Astrapi Rozdział I Burza

ROZDZIAŁ I

 

Błysk, huk. Niebo nad lasem rozświetlił piorun, a dźwięk przetoczył się przez wzgórza.
-Szlag – warknął młody uczeń czarodzieja, usiłujący od trzech godzin znaleźć drogę do chaty swego nauczyciela. Na wózku ciągnął za sobą drewno do rozpalenia w kominku, lecz przez ulewę już nie całkiem się do tego nadające. Po kilkunastu metrach chłopak uśmiechnął się lekko widząc znajome runy, namalowane czerwoną farbą na pniach pobliskich drzew. Niedługo się jednak cieszył, gdyż  dalej droga do chaty czarodzieja prowadziła pod górę, a śliskie od deszczu podłoże wcale nie ułatwiało drogi.
Chłopak spojrzał na wózek, który ciągnął za sobą, po czym na drogę przed sobą. Skrzywił się, nie mógł się poddać. Wiedział, że musi dla starego pierdziela zrobić wszystko, inaczej nie pozna kolejnych tajników magii. Westchnął i ruszył w stronę chatki. Szedł oddychając ciężko, łapał się konarów drzew, aby nie upaść. Kiedy chciał sięgnąć do kolejnego pośliznął się i upadł głową w błoto. Wózek zjechał w dół i u podnóża góry rozbił się o drzewo. Chłopak ubłocony, z rozbitym nosem pobiegł za nim. Widać było, że zapału w nim nie mało, lecz mądrością nie grzeszył. Po drodze i stoczył ze zbocza, wpadając w utworzone przez deszcz bajoro. Podniósł się na rękach i otrzepał głowę. Przetarł oczy i rozejrzał się dookoła, chyba nie da rady tym razem. Podniósł się i wściekle uderzył pięścią w najbliższe drzewo, raniąc przy tym rękę. Jęknął z bólu i zacisnął mocno zęby, w oczach stanęły mu łzy. Westchnął i usiadł pod drzewem.
– Przez usługiwanie temu staremu prykowi nigdy nie zostanę czarodziejem – mruknął i spojrzał w stronę koron drzew. Przestało już padać i powoli ukazał się księżyc. Przyglądał mu się zamyślony. Wiele lat temu w ten sam sposób, w lesie po deszczu patrzył na księżyc. Wtedy postanowił uciec z domu i poszukać swojej drogi życia. Nagle poderwał się słysząc dziwny odgłos i sięgnął do paska po sztylet, ale go tam nie było. Widocznie zgubił go przy którymś upadku. Znowu usłyszał odgłos. Tym razem był pewien, że usłyszał jęk zza pobliskich krzewów. Podszedł powoli bliżej i usiłował przedrzeć się przez krzaki. Marnie mu szło, zważywszy na to że był to ostrokrzew i tu, i ówdzie powbijały mu się igły. Warczał wściekle i szarpał się, co wcale nie polepszało jego sytuacji. Zdołał jakoś złożyć ręce i zaczął szeptać zaklęcie w języku staroelifckim. Nocny mrok przerwało jaskrawe światło bijące od jego rąk, z którym po chwili wystrzeliły iskry paląc więżące go krzewy. Oddychał ciężko, a na jego czoło wstąpiły kropelki potu. Nie był doświadczonym czarodziejem, więc nawet tak proste zaklęcia sprawiały mu trudność.
Po chwili podniósł wzrok i po drugiej stronie krzewów dostrzegł ciało. Człowiek? Elf? Na krasnoluda  czy gnoma było stanowczo za duże, a na półogra zbyt drobne. Zbliżył się powoli do ciała. Było ono ubłocone, całe we krwi i elementach ściółki leśnej.
– Ej, żyjesz?- pochylił się zadając co najmniej durne pytanie, dotknął ramienia postaci i potrząsnął nią lekko, na co odpowiedział mu jedynie syk z bólu. Widać zabrudzenia maskowały urazy jakich doznała. Wyprostował się i zaczął rozmyślać. Gdyby wniósł ją na górę, to by mogło się skończyć po drodze gorzej, aniżeli z tamtym drewnem. Przymknął oczy. Musiał zaryzykować użycia magii, wyciągnął dłonie jej stronę i skupił się. Ponownie zaczął wypowiadać słowa w języku elfów, lecz teraz wolniej, głośniej i wyraźniej. Nie mógł się pomylić, bo wtedy mógłby dopiero ją zmienić w krwawą papkę, albo żabę. Jedyny tego plus taki, że żabę można łatwiej transportować. Mówiąc wykonywał różne gesty, zaciskał lekko palce, po czym rozluźniał je, obracał dłońmi. W końcu ciało kobiety zaczęło unosić się nad ziemią. Młody czarodziej wstał i ruszył w stronę chatki.  Spieszył się, gdyż nie wiedział ile dziewczyna może wytrzymać, bez udzielenia pomocy, dyndając w powietrzu. Szedł szybko pod górę, jednocześnie starając się zachować precyzję, aby nie uderzyć ciałem dziewczyny w drzewo, tudzież samemu się nie wywrócić i uszkodzić ich obojgu. Odwrócił w pewnym momencie wzrok od dziewczyny, by zobaczyć jak daleko zostało. W oddali dostrzegł idącego w płaszczu, o lasce w jednej ręce i z lampionem w drugiej.
-Ty tam, młody! Miałeś nie używać zaklęć. Mówiłem ja Tobie, potrzeba Ci cierpliwości, uporu i prawdziwej siły – warknął z daleka czarodziej lekko przymrużając oczy. Widać już wzrok nie ten co kiedyś.
– Po pierwsze, to nie drewno, tylko dziewczyna i znalazłem ją w lesie. Jest ranna – powiedział chłopak podchodząc bliżej niego, wciąż kontrolując czar, aby nie upuścić ciała – a po drugie, może by Mistrz z łaski swej raczył mi pomóc zamiast stać i się gapić. I tak nic nie wypatrzy – ostatnie zdanie mruknął pod nosem, lecz najwidoczniej starzec miał lepszy słuch i wzrok, a już cel na pewno, bo gdy chłopak znalazł się w zasięgu dostał laską w brzuch. Zaklęcie zostało przerwane, lecz zanim ciało zdążyło uderzyć o podłoże Mistrz błyskawicznie wypowiedział formułę zaklęcia i uniósł je znów w górę. Chłopak skulił się lekko i patrzył przez chwilę. Widział teraz ile czeka go pracy i ile wysiłku musi włożyć, aby posiąść choć trochę takiej mocy, jak jego nauczyciel.
– Zbieraj się smarku – powiedział mędrzec i podszedł swoim niespiesznym tempem w stronę chatki – nadal musisz przynieść drewno do rozpalenia – powiedział Mistrz – a przy okazji, poćwiczysz trochę magię ognia osuszając je – dodał ironicznie i wszedł do domu lewitując za sobą ciało.
Chłopak zaklął szpetnie. Wstał otrzepując ręce, wziął głębszy oddech i pobiegł w dół, do drewna które stoczyło się z jego wózka. Nie mógł dać za wygraną i nie da. Po czasie jaki tu spędził jednym z jego marzeń było utrzeć nosa czarodziejowi, drugim natomiast było wyciśnięcie z jego gardła słowo pochwały.

Po godzinie chłopak wykończony wrócił do chatki Mistrza. Bez słowa wrzucił kilka kawałków drewna do kominka i rozpalił ogień. Spojrzał dopiero wtedy na czarodzieja siedzące przy łóżku, przy nieznanej dziewczynie. Podszedł do nich i przyjrzał się jej uważnie. Była czysta i..i tak, ubrana w jedną z jego szat. Posłał Mistrzowi gardzące spojrzenie, ale ten nie wydawał się za bardzo tym przejąć. Po dłuższym przyglądaniu się dziewczynie stwierdził, że w sumie była niczego sobie, choć szpeciły ją szramy na ciele. Opatrzona wyglądała znacznie lepiej niż leżąca w krwi i błocie.
– Poczekaj chociaż aż się ocknie, może wtedy dasz upust Twojej żądzy, póki co Twoje myśli są jak najbardziej nie na miejscu – skrzywił się czarodziej – nie dość, że zbereźny to jeszcze niedoświadczony – pokręcił głową i wstał. Chłopaka zatkało, a do tego zrobił się cały czerwony i nie był za bardzo pewien, czy ze wstydu, czy ze złości.
Domek był dość niewielki. Podzielony był na dwa pokoje, jeden mieszczący się na parterze, drugi na piętrze, a do tego łazienka. W pokoju w którym siedzieli znajdowało się łóżko, szafa, stół z szafką na zielska, który miał chyba robić za pracownię alchemiczną i prowizoryczną kuchnię. Mistrz zbliżył się do owego stołu i zaczął wyjmować poszczególne zioła, mielić je i wkładać do kociołka.
– Po co Ci to Mistrzu? – spytał chłopak przyglądając się jego działaniom.
– Pamiętasz opowiadałem Ci o magii żywiołów. Teraz czas, abyś poznał inne aspekty magii, oddziałujące bardziej na żyjące stworzenia i ich psychikę. Jeżeli posiądziesz wystarczającą wiedzę na ten temat będziesz mógł nawet – wziął głębszy oddech. Mówił trochę jak wariat, szarlatan pochłonięty przez żądzę mocy, ale jego uczeń jak widać przyzwyczaił się już do tego, bo nie robiło to na nim zbyt dużego wrażenia – nawet kazać im robić to, czego pragniesz! – rzekł podekscytowany. Chłopak chwilę patrzył na Mistrza.
– Jesteś najpotężniejszym czarodziejem jakiego znam. Potrafisz wszystko, znasz każdy aspekt magii, więc po jaką cholerę wciąż mieszkasz w tej ruderze? – spytał młody delikatnie unosząc brwi. Mistrz zignorował jego pytanie, nie powiedział na nie.
-Idź spać chłopcze, jutro od rana czeka Cię sporo pracy – powiedział starzec mieszając w kociołku – dziewczyna jest świetnym królikiem doświadczalnym, więc skorzystamy, póki się nie obudzi.
Chłopak już chciał zaprotestować, ale Mistrz uciszył go machnięciem ręki.
– Poznasz dokładnie jej historię, to co ją do nas przywiodło. Zbadasz najgłębsze zakamarki jej duszy, o których być może nawet ona sama nie ma pojęcia – ciągnął dalej czarodziej. Młody uczeń nie chciał się już dłużej kłócić. Westchnął jedynie i poszedł na górę. Był wykończony po dzisiejszym dniu, a zapowiadało się na to, że kolejne będą jeszcze gorsze.