Amberallskich wojen świadkowie

Erben szedł lasem, szczypany przez zimno w rytmie skrzypiącego pod jego butami śniegu. Szedł tak już od paru dni, pchany pamięcią o swojej misji. Nie zwalniając kroku ani na chwilę mijał za drzewami porozbijane wozy, wokół których leżał tłum poległych walczących w obronie dobytku i być może honoru. Jak widać nie powiodło się im to, więc ponad wszystko kochający spokój Erben nie wychodził z lasu na drogę, chyba że po coś przydatnego, jak zdobyty w ten sposób miecz, który znalazł przy zwłokach leżących na początku orszaku trupów. Było to jakieś 20 minut temu, 50 metrów temu i właśnie spotkał przód kolumny dawniej uchodźców, dziś…zwłok uchodźców.

Gdy Erben postanowił rozbić obóz nastawał zmrok, a zwłoki uchodźców leżały trzy kilometry za nim. Gdy nasz bohater o długich, brązowych włosach i piwnych oczach przespał parę godzin jego odpoczynek został przerwany przez soczystego kopniaka wymierzonego mu przez mężczyznę przywdzianego w grubą skórzaną kurtkę i również skórzane, twarde buty. Nowy, niedbający o dobre pierwsze wrażenie znajomy Erbena nie był jedyną osobą, którą ten ujrzał w blasku pochodni po tym, gdy czyjeś silne dłonie podniosły go z ziemi. Obok oskórowanego mężczyzny stały trzy konie, na jednym z nich siedziała ubrana po męsku kobieta, która w rękach trzymała kuszę, która była wycelowana w Erbena. Postać, która obudziła Erbena stała przed nim, więc ten, kto go podniósł i teraz trzymał go z tyłu skutecznie blokując mu ręce nie był tym, który go kopnął – Cóż za dedukcja drogi Erbenie, nie zastanawiałeś się kiedyś nad karierą detektywa? – Pomyślał wyrwany ze snu osobnik.

– Kim jesteś? Co tu robisz? – głos należący do mężczyzny stojącego przed nim wyrwał Erbena z zamyślenia.

– Jestem prostym facetem, który postanowił uciec przed okrucieństwem wojny.

– Sprawdziliśmy twój ekwipunek…czy w twoich stronach prości mężczyźni noszą ze sobą noże, miecze i buteleczki z niezbyt dobrze pachnącymi płynami?

– Taka kultura – Odpowiedział, po czym zderzył się z drzewem, co swymi silnymi ramionami wymógł mężczyzna stojący zanim.

– Co tu robisz?! Kim jesteś?! – Mężczyzna mówił podniesionym głosem.

– Jestem groźnym psychopatą! Argh! Zaraz was zabiję! – Kolejne zderzenie z drzewem. Denerwowanie ludzi, którzy go obudzili było nienajgorszym pomysłem, w końcu nie wyglądali na takich, którym by zależało, żeby po przesłuchaniu Erben odszedł w jednym kawałku.

– Nie jesteśmy tu dla żartu i ty pewnie też nie, pytanie po co? Współpracuj przyjacielu, a oszczędzisz sobie mnóstwo bólu. – Tym razem spokojnie powiedział nieznajomy.

– Jes… – W tym momencie ciężki but Erbena spadł na nogę trzymającego go mężczyzny, po czym Erben błyskawicznie wyprowadził kolejny cios trafiając przeciwnika w genitalia, co spowodowało jego upadek. Natychmiast po drugim ciosie Erben odskoczył w lewo wyciągnął zza prawego buta nóż do rzucania, który chwilę później wystawał z prawego oka niewiasty, która trzymając kuszę osunęła się ze swojego rumaka na ziemię.

W chwili, gdy Erben rzucał nożem mężczyzna w skórze odrzucił pochodnię i wyciągnął miecz. Erben widząc to, pobiegł do leżącego mężczyzny, któremu przy okazji zabrał miecz z pochwy, przy okazji kopiąc go w głowę uzupełniając jego liczbę obrażeń o złamany nos.

Mężczyzna w skórze zaatakował Erbena mieczem, lecz Erbenowi udało się sparować ten cios i wyprowadzić kontrę, która zabiłaby jego przeciwnika, gdyby nie cios w nogi zadany przez leżącego mężczyznę o zmiażdżonych genitaliach, który wytrącił Erbena z równowagi niemal doprowadzając do jego upadku i nie pozwolił wyprowadzić skutecznej kontry. Stojący na nogach przeciwnik Erbena zdołał zaatakować wojownika, który mimo uniku doznał rany, która ciągnęła się przez połowę przedramienia sprawiając dotkliwy ból jej właścicielowi.

W tym momencie mężczyzna zaczął wstawać i kierować się w stronę swojej zmarłej towarzyszki, wojownik postanowił coś z tym zrobić i zrobił – dogonił ociężałego mężczyzne i ciął go wzdłuż kręgosłupa, co poskutkowało rozcięciem na szarej koszuli, oraz bolesną raną ciągnącą się od łopatek, aż do pasa. Mężczyzna o zgniecionych genitaliach, złamanym nosie i czerwonej plamie na plecach osunął się na ziemię tracąc wolę walki i resztki godności układając się w pozycji płodowej.

W chwilę po tym, gdy teraz leżący mężczyzna otrzymał ranę, która jeśli przeżyje stanie się eksponatem godnym pokazania w burdelu, w którym panie zarażają panów syfilisem, czy innym świństwem, Erben zobaczył wycofującego się z obszaru walk mężczyznę, po czym sięgnął po naładowaną kuszę kobiety z wbitym w lewe oko nożem, wycelował, strzelił…trafił go w kolano. Bełt wystawał z obu stron kolana. Nie mogący biec dalej mężczyzna upadł na ziemię krzycąc w sposób w jaki sposób krzyczałaby większa część ludzkiej populacji, gdyby bełt przebił jej się przez kolano, nie musiał się tego wstydzić.

Erben wolnym krokiem ruszył w stronę leżącego wśród drzew mężczyzny.

– Zabij mnie! Proszę. – Krzyknął do Erbena mężczyzna, w stronę którego ten kierował kroki.

– To nie jest taka poważna rana, powinieneś z tego wyjść kulejąc…o ile będziesz współpracował. – Spokojnie odparł idący wojownik, który nie lubił, gdy się go brutalnie budzi, który wiedział, że kobieta i dwóch mężczyzn byli tylko bandytami, który postanowił dla samej satysfakcji potorturować więźnia.

– Odpowiem na wszystkie pytania, tylko mnie potem zabij, proszę.

– Przeżyjesz. – Spokojnie powiedział Erben.

– Właśnie, że nie! Bełt, jak i miecz, którym cię uderzyłem były pokryte trucizną, ot taka sztuczka. – Pięść Erbena trafiła bandytę w twarz rozcinając łuk brwiowy. Nie zrobił tego z powodu trucizny, ani trzech ostatnich słów bandyty, ale on poprostu to lubił.

– Nie żartuj sobie kolego. Gdzie są moje noże i miecz?

– Leżą tam –bandyta wskazał palcem dużą czarną torbę, z którą Erben zwykł podróżować – proszę, zabij mnie.

– Nie, nie zabiję cię, pozwolę ci umrzeć, lecz najpierw zaknebluję ciebie i twoich towarzyszy, a potem was do siebie przywiążę, no może poza tą dziewczyną pozwalając wam cieszyć się waszymi ostatnimi chwilami razem w ciszy. Nastała cisza, którą chwilami mącił płacz grubasa leżącego opodal.

Jak powiedział, lecz wcześniej zakopał pod jednym z drzew swój ekwipunek, poza jedną buteleczką, z której płyn wlał sobie w ranę na lewym przedramieniu, co miało zwiększyć szybkość gojenia rany, oraz zneutralizować działanie trucizny, co uprzedził oznaczeniem drzewa pod którym zakopał ekwipunek. Erben wiedząc, że za jakieś półgodziny będzie nieprzytomny i jest duża szansa, że nigdy nie odzyska przytomności (kto wie co to za paskudztwo było na tym mieczu) postanowił wejść na trakt i kontynuować podróż, licząc, że gdy opadnie nieprzytomny na ziemię będzie miał tyle szczęścia, że przed południem go znajdą…

Gdy obudził się na czerwonych poduszkach słysząc stukot koni zdał sobie sprawę, że jedzie wozem, który mógł należeć do każdego – kupców, czy wędrownych grajków.

Gdy wyjrzał na zewnątrz zobaczył tłum ludzi podążających zwartym szykiem w zbrojach, kobiety ubrane w niebieskie płaszcze, lekką jazdę. Wśród tłumu było wielu rannych, choć przeważali w nim ludzie, którzy śpiewali pieśni w języku trenelskim. Erben już wiedział, kto go znalazł – była to armia Trenelczyków, która wspomogła Amberall w obronie jego terytorium przed inwazją zza morza. Skoro Trenelczycy byli weseli i ranni, to oznaczało, że wykonali swoją robotę, więc najwyraźniej Amberallczykom udało się odeprzeć inwazję.

Wystającą z wozu głowę Embera dostrzegła jedna z kobiet i natychmiast do niego podbiegła, oczy miała błękitne, włosy blond i ładną figurę, a ubrana w niebieski płaszcz wyglądałą oszałamiająco.

– Witam.

– Witam.

– Widzę, że już się obudziłeś. Pewnie zastanawiasz się skąd się tu wziąłeś, otóż jesteśmy trenelską armią, która wraca ze zwycięskiej wojny w Królestwie Amberall. Znaleźliśmy cię po drodze na wozie kupców, którzy cię odnaleźli i mówią, że znaleźli cię nagiego i nieprzytomnego na drodze jedenaście dni temu. – Erben teraz zauważył, że jego strój jest inny, na odsłoniętym przedramieniu nie ma śladu po ostatniej bójce. Zauważył również, że nie był już w lesie pokrytym śniegiem, a jego wóz jechał pośród zielonych łąk wśród palącego słońca.

Po minie dziewczyny można było wywnioskować, że czeka na lawinę pytań, która powinna posypać się z jego ust, lecz zamiast tego usłyszała – Dziękuję za troskę, czy daleko do Novercart?

– Nie, jeszcze tylko dwa dni drogi…

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz