Córka północnych wiatrów

-Więc pytasz, pani, o tę, która zwie się Aaireą… – kobieta poruszyła się na drewnianym stołku, nerwowym ruchem poprawiła spódnicę na kolanach. Nie czuła się zbyt pewnie w towarzystwie gościa, ale zaniechała już prób dostrzeżenia twarzy pod kapturem. Przybyła zasiadła w kącie izby, ciepły ogień paleniska wydobywał z mroku tylko jej wysoką postać. Poza tym, Yenne usłyszała raz czy drugi szczęk miecza pod płaszczem gościa – może i lepiej było nie krzyżować z nią spojrzenia?
Sapnęła z cicha i podjęła opowieść:
-Tak, można powiedzieć, że jest stąd, z naszej osady. Ale nie przyszła na świat wśród nas, nie, nie…- pokręciła głową, po czym ściszyła głos, jakby wyjawiała najgłębszą tajemnicę- Ona… to znajda jest!I to ja ją znalazłam, na górskim stoku znalazłam – zapatrzyła się w ogień, jakby przypominała sobie szczegóły. Wojowniczka naprzeciw niej milczała, miała czas.
-Pamiętam – rzekła wreszcie Yenne – Tej nocy wichry dęły okropnie, huczało… jakby strzechy miało pozrywać, starej Mernie obaliło wtedy płot przy zabudowaniach… A ja wracałam z drzewem, bo w domu chrustu prawie zbrakło na ogień. I tak ją usłyszałam, krzyk dziecka wśród wycia wiatru… Leżała przy ścieżce, pomiędzy krzakami, okutana w taki łachman, brudny od ziemi i czego tam. Ja wtedy nie wiedziała, że ona z tych… Widziałaś, pani, jaka tu osada…ot, kilkanaście chałup wśród gór. Gdzie my kogo obcego widzieli?! Ja myślała wtedy, że normalny, ludzki dzieciak… jakby wiedziała, że z tych, to nie wiem, czy bym wzięła… Dopiero w izbie, przy ogniu my zobaczyli , że taka skóra ciemna, te uszy szpiczaste… no i oczy, takie skośne jakieś… i żółte! W środku, przy źrenicach jej tak iskrzyło! – kobieta uniosła dłonie, jakby wspomnienie ją przeraziło – Potem, jak dorastała, my nigdy nie chcieli napotykać jej spojrzenia… takie dziwne oczy… My tu porządni ludzie jesteśmy, a toto… toż to z tych! Ona z Upadłych Elfów, z Drowów była! Żeby to chociaż Leśny, albo co, dziwne to są stwory, ale prawe ponoć…a ta dziewczynka to ork był prawie – kobieta splunęła pod nogi – z rasy sługusów Melkora!
Przybyła milczała, głowę tylko pochylając lekko na bok, toteż Yenne podjęła:
– To i też nikt jej nie chciał dłużej u siebie trzymać, żeby jakowegoś przekleństwa sobie na głowę nie ściągnąć. Ale rosła tu u nas… przygarniał ją to ten, to ów, bo nikomu krzywdy nie robiła, a nawet pocieszna dziewuszka była. Tylko tak patrzyła dziwnie, no i często śpiewała… pieśni, melodie, których nikt jej nie uczył… ciarki po plecach przechodziły, jak się tego słuchało!No i raz… – Yenne pochyliła się na stołku w zamyśleniu – Tego dnia była burza i wiało potwornie, a ten dzieciak tak jakoś dziwnie wiatr lubił… Mała wyszła na górę, tam na skałki i tak stała, żeby jej wicher włosy targał, i sukienkę… tak stała, jeszcze rączki do góry podniosła… Wtedy piorun uderzył w drzewo obok domu Revesa. Baby mówiły, że to ona tę burzę przyzwała, bośmy widzieli, że ustami tam na górze poruszała, a Reves ją kilka dni wcześniej spod chałupy przepędził. Może i zaklęła piorun, ja tam nie wie, co oni w tym rodzie potrafią… Ale to dziecko jeszcze zupełnie było… No, w każdym razie schwycili ją wtedy, a w nocy wszyscy, cała wieś, usłyszeli krzyk dziwczynki. Malunek jej na policzku zrobili, tatuaż. Żeby naznaczyć , że ona nie nasza. Dobrze… ona zawsze obca była.
Dłonie przybyłej zacisnęły się pod okryciem rękawów płaszcza. Spomiędzy zbielałych warg wyrwał się zduszony szept:
– Dla prostaczków wszystko, co obce, oznacza strach. A ze strachem przychodzi gniew i nienawiść. Tak? – spod kaptura błysnęła przez chwilę para czujnych oczu.
– Nie rozumiem twych słów, pani. – zmieszała się Yenne. Patrzyła w przestrachu na wojowniczkę.
– Nieważne. Dość już zrozumiałam, po to przybyłam – postać na powrót schowała się w mroku – Co dalej?
– Podrosła przy nas, ale wiele czasu spędzała później w górach, nie chodziła już po osadzie. Aż po prostu zniknęła, odeszła… Podobno widziano ją w Minas Tirith… jeśli to ona… Idziesz już, pani?
– Idę. – odparła, wychodząc w ciemną noc. Gdy tylko minęła linie zabudowań, zsunęła z głowy kaptur. Blask księżyca ujawnił tatuaż na policzku i rozpalił złote iskierki na tęczówkach. Zamknęła oczy, wystawiając twarz na wiatr, który rozwiewał pieszczotliwie jej czarne włosy.