gdy przeciwnik wykonał cięcie z góry elf odskoczył na bok i wbił nóż pod pachę przeciwnika, wykonał jeszcze dwa pchnięcia w tors. Przeciwnik padł na ziemie. Korneliusz spojrzał na twarz przeciwnika. Gdzieś już ją widziałem. Sięgnął do kieszeni płaszczu i wyciągnął z niej list gończy. A więc zarobiłem trzy tysiące. Teraz trzeba tylko go tam zatargać.

Generał

Część 2: Zemsta

Dwa lata później.

Tawerna była zatłoczona. Kelnerki chodziły co chwilę z zamówieniami, barman cały czas lał piwo do wielkich, drewnianych kuflów, a pijacy wciąż rozmawiali o braku pracy. Robert przyszedł tu właśnie w tej sprawie. Siedział w rogu sali, z dala od drzwi. Pił wodę z kubka gdy do budynku wszedł człowiek w czarnym, długim płaszczu. To pewnie on. Robert obserwował tego człowieka, lecz tamten spojrzał przelotnie po sali i ruszył w stronę barmana. Uciekinier odprowadzał go wzrokiem. Osoba ta usiadła na krześle przy ladzie.

-Korneliusz? – Ten głos całkowicie oderwał go ze swoich myśli. Przeniósł wzrok na człowieka który siadał naprzeciw niego.

-Tak, Aleksander? – Otrzymał skinięcie głową w znak potwierdzenia.

-A więc do rzeczy. To nie jest łatwa robota. Nie potrzebujemy osoby która wejdzie do pomieszczenia i zacznie machać nożami, a przy najbliższym zwarciu ostrze przeciwnika zatrzyma mu serce. Zrobisz to po cichu. Ludzie mają się dowiedzieć tydzień później, lub wcale. – Aleksander nie bardzo wiedział jak dobierać ostrożnie słowa.

-Tak, wiem jak to się robi. Podaj osobę, lokalizacje i co najważniejsze cenę. – Robert swą bezpośredniością troszkę przycisnął pracodawce.

-Jednak znasz się na tym. Tymoteusz miał racje co do Ciebie. Więc celem jest komendant więzienia, były generał. Sprzeciwia się tym, którzy mają większą władze nad nim. Ale ma niekorzystne dla nas znajomości, więc trzeba go wyeliminować. Ma na imię Wilhelm… – Robertowi przemknęła cała znajomość ze swym zmarłym przyjacielem, tak jak jego śmierć dwa lata temu. – jest w mieście, dowiedzieliśmy się że w nocy wychodzi gdzieś bez straży. Wtedy właśnie uderzysz.

-Nie podałeś ceny. – Robert oparł się na stole ugiętą ręką.

-Po wykonaniu zadania dostaniesz trzy tysiące. – Aleksander powiedział to z szerokim uśmiechem.

-Dobrze, kiedy mam zacząć? – Robert nie musiał czekać długo na odpowiedz.

-Jutro po zmroku, przed bramą zamku. Bądź gotowy. Czytaj dalej

Generał

Część 1: Ucieczka

-Wszystko przygotowane, strażnicy zmieniają się za dziesięć minut, przez chwile nie będzie nikogo na warcie. Powinniśmy zdążyć przebiec do brzegu, gdy będziemy na morzu grożą nam tylko łucznicy. Masz swoją tarcze Robercie?

-Tak mam. – Towarzysz uniósł niewykończoną, drewnianą tarcze lekko w górę. Przykucnięty patrzał na palec Wilhelma podróżujący na ziemi. Spojrzał na minimalnie uchylone kraty. – Wilhelmie?- Powiedział patrząc w kierunku krat.
-Tak? – Uniósł lekko głowę dokańczając swój rysunek na piasku.
-Czy jest możliwość że coś przeoczyliśmy? – Spytał, choć znał odpowiedź przyjaciela. Wilhelm zawsze szukał niedopatrzeń i zawsze je znajdywał. Pewien był czegoś, dopiero gdy przez kilka godzin nie mógł dojrzeć błędu w planie.

-Nie, jestem pewny że się uda. Tylko musisz się dobrze zasłonić tarczą, gdy ostrzeliwać będą nas łucznicy. – Spojrzał mu w oczy i przeniósł wzrok na plan więzienia na ziemi. Zaczął go ostatni raz omawiać. Po pierwszych słowach usłyszeli kroki strażnika. Jego zbroja wydawała metaliczny dźwięk przy każdym kroku. Wilhelm spojrzał na spokojną twarz Roberta.

-Już czas Robercie. – Już czas powtórzył w myślach. Czytaj dalej Generał

Narkoman II

Obudził się. Michał znów widział normalny dzień… Leżał tam, pod swoim oknem z kamienicy. Pomyślał że to jakiś żart, i gdy zasnął, ktoś go wyniósł i położył tutaj. Ah mam bujną wyobraźnię… Pomyślał. Ruszył w stronę pędzących samochodów, śpieszących się pieszych, z daleka krzyczących ludzi, z targu. Po chwili sobie wszystko przypomniał, narkotyki, czarne stworzenia, i upadek. Dziękował bogu że to nie jest jednak prawda. Myślał jak przeprosić boga i aniołów, w końcu teraz wierzył już w ich istnienie. Doszedł do chodnika, skręcił w lewo. Zamierzał zrobić coś dobrego. Dać resztę pieniędzy? Przepraszam, to by pomogło, ale nie chce później odbierać innym pieniędzy, żebrając. Pomyślał. Szukał innego sposobu na pomaganie. Wpadła na pomysł pójścia do pracy, i zarobić coś, a potem zacząć pomagać, a na razie będzie robił małe rzeczy, jak w telewizji. Czyli pomagał pomagać starszym osobom przechodzić przez ulice, pomagać ludziom wnosić różne rzeczy, lub coś w tym stylu. Wszedł na pasy i dalej rozmyślał. Muszę się poprawić, teraz widzę jakie jest życie, piękne, zaskakujące… Pogrążony w swych myślach nie zauważył samochodu. Starał się coś zrobić, odskoczyć, ale strach go sparaliżował. Samochód jechał jakby go tam nie był. Michał się odchylił i zasłonił twarz rękami. Usłyszał pisk opon. Przerażony otworzył oczy, które ze strachu miał bardzo zaciśnięte. Zobaczył trojący tuż przed nim samochód, rozejrzał się i ujrzał starszą panią za nim. Czytaj dalej Narkoman II

Miecz Króla II Syn Władcy

Kowal, później wojownik, rycerz, a teraz król. Sebastian Jan XIII. Panował nad sowim królestwem dobrze, lecz nie umiał zakończyć wojny. Stare wojska ginęły, nowe się szkoliły. Król Sebastian nie chciał zawrzeć pokoju, ani druga strona. W swym pałacu nie był już sam, miał żonę, królewnę i syna, księcia. Książę miał już 17lat. Bardzo chciał wyruszyć na wojnę, lecz ojciec mu nie pozwoli. Minęły już dwa dni bez żadnej bitwy, Sebastian Jan XIII miał się spotkać z królem z którym toczą wojnę. Właśnie wstał z swojego tronu, pożegnał się z rodziną, i ruszył w stronę pięknych wrót. Szedł między równie pięknymi kolumnami. Chciał się obrócić, i pożegnać się jeszcze raz, ale tego nie zrobi, tak nie zachowuję się król. Więc tuż przed niem otworzyły się wrota, przeszedł przez nie. Już było za późno na powrót. Więc tylko jeszcze bardziej podniósł głowę do góry i wyszedł z zamku przez następne wrota. Wsiadł do czerwonej karety, z czerwonymi zasłonami przy oknach w drzwiach. Kareta zaprzężona w sześć koni ruszył

***

-To już tu! – krzyknął mężczyzna siedzący na karecie, trzymając bicze. Król wysiadł, rozejrzał się, i ruszył w stronę króla. Spotkali się między karetami.

-Jestem Król Paweł XIX. – Powiedział król z którym Jan XIII toczył wojnę.

-Król Sebastian Jan XIII – powiedział były kowal.

– Co proponujesz? – Powiedział starszy król – Pokój? – Paweł XIX zaśmiał się. – Lepiej zastanów się nad odpowiedzą.

-Nie bądź taki pewny siwy królu… – Ostrzegł go Sebastian XIII. – …dość długo zastanawiałem się w drodze, w karecie. Proponuję bitwę ostateczną, wszystkie twoje wojska, przeciw moim. – Powiedział stanowczo, młodszy król.

– Słucham? – roześmiał się Paweł XIX. – Zgniotę cię na miazgę, mam dwa razy więcej wojsk! – Zaśmiał się starszy król.

-Za to moi są dwa razy lepsi, spotkamy się tu, za trzy dni… zgoda? – Powiedział jeszcze pewniej Sebastian Jan.

-Zgoda! – Powiedział Paweł oburzony. Obaj królowie ruszyli do swoich karet, i odjechali.

***

Trzy dni później…

Spotkali się, tak jak się umówili. Jan XIII na przodzie wojska, z białą skórą niedźwiedzia, narzuconą na ramienia, prowadził wojsko. Król Sebastian Jan XIII zatrzymał się, słysząc również, zatrzymanie się piętnastu legionów za swoimi plecami. Przed nim ukazała się postać na koniu, niosąca sztandar. Sztandar który niebawem spłonie…. Pomyślał Król Sebastian. Obok ukazała się druga postać, również na koniu. Miała narzuconą na siebie czarną skórę wilka. To z pewnością był Król Paweł XIX. Za nimi dwojga, ukazało się wojsko składające się z dwudziestu ośmiu legionów. Wrogie wojska zatrzymały się. Jeśli ktoś popatrzał by z boku, lub z lotu ptaka, widać było po jednej stronie duże wojsko, a po drugiej prawie dwa razy większe wojsko, a między nimi pole z dwoma drzewami i wysoką trawą na ok. półtora stopy. Obaj Królowie, prawie równocześnie wydali rozkaz ataku. Królowie ruszyli a za nimi ich wojownicy. Gdy wojska się zderzyły, widok na nie z lotu ptaka wyglądał by jak wielka plama na środku… niczego. Każdy piechur, łucznik, kusznik, rycerz na koniu, oraz pozostali, mieli złość, nienawiść, żądzę krwi na twarzy. Nikt nie może opisać, jakie emocje wyzwalają się podczas bitwy. Nieliczni czują spokój, jak obaj Królowie, niektórzy miłość, do tego co robią. A cała reszta złość, i tym podobne. W bitwie została ledwie garstka, lecz szanse liczebne się wyrównały. Było około dwudziestu czterech wojowników Króla Pawła i on sam. Król Sebastian Jan również przeżył, lecz było z nim tylko siedemnastu towarzyszy. Obaj królowi spotkali się na polu bitwy, gotowi umrzeć za kraj. Paweł XIX ruszył na siego i zamachnął się próbując zranić Jana XIII. Sebastian obronił się mieczem, bowiem żaden z nich nie miał tarczy. Ona albo gdzieś odpadła, albo została odrzucona. Król Paweł znów ruszył w stronę Króla Sebastiana, lecz gdy ten był blisko, Jan XII położył się na koniu i wystawił nisko miecz. Tak jak Król myślał zranił konia, który się przewrócił. Zszedł z konia. Obrócił się i zobaczył starca który wywleka się spod konia, i jego miecz kilkanaście stóp dalej. Podszedł tak blisko, że Król Paweł XIX widział tylko stopy, gdy podniósł głowę.

-Opowiem wszystkim, jak tu leżałeś pod zranionym koniem, i patrzałeś na mnie błagająco wojsku, którym podbije twój kraj… – powiedział Król Sebastian zafascynowany zaplanowaną przyszłością.

-Nie… – Wyjąkał Król Paweł.

-Słucham? – Powiedział Król Sebastian, już miał dobić starego króla który się grzebał na ziemi, gdy pomyślał. A co jeśli zostawię go przy życiu? Gdy pozwolę mu odejść? Zmienię bieg historii? W czasie zamysłu Króla Sebastiana Jana XII, Paweł XIX wyciągnął sztylet z ukrytej pod kolczugą i dźgnął króla w kostkę, ten puszczając miecz runął na ziemię. Króla Paweł XIX wygrzebał się spod konia, i bez zastanowienia wbił go w kark kowala. Wtedy właśnie zmieniły się dzieje, losy, plany bogów. Kto wie, co będzie w XXI w. jeśli nie tak, jak teraz…