Generał

Część 2: Zemsta

Dwa lata później.

Tawerna była zatłoczona. Kelnerki chodziły co chwilę z zamówieniami, barman cały czas lał piwo do wielkich, drewnianych kuflów, a pijacy wciąż rozmawiali o braku pracy. Robert przyszedł tu właśnie w tej sprawie. Siedział w rogu sali, z dala od drzwi. Pił wodę z kubka gdy do budynku wszedł człowiek w czarnym, długim płaszczu. To pewnie on. Robert obserwował tego człowieka, lecz tamten spojrzał przelotnie po sali i ruszył w stronę barmana. Uciekinier odprowadzał go wzrokiem. Osoba ta usiadła na krześle przy ladzie.

-Korneliusz? – Ten głos całkowicie oderwał go ze swoich myśli. Przeniósł wzrok na człowieka który siadał naprzeciw niego.

-Tak, Aleksander? – Otrzymał skinięcie głową w znak potwierdzenia.

-A więc do rzeczy. To nie jest łatwa robota. Nie potrzebujemy osoby która wejdzie do pomieszczenia i zacznie machać nożami, a przy najbliższym zwarciu ostrze przeciwnika zatrzyma mu serce. Zrobisz to po cichu. Ludzie mają się dowiedzieć tydzień później, lub wcale. – Aleksander nie bardzo wiedział jak dobierać ostrożnie słowa.

-Tak, wiem jak to się robi. Podaj osobę, lokalizacje i co najważniejsze cenę. – Robert swą bezpośredniością troszkę przycisnął pracodawce.

-Jednak znasz się na tym. Tymoteusz miał racje co do Ciebie. Więc celem jest komendant więzienia, były generał. Sprzeciwia się tym, którzy mają większą władze nad nim. Ale ma niekorzystne dla nas znajomości, więc trzeba go wyeliminować. Ma na imię Wilhelm… – Robertowi przemknęła cała znajomość ze swym zmarłym przyjacielem, tak jak jego śmierć dwa lata temu. – jest w mieście, dowiedzieliśmy się że w nocy wychodzi gdzieś bez straży. Wtedy właśnie uderzysz.

-Nie podałeś ceny. – Robert oparł się na stole ugiętą ręką.

-Po wykonaniu zadania dostaniesz trzy tysiące. – Aleksander powiedział to z szerokim uśmiechem.

-Dobrze, kiedy mam zacząć? – Robert nie musiał czekać długo na odpowiedz.

-Jutro po zmroku, przed bramą zamku. Bądź gotowy.

*

Następnego dnia po zmroku.

Ulice już spustoszały. Robert stał za rogiem, wychylając się by spojrzeć na zamknięte bramy zamku.

-Robercie… – szepnął ktoś zza niego. Robert obrócił się, lewą ręką chwytając rękojeść sztyletu który był przy udzie. – Twój cel zaraz wyjdzie zza bramy. – Najemnik obrócił się i ruszył w kierunku bramy. Zza niej wysunęła się osoba w bogatych szatach. W lewej ręce trzymał czarny płaszcz. Okrył nim swe szaty i ruszył w lewo. Robert szedł za nim w cieniu. Doszli do tawerny „Pod podkową”. Weszli do środka. Generał podszedł do lady i zaczął rozmawiać z gospodarzem. Robert usiadł blisko barku, naprzeciw drzwi. Siedział długo obserwując swój cel. Wilhelm podszedł chwiejnym krokiem do jakiejś kobiety. Rozmawiali chwile. Kobieta cały czas się uśmiechała i kiwała głową. W końcu Wilhelm odszedł z uradowaną miną w kierunku schodów. Nareszcie. Robert wstał i ruszył za nim. Jego cel po wejściu na piętro skręcił w lewo. Robert wspiął się po schodach i spojrzał w lewo. Wilhelm mówił coś do, jak widać jego bramkarza i wszedł do środka. Robert poszedł w tamtym kierunku. Ochroniarz obrócił się w kierunku Roberta pokazując swą postawę, jak i swoje mięśnie. Robert w ostatniej chwili wszedł przez drzwi do pokoju sąsiadującego z pokojem Generała. Na szczęście pokój był pusty. Podszedł do okna. Otworzył je, wychylił się i ocenił jak daleko jest okno sąsiadującego pokoju. Powinien doskoczyć. Wyszedł przez okno. Po chwili wisiał już na kawałku pręta, wmurowanego w ścianę między dwoma oknami. Rozhuśtał się i skoczył do okna pokoju generała. Szybkim ruchem otworzył je i wskoczył do środka robiąc przewrót w przód. Rozejrzał się po pokoju. Było w nim trzech mężczyzn wraz z celem. Wyciągnął dwa sztylety spod płaszcza. Jednym rzucił w osiłka bliżej drzwi, obrócił się w stronę drugiego osiłka i Generała. Ochroniarz gotował się do ataku, Robert wyciągnął rękę drugim sztyletem w bok, i szybkim skrętem ciała podciął gardło przeciwnikowi. Drugą ręką chwycił za ukryte ostrze przy udzie i rzucił w generała. Trafił go w żebra. Wyszedłem z wprawy. Generał krzyknął. Rzucił sztyletem trzymanym w ręce w niego, trafiając w serce i podbiegł obok drzwi. Drzwi otworzyły się.

-Wilhelm? – Powiedział bramkarz. Robert kopnął w drzwi przewalając osiłka. Jeszcze raz popchnął drzwi by je zamknąć. Obrócił się i doskoczył do martwego ochroniarza Wilhelma z sztyletem w krtani. Wyjął go i obrócił się, gotów by zaatakować. Cios wyprowadzony przez osiłka był mocny. Robert padł na ziemie i chwycił się za nos. Bramkarz kucnął obok niego i uniósł pięść w górę. Gdy wyprowadzał cios Robert przeturlał się w bok, przy tym chwytając swój sztylet. Odwrócił się na plecy i wbił sztylet w móżdżek osiłka. Usłyszał kroki. Szybko wstał i ruszył do drzwi. Równie szybko wyszedł na korytarz i minął kobietę z którą rozmawiał przed chwilą Wilhelm. Gdy doszedł do schodów na korytarzu był słyszalny głośny krzyk. Robert ruszył schodami. Usłyszał głośniejszy drugi pisk. Ten wywołał uśmiech na twarzy Roberta.

Dwa lata później.

Robert mieszkał w innym mieście, w centrum. Dorobił się majątku, początkowo na zabójstwach, później otworzył sklep z bronią. Zmienił imię na Wilhelm. Siedział za ladą, w jego kierunku szedł klient z najlepszym mieczem, jaki Robert miał na stanie.

-Ile on kosztuje Wilhelmie? – Spytał klient stojąc przy ladzie i oglądając z uwagą miecz. Robert otworzył usta by odpowiedzieć ale klient uniósł miecz lekko w górę, skierował ostrze w jego kierunku i pchnął.

-A może Robercie?- Krew wypłynęła mu z ust. – Nikt nie może wiedzieć z taką wiedzą.

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz