Poskromnienie pomazańczyni

Rozdział I ,,Polowanie na piratów”

Król Mariusz I przechadzał się po swojej komnacie. Dzień był bardzo słoneczny, dookoła słychać było szum fal i nawoływanie mew, a promienie słońca przedzierały się przez okno sypialni. Mimo całej cudowności tego dnia, Mariusz czuł, że czegoś mu brak. Chciał się  w końcu się ustatkowac i zostać prawowitym władcą krainy Jurda. Mariusz był już dziewiętnastoletnim mężczyzną, nieco postawnej budowy, o ciemnych włosach i oczach przypominających  barwę ametystu, które budziły zachwyt w każdej damie dworu. Król lubił otaczać się pięknymi kobietami, w każdej wyprawie i zabawie musiały mu towarzyszyć pięknie ubrane dziewczęta o nieprzeciętnej urodzie, dobrze wyglądające i wysławiające się.Innych nie tolerował. Jeszcze wczoraj wieczorem towarzyszyła mu jedna z kurtyzan. Po kolacji zaprosił ją do swojej komnaty i spędził z nią noc. Lecz dzisiaj coś mu przeszkadzało. Znów śnila mu się ONA. Każdej nocy widzial ją w snach ale nie mógł dojrzeć twarzy. Gdy już zbliżał się, to jakaś siła odciągala go i budził się. Dlatego mial zły humor, a trzeba wiedzieć ze Mariusz bardzo łatwo wpadał w gniew. Nagle rozległo się pukanie:

– Proszę wejść! odrzekł Mariusz. Do komnaty wszedł sługa królewski, który oznajmił:

-Najjaśniejszy Panie! Pański ojciec pragnie Pana widziec w sali tronowej.

-Dobrze, w takim razie oznajmij mu, że zaraz zejdę- odpowiedzial Mariusz

Sługa pokłonił się i wyszedł.  Mariusz westchnął. Jeśli ojciec wzywa go, to pewnie znowu chodzi o piratów. Ostatnio zrabowali całe wschodnie wybrzeże królestwa, a jemu wciąż nie udało się ich złapać. Mimo wszystko poszedł na spotkanie.

Stary król siedział w sali tronowej i mimo calemu urokowi dnia, wyglądał na naprawdę nieszczęśliwego. Byl to bardzo stary człowiek, o niezwykle poważnych rysach twarzy i słynący z wielkiej mądrości życiowej, niektórzy powiadali, że to on rozgromil ostatniego z największych piratów świata- Bartomella. Pirat ten, słynął z okrutności i przemocy,  powiadano, że odkrył on smoki w krainie Jurdy. Stary Zygfryd pokonal go,lecz w chwili śierci Bartomello wypowiedział słowa, które mówiły że on i jego potomkowie będa nekać króla przez całe życie, a przynajmniej dopóki  nie odda im medalionu serca Jurdy. Król miał ten medalion odkąd pamiętal. Jego ojciec przekazał mu to w chwili śmierci i prosił by pilnie tego strzegł. Król nie raz i nie dwa, wzywał magów i najróżniejszych specjalistów by otworzyli medalion. Niestety żadnemu się nie powiodło. Stary Zygfryd czuł, że zbliża się jego koniec, dlatego zawował Mariusza, by przekazać mu ową tajemnicę.

-Jestem Ojcze! Czy mnie wzywałeś?- to Mariusz wszedł do komnaty.

-Synu, prosze zajmij miejsce koło mnie, musze ci coś wyjawić.-odpowiedzial ojciec.

Mariusz zdziwił sie, ale posłusznie usiadł obok króla. Stary król wyciągnął z kieszeni płaszcza medalion.

– Co to jest?- zapytał Mariusz

-To mój synu jest medalion, który zostawił mi mój ojciec w chwili swojej śmierci. Nie przekazał mi żadnych wskazówek co do niego,nawet nie powiedział jak go otworzyć.  Wielu znanych magów już próbowało, lecz wszystko na nic, za nic nie otworzymy medalionu. Dlatego mój synu, czuje że zbliża sie już koniec mojego życia, proszę weź ten medalion, i zrób z niego dobry użytek może tobie uda sie go otworzyć.

Mariusz posłusznie wziął medalion, ale kompletnie nie wiedział o co chodzi.

– Ojcze, wyjaśnij mi, skąd ty w ogolę masz ten medalion? Do czego on służy i co ja mam z nim zrobić?

-Mariuszu, ten medalion to medalion serca Jurdy-naszego kraju. Musi być bardzo cenny skoro mój ojciec kazał mi go strzec, a ja proszę cię o to samo dla mnie.

-Dobrze Ojcze,wypełnie twoją wolę-odrzekł Mariusz. -A czy to może mieć jakiś związek z piratami?

Stary król drgnął. -Dlaczego o to pytasz?

-Może dlatego, że bez przerwy nas nękają, a ja już nie wiem ,jakie posiłki na nich wysyłać. Za nic nie można ich złapać.

Zygfryd odetchnął. – Mój synu. Piraci od zawsze nas nagabywali, napadali na nasze ziemie, jest to przeklęty naród, musimy z nimi walczyć.

– Ojcze, ja to wszystko wiem. Ale ta legenda…

-Jaka legenda synu?-odrzekł stary

-Ta o której opowiadają wieśniacy, o dziewczynie morza i jej bandzie, i o statku, który nazywa się Samotny Jeździec… Dziewczyna owa nazywa się Gertrude lub Daria, jest to największa kobieta pirat. Jeszcze nikt jej nigdy nie widział, ale sieje  ogromny strach. Ludzie powiadają, ze gdy schodzi na ląd to ziemia rozstępuje się pod jej stopami…

Stary król, wysłuchując tej opowieści pobladł. Czyżby to było możliwe?-zastanawiał się- Daria, nie, nie…to nie może być prawda…

-Ojcze, czy coś się stało?-odpowiedział zaniepokojony Mariusz

– Nie, nic mój synu, po prostu jestem potwornie zmęczony..Muszę iść się położyć…Także pamiętaj o tym co ci dzisiaj powiedziałem….

-Oczywiście Ojcze, w takim razie spokojnej nocy-Mariusz skłonił się i pocałował dłoń ojca i opuścił pokój.

Stary Zygfryd położywszy się w łożu, wyciągnął medalion. Mimo, ze był słoneczny dzień, medalion i tak budził grozę. Promienie słońca, rozświetlały wyryte na nim serce z literą D… Zygfryd przypomnial sobie słowa, które wypowiedział do niego Bartomello, i których nigdy nikomu nie powiedział: Ona otworzy piekło, ale i tak znajdzie medalion, twój syn jest jej przeznaczony i dobrze o tym wiesz…  Zygfryd wzdrygnął się, i jeszcze tej samej nocy zmarł.